Nowego roku nie traktuję życzeniowo. Nie czekam aż opatrzność, los lub inna wielka siła spełni moje marzenia. Mimo, że lubię planować, nie korzystam też z życiowej bucket listy, bo uważam, że planowanie w skali życia niezauważenie oddala się od naszych priorytetów.
Najczęściej planuję w skali roku i wyznaczam cele w skali miesiąca, a przy tym zawsze gotowa jestem zmienić plan – w końcu czasem zupełnie niespodziewanie nadarzają się warunki idealne, by zająć się innym ze swoich celów.
Tak było i w tym roku. O realizacji dwóch z marzeń myślałam wcześniej, a możliwości spełnienia aż trzech kolejnych pojawiły się zupełnie niespodziewanie. Mimo, że często rozmawiałam o nich z Kamilem i myślałam o ich spełnieniu, nie sądziłam, że będę mogła zrealizować je w tym roku! Za chwilę opowiem Ci jak do tego doszło. 🙂
1. Mieszkanie w starej kamienicy
We Wrocku fotografowaliśmy tylko telefonem.
Od zawsze marzyłam, by choć na kilka dni wprowadzić się do starej (najlepiej secesyjnej) kamienicy „z duszą”, w której pokoje są przestronne, a sufit położony wysoko. Z tą przestronnością bym nie przesadzała, ale w czerwcu udało nam się zamieszkać na weekend w kamienicy podobnej do tej z moich marzeń.
Wszystko to przy okazji wizyty we Wrocławiu – jednym z moich ulubionych miast. Okazja do wyjazdu pojawiła się zupełnie niespodziewanie, a był nią…
2. Koncert Davida Gilmoura
Wielu artystów chciałabym posłuchać na żywo, ale jest bardzo wąska grupa osób, których koncert po prostu muszę zobaczyć choć raz w życiu. Na pierwszej pozycji z tej listy jest David Gilmour. Nie wiem jak to się stało, ale zupełnie ominęły mnie wszelkie informacje o tym, że Gilmour będzie w czerwcu w Polsce – pewnie dlatego, że koncert zaplanowany był we Wrocławiu, a my mieszkamy w Warszawie.
Wyobraź więc sobie moje zdziwienie, kiedy zadzwonił do mnie Kamil (był w tym czasie w pracy, ja w domu) i zapytał, czy przypadkiem nie mamy zaplanowanego jakiegoś ślubu na ostatni weekend czerwca, bo właśnie rezerwuje ostatnie dostępne bilety na koncert David Gilmoura! 😀
Nie musiałam się długo zastanawiać i dwa tygodnie później byliśmy już we Wrocławiu, słuchając na żywo najpiękniejszej gitarowej solówki świata. Więcej o koncercie Gilmoura pisałam we wpisie Pięciogwiazdkowe przejemności, inspirowanym książką Oprah’y Winfrey.
3. Sesja poślubna w Tatrach
Jak pewnie wiesz, oboje z Kamilem jesteśmy fotografami i robimy zdjęcia w najpiękniejszych momentach życia, czyli na ślubach… To od lat moja wielka pasja i wiele z moich marzeń związanych jest właśnie z tą dziedziną.
Kilka lat temu Kamil po raz pierwszy zabrał mnie na Kasprowy Wierch i od tamtej pory wiedziałam, że właśnie w tej scenerii chcę sfotografować jedną z naszych Par.
W tym roku nadarzyła się okazja i zrobiliśmy zdjęcia na Kasprowym! 🙂 Wyjazd związany był z dużymi wydatkami również z naszej strony, ale zdecydowaliśmy, że warto spełniać swoje marzenia. Mimo, że na koniec wydarzył mi się mały wypadek (o czym tutaj: Dzień, w którym złamałam nogę), pojechałabym jeszcze raz. 🙂
4. Kupno nowego obiektywu
Kiedy kilka lat temu zakładałam firmę, zapisałam na kartce listę najbardziej wymarzonych elementów sprzętu fotograficznego. Każdy punkt był głęboko przemyślany i przedstawiał najlepsze dostępne na rynku obiektywy, aparaty, akcesoria. W tamtym czasie były daleko poza moim zasięgiem finansowym i nie mogłam sobie wyobrazić, że kiedyś będą moimi codziennymi narzędziami pracy! Na liście było pięć obiektywów, z której w tym roku możemy wykreślić czwartą, długo wyczekiwaną pozycję – klasyczny obiektyw portretowy 85 mm 1.4. 🙂
Osiemdziesiątką piątką mieliśmy już okazję wielokrotnie fotografować wcześniej – wypożyczaliśmy ją od dwóch lat na większość ślubów i zrobiliśmy nią już niejedno piękne zdjęcie. Teraz zdecydowaliśmy się na zakup, żeby mogła nam towarzyszyć na każdym zleceniu i żebyśmy mogli przygotowywać dla naszych Par i dla siebie samych jeszcze piękniejsze foty. Na wymarzonej liście do zakupu została już tylko 35-ka… 🙂
5. Założenie bloga
Tak, tak, żeby nie wiem jak banalnie to brzmiało, to właśnie założenie bloga było jedną z moich pierwszych decyzji w sprawie roku 2016. Zenblog miał powstać wiele miesięcy wcześniej – pierwsze notki, mimo że różniące się tematycznie od dzisiejszych treści Zenbloga, napisałam już w 2014 roku (o perfekcjonizmie z tym związanym pisałam w poście otwierającym bloga), ale cały czas miałam wrażenie, że daleko mi do doskonałości w tym temacie.
To akurat się nie zmieniło, ale kto powiedział, że od razu musi być idealnie – perfekcjonizm jest najbardziej bezlitosnym zabójcą działania, a przecież wiadomo, że zrobione jest lepsze niż doskonałe.
A jak minął Twój rok 2016?
Uf! Za mną już nie tylko podsumowanie spełnionych marzeń, ale i coroczna analiza i podsumowanie roku. Nie wszystkie wydarzenia ułożyły się po mojej myśli, ale jestem ogromnie wdzięczna za wszystko, co miało miejsce w minionego roku – również te trudniejsze momenty, bo dzięki nim obmyśliliśmy nowy, lepszy plan na 2017. 🙂
Jak Twoje zeszłoroczne marzenia i cele? Mam nadzieję, że udało się spełnić część z nich! Jeśli piszesz bloga, podziel się linkiem do wpisu na ten temat – na pewno już powstał, a ja chętnie przeczytam o Twoich doświadczeniach. 🙂
A już jutro, nowa część cyklu Czego słuchać w trakcie pracy – w tym miesiącu będzie to 10 najciekawszych albumów z roku 2016, idealnych jako muzyczne tło.
Jeśli nie chcecie przegapić żadnego wpisu, nie zapomnijcie dołączyć do followerów Zenbloga w serwisie Bloglovin!
Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:
Zapisz
Zapisz