Pięciogwiazdkowe przyjemności

20160707_zenblog_006

Przyznaję się – założyłam blog z myślą, że będę systematycznie dodawać nowe posty, tymczasem już po pierwszych trzynastu wpisach zamilkłam. Wcale nie jestem z tego dumna, ale z drugiej strony wiem, że był tego ważny powód: zapewnianie sobie takich przeżyć, które wnoszą radość i spełnienie do mojego życia. Tak po prostu. Traf sprawił, że właśnie teraz nadarzyły się idealne okoliczności do wcielenia ich w życie.

Moje ostatnie plany i ich realizacja

To co działo się przez ostatnie tygodnie, to jest magia. Rozwijają się (już namacalnie) dwa nowe pomysły związane z naszą marką fotograficzną Yourstory.pl. Na razie cicho-sza, ale mam nadzieję, że już niebawem będę mogła Wam o nich opowiedzieć.

Zrobiłam też coś, o czym marzyłam od bardzo dawna – nakręciłam i zmontowałam swój pierwszy… film. Może „film” to za dużo powiedziane, „migawka” lepiej opisuje charakter tej mikroprodukcji, ale właśnie takie migawki, oddające ducha chwili i osoby, chciałabym tworzyć, choć jeszcze nie jestem pewna czy dla kogoś więcej poza mną samą.

Tak się złożyło, że nawet moja wielka miłość do podróży zostanie w tym roku zaspokojona (choć o jej zaspokojenie dbamy w zasadzie w każdym roku) i w ciągu najbliższych miesięcy odwiedzimy kolejne, piękne miejsca, a wiele z nich z aparatami! Cieszę się, bo udaje nam się jak nigdy łączyć przyjemne z pożytecznym i przy okazji zawodowych wyjazdów odwiedzać miejsca, które sami chcieliśmy zobaczyć, a nawet dbać o swoje muzyczne doznania. 😉

To wszystko są dla mnie pierwszogwiazdkowe przeżycia, o które warto zabiegać.

Świadomość i tworzenie cztero- i pięciogwiazdkowych przeżyć uszczęśliwia.
– Oprah Winfrey, To, co wiem na pewno.

Odpowiedzialność za stworzenie sobie pięciogwiazdkowych przeżyć leży po Twojej stronie.

Najbardziej cieszę się, że mam przy sobie osobę, która to wie i nie pozostawia mocy sprawczej losowi. Bo pięciogwiazdkowe przeżycia nie rodzą się same. Wymagają nie tylko podjęcia decyzji i wysiłku stworzenia okoliczności do ich powstania, ale też uwagi, by zauważyć i docenić moment, w którym stają się rzeczywistością. To wcale nie jest łatwe, by go faktycznie przeżyć, z całą świadomością wartości każdej danej nam sekundy.

Na szczęście uważność nie jest cechą, która jest nam przypisana lub nie – z powodzeniem możemy ją rozwijać (np. patrząc otwartymi oczami na własne miasto). Warto, bo właśnie ta umiejętność w ogromnym stopniu wpływa na jakość naszego życia.

W pewnym sensie potrzeba też odwagi do inwestowania czasu, energii i – wiadomo – czasem także pieniędzy w przeżycia. Na pierwszy rzut oka to w końcu coś nietrwałego – zniknie, rozproszy się zaraz po wybiciu określonej godziny, nie zostanie z nami w takiej formie, jak kupiony przedmiot i to dla niektórych osób może być zniechęcające. Jednak gdy zastanowimy się dłużej, co jest bardziej trwałe niż przeżycia i co cenniejsze od pozytywnych emocji?

Tak naprawdę jednak pięciogwiazdkowe przeżycia nie wymagają dużych nakładów finansowych, a te najważniejsze są wręcz za darmo (nie wliczając energii, jaką w nie wkładamy i naszego czasu). Nie myślmy więc o nich jak o pięciogwiazdkowych hotelach, do których wybierają się wyłącznie osoby o pewnym statusie finansowym. Na pięciogwiazdkowe przyjemności wszyscy możemy sobie pozwolić. Może to być poranne, spokojne śniadanie. Bieganie lub filiżanka herbaty do książki. Bycie z partnerem lub bycie osobno. Wzruszający film lub ekscytująca wyprawa. Wszystko to, co daje nam szczęście przeżywania.

Filiżanka mocnej kawy z doskonałą śmietanką orzechową: cztery gwiazdki. Spacer przez las z psami spuszczonymi ze smyczy: pięć gwiazdek.
– Oprah Winfrey, To, co wiem na pewno.

Tu i teraz, czy jednak nie? Ty decydujesz.

Dokładnie 2 tygodnie temu byliśmy na koncercie bardzo ważnej dla mnie osoby – to właśnie zdjęcie Davida Gilmoura widzicie na górze. Już od przyjazdu do Wrocławia w naszych głowach rozbrzmiewało Comfortably Numb i liczyliśmy na niesamowite przeżycie. Jestem zdziwiona, że to piszę, ale David Gilmour nas zaskoczył. Było jeszcze lepiej. Od pierwszego utworu starego, dobrego PF była magia i serce biło mocniej. Przez kolejny tydzień gadaliśmy tylko o tym.

20160707_zenblog_004

Sami zobaczcie, jak wyglądało to na żywo!

W trakcie koncertu obserwowałam reakcje innych widzów i z jakiegoś powodu, mimo, że niektórzy przeżywali (tak jak my 😉 ) upojne chwile swojego życia, inni nie podzielali tego entuzjazmu. Więc to nie Gilmour uczynił ten koncert tak wyjątkowym. Zrobili to widzowie, każdy dla siebie. Celebrując ten moment i czerpiąc z niego jak najwięcej. Można też było stanąć obok i wzruszyć ramionami – wybór należał do każdego z osobna. To my podejmujemy decyzję, co zrobimy z danym momentem i jak go wykorzystamy.

Codziennie mamy do wykorzystania 86400 sekund – jak wiele z nich spędzamy na autopilocie? Koncert Gilmoura (lub innego ważnego dla nas artysty) to wyjątkowe wydarzenie, nie uczestniczy się w nim codziennie – zgadzam się. Ale spacer z partnerem, wspólny wyjazd, czytanie dobrej książki, przytulenie lub dobry posiłek, mogą być przeżyciami tej samej próby, o ile je celebrujemy.

Wyboru musisz dokonać teraz – w tym jednym momencie, który rzeczywiście należy do ciebie. Chciałabym wierzyć, że bezsensowne sprawy nie pochłaniają cię tak bardzo, iż zapominasz o tym, by naprawdę cieszyć się chwilą, która właśnie mija.
– Oprah Winfrey, To, co wiem na pewno.

Tym razem wszystkie zdjęcia robiliśmy komórką. Dajcie znać, czy odpowiada Wam taka jakość, czy jednak blog i zdjęcia pro z Nikona bardziej do siebie pasują. 😉

Czy chcielibyście zobaczyć wpis o Wrocławiu? Gdzie zjeść (wegańsko) i jakie miejsca odwiedzić? Ile razy tam jesteśmy, odkrywamy coś nowego!

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoimi pięciogwiazdkowymi przyjemnościami, którym oddajecie się dzisiaj, w tym tygodniu, miesiącu, roku i jak idzie Wam celebrowanie chwili. 🙂

Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Joanna Penza

    Przeczytałam ten post do śniadania i znowu się nie rozczarowałam. Wygląda mi na to, że mamy bardzo podobne poglądy na wiele kwestii 🙂 Tylko ja w praktyce czasem zapominam o tym, co ważne, więc bardzo się cieszę, że powstają takie teksty. Dzięki!

  • Masz rację z celebrowaniem zwyczajnych rzeczy, ale z tym też trzeba uważać. Ja przesadziłam i po pierwsze przytyłam, a po drugie zagubiłam umiejętność szybkiego wykonywania obowiązków i zrobiłam się jakaś… rozlazła. Ciągle pracuję, żeby te skutki odwrócić.

    • Haha, trzeba uważać 😀 A tak na poważnie, nie chodzi o to, by mieć tych przyjemności więcej, tylko żeby uważnie je przeżywać. Tak samo można podchodzić do pracy – oddawać jej się w 100% podczas jej wykonywania. Jedząc uważnie (powoli, z koncentracją na czynności, nie rozpraszając się), zjemy też mniej, niż gdybyśmy robili to siedząc przy komputerze lub oglądając film. 🙂

      • To tak w teorii! 😉

        • Chyba w praktyce 🙂 Wszyscy dietetycy o tym trąbią 🙂

          • Dietetycy trąbią o wielu rzeczach – ale tak na chłopski rozum jaką metodą to, co Cię otacza, czy co robisz w trakcie jedzenia ma wpływać na fizjologiczne uczucie sytości? Jedynym, co może mieć przełożenie na ilość zjedzonego jedzenia, jest tempo jego połykania, więc ten efekt, który przypisuje się „mindfulness posiłkowemu” można by zamknąć w jednym słowie – jedz wolno i więcej przeżuwaj. Wtedy zdążysz zjeść mniej zanim do mózgu dotrze sygnał z żołądka. To, czy siedzisz w tym czasie przy serialu czy skupiona nad talerzem nie ma wpływu.

            No chyba, że z automatu zakładamy, że jak się skupiasz na jedzeniu to jesz wolniej, ale np. u mnie to działa na odwrót, bo jak np. coś oglądam w międzyczasie, to zatrzymuję na chwilę machanie łyżką i dłużej mi schodzi. Ogólnie do tych teorii trzeba podchodzić ostrożnie 🙂 Pozdrawiam!

          • Jak jeszcze o tym myślę, to możnaby znaleźć fizjologiczno-psychologiczne uzasadnienie, ale wtedy trzeba dorzucić trochę więcej czynników niezbędnych, niż tylko jedzenie uważne, żeby to zadziałało. Jeśli Cię to interesuje i chcesz zagłębić się w temat, to polecam np. opracowania Cornell University na temat jedzenia, można poznać sporo ciekawych szczegółów 🙂

          • Ilona, nic nie przyjmuję jako pewnik. Jeśli coś piszę, to znaczy, że to przemyślałam. 🙂

            Uważność w trakcie jedzenia ma bardzo duże znaczenie – skupiając się na jedzeniu świadomie decydujemy ile jemy (chyba każdego z nas kiedyś zaskoczyło „zniknięcie” z talerza kanapek/chipsów, np. w trakcie rozmowy lub oglądania telewizji) i jemy dokładniej – lepiej rozdrabniamy pokarm, jest dla nas łatwiejszy do strawienia, dodatkowo jemy wolniej, jak pisałaś informacja o sytości dociera do mózgu zanim zdążymy zjeść za dużo.

          • Bardzo mocno obstajesz za tą teorią jak widzę. Dobrze by było, żeby to było takie proste, niestety mechanizmy głodu i jedzenia są dosyć mocno warunkowane przez psychologiczne i kulturowe czynniki. Jeden np. będzie jadł tyle samo, niezależnie od tego, co robi – bo został wychowany tak, że zjada się wszystko. Ktoś inny z kolei nie jest nauczony rozpoznawania reakcji swojego ciała (jedna z najczęstszych przyczyn otyłości wg niektórych terapeutów zaburzeń odżywiania) i zmiana samej „otoczki”, w jakiej je, niewiele zmieni. Ktoś jeszcze – tak jak ja, zje więcej skupiając się na jedzeniu, bo wtedy je szybciej / nic nie odciąga jego uwagi od talerza / nie powstrzymuje przed ruszeniem się ponownie do lodówki.

            Tak czy inaczej mindfulness o ile nie musi pomóc, to raczej nie zaszkodzi. Pozdrawiam i życzę miłego dnia 😉

  • Aż troszkę zazdroszczę, ale wkrótce też będę miała 5-gwiazdkowe przeżycia. Muszę jeszcze na nie chwilę zaczekać 🙂

  • Jeśli nie nauczymy się celebrować drobiazgów to nigdy nie będą nas cieszyć też te wielkie rzeczy. To jedno z drugim się zazębia. 🙂 Staram się od dłuższego już czasu doceniać to co mam i to co daje mi los dziś i teraz, bo nigdy nie ma pewności, że jutro też będzie tak spokojnie i wyjątkowo. Odkąd zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem, a to z przerwami już 3 lata zauważyłam, że nauczyłam się patrzeć szerzej i dokładniej. Inni ludzie pokazali mi jak to ważne i możliwe. Oby jak najwięcej tych cudownych i wyjątkowych rzeczy i chwil w naszych życiach. 😉

    • „Nigdy nie ma pewności, że jutro też będzie tak spokojnie i wyjątkowo” – dokładnie! Dopiero jak zachorujemy, doceniamy jak wspaniale czuliśmy się wcześniej 🙂

  • Pięknie! Ja też jakiś czas temu zaczęłam doceniać małe rzeczy. Dziesięć drobiazgów może przyćmić jedno duże wydarzenie, a radość nawet większa, bo można się tym cieszyć codziennie. Trzeba to tylko dostrzec.