Terapeutyczna moc pisania

Za oknem wiatr szaleje niemiłosiernie i chyba przywiał mi sceptycyzm, bo ogarnęło mnie przekonanie, że wszystko już było. Zadałam więc sobie to samo pytanie, które zawsze się sobie zadaje, kiedy wiatr przywiewa sceptycyzm – po co, dlaczego, a na co to komu?

Ponieważ dziś ze względu na niemoc i rozprzężenie po Nowym Roku wolę nie stawać wobec poważniejszych pytań, na przykład jakie dokumenty muszę zawieźć do księgowej, postanowiłam odpowiedzieć na powyższe, a więc dlaczego ja tu jestem i coś do Was piszę.

Otóż wierzę, że pisanie ma terapeutyczną moc. Nie tylko ja w to wierzę, sądząc po liczbie fatalnych książek, jakie zalewają księgarnie. Istnieje jednak ta różnica, że do pisania bloga nie potrzeba tylu kartek, a więc jest to proceder o wiele bardziej ekologiczny, choć być może równie impertynencki.

Wracając do terapeutycznej mocy, uważam, że jeśli coś ma pozytywną moc, to należy z tej mocy jak najlepiej skorzystać – inaczej kwalifikuje się to do przewinień niewykorzystanej szansy, za które można otrzymać rózgę na kolejne święta, a tego byśmy bardzo nie chcieli. Z tego właśnie powodu pisać trzeba.

Sposobów na pisanie jest mnóstwo, a jedne są bardziej ekstrawaganckie od drugich. Niektórzy na przykład, piszą do szuflady i zwykle później tych szuflad nie otwierają. Jest to dość mało ekstrawagancki sposób pisania (chyba, że pisane są wiersze) i rzadko kiedy podlega publicznym linczom, ale też rzadko przynosi jakiekolwiek korzyści komukolwiek poza szufladą, która od tej pory ma na nas haka i może go przeciwko nam wykorzystać.

Prowadzenie bloga jest pisaniem równie mało ekstrawaganckim, co pisanie do szuflady (wskażcie mi choć jedną osobę która nie ma bloga, nigdy nie miała i nie myślała o jego założeniu), z tą różnicą, że więcej osób ma na nas haka. Natomiast najfajniejszą sytuacją jest ta, w której piszemy dla siebie i do siebie. Jeśli nadążasz, to pewnie już wiesz, że w tej sytuacji istnieje idealna równowaga, ponieważ to my mamy haka na siebie samych.

Jednak z jakiegoś powodu to ta sytuacja jest postrzegana za najbardziej ekstrawagancką, a co za tym idzie wiele osób niechętnie podchodzi do pisania dla siebie. Zupełnie niepotrzebnie, bo w tej osobliwej sytuacji hak jest zupełnie niegroźny.

Kiedy już zdecydowaliśmy, czy będziemy pisać do szuflady, do ludzi czy do siebie i ustaliliśmy kto w tych trzech sytuacjach będzie miał na nas haka, przejdźmy do konkretów, czyli:

Jak pisać, by pisanie miało terapeutyczną moc?

1. Pisz do siebie

Jeśli myślisz, że w przypadku pisania do siebie i do szuflady odbiorca jest ten sam, to przypomnę Ci gadaninę o haku i zdradzę w sekrecie, że szuflada tego haka na Ciebie zupełnie nie potrzebuje. Dużo bardziej przyda się Tobie, gdy spojrzysz z dystansu na swoje zapiski i zyskasz nowe spojrzenie.

Zróbmy tu pauzę na kilka fundamentalnych spraw. Zakładam, że nie utożsamiasz swojego „ja” ze swoimi myślami. Jeśli zdajemy sobie sprawę z własnych myśli, to nimi nie jesteśmy. Jesteśmy natomiast tym, kto je myśli – zgadza się? A skoro tak, możemy rozważyć ich zasadność. Z myślami jest jednak ten problem, że mają tendencję do zlewania się ze świadomością i do udawania, że są najprawdziwszą prawdą, esencją i istotą. Niejeden się już pomylił, bo to przebiegłe bestie są.

Niektórzy próbują się im przyjrzeć, by wprowadzić selekcje i dopuszczać do głosu tylko niektóre z nich. Inni pozwalają się im rozpanoszyć na tyle, że całkowicie obezwładniają one ich świadomość i od tej pory delikwent żyje już tylko według ich wytycznych, nigdy nie zauważając, że panuje dyktatura.

Myśli natomiast mają swoją piętę achillesową – da się je ubrać w słowa, a jeśli tak, to także je zapisać. Wtedy przestają być rozmywającym się, niestrukturalnym tworem, a stają się namacalnym konkretem. Z konkretem dużo łatwiej dyskutować.

Wracając do historii o haku, cieszę się, jeśli wiesz teraz, co miałam na myśli, mówiąc o tym, że hak nam się przyda. Naturalnie powinniśmy zhakować nim nasze myśli (ale nie świadomość!).

2. Wykorzystaj strumień świadomości

Strumień świadomości to zabieg literacki znienawidzony przez wszystkich studentów filologii – polega na ciągłym zapisie myśli bohatera, które to myśli niejednokrotnie plączą się z wypowiedziami, mając za zadanie zmylić bezbronnego i niegotowego na ten obrót sytuacji studenta. Całość odbywa się bez zaprzątania sobie głowy interpunkcją, a czasem i porządkiem wyrazów w zdaniach.

Mimo, że trudny w odczycie (gdy nie znamy intencji autora), strumień świadomości jest bardzo prosty w formie aktu twórczego (oczywiście o ile nie piszesz drugiego Ulyssesa). Wystarczy otworzyć pusty plik, wziąć do ręki klawiaturę i… tak, zacząć pisać.

ALE CO. To oto pytanie stanie niewątpliwie na Twojej drodze do sukcesu w pisaniu i radosnej samoświadomości istnienia. Czuję w kościach, że już masz stwierdzić, że to po prostu głupie, ale mówię Ci: WSZYSTKO. Zapisuj wszystko. Po prostu pisz. Zacznij od tego, że nie wiesz co masz pisać i w ogóle jakie głupie rzeczy ludzie na tych blogach proponują. Nie zastanawiaj się nad ujmowaniem myśli w najlepsze słowa, ale po prostu pisz, co Ci ślina na język przyniesie. Pamiętaj, że jesteś w strumieniu świadomości, a więc nikt (nawet Ty sam) nie może skrytykować formy, języka, ani treści. Nie musisz nawet kończyć zdań, jeśli w trakcie ich „myślenia” przejdziesz już do innej kwestii.

Kiedy już zaczniesz pisać, może Cię zdziwić, że trudno będzie Ci przestać, zanim nie dojdziesz do jakiegoś wewnętrznego porozumienia samego z sobą i nie zrobisz porządków z własnymi myślami. I właśnie o to chodzi. Kiedy po wiadrze wylanych myśli zaczną pojawiać się momenty, w których nie odczuwasz żadnej myśli, rób puste wersy. Niestety na początku będziesz musiał zapisać, że o! to jest ten moment, w którym nie mam żadnej myśli, jestem niesamowity!

Kiedy przystanki zrobią się częstsze i dłuższe to znaczy, że świetna praca za Tobą i po raz pierwszy oczyściłeś głowę z własnych, niepotrzebnych myśli. Ale nie bój się, w razie czego, gdybyś jakiejś z nich potrzebował, wszystkie są tu, przed Tobą, w pliku OpenOffice czy notatce Evernote*.

* Nie polecam notatek robionych odręcznie – na klawiaturze pisze się o wiele szybciej i łatwiej nadążyć za gonitwą własnych myśli.

3. Sprawdź, czy mówią prawdę lub odpuść

Ok, notatka skończona i czujesz się przyjemnie oczyszczony z nagromadzonych emocji, kłębiących się myśli i wszystkiego, co siedziało Ci w głowie. Pytanie co z nią dalej zrobić.

Są dwie opcje. Możesz zachować dokument i wrócić do niego jutro (niektórzy doradzają nawet większy dystans czasowy i otwieranie zapisanych plików nie wcześniej niż kilka tygodni później) albo… go skasować. Oba rozwiązania mają swoje zalety.

W pierwszym przypadku (zapisanie pliku) masz świetną możliwość analizy swoich myśli. Zwłaszcza jeśli poczułeś w trakcie pisania, że doszedłeś do jakiś fundamentalnych wniosków lub, że to, co zapisałeś, w danym momencie wydawało Ci się stuprocentową prawdą o życiu, świecie, człowieku (partnerze, koledze, pracodawcy, pani w sklepie, Tobie samym – jeśli pisałeś o jakiejś osobie), etc. – daj sobie szansę zmienienia tego poglądu. Pamiętaj, by pod żadnym pozorem nie zaglądać tam wcześniej niż czas, którego potrzebujesz na złapanie dystansu, a już na pewno nic nie poprawiać. Przecież chodzi właśnie o to, by przyłapać własne myśli na gorącym uczynku! Kiedy raz to zrobisz, już nigdy nie zaufasz im tak jak wcześniej…

W drugim przypadku (skasowanie pliku) rezygnujesz z nęcącej możliwości krzyknięcia Król jest nagi!, ale zyskujesz… jeszcze większy dystans, powiedziałabym… morze dystansu. Zapisywaniu myśli (i ogólniej: ich „myśleniu”) zawsze towarzyszy przekonanie, że są bardzo, bardzo ważne – najważniejsze! Nie możemy pozwolić im umknąć i irytujemy się, jeśli ktoś nie pozwala nam ich wypowiedzieć, nie mówiąc już o złości po tragicznej stracie ciętej riposty. Natomiast przelanie ich na papier da Ci niesamowitą ulgę, którą przewyższyć może tylko błogość po naciśnięciu klawisza delete.

Skasowanie strumienia świadomości jest prawdziwym aktem miłosierdzia dla własnej higieny psychicznej. Pozwól więc swoim myślom odejść.


To co? Zaczynasz pisać? 🙂

A może stosujesz już strumień świadomości i podzielisz się swoimi doświadczeniami?

Aby nie przegapić nowych wpisów śledź Zenblog na Facebooku i w serwisie Bloglovin’. 🙂

Więcej o strumieniu świadomości:


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Podoba mi się to, co proponujesz – czasami traktujemy nasze myśli za bardzo serio, a poprzez pisanie można nabrać do nich dystansu i ocenić to, jak mają się do rzeczywistości, ewentualnie jak wpływają na to, jak ją postrzegamy. Przyznam jednak, że nie potrafię pisać pamiętników. Próbowałam wiele razy i za każdym razem wracając do nich czułam jedynie zażenowanie. Zostanę przy blogu. 🙂

    • Hej 🙂 Fajnie, że piszesz. Co do pamiętnika – może nie zaznaczyłam tego wystarczająco w tekście – w strumieniu świadomości w ogóle nie chodzi o prowadzenie pamiętnika – spisujesz kłębiące się w głowie myśli (najczęściej w formie nienadającej się do „normalnego” odczytywania – równoważniki zdań, pojedyncze wyrazy, etc. – brak poprawności gramatycznej jest na porządku dziennym) i kasujesz lub zostawiasz do późniejszej analizy (po analizie jednak zawsze kasujesz). Forma jest wyłącznie użytkowa i to bardziej ćwiczenie psychologiczne niż pisanie pamiętnika. 🙂

      • Daruj, to ja zastosowałam spory skrót myślowy. Nawiązanie do pamiętnika to taka dygresja, która nasunęła mi się po przeczytaniu Twojego tekstu, bo swego czasu właśnie jego prowadzenie działało na mnie terapeutycznie. Metodę strumienia świadomości znam, po prostu pisałam o czymś innym i tak zamotałam. 🙂

  • Agnieszka Wojtas

    Robię dokładnie to, co opisałaś. W moim przypadku nawet pomaga:)

  • Mam wrażenie, że moje najlepsze blogowe teksty powstały właśnie z wykorzystaniem strumienia świadomości. Chociaż to bardziej intuicyjne w moim przypadku bo o tym, że to zabieg literacki dowiedziałam się od Ciebie. Psss Fajnie mi tutaj <3

  • Ostatnie zdanie tego tekstu skłoniło mnie do refleksji, ze czasem zbyt dlugo przechowujemy stare myslibw szufladzie duszy.Lepiej je rozpoznac opisać, podyskutować z samym sobą, spojrzeć z innej perspektywy i…wypuścić na wolność, niech żyją swoim życiem i zwolnia miejsce innym myślom:-)
    Pozdrawiam 🙂

    • Dokładnie tak – pięknie to ujęłaś. Właśnie ta myśl przyświecała mi przy tworzeniu tekstu, z tym, że chciałabym żeby myśli zwalniały miejsce niekoniecznie innym myślom, a po prostu… harmonii w głowie 🙂

  • Pisanie przynosi czasami naprawdę bardzo ciekawe rezultaty w postaci książek, powieści czy wręcz kariery pisarskiej 🙂 Bywa też, że taka osoba zostaje odkryta przez rynek jako naprawdę świetnie zapowiadająca się osobowość. Dzięki swojej pracy i pisaniu pokazuje światu bardzo dużo pozytywów

  • Blog blogiem, ale w szufladzie mam zeszyt, tam się „terapeutuję”. Blog czytają znajomi i rodzina więc nie zawsze chcę/mogę napisać o tym co boli. Wewnętrzny cenzor działa 😛

  • Przepiękny tekst 🙂 „Zapisuj wszystko. Po prostu pisz.” To moje motto 🙂

  • Warto to wpisać jako postanowienie na 2017, dziękuję 🙂

  • Anetko jestem zakochana w Twoim blogu 🙂

  • Bardzo fajny i wartościowy wpis – to prawda, pisanie może mieć zbawienny wpływ na samopoczucie 🙂

  • A ja znam ludzi, którzy nie piszą bloga 🙂 Wszyscy moi znajomi 🙂
    Chociaż trudno mi się pisze ręcznie, wolę komputer, jednak pisanie ręczne uruchamia więcej procesów, a potem to fizyczne zgniecenie lub podarcie kartki i wrzucenie jej do kosza – bardziej do mnie przemawia niż kasowanie pliku….

    • Może i tak jest! Na papierowej kartce można w końcu się dodatkowo wyżyć w trakcie procesu jej unicestwiania 😀

  • O zaskoczyłaś mnie tym, że nie znsz nikogo kto nie bloguje. Ja jestem chyba jedyną blogującą wśród moich znajomych 😉 sposób na ogarnięcie własnych myśli bardzo ciekawy, na pewno wypróbuję 🙂

  • Olga

    Dziękuje za przypomnienie o tym, że pisanie pomaga 😉

  • Agnieszka Maciejewska

    Po co pisać, skoro mam zaraz to wszystko skasować. Dla mnie to nie ma żadnego sensu. Jeżeli już coś piszę, to niech to zostanie. No, chyba że jest kompletnie do bani.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    • Aby zrozumieć tę ideę trzeba mieć świadomość, że nie wszystkie nasze myśli są wartościowe. Niektóre z nich są szkodliwe, toksyczne i nie należy ich pielęgnować. Dopiero sformułowanie ich (np. przy pomocy strumienia świadomości) i zdystansowanie się wobec nich pozwala zauważyć jak bardzo dalekie są od prawdy.

  • Miałam kiedyś etap, że pisałam strumieniem świadomości, a potem upadło na skutek miliona rzeczy dziennie do zrobienia. A, i poza tym pisałam ręcznie, pewnie dlatego też o to nie walczyłam…
    Świetny tekst, inspirujący też filozoficznie: nasze myśli- nie nasze. Zmotywowałaś mnie, żeby jednak się skusić na nowo traktując to jako metodę przy braku weny:-)

  • O tak, pisanie do szuflady mam we krwi. Zresztą jako dziecko podobno znikałam na całe godziny z długopisem, kartką i coś tak gryzmoliłam. Zdecydowanie ma terapeutyczną moc, zawsze kiedy wracam do swoich notatek, myślę: to naprawdę byłam ja? Takie problemy miałam? I rośnie moja duma na myśl, jak ewoluowałam. Czasem są rzeczy, o których niekoniecznie chcę pamiętać, ale znów myślę sobie: jestem silna, dziś nie jestem tą dziewczyną sprzed 10 lat. Może pisanie to tak jak wygadanie się bliskiej osobie, tyle, że bez haka, o którym mówisz;) Fajnie tu u Ciebie siostro polonistko:)

    • Uau, dokładnie – „czy to byłam ja?”. Z tego, co piszesz masz na pisanie trochę inne sposoby niż strumień – jestem bardzo ciekawa jak robisz takie zapiski. Może już o tym pisałaś u siebie? Dopiero zaczęłam zagłębiać się w Twój (naprawdę ciekawy!) blog.

      • Dziękuję:) Strumień świadomości to chyba faktycznie nie jest, zawsze potrzebuję ubrać to w jakieś ramy, usystematyzować, skatalogować – może powinnam zostać jednak bibliotekarką?;)

  • Dagmara Szkudlarek

    Już kiedyś czytałam o terapeutycznej mocy pisania. Specjaliści często wykorzystują tę metodę na terapiach. Dobrą formą próby dogadania się w związku jest pisanie do siebie listów. Moja znajoma to przetestowała i odniosło super skutek.

    • Tak! Chciałabym poruszyć ten temat niebawem 🙂 Napiszesz coś więcej o znajomej? Jak pisała, czy na konkretne tematy i o jej efektach?

      • Dagmara Szkudlarek

        Z tego co wiem temat dotyczyły głównie sfery seksualnej. Jej były już partner nie bardzo potrafił na te tematy rozmawiać. Ale ta metoda odniosła skutek i w ich relacji się poprawiło. Wiem że w teraźniejszym związku tez tą metodę stosuje, ale jest dopiero na początku drogi. Tym razem w listach pisze o wszystkim co ja dręczy ale też co ja cieszy itd.

  • Ciekawy wpis ale nie mniej ciekawy niz caly blog, chyba troche czasu tu spedze 😉

  • Blogowanie nie jest wcale takie ekologiczne 😉 Prąd do napędzania laptopa nie bierze się z powietrza (uwaga: nie dotyczy elektrowni wiatrowych 😉

    • Cóż, w porównaniu z wydawaniem książki nadal bardziej – książek też nie przepisuje się ręcznie. 🙂

  • Uwielbiam pisać odręcznie, bo wtedy robię to bardzo szybko i pomysły mi jakoś same do głowy wpadają. Na komputerze zazwyczaj robię już tylko kosmetykę 🙂

  • Jakiś czas temu zadawałam sobie właśnie pytanie „pisać czy nie pisać?”. I cieszę się, że odpowiedziałam sobie „tak”, bo codziennie utwierdzam się w przekonaniu, że faktycznie pisanie ma niezwykłą moc!

    • Weronika, a co konkretnie piszesz i z jakim celem? 🙂

      • W zasadzie decyzję o obecności słowa pisanego w moim życiu podjęłam wybierając studia – od 3 lat jestem na dziennikarstwie, i przez cały ten czas coś „pcha” mnie do prasy i internetu, telewizja czy radio nie pociągają mnie wcale.
        We wrześniu rozpoczęłam swoją przygodę z blogowaniem, konkretniej piszę blog kreatywny o moich największych pasjach, fotografii i rękodziele.
        Każdy komentarz, każda uwaga – miłe słowo jak i konstruktywna krytyka – niesamowicie mnie napędzają, więc czuję, że chcę to kontynuować. Z wielką chęcią biorę się za pisanie nowych wpisów.

        • Hmm, ale wpis jest o trochę innym rodzaju pisania niż masz na myśli 🙂

          • Myślę, że wszystko zależy od interpretacji.
            Piszę dla siebie, chowam, wyjmuję, analizuję teksty, część wyrzucam, część dalej pozostaje jedynie moją własną skarbnicą myśli, a część staje się inspiracją do napisania posta na blogu. Wszelkiego rodzaju pamiętniki, myśli spisane na papierze czy pliki z artykułami, felietonami stworzonymi ot tak, dla siebie, są od dawna elementem mojej codzienności.

          • I co, piszesz felietony po to, by je skasować po napisaniu kropki? Chyba nie mówimy o tym samym Weronika 🙂

          • Nie, nie, czasem zaglądam do tego, co napisałam po kilku miesiącach czy nawet roku, mam wtedy dystans do własnych myśli i słów zapisanych, o czym wspominasz we wpisie.
            Jeśli jednak zbyt wymyślnie zinterpretowałam moc pisania – przepraszam. Uważam jednak, że w jakiejkolwiek formie by człowiek pisał, jeśli tylko sprawia mu to przyjemność i pomaga w porządkowaniu umysłu – niech pisze 🙂

          • Jasne, że tak 🙂 Tylko, że jest to zupełnie obok tematu artykułu, stąd moja konsternacja. 🙂

          • W takim razie jeszcze raz przepraszam za wprowadzenie zamętu swoim niepoprawnym rozumowaniem 🙂
            Swoją drogą, cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga – wiele wpisów wzbudziło moje zainteresowanie 🙂

          • Nie ma za co przepraszać, a rozumowanie nigdy nie jest niepoprawne – po prostu pisałaś o czymś innym. Fajnie, że piszesz bloga i że sprawia Ci to przyjemność! 🙂

          • Czekam zatem na następne, ciekawe i przydatne posty, i pozdrawiam ciepło!

  • Pisać po prostu warto. Jeśli nie pisać to rozwinąłbym to o inne sposoby „uzewnętrzniania się” 🙂 Fotografia, rysunek, malowanie, gra na instrumentach, po prostu tworzenie. Nieskrępowane niczym tworzenie to świetny sposób na odprężenie 🙂

    • Jasne, że tak 🙂 Jak tworzymy i mamy flow, to tak naprawdę „jesteśmy tym tworzeniem” i jednocześnie w 100% sobą. Nie ma myśli: „czy robię to wystarczająco dobrze?”, „czy mam do tego odpowiednie kompetencje?”, etc. Dla mnie idealne są pod tym względem dzieci – czy one się choć raz zastanowiły czy POTRAFIĄ rysować, pisać opowiadania, tańczyć, grać na organkach? <3

      • Dzieci to świetny przykład. Co do tworzenia to chociażby fotografia może być dobrym przykładem. Lubię wrzucić aparat do plecaka, wsiąść na rower i pojechać za miasto, zrobić trochę zdjęć i się odprężyć. Jeśli 1 z 200 będzie dobre to fajnie, jeśli 20 z 50 to też fajnie. Jeśli wyrzucę wszystkie do kosza to też będę zadowolony, bo miło spędziłem czas.

        Próbowałem kiedyś wziąć laptopa i działać sobie gdzieś na skraju łąki, ale jakoś to nie przeszło 😀

  • Kolejny świetny artykuł, dzięki! Choć wydaje mi się jednak, że pisanie ręczne jest szybsze. Zwłaszcza takie dla siebie, więc nawet na granicy czytelności. Chętnie bym kiedyś spróbowała zostać Proustem dla samej siebie. Z ciekawości. 😉
    Ale naprawdę nie znasz nikogo, kto nie ma/nie miał/nie chciał mieć bloga? Ja chyba mam w większości takich znajomych. Ale… sama do niedawna do takich osób należałam. Teraz jednak wpadłam. Niech mi czytelnicy wybaczą. 😉