Mokro, chłodno i ze złamaniem, a jednak nadal pięknie

20161003_zakopane2016_011

W sierpniu jechaliśmy w Tatry, by zrobić zdjęcia dla jednej z naszych odważnych Par Młodych. W drodze do Zakopanego witała nas tęcza i z każdym kilometrem krajobraz robił się coraz piękniejszy. Nawet mgła, przykrywająca szczyty od kilku dni zniknęła i po raz pierwszy od dłuższego czasu Kasprowy wyłonił się spod chmur! Dla nas to była super wiadomość, bo wszyscy liczyliśmy na najlepsze widoki. Było co prawda szaro, ale jednak pięknie i mogliśmy fotografować.

Następnego dnia zaplanowaliśmy sobie miniWAKACJE! Czyli wyprawę we dwoje Doliną Kościeliską, po spokój i doładowanie akumulatorów. 🙂 I… jak pewnie wiecie z tego wpisu, złamałam nogę. Stało się, gdy szłam… zrobić zdjęcie. TRACH! Auu…!

Kilka godzin wcześniej…

Noga jeszcze cała.

Melancholijnie patrzę w dal, lecz jeszcze nie wiem, co mnie czeka!

Spokój to to, czego potrzeba nam najbardziej w trakcie intensywnego ślubnego sezonu. Nie ma dla mnie nic bardziej relaksującego niż spacery, a te wśród natury są niemal jak narkotyk. Po prostu chce się wracać po te doznania…

Kamil jako obeznany z górami i dolinami Tatr piechur, obmyślił niezłą trasę – zabrał mnie w urocze miejsce, czyli nad Smerczyński Staw. To taka idylla, ukryta kawałek od głównego szlaku, do której niewielu turystom chce się pofatygować. Kiedy dotarliśmy na miejsce, poza nami były tam tylko dwie osoby, które za moment zostawiły nam widok na wyłączność. Niezachwiana tafla jeziora, ciężkie, deszczowe chmury i cisza złożyły się na taki klimat, o jakim nawet marzyliśmy, wyjeżdżając z Warszawy.

Wróciliśmy do schroniska na Hali Ornak. Jeszcze raz zajrzeliśmy do środka, na herbatę z termosu i kanapki. A ja pomyślałam wtedy, że skoro się rozpogodziło, wyjdę na zewnątrz i zrobię jeszcze raz zdjęcie budynkowi schroniska. Nie uwierzycie, ale nie poślizgnęłam się na żadnym mokrym kamieniu, których po drodze były przecież setki. Poślizgnęłam się na schodku. Przed schroniskiem. Z całym sprzętem foto na ramieniu (co za stres). I… au!

Dwugodzinny pieszy powrót ze złamaną nogą to jak się okazało ciekawe doświadczenie życiowe. Nie do uwierzenia, ale gdy się zatrzymasz i chcesz ruszyć, noga boli 7/10, ale kiedy idziesz miarowo, wkrótce dochodzisz do 4/10, tak że da się iść. Takie mądre to nasze ciało, że nie zostawi nas na pastwę niedźwiedzia ciemną nocą w Tatrach (no dobra, nie przesadzajmy, to w końcu była dolina!). Więc uspokajam, jeśli kiedyś złamiesz nogę w Tatrach, możliwe że dojdziesz do celu.

Ostatecznie złamana noga nie zmienia jednego:

To był piękny dzień.

I dobrze, że sesję zdjęciową dla naszej pary robiliśmy dzień wcześniej! 😀


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Bardzo lubię posiedzieć nad Smreczyńskim Stawem. Dzięki za przypomnienie tego cudnego widoku w ten straszny, szary i mroźny dzień 🙂

    • Dzięki Twojemu komentarzowi sama sobie o tym pięknym miejscu dziś przypomniałam! Dzięki. 🙂