12 pozytywnych zmian, które warto wprowadzić dla siebie już teraz!

Wraz z początkiem roku zawsze pojawia się temat noworocznych postanowień, planów i zmian. I robi się gorąco od dyskutowania o tym, czy takie postanowienia mają sens. Moim zdaniem jedyne obiektywne zdanie, jakie można wypowiedzieć na ten temat, to parafraza myśli Henry’ego Forda: Niezależnie od tego, co na ten temat myślisz – masz rację. 😉

Lubię wyznaczać sobie plany na nowy rok, tak jak na nowy miesiąc, albo tydzień i dla mnie nie ma w tym nic nadzwyczajnego albo dyskusyjnego. Ale jestem wierna małym krokom i nigdy nie mam złudzeń, że od 1 stycznia uda mi się żyć „idealnym życiem”. Na szczęście, zmiany można wprowadzać stopniowo, choćby po jednej na każdy miesiąc.

Mam nadzieję, że pomysły, które znajdziesz poniżej, zainspirują Cię do pozytywnych zmian! 🙂 Daj znać, czy podejmujesz wyzwanie!

12 pozytywnych zmian, które możesz wprowadzić do swojego życia:

1. Jeść więcej roślin

Niezależnie od tego, ile ich ląduje teraz na Twoim talerzu, z reguły można tę ilość jeszcze zwiększyć, z zyskiem dla zdrowia. Przyzwyczailiśmy się warzywa traktować jako dodatek do dań lub kanapek, a owoce – do deserów. Może już czas, by stały się główną atrakcją talerza? Nie dość, że będzie to z zyskiem dla zwierząt, planety i portfela, to podziękują Ci za to Twój organizm i kubki smakowe. Odkrywanie nowych smaków gwarantowane!

Jeśli szukasz pomysłów na to, jak jeść więcej roślin, wpadnij do styczniowego posta: Co jeść na diecie roślinnej? Kompendium. A jeśli już jesz ich wystarczająco dużo, może czas przyjrzeć się temu, które służą Ci najbardziej?

2. Czytać więcej dobrych książek

Jednym z moich ulubionych, zimowych rytuałów jest sporządzanie listy książek do przeczytania w nowym roku. Co prawda później moja uwaga obiera niezamierzone kierunki, ale taka lista to całkiem dobry punkt wyjścia i motywator do czytania. Zwłaszcza jeśli tak jak ja kochasz odhaczać! 😉

Za inspirację do stworzenia własnej listy może posłużyć Ci zenkowy spis książkowych rekomendacji – odnośnik łatwo znajdziesz w górnej zakładce bloga (w wersji mobilnej w menu) i dwa wpisy:

Tanie księgarnie i 17 innych sposobów oszczędzania na książkach – przyda Ci się, zwłaszcza jeśli czytasz dużo.
11 sposobów na to, by polubić czytanie i znaleźć książki dla siebie – znajdziesz w nim m. in. linki do list książek polecanych przez Billa Gates’a i Oprah’ę Winfrey.

3. Zacząć medytować

Medytacja nie jest zarezerwowana dla głęboko uduchowionych mnichów. Każdemu pomoże w zauważeniu tkwiących głęboko w naszej podświadomości przekonań, myśli i ocen, zatrzymaniu gonitwy myśli i samonakręcających się lęków, w walce z przewlekłym stresem, depresją oraz w znoszeniu fizycznego bólu. Dlatego dziś jest polecana nawet przez terapeutów.

Jeśli uważasz, że na medytację „nie masz czasu” lub „nie jest dla Ciebie”, bo trudno Ci wysiedzieć kilka minut w jednym miejscu (i to nic nie mówiąc), zastanów się, czy właśnie Tobie nie jest najbardziej potrzebna. 😉

Jeśli nie wiesz, jak zacząć, zajrzyj do: 3 prostych sposobów na medytację, nie tylko przed snem. Polecam też książkę Simpkinsów, pt. Medytacja dla psychoterapeutów i ich klientów. Opisuje wartość medytacji w rozwiązywaniu różnych problemów, takich jak stres, depresja, uzależnienia, etc. Bardzo dużo się z niej nauczyłam.

4. Przeczytać książkę o uważności

Uważność jest jak medytacja, ale nie wymaga skupienia na „aktywności medytowania” (choć to nie najlepsze słowo w kontekście medytacji). Uważność to życie pełnią i życie tu i teraz, przeżywanie własnego życia w taki sposób, który jest tego życia doświadczaniem, w dodatku pozbawionym oceniania. I uwaga – nie jest tylko „dostrzeganiem pozytywnych momentów swojego życia” albo „piciem kawy z ładnej filiżanki”, jak popularnie postrzega się uważność.

Trudno wyjaśnić różne jej odcienie jednym zdaniem, dlatego każdy choć raz w życiu powinien zagłębić się w książkę na jej temat. Najlepszą jest według mnie Gdziekolwiek jesteś, bądź, Jona Kabata-Zinna (tego od Mindfulness Based Stress Reduction). Możesz też zajrzeć do tekstu, napisanego na jej podstawie: 9 zalet uważności, czyli co daje bycie tu i teraz.

5. Znaleźć swoją fizyczną aktywność

Sama jestem z nią nadal na bakier. Staram się na nowo polubić ruch, wprowadzając maleńkie zmiany na lepsze. Chodzę na długie spacery (gdy nie ma smogu), tańczę, macham kettlem do ulubionej muzyki lub najśmieszniejszych piosenek ever (tak, mam taką playlistę!). Rezygnuję z windy, nie jeżdżę komunikacją, jeśli nie potrzebuję. Mało?

Optymalna aktywność dla każdego znaczy co innego. Mamy przecież różny tryb życia i różne możliwości – czasowe, zdrowotne, psychiczne i fizyczne. Dla mnie te mikrozmiany to wielka sprawa, bo widzę, że dzięki nim ruch znów zaczyna mi się dobrze kojarzyć. Nie chcę zmuszać się do czegoś, co jest dla mnie zbyt trudne lub czego nie lubię (tak jest na przykład z siłownią lub zajęciami w grupie), bo wiem, że szybko zrezygnuję.

Startujemy z różnych punktów. Cieszmy się z postępów, a nie z checkpointów, w których byli już inni.

6. Świętować!

Codziennie dostajemy od życia naręcze prezentów, których nauczyliśmy się nie zauważać. No bo w końcu to NORMALNE, że budzimy się rano, a wieczorem zasypiamy mniej lub bardziej zadowoleni, zwykle we własnym łóżku (nuda). Obiad w domu to też nie powód do zachwytów, że nie wspomnę o spacerze z psem po podwórku – jeśli mowa tu o wdzięczności, to myślimy, że podziękować może nam co najwyżej pies. 😉

„Szarą” codzienność przyjęliśmy za coś, co nam się NALEŻY. Ale zastanów się: czy tak naprawdę jest coś, co Ci się należy? Wszyscy jesteśmy tu po to, aby doświadczać i nie wiemy jakie doświadczenia nam się „trafią” do przeżycia. Świętujmy. Jest tyle okazji.

7. Chodzić spać wcześniej

Wszyscy radzą: wcześniej wstawaj! A jak tu wstać o piątej, no dobrze, o szóstej, jeśli zasypiamy grubo po północy. Według mnie, planowanie wczesnych pobudek jest totalnie bez sensu. Trzeba planować wczesne zasypianie!

Dwie najważniejsze rzeczy to znalezienie SWOJEJ idealnej pory na wstawanie (nie dla każdego musi to być 5 rano) i wypracowanie metody na to, jak o odpowiedniej godzinie znaleźć się w łóżku, zrelaksowanym i gotowym na odpłynięcie do krainy Morfeusza. Niedawno obszerny artykuł na temat snu opublikowała Matylda z Calm Station – warto przeczytać!

8. Znaleźć swoje zdrowe „grzeszne przyjemności”

Kiedy zaczęłam wyłączać ze swojej codziennej diety cukier, dosłownie nie wiedziałam jak żyć. Co chwilę chciało mi się czegoś słodkiego! Co prawda nadal nie jestem całkowicie odporna na pokusy, ale po słodkie sięgam już dużo rzadziej. A to za sprawą znalezienia swoich zdrowych grzesznych przyjemności.

No dobra, jak zdrowe, to już nie grzeszne, ale tak pyszne, jak te grzeszne. Dla mnie są to desery chia, koktajle bananowo-kakaowe lub koktajle z mrożonymi owocami i absolutny hit – owsianki „niebo w gębie” z cynamonem, orzechami i owocami. Jest tyle rzeczy, które są jednocześnie zdrowe i pyszne, że szkoda zdrowia na cukier z syropem glukozowym.

9. Być dla siebie MĄDRZE dobrym

Dodałam „mądrze”, bo czasem wydaje się, że najlepsze co możemy dla siebie zrobić, to „zgodzić się” na zarwanie nocy przy serialu i trzecią porcję ciasta. A jak wiadomo wszystkim rodzicom, nie zawsze to, co przyjemne, ma dobroczynny wpływ.

Może zamiast słodkości, małej ilości snu i filmu trzymającego w napięciu warto zadbać o relaksację, wystarczająco długi sen, zdrowie i pozytywne nastawienie? Może nakładamy na siebie za dużo zadań i trzeba zacząć planować z głową lub delegować część obowiązków? A może już czas, by przestać codziennie sądzić się i oceniać, w różnych kwestiach?

Jeśli permanentnie brakuje nam choć chwili dla siebie w ciągu dnia, dobrze mieć swój prywatny rytuał, który da nam możliwość, by po ludzku pobyć z samym sobą. Może to być kąpiel, herbata, chwila po przebudzeniu, chwila przed pójściem spać, spacer… Zwyczajne kilka minut, kiedy wiemy, że nic nie musimy. I wiedzą o tym też nasi bliscy. 😉

10. Wypielęgnować najważniejsze relacje!

Znasz ten cytat z Fight Clubu: „kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy”? Myślę, że w podobny sposób zdarza nam się dysponować własną energią i wolnym czasem.

Zdarza się, że bardziej dbamy o relacje z ludźmi, którzy wcale nie są dla nas ważni niż z tymi, na których naprawdę nam zależy. Sądzimy, że Ci ostatni nie potrzebują specjalnego traktowania, bo i tak będą z nami na dobre i na złe, a o utrzymanie dalszych znajomości musimy się nieustannie troszczyć. Tymczasem pytanie brzmi: czy najważniejsze osoby w naszym życiu czują, że są dla nas najważniejsze? Bo wiedza teoretyczna nie wystarczy.

Po więcej na ten temat odsyłam do:

– wpisu Jak przestać wkurzać się na innych i czy to w ogóle jest możliwe? – o komunikacji z własnym gniewem i z innymi ludźmi.
– na świetny blog Kasi Nowosielskiej o relacjach (dawny Czas na Ziemi).
– do pięknego wpisu na ten temat u CAMMY.
– do kilku pięknych książek o miłości, które odmienią Twoje relacje.

11. Zacząć pisać

Cokolwiek. W jakiejkolwiek formie. Dziennik, notatki z przeczytanych książek, poranne strony, listy osobiste, strumień świadomości, bloga, listy do siebie, partnera lub własnego dziecka, pytania i odpowiedzi, co roku te same lub inne, albo nawet rymowanki lub poemat heroikomiczny.

Można pisać rano, przed snem, po pracy, przy porannej kawie, gdy wróci się ze spaceru z psem lub położy się dziecko spać. Można je potem dostarczyć do adresata, zostawić sobie, a nawet podrzeć, spalić, wyrzucić. Liczy się sam akt pisania.

Dlaczego warto? Kurcze, chciałabym odpowiedzieć na to pytanie krótko, ale powodów naprawdę są dziesiątki. Poznasz siebie, wyznaczysz prawdziwe cele, zobaczysz, co jest dla Ciebie ważne, odstresujesz się, pośmiejesz, powzruszasz, uwolnisz emocje, wyzwolisz ze strachów lub żali, dasz żyć innym własnym życiem, a trochę przeprowadzisz autoterapię, a przy okazji staniesz się fajniejszym człowiekiem. 😉

Możesz zajrzeć do starych wpisów:
Terapeutyczna moc pisania
5 sytuacji, w których wykorzystasz strumień świadomości
Sztuka pisania list.

12. Szukać własnej drogi

Na koniec coś, co jest prawdopodobnie naszym największym i najtrudniejszym obowiązkiem wobec nas samych. Podążanie własną, tak często nieznaną i pełną zakrętów drogą. Nawet kiedy jej szukamy, jesteśmy już na szlaku. Tylko kiedy machamy ręką na drgania własnej duszy i idziemy za tym, co wydaje się właściwe innym, zbaczamy z pięknej i malowniczej szosy z wybojami i zawijasami, ale i ekscytującymi widokami i przygodami, na jakąś absurdalnie prostą, równą i oddzieloną od życia ekranami autostradę do niespełnienia. Co prawda wygodną i szybką, ale przecież prowadzącą nie tam, gdzie chcielibyśmy dojechać.

Uczciwe szukanie oznacza też przyznanie (przed sobą) bez skrępowania, że na razie nie wiem, gdzie moja droga jest, czy gdzie jest jej cel. Przecież „wiem, że nie wiem” to już pierwszy krok do wiedzy, a ta – do działania. I nawet jeśli wydaje się, że to, czego szukaliśmy, mamy w garści, warto być otwartym, pokornym i uważnym. Bo jeszcze nie wszystkie karty odkryte! 🙂

O tym, jak znaleźć swoje powołanie, pisałam już kiedyś. Sprawdź jeśli czujesz, że ten wpis może Ci się przydać. 🙂


Cześć!

Mam nadzieję, że znalazłaś inspirację. 🙂 Daj znać, jaką zmianę najbardziej chciałabyś wprowadzić do swojego życia!

Jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’ i na Instagramie (na Instastories pojawiam się najczęściej!). Będzie mi miło, jeśli dołączysz do obserwujących lub podzielisz się tym wpisem z innymi!

Inne wpisy, które mogą Ci się spodobać:

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Notatki z marginesów:

Miłość jest sposobem bycia. Energią emanującą z nas, gdy uwolnimy to, co ją blokuje.

- David R. Hawkins

Linki polecające:

Czego słuchać w trakcie pracy:

Ostatnio na blogu:

Zobacz również:

Instagram