Jak znaleźć swoje powołanie? Czy pasja na całe życie istnieje?

A więc szukasz swojej życiowej misji. Może dopiero zaczynasz poszukiwania, a może jesteś już w trakcie drogi. A może już odnalazłaś to, co kochasz najbardziej, ale pojawiły się wątpliwości? Poznałaś swoją wymarzoną ścieżkę, ale nie wszystko wygląda tak, jak sobie na początku wyobrażałaś?

Powołanie to nie idealna aktywność, której nigdy nie mamy dosyć i która jeden do jednego pokrywa się z naszymi predyspozycjami. To nie jest tak, że wszyscy rodzimy się przygotowani do pracy w ten jeden, wymarzony sposób i samo odnalezienie odpowiedniego stanowiska sprawi, że wskoczymy na właściwe miejsce. Powołanie to działanie, do którego wyrywa się nasze serce niezależnie od wszystkich wątpliwości, wbrew wszystkim przeciwnościom.

Jak znaleźć swoje powołanie?

Powołanie się odnajduje czy znajduje? Pierwsze słowo wskazywałoby na to, że istnieje jakaś konkretna lista misji i profesji i wystarczy tylko odnaleźć tę, która została z góry przewidziana właśnie dla Ciebie. Niestety to bardziej skomplikowane – wiele rzeczy, do których (po)czujemy powołanie, dzisiaj nawet nie istnieje. Trzeba je nie tylko znaleźć, ale jeszcze odkryć, stworzyć.

Skoro nie szukamy konkretu, nie możemy zacząć przeczesywać znanych możliwości w poszukiwaniu oczekiwanego kształtu. Nie ma co się łudzić, że poczujemy to ukłucie w sercu, motylki w brzuchu, na samą myśl o danej aktywności – w końcu nigdy jej nie podejmowaliśmy, skąd mielibyśmy wiedzieć, że to, to to. Trzeba próbować, przymierzać do siebie różnorakie role, a niektóre tworzyć z własnej potrzeby lub dla własnej zabawy.

Po pierwsze przestań szukać

Wielkie przełomy nie następują wtedy, gdy poszukujemy rozwiązania, ale wtedy, gdy przestajemy o nim myśleć. Naturalnie nie odbywa się to całkowicie poza odkrywcą – wysiłek poszukiwań jest konieczny. Zrozumienie i eureka przychodzą jednak nieintencjonalnie i tylko do tych, którzy pozostawiają w swojej głowie na nie miejsce.

Jeśli nasz umysł przeładowany jest setkami myśli, nie zauważymy rozwiązania nawet, jeśli będziemy od niego o krok. Dlatego zamiast się zamartwiać i budować scenariusze (co mam robić, wszyscy odnaleźli swoje pasje, mam 30 lat, do niczego się nie nadaję, etc.), skup się na oczyszczaniu swojej głowy – zrobieniu w niej miejsca.

Przypadkowe odkrycia zdarzają się tylko umysłom przygotowanym.

– Blaise Pascal

Nie podejmuj się każdej nowej rzeczy, sprawdzając ją pod kątem powołania. Przywykliśmy do myślenia o powołaniu jak o jednorożcu, a potrzebujemy po prostu bardzo dobrego konia. Możemy odrzucić najlepsze, cały czas szukając wyśnionego ideału. Powołanie wymyka się wszelkim kryteriom. Nie można wypisać jego koniecznych cech i przykładać ten klucz do każdego działania.

Powołaniem może okazać się ta aktywność, która nie spełnia żadnych kryteriów – o wygodzie, statusie społecznym, finansowym, stylu życia. Po prostu pojawia się w jej trakcie flow (stan przepływu, kiedy zapominasz o całym świecie), a Twoje zaangażowanie nie ma racjonalnego uzasadnienia. Nic nie poradzisz na to, że właśnie wtedy jesteś szczęśliwa. Może i łatwiej byłoby zająć się czymś innym, ale to nie będzie powołanie. Nie dotrzesz do niego z listą kryteriów.

Wsłuchaj się w głos intuicji

Nasza podświadomość gromadzi o wiele więcej danych niż świadomość. Podświadomość przetwarza je „po cichu” i zupełnie poza naszą kontrolą, a dzięki temu odciąża nas z rutynowych i absorbujących operacji myślowych. Właśnie dzięki niej miewamy przeczucia – intuicyjnie wiemy, że coś jest dla nas lub że powinniśmy wybrać inną drogę, a jednak nie potrafimy znaleźć racjonalnego potwierdzenia. Jego brak nie umniejsza jednak wartości intuicyjnego osądu.

Podejmując ważne decyzje, robimy długie listy argumentów za i przeciw, a najczęściej i tak wybieramy opcję, o której myśleliśmy od początku. Dlaczego? Wybieramy ją, choćby punktów „przeciw” było o wiele więcej! To właśnie intuicja. Przekonani do argumentów zostają tylko Ci, którzy całkowicie poddali już przebłyski intuicji myśleniu liniowemu i analitycznemu, a więc martwemu, odtwarzającemu. Myśląc analitycznie nie zdobędziemy się na kreatywność i tworzenie. Możemy co najwyżej odnajdywać to, co już jest – nigdy rodzić i tworzyć.

Możesz ofiarować światu jedynie to, co Cię raduje.

– Osho, Zdrowie emocjonalne.

Poczucie prawdziwego, wewnętrznego szczęścia prowadzi nas zaskakująco dobrze. Powołanie to nie cierpienie – to właśnie wewnętrzna radość z samego procesu! W rzeczywistości tylko gdy jesteśmy szczęśliwi, możemy dawać z siebie wszystko, a dzięki temu wykorzystywać w pełni nasz potencjał lub choćby troszkę do tej pełni się przybliżyć. W innym wypadku będzie to tylko zimny biznes – kalkulacje i liczenie na zwrot z inwestycji. Co ważne, właśnie wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy zdolni poruszać naszym działaniem innych.

Kiedy podążasz za swoim szczęściem, drzwi otworzą się tam, gdzie nie podejrzewasz ich istnienia i gdzie nie będzie drzwi dla nikogo innego.

– Joseph Campbell

Nie przeceniaj stałości

Może boisz się zaangażować w jakąś sprawę, bo obawiasz się o przyszłość? W końcu co się stanie, jeśli za rok, dwa lub dziesięć lat nie będzie to już Twoją drogą idealną – przynajmniej nie tak idealną, jak to sobie wyobrażałaś? Co z tego, że dzisiaj bycie przedszkolanką może wydawać Ci się spełnieniem marzeń, skoro za kilkanaście lat pewnie będzie bolał Cię kręgosłup. Co z tego, że podróżowanie to dla Ciebie obecnie najlepszy sposób na życie, skoro za kilka lat chciałabyś urodzić dziecko, a za kolejnych kilka posłać je do szkoły. I tak dalej.

Wszyscy chcemy czuć się bezpiecznie – wiedzieć z góry gdzie będziemy za naście lat i jaki będzie wtedy nas status. To atrakcyjna droga, jednak w rzeczywistości nieistniejąca – rzadko kto ma możliwość przewidzenia choć w przybliżeniu jak będzie wyglądało jego życie za kilkanaście kolejnych lat i czego będzie wtedy pragnąć, a co dopiero spełnić te oczekiwania. Więc albo teraz zgodzimy się na kompromis z życiem i zrezygnujemy z naszego rzeczywistego, choć niepasującego do przyszłej wizji, powołania, albo przyjmiemy to, co do nas przychodzi dzisiaj, ale bez żadnych gwarancji na to, jaka będzie przyszłość.

W rozpoznaniu swojego powołania nie chodzi o znalezienie najwygodniejszej drogi – z najmniejszą liczbą przesiadek, zakrętów, rozwidleń. Chodzi o znalezienie SWOJEJ drogi. Celem jest spacer, a nie dojście do ostatecznego punktu. Zamiast zastanawiać się, czy to co cieszy nas dzisiaj, będzie nas satysfakcjonować za dziesięć lat, dużo lepiej włożyć energię w to, by cieszyć się spacerem. Rzeczywistość się zmienia. Pięć-dziesięć lat temu wiele dzisiejszych zawodów nawet nie istniało. Skąd wiesz do czego doprowadzić może to, do czego dzisiaj popycha Cię Twoje poczucie spełnienia?

Dywersyfikuj

Dywersyfikacja to rozdzielanie życiowej energii i czasu na kilka aktywności. Gdy koncentrujemy się wciąż na jednym i tym samym działaniu, wcześniej czy później poczujemy się wypaleni. Dlatego tak ważne są projekty poboczne – mniejsze cele, którym poświęcamy swoje dodatkowe zasoby.

Może się wydawać, że włożenie całej uwagi w główną sferę działań pozwoli nam na osiągnięcie, metodą specjalizacji, lepszych rezultatów. Mówi się przecież nie łap wielu srok za ogon. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej: dywersyfikując działania, nie tracimy swojej energii, ale – paradoksalnie – mamy jej więcej i więcej, rzadko bywamy znużeni, a jeśli – zawsze możemy zająć się alternatywnym działaniem. Inspiracja napędza się wtedy niemal samodzielnie.

(William Blake) przez jakiś czas myślał, że gdyby mniej pisał mógłby więcej grawerować i malować. Przestał pisać na miesiąc czy dłużej. Porównując odkrył jednak, że malował więcej, gdy wyzwalał swoje zainspirowane wizjonerstwo pisząc. Wszystko to dowodzi, według mnie, że im więcej używasz tej radosnej, kreatywnej mocy (…) tym więcej jej masz.

– Brenda Ueland, Jeśli chcesz pisać (1938).

Koncentrowanie wszystkich wysiłków na jednej aktywności sprawia, że przestajemy być wolni. Ta jedna sfera życia staje się dla nas wszystkim, a my zaczynamy się bać, że jeden fałszywy krok zaprzepaści wszystkie starania i zostaniemy dosłownie z niczym. Strach to przeciwieństwo wolności. Dlaczego jednak mielibyśmy bać się porażki zaledwie w jednej z obranych dziedzin? Decydując się na projekt poboczny nie musisz od razu przebudowywać całego swojego życia. Po prostu zrób coś więcej niż zazwyczaj, wykonaj jeden dodatkowy krok.

Poznawaj siebie

Zapoznaj się z metodami pisania osobistego i wykorzystuj różne sposoby – strumień świadomości, listy, dzienniki (emocji, działań, wdzięczności, przemyśleń), monitoruj kiedy jesteś najszczęśliwsza (możesz prowadzić habit tracker z oznaczaniem najbardziej satysfakcjonujących dni). Pisz strumieniem świadomości na tematy związane z Twoim powołaniem i ścieżką życia. Odpowiedz sobie na podstawowe pytania: co lubisz robić i co robiłabyś nawet, gdybyś nie musiała pracować do końca życia? Przy jakich czynnościach zapominasz o czasie, o czym myślisz z takim entuzjazmem, że nie możesz zasnąć? Komu najchętniej pomagasz lub najbardziej chciałabyś pomóc? Przy jakich czynnościach pojawia się u Ciebie stan flow i czego uczysz się zaskakująco szybko – o wiele szybciej niż inni? Jak wyglądałoby Twoje idealne życie?

Zapisuj wszystkie odpowiedzi. Widząc wszystkie elementy w tym samym momencie, łatwiej jest je połączyć.

Poznanie siebie to nigdy nie jest skończony proces. Zmieniamy się, zmienia się też nasze życie – pojawiają się nowe możliwości, znikają dawne szanse. Znać siebie, to mieć nawyk nieustannego drążenia, znajdowania co raz to nowej, świeżej odpowiedzi, wolnej od przyzwyczajenia i stagnacji.

Kiedy wiesz, czego chcesz, to czego pragniesz pojawi się w twoim życiu w takim stopniu, w jakim jesteś tego pragnienia świadomy.

– Janet Bray Attwood, Chris Attwood, Żyj z pasją.

Czytaj dobre książki. Spośród tych, dotyczących powołania, tworzenia, czy ogólniej odnajdywania swojej drogi mogę polecić Ci Żyj z pasją Attwoodów, Drogę artysty, Brendę Ueland i Jeśli chcesz pisać (to nie jest książka o pisaniu!), Kreatywność Osho, biografię Steve’a Jobsa Isaacsona i Kroki w nieznane Richarda Bransona. Zajrzyj też do Ja Niwińskiego – sporo pisze o znajdywaniu swojej misji i podaje na to kilka różnych metod, zaczerpniętych od różnych autorów.

Akceptuj to, co przychodzi

Akceptuj bez wyjątku. Nie złość się, nie kwestionuj, nie niecierpliw. Wszystko jest dokładnie tak, jak powinno. Niczego nie musisz przyspieszać. Pozwól, by wszystko działo się we własnym tempie i nie marz o tym, by być w innym miejscu lub czasie, na innym etapie, niż jesteś teraz. Ciesz się i doceń proces.

Kiedy posuwasz się ścieżką, zgodną ze swoją naturą, nawet popełniony błąd może Cię wzbogacić.

– Osho, Odwaga.

Akceptacja jest potrzebna – ba! – niezbędna, by ruszyć naprzód i przekroczyć problemy. Bez akceptacji tylko im zaprzeczamy. Nie ma sensu wciąż kwestionować reguł gry, gdy czas na nasze posunięcie. Akceptacja to przyjęcie odpowiedzialności. Jest przeciwieństwem biernej postawy roszczeniowca. Akceptuj wszystko tak jak jest i idź dalej.

Akceptuj też to, co może się stać, całe ryzyko. Zrób to, co możesz zrobić, ale zostaw w spokoju to, czego i tak nie zmienisz. Nie przywiązuj się do alternatywnych rzeczywistości i nigdy nie myśl „co by było, gdyby” – nie pielęgnuj poczucia straty. Nie ma tu żadnych strat, wszystko to kroki naprzód. Choć czasem naprawdę trudne.

Dziel się

Nie zatrzymuj swojego potencjału tylko dla siebie. Jeśli jesteś w czymś choć trochę dobra (choćby lepsza niż przeciętny Kowalski) lub nauka czegoś przychodzi Ci z większą łatwością niż innym – korzystaj z tego przywileju i dziel się efektami z innymi! W przeciwnym wypadku będziesz tylko blokować przepływ – tyle nie wykorzystanych możliwości!

Potrzeba dzielenia się z innymi jest naturalna, i, o ile nie powstrzymuje nas strach przed oceną (lub ocenianie innych), jesteśmy gotowi do dawania z siebie jak najwięcej. Szybko czytasz i masz lekkie pióro? Recenzuj książki, a jeśli dodatkowo masz umiejętność upraszczania – streszczaj na blogu branżowe lektury. Lubisz gotować? Publikuj przepisy, oferuj catering dla znajomych (nawet nie wyobrażasz sobie jak wielkie jest zapotrzebowanie na gotowe, zdrowe i świeże posiłki do pracy!), organizuj płatne przyjęcia. Uwielbiasz podróże? Twórz własne przewodniki po różnych zakątkach Polski lub świata, opisuj hotele, pisz opowieści z podróży. Malujesz? Twórz grafiki, obrazy, ilustracje, wizualne nawiązania lub streszczenia książek lub filmów.

To nieistotne, czy ktoś już to robi. Nie ma osoby, która odpowiadałaby wszystkim potencjalnym odbiorcom. Na tym świecie jest miejsce dla każdego. Część osób wybierze właśnie Ciebie, bo zrobisz to w wyjątkowy, choć naturalny dla siebie sposób. Skupianie się na tym, że przecież już ktoś to robi lub na tym, że nie będziesz na tyle dobra, to mechanizmy ego. Po prostu nie blokuj swojego potencjału – niech to będzie dla Ciebie największą motywacją do działania. To byłoby przecież straszliwe marnotrawstwo!

Dzieląc się, nie myśl o nagrodach. Nie spodziewaj się „efektów”. Nagrodą jest samo robienie, sam proces. Po prostu musisz wybrać to, co Cię cieszy na samym etapie tworzenia. Reszta to tylko dodatki, skutki uboczne. Wtedy nie rozważasz dawania w aspekcie biznesowej wymiany i potencjalnych zysków z inwestycji. Odrzuć też ale co pomyślą inni – z reguły nie myślą o nas tak dużo, jak nam się wydaje. Zewnętrzne oczekiwania mogą przekonać Twoje ego, ale nigdy nie będą w stanie oszukać Twojej istoty, że spełnianie narzuconej roli (bądź taka, rób to, a nie to) to to, czego potrzebujesz. No way.

Ruszaj!

Stawiaj małe kroki. „Powołanie” brzmi tak epicko, że czasem zapominamy, że zawsze zaczyna się od pierwszego kroku. Małe kroki nie wiążą się z dużymi inwestycjami czasu ani pieniędzy. Nie zaczynaj od listy rzeczy, których rzekomo potrzebujesz, by ruszyć. W rzeczywistości wszystko, co naprawdę jest Ci potrzebne do wykonania tego PIERWSZEGO KROKU już masz. Steve Jobs zaczynał od małej firmy w garażu. Nie mów: „Zrobię to, gdy…”. Po prostu bądź aktywna. Działaj już teraz i doceniaj to, co już za Tobą – notuj i odhaczaj każdą rzecz, dzięki której idziesz w odpowiednim kierunku.

Niestety większość osób koncentruje uwagę na wszystkich powodach, dla których ich marzenia się nie realizują. Dlaczego? Ponieważ boją się, że nie dostaną tego, czego chcą. (…) Lenistwo jest tylko maską, za którą kryje się lęk przed niepowodzeniem.

– Janet Bray Attwood, Chris Attwood, Żyj z pasją.

Nie przeszkadzaj samej sobie. Mamy tendencję do asekuracyjnego podejścia do zmian. Na liście „to do” zostawiamy tylko bezpieczne pozycje. Tylko te, które wiemy jak, niskim kosztem i bez ryzyka, zrealizować z powodzeniem. Te trudniejsze odrzucamy, pod pozorem niedopasowania – „nie są dla nas”, mówimy. Więc jeszcze raz: nie przeszkadzaj samej sobie w poszukiwaniu swojego powołania, dzięki małym krokom możesz iść naprzód nawet po niepewnym gruncie.

Nie mów życiu nie. Szczęściarze to nie ludzie, którzy mówią tak wtedy, gdy najbardziej się to opłaca, a oni – dziwnym trafem – umieją to przewidzieć. Oni po prostu mówią tak nieustannie! A dzięki temu mają o wiele większe szanse na prezent od życia. Przeczytaj Kod szczęścia Richarda Wisemana.

Ruch jest życiem. Po prostu coś zrób. Jedną, drugą, trzecią rzecz. Wracaj do tej, która sprawia Ci najwięcej frajdy. Nie oceniaj jej przez pryzmat opłacalności i rokowania na przyszłość. Stawiaj małe kroki, ale bądź aktywna. Idź. Do przodu. Krok za krokiem.

I daj znać, czy już znalazłaś to, czego szukałaś, a raczej czy to już odnalazło Ciebie. 🙂


Jakie jest Twoje powołanie?

Hej! Jestem bardzo, bardzo ciekawa jakie jest Twoje aktualne powołanie i jaka była Twoja do niego droga.
A może wciąż jesteś w jej trakcie? W pewnym sensie wszyscy jesteśmy w trakcie tego procesu.
Czekam na Twoją historię w komentarzu! 🙂

Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’ i na Instagramie. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do obserwujących lub podzielisz się tym wpisem z innymi! ?

  • Cześć,
    A jakie jest Twoje powołanie?
    Moje znalazłam, gdy koleżanka zapytała mnie co robię w wolnym czasie. Nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć i dokładnie w tej chwili przyszła mi do głowy myśl, że chciałabym szyć. Od tego czasu dostałam od mojego narzeczonego maszynę i zaczęłam szyć w każdej wolnej chwili i to uwielbiam.
    Masz rację, powołanie znajduje się zupełnie przypadkiem 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Ciekawe! Super, że odpowiedziałaś na takie spontaniczne wezwanie – chyba często mamy tendencję do racjonalizowania odmowy. 🙂 Moje powołanie? Długo, by wymieniać! Są takie rzeczy, przy których czuję, że jestem na najwłaściwszym miejscu. Zawodowo na przykład spełniam się fotografując relacje między ludźmi. I bardzo to kocham. <3 Ale nie sądzę, by było to moje jedyne, ani też ostatnie powołanie. 🙂

      • Cześć,
        Bardzo się cieszę, że pracujesz w zawodzie, który jest Twoją pasją. 🙂
        I prawda, powołań można mieć dużo. Ale ważne, żeby odnaleźć chociaż jedno 🙂
        Pozdrawiam,
        Kasia

  • Jeszcze nie odkryłam swojego powołania, ale myślę, że jestem na dobrej drodze. Znam siebie trochę lepiej niż kiedyś. Staram się słuchać intuicji i obserwować do czego mnie ciągnie. 🙂 Mam już pewne przypuszczenia, choć to na razie mglista wizja, bo łączy w sobie kilka elementów i trudno jednoznacznie nazwać to, co chciałabym robić. Z doświadczenia mogę napisać, że życie samo pcha nas czasami w takie sytuacje, które ujawniają to nasze powołanie. Trzeba być tylko uważnym i potrafić to dostrzec. 🙂

    • Pięknie napisane. Chcemy czy nie, od każdej sytuacji coś dostajemy, jak napisałaś, czasem wiedzę o swoim powołaniu. Ciekawe jak się wyklaruje Twoja droga i kiedy będą już wszystkie puzzelki do ułożenia. 🙂 Dzięki, że napisałaś! 🙂

  • Myślę, ze to bardzo dobry poradnik. Zastanawia mnie sama istota powołania, czy można w tym kontekście mówić o zawodzie czy bardziej stylu pracy lub o umiejętnościach które chcemy wykorzystywać. Czytałam, że sam zawód, osoby wchodzące teraz na rynek pracy, będą zmieniać nawet 6 razy w ciągu życia 🙂

    • Dzięki, Ewa, za ciekawy komentarz! Co do przebranżawiania – taaak, żyjemy w niesamowitych czasach… Takich, w których nieprzywiązywanie się i rozwój są warunkiem przetrwania i podstawowymi kompetencjami. Może to dobrze, bo dzięki temu musimy się rozwijać, zmieniać, być w ruchu, a wtedy mamy większą szansę trafić w punkt! 🙂

      Co do powołania, to myślę, że niesłusznie byłoby zawężać je do zawodów – niektóre jeszcze nawet się nie skrystalizowały, a już odczuwamy do tego powołanie. Może stworzymy je sami, idąc za swoją pasją i misją. Wydaje mi się, że powołanie jest bliższe stylowi życia – sposobowi w jaki spędzamy minuty, godziny, dnie, tygodnia. Bo w zasadzie chodzi o procesy, a nie cele, czy konkretne zestawy kompetencji.

      No i nie każde powołanie musimy przekuwać w drogę zawodową. Czy z każdego hobby warto czynić pracę to temat na długą dyskusję. 🙂

  • Ja myślę, ze moje to bycie mamą 🙂 A takie moje pasje to fotografia flat lay ostatnio 🙂

    • Pewnie flat laye z byciem mamą pięknie się godzi. Ponoć w życiu z powodzeniem możemy realizować 5-6 misji, miksując niektóre z nich. Ciekawe co jeszcze u Ciebie by się znalazło!

  • Aneta – cudowny wpis, musze zatrzymac sie nad nim na dluzej.

    Dywersyfikacja to rozdzielanie życiowej energii i czasu na kilka aktywności.
    Gdy koncentrujemy się wciąż na jednym i tym samym działaniu, wcześniej
    czy później poczujemy się wypaleni. Dlatego tak ważne są projekty poboczne – mniejsze cele, którym poświęcamy swoje dodatkowe zasoby.

    Caly czas myslalam, ze pisanie kilku blogow tematycznych (na rozne tematy) jest handicapem i szalenstwem, ale tez zabezpieczniem przed wypaleniem.

    Odnosnie bezpieczenstwa – ostatnio trafilam na taki fajny cytat: Bezpieczenstwo mozna osiagnac jedynie droga stalych zmian, poprzez odrzucanie starych idei, ktorze przezyly juz swoje wykorzystanie.

    • Dokładnie – bezpieczeństwo to elastyczność. Gdyby drzewa nie wyginały się elastycznie na wietrze, to łamałyby się przy byle podmuchu. Sama w takich zmianach jestem, i jestem ciekawa, gdzie mnie zaprowadzą. 🙂

      A co do prowadzenia kilku blogów – nawet jeśli jeden z nich okazałby się niesatysfakcjonujący (dla Ciebie), wiedziałabyś z którego zrezygnować. 🙂 Gdybyś prowadziła je liniowo, jeden po drugim, nigdy nie wiedziałabyś, czy rezygnacja i wzięcie się za kolejny przyniesie lepsze czy gorsze rezultaty, no nie? Ja żałuję, że przez tyle lat wierzyłam, że „nie można łapać kilku srok za ogon”. Bo dlaczego nie?

      Cóż, może po prostu obie jesteśmy szalone, ale jeśli to jest szaleństwo, to jest bardziej trzeźwe od rozsądku. 😉

  • Bardzo mnie poruszył ten wpis. Bardzo mądry i dojrzały. Szczególnie punkty o radości tworzenia (jaka piękna perspektywa) i elastyczności. Piękne jest to, że pasja sama w sobie też jest niustanną zmianą. Widzę, gdzie byłam, jak zaczęłam się dzielić swoim słowem, a gdzie jestem teraz…

    Myślę sobie o swoich pasjach. To jest chyba łapanie uważności słowem i obrazem. Przeplatają się ze sobą i dają równowagę:)

    • Hej Aga, cieszę się, że tak do Ciebie przemówił! Czasem coś piszę, piszę… i myślę: czy to do innych przemówi tak jak do mnie? Może te moje małe, życiowe odkrycia są już dla wszystkich oczywiste, naturalne?

      Piękne te Twoje pasje – od wewnątrz i na zewnątrz. Wiele dobrego przynoszą postronnym 🙂

  • Bardzo mądry i obszerny wpis… Bardzo aktualny i przydatny – dla dorosłych również. Mam wrażenie, że to nam jest paradoksalnie trudniej niż dopiero dokonującym pierwszych wyborów nastolatkom. To my odczuwamy presję wieku, presję w stosunku do znajomych, presję swoich własnych oczekiwań oraz strach przed utknięciem w nieciekawym życiowym scenariuszu i brak czasu na kolejne próby… Sama czuję to bardzo często i nadal szukam swojego powołania.
    Mam wrażenie, że czasami zapominamy o jednej bardzo ważnej rzeczy na temat naszego powołania – to, że tę samą drogę nadal można realizować na wiele sposobów. Ktoś może czuć, że jego powołaniem jest pisanie, a jednocześnie unieszczęśliwiać samego siebie wybierając taką formę pisania, która kompletnie nie jest dla niego – męczyć się przy opowiadaniach zamiast pisać wiersze. Zawsze kojarzy mi się to z serią o Emilce Lucy Maud Montgomery, z marzeniami głównej bohaterki o byciu poetką, które w miarę jak Emilka dojrzewa zastępuje dojrzała decyzja o pisaniu w zupełnie innym stylu. Myślę, że większość z nas może przeczuwać, że kierunek, o którym myślimy jest dobry ale to nieodpowiednie sposoby jego realizowania mogą utrudniać nam czerpanie z niego satysfakcji…

    • Hej Marta. Na baaardzo ciekawą rzecz zwróciłaś uwagę. Faktycznie, możemy rozpoznać trafnie nasze powołanie, iść za nim, ale zupełnie nie na swój sposób. Jest taka książka Brendy Ueland, „Jeśli chcesz pisać” (i to z lat 30.) – cytowałam ją we wpisie. Brenda w innym fragmencie wspomina o swojej uczennicy, która przyszła na zajęcia do niej (Brenda uczyła warsztatu pisarskiego, ale książka dotyczy ogólnie kreatywności, wolności, życia i podążania własną ścieżką…), pisząc fatalnie. Za każdym razem oddawała fragment pisany tym samym, sztywnym i sztucznym stylem, pełnym napompowanego humoru i sztampowej akcji w męskim, szorstkim stylu. Brenda poprosiła o wykonanie ćwiczenia, z tego co pamiętam polegającego na napisaniu czegoś prawdziwego, obserwowanego na żywo, ale jednocześnie bez myślenia o krytyce, bez poprawiania, bez skreśleń. I dostała cudowny, żywy opis zastanej chwili, napisany pięknym, delikatnym i barwnym językiem…
      Chyba tak często do rezygnacji z własnej drogi wystarcza nam to, że „przecież nikt tego tak nie robi” (albo nie robi tego tak nasz autorytet lub nie tak odnosi się sukces…). Więc robimy to tak, jak się robi. Jak wszyscy. I dla wszystkich może to działać, ale dla nas nie, bo dla nas nie będzie to coś naturalnego. A coś naturalnego porzucamy.

      Aż żałuję, że nie czytałam opowieści o Emilce. 🙂 Czuję, że to piękna lektura.

      PS. Też szukam! Wszyscy szukamy. Nawet jak znajdziemy. <3 Inaczej byłoby bez sensu 🙂

      • Polecam Ci Emilkę na wszelkie trudne chwile w życiu – jeśli znasz Anię i momentami irytuje Cię jej sielankowy ton to Emilkę pokochasz na pewno. 🙂 I to był właśnie przypadek tego typu, jak opisywana przez Ciebie historia…

  • U mnie tych powołań jest już kilka, a wszystkie wyszły z radości tworzenia i dzielenia się. A jednocześnie, jeśli się tę czynność spróbuje złapać na smycz, wtłoczyć w jakieś ciasne pudełko schematów i zrobić z niej swój obowiązek, to jakoś przestaje ona cieszyć. Wiele wspólnego ma to dla mnie z poczuciem wewnętrznej wolności i łączności ze sobą. Z tym odblokowaniem się na samego siebie, własne potrzeby i własną wrażliwość. Wtedy najlepiej to płynie. I rzeczywiście nie trzeba wcale nad tym myśleć 🙂

    • Faktycznie, dlatego myślę, że nie każdą pasję warto od razu przeradzać w zawód i zapraszać do niej presję, deadliny i stres. A jeśli, to trzeba trzymać balans z innymi pasjami, by się nie wypalić. A Ty masz pasjo-pracę, czy pasję i pracę oddzielnie?

      • Płynę w kierunku pasjopracy, jest moim marzeniem żeby moje wszystkie pasje połączyć w biznesie i jestem przekonana że to byłoby super 🙂 Stres i presja wg mnie raczej bierze się z naciskania siebie, zmuszania się, takiego bycia za bardzo w głowie. Widzę i po pracy, i po blogu, i nawet po obowiązkach domowych… że najwięcej zależy od nastawienia. Niby do zrobienia jest to samo, ale może być straszną tyrą albo mieć w sobie elementy zabawy, zależy jak się do tego zabrać, czasem trzeba spuścić trochę ciśnienia i przypomnieć sobie że przecież to jest przyjemne. Uczę się tego, bo fakt że łatwo stracić balans 🙂

        • Hmm… no, generalnie w pasjo-pracy jest wiele bardziej stresujących i wpływających na wypalenie elementów niż same nasze podejście do tego, co się robi… Ale mówię to z perspektywy 7-letniego biznesu usługowego, z pewnością każdy biznes jest inny. 🙂 Życzę Ci, żeby faktycznie w Twoim tych stresujących momentów było jak najmniej. 🙂

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram