Trudna miłość do tworzenia

Jest taka teoria, którą stworzył na potrzeby psychologii Robert Sternberg, a spopularyzował profesor Wojciszke: każdy miłosny związek ewoluuje i zalicza typowe etapy. A w każdej z tych faz występuje inna proporcja trzech składników: intymności, namiętności i zaangażowania. Możesz zerknąć do źródeł: Bogdan Wojciszke, Psychologia miłości.

Zaczyna się od zadurzenia (wtedy najwięcej jest rzecz jasna namiętności), potem następują romantyczne początki połączone z nieśmiałym poznawaniem i idealizacją drugiej osoby – kształtuje się nasz osobisty stosunek, pragnienie dobra, obopólna bliskość czyli to, co Sternberg nazwał intymnością. Jeśli zaiskrzy, pojawia się faza związku kompletnego – miłość idealna, z obfitością wszystkich trzech składników: intymności, namiętności i zaangażowania. Z czasem ewoluuje w bezpieczny związek przyjacielski, z nieco mniejszą dawką uniesień. Oczywiście życzymy sobie, by nigdy nie zaliczyć związku pustego (bez intymności i namiętności, opartego tylko na zaangażowaniu, czyli np. wspólnych celach, kontynuowaniu poczynionych wcześniej inwestycji) ani jego rozpadu (gdy choć jedna strona traci zaangażowanie). Z miłością do tworzenia jest podobnie.

Psychologia zna odpowiedź na to, jak ustrzec się tych dwóch ostatnich etapów w relacjach między partnerami. Wystarczy podtrzymywać intymność, czyli wszystkie pozytywne uczucia i działania, zwiększające bliskość między partnerami, by nie dopuścić do sytuacji, gdy związek opierać się będzie jedynie na trudnym do utrzymania w obliczu problemów zaangażowaniu. Tak przynajmniej jest w teorii. 😉

Co zrobić, by ustrzec się wypalenia w trudnej miłości do tworzenia lub freelancingu?

7 rodzajów związków

Sternberg, by oddać zależności między intymnością, namiętnością i zaangażowaniem na różnych etapach związków, zaproponował trójkąt (spokojnie, pokażę go dalej z wartościami dotyczącymi tworzenia), którego boki symbolizują owe składniki, wierzchołki – mieszanki poszczególnych dwóch z nich (np. tylko intymności i namiętności), a to, co w sercu trójkąta jest ideałem – związkiem kompletnym, w którym obecne są wszystkie trzy elementy. Powstało więc 7 stref, które symbolizują rodzaje związków.

Połączenie intymności i zaangażowania to miłość partnerska, intymności i namiętności – miłość romantyczna, zaangażowania i namiętności – miłość niedorzeczna.

Sytuacje, w których występuje tylko jedna ze składowych to kolejno: lubienie (intymność), zadurzenie (namiętność) i miłość pusta (zaangażowanie). Samo zaangażowanie to właśnie ostatni etap przed rozpadem związku.

Co trójkąt Sternberga ma wspólnego z tworzeniem?

Relacje twórcy z pisaniem, projektowaniem, gotowaniem (z dowolną pracą twórczą), mają wiele wspólnego z relacjami między ludźmi. Wyobraź sobie ten trójkąt, myśląc o tym, jak do swojej pracy podchodzą różni twórcy.

Niektórzy są całkowicie zafiksowani na samym procesie twórczym i nie obchodzi ich przyjęcie efektu przez odbiorców ani ewentualna krytyka. Tworzą dla samego aktu twórczego. Inni są nastawieni na rezultat, potrzebują odbiorców i tworzą z myślą o nich. Jeszcze inni doszli do mistrzostwa w swoim fachu i choć może nie tworzą za każdym razem czegoś nowego i nie zmieniają dotychczasowego stanu rzeczy, tworzą doskonały, powtarzalny jakościowo produkt.

Zdaje się, że intymność, namiętność i zaangażowanie (boki trójkąta) mają tu swoje miejsce, choć nazywają się inaczej.

Osobisty stosunek, flow i zdeterminowanie

Obecność intymności, namiętności i zaangażowania może powiedzieć tak wiele o związku, jak wiele o podejściu do tworzenia mówi obecność osobistego stosunku do pracy, natchnienia i determinacji.

Osobisty stosunek do pracy

To poczucie, że to, co robimy (np. piszemy, rysujemy, projektujemy, gotujemy, budujemy latawce) jest ważną częścią naszego życia. Pragniemy rozwoju w tej dziedzinie, czerpiemy z niej nauki, doświadczenia, radość, pojawia się poczucie satysfakcji. Uczymy się obowiązujących w danej dyscyplinie zasad, by wykorzystywać je przy tworzeniu. To poczucie, że naprawdę lubimy to, co robimy.

Flow

Flow to uczucie natchnienia przy pracy. Tworzenie z pomocą weny twórczej i przeżywanie silnych emocji w trakcie. To moment, kiedy to, co tworzysz powstaje w zasadzie samo – Ty nie pomagasz na poziomie intelektualnym, Twoja podświadomość robi to za Ciebie. Flow to nastawienie na proces, nie na efekt – nigdy tworząc z myślą o konkretnym celu nie będziesz prawdziwie kreatywny, bo wtedy fundujesz sobie presję.

Presja jest zaś przeciwieństwem wolności tworzenia. Dzięki tej wolności możesz tworzyć rzeczy nowe i innowacyjne, bo nie ma w Tobie wewnętrznego krytyka, który powiedziałby „ej, tego nie robi się w ten sposób”. Flow to również łamanie zasad, nieograniczanie się do istniejących schematów, ale stwarzanie własnych reguł i ścieżek. Tworzenie pod natchnieniem rodzi tęsknotę za flow, gdy nie potrafimy go w sobie obudzić i mnóstwo zapału do pracy, gdy się pojawia.

Determinacja

Chodzi o determinację w dążeniu do wymiernych efektów. Nie czekasz na wenę, ale robisz, bo wiesz, że tylko tworząc możesz doskonalić swój warsztat. Inwestujesz, by osiągnąć lepsze rezultaty. Jesteś skłonny do poświęceń, ale nie takich, nad którymi się nie zastanawiasz (jak we flow) – te poświęcenia wynikają z kalkulacji (to nic złego) i podejmowania świadomych decyzji. Skrupulatnie, krok po kroku i rok po roku, osiągasz coraz bardziej niesamowite rezultaty, na które uczciwie pracujesz. W przypadku flow czy osobistego podejścia, trudno nawet mówić o pracy.

Jakim twórcą jesteś?

Na drodze rozwoju jako twórcy, możemy przechodzić różne etapy, tak jak różne etapy przechodzą związki międzyludzkie. W ramach różnych działalności, realizować zupełnie inne elementy, a co za tym idzie, być bliżej lub dalej niektórych typów artystów („artystów” w sensie: „twórców”, bez wartościowania efektów. Robisz coś kreatywnego – w tym konkretnym momencie jesteś twórcą, artystą).

Granice między konkretnymi typami są zatarte i z powodzeniem możemy być na przykład artystą kompletnym, któremu bliżej do podejścia biznesowego niż natchnienia lub artystą szalonym, ale niebezpiecznie blisko wypalenia.

Co najważniejsze:

Kształtując w sobie poszczególne cechy (natchnienie, osobisty stosunek, determinację), możemy zbliżać się w te rejony trójkąta Sternberga, w których najbardziej chcielibyśmy się znaleźć.

Nie bierz tego schematu zbyt serio – to moja propozycja, na podstawie trójkąta związków Sternberga.

Artysta kompletny

Twórcę realizującego trzy elementy (osobisty stosunek, flow, determinacja) można byłoby określić artystą kompletnym, tak jak Sternberg obecność intymności, namiętności i zaangażowania w związku określa miłością kompletną.

Entuzjasta

Tworzenie z osobistym stosunkiem i poczuciem natchnienia, bez determinacji, to domena entuzjasty. Entuzjasta nic nie musi. Nie spoczywa na nim presja tworzenia wtedy, kiedy nie ma na to ochoty lub nie czuje weny. Może rozwijać się we własnym tempie i robi to wyłącznie dla własnej satysfakcji, nie ma potrzeby wpisywania się w gotowe szablony ani słuchania krytyków, twierdzących, że „zasady są inne”. Entuzjasta wytycza swoje własne ścieżki i nigdy nie wie gdzie dotrze. Nawet jeśli dzieli się efektami swojej pracy z innymi, to nie dlatego, że chce spełniać konkretne oczekiwania, ale po prostu dać coś od siebie.

Doskonały rzemieślnik

Osobisty stosunek w połączeniu z determinacją, czyni nas doskonałymi rzemieślnikami, mającymi dużą szansę stać się rekinami biznesu, z łatwością sprzedającymi swoje produkty (oczywiście entuzjasta też ma taką szansę, doskonałemu rzemieślnikowi jest po prostu łatwiej). To wielka chęć rozwoju, lecz bez łamania obowiązujących zasad, bo po co? Podążanie przetartymi ścieżkami, inwestując w swój rozwój i jakość efektów pracy, racjonalne kalkulowanie i podejmowanie świadomych decyzji, pozwala miarowo zbliżać się do konkretnego, wyznaczonego celu. To również codzienne doskonalenie warsztatu i tworzenie niezależnie od obecności natchnienia.

Artysta niedorzeczny / Twórca wypalony kreatywnie

Związki, będące mieszanką zaangażowania i namiętności, psychologia określa jako miłość niedorzeczną. Połączenie determinacji i flow, bez osobistego stosunku, wydaje się domeną artystów oczekujących od siebie ciągłego natchnienia, a jednocześnie wypalonych, w rzeczywistości nie żywiących pozytywnych uczuć do swojej pracy i stawiających przed sobą nierealne oczekiwanie doskonałości.

Hobbysta

Osobisty stosunek, ale bez flow i bez determinacji, to domena hobbysty. Tworzenie odbywa się bez łamania zasad, bez zatracania się w procesie. Hobbysta podąża wytyczoną ścieżką i tworzy zgodnie z zasadami sztuki. Nie inwestuje specjalnie w swój rozwój i nie wprowadza przymusu skrupulatnej pracy niezależnie od nastawienia. Hobbysta nic nie musi i to jest dla niego najwspanialszą wartością. Nie chce mu się, nie ma czasu – nie tworzy i to jest ok. Nie ma presji, ani potrzeby, by tworzyć, gdy nie ma na to ochoty.

Pracoholik / Twórca wypalony zawodowo

Sama determinacja, czyli inwestowanie i wytężona praca, bez osobistego stosunku i radości tworzenia, za to z nastawieniem na cel, charakteryzuje pracoholika i twórcę wypalonego zawodowo. To najczęściej tworzenie, bo z tego żyjemy, choć przestało nam to przynosić satysfakcję (prawdopodobnie dlatego, że w którymś momencie poświęciliśmy natchnienie dla doskonalenia warsztatu – takie pomyłki się zdarzają). To ten sam moment, w którym przy osłabieniu zaangażowania dochodzi do rozpadu związku. I jeśli nasza determinacja osłabnie (w końcu będziemy mieć trudniejszy moment, który przeleje czarę) – rzucimy tę robotę.

„Szalony artysta”

Natomiast człowiekowi czerpiącemu satysfakcję z samego procesu tworzenia pod wpływem natchnienia (flow), przypięłabym łatkę „szalonego artysty”. Oczywiście z przymrużeniem oka, bo tymi szaleńcami byli prawie wszyscy najwięksi i dosłownie wszyscy jako dzieci. 🙂 To pełna wolność tworzenia, słuchanie swojego wewnętrznego głosu, a nie wewnętrznego krytyka.

Ja też mam za sobą etap „szalonego artysty”. 😉

Czy do pełnego spełniania potrzebne są wszystkie trzy składniki?

Proporcje mają fundamentalny wpływ na efekt końcowy. Inne rzeczy tworzy hobbysta, inne pracoholik, inne „artysta-szaleniec”. Składniki w każdym z nas zmiksowane są w trochę innej dawce. Proporcje zmieniają się też w czasie i zależnie od dziedziny, jaką się zajmujemy. My także, świadomie możemy je w sobie kształtować.

Nie wiem jak Ty uważasz, ale ja powiedziałabym, że spełnienie w tworzeniu pojawia się w trzech przypadkach:

  1. Przy udziale wszystkich składników (artysta kompletny) – wtedy naturalnie możemy utrzymywać się ze swojej pracy, mieć do niej osobisty stosunek i korzystać z zasobów natchnienia, choć niekoniecznie przy tych samych projektach, które przeznaczone są dla klientów.
  2. Gdy jedynym występującym elementem jest natchnienie (szalony artysta) – jeśli cieszy nas sam proces twórczy, a poczucia spełnienia nie wiążemy z efektem końcowym i jego odbiorem przez innych ludzi, z pewnością jesteśmy szczęśliwymi ludźmi. Może właśnie tu poczucie spełnienia jest największe?
  3. Gdy potrafimy połączyć osobisty stosunek do tego, co robimy z natchnieniem (entuzjasta).

Co ciekawe, wszystkie te archetypy zawierają pierwiastek natchnienia. Czy można być spełnionym bez flow (czyli bez tworzenia sensu stricte – bez stwarzania nowych rzeczy, nie podobnych do szablonu oferowanego przez kulturę i krytykę), to jest jedynie odtwarzając?

Jasne, że tak! Można być spełnionym, będąc na przykład świetnym rzemieślnikiem – rysownikiem, kompozytorem, projektantem. Ale, być może dziedziną, w jakiej rzeczywiście się spełniamy, nie jest na tak naprawdę tworzenie obrazów, muzyki, architektury wnętrz. Może poczucie spełnienia wypływa z wytwarzania produktu. O wysokiej jakości, która zostanie doceniona przez innych. Sama w pewnym momencie właśnie w tym wierzchołku trójkąta (jakościowy rzemieślnik), znalazłam przytulny kącik, choć z czasem poczułam doskwierający brak ostatniego elementu. Chodziło o wolność w tworzeniu.

(PS. Oczywiście można też być artystą kompletnym tworząc produkty innowacyjne – patrz: Branson, Jobs i Herman Miller).

Jak zrobić miejsce na natchnienie?

Najważniejsze pytanie to jak pozwolić sobie na wolne tworzenie, gdy podejście biznesowe też jest ważne. Utarta ścieżka gwarantuje przecież osiągnięcie oczekiwanego celu. Odpowiedź dostarczył mi Christoph Niemann – niemiecki ilustrator, kochający Nowy Jork i jego kolor (żółty – jak taksówki), od lat tworzący ilustrowane okładki dla New York Timesa. Jest prosta jak drut:

Muszę rozwijać się dwutorowo – być bezwzględny jako redaktor i beztroski jako artysta. To bywa bardzo męczące, ale przynosi rezultaty. Tą swobodną twórczością zajmuję się w czasie wolnym.

I opowiedział o swoim szalonym Instagramie. Na który Was serdecznie zapraszam! <3

Sunday sketching: #shaving

A post shared by Christoph Niemann (@abstractsunday) on

A jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej o Christophie Niemannie, obejrzyjcie pierwszy odcinek cyklu dokumentów „Abstrakt”, dostępnego na Netflixie.


Projekty poboczne again <3

Kiedyś pisałam o projektach pobocznych. Dzisiejszy wpis to jeszcze jeden powód, by zacząć. Jestem baaaardzo ciekawa, czy według Ciebie spełnienie w tworzeniu jest możliwe bez flow, czyli bez pozwalania sobie na pełną wolność aktu twórczego?

Daj też znać, czy jest coś, co robisz w ramach projektu pobocznego (nie związanego bezpośrednio z pracą), by pielęgnować w sobie natchnienie i czystą kreatywność, bez ram. 🙂 Może możesz go podlinkować. Jeśli tak – śmiało! Obejrzę z przyjemnością. 🙂 Twórzmy, nie tchórzmy! 😀

Jeśli masz ochotę, zapraszam na zenblogowy Instagram i zenblogowy Facebook!
I proszę, daj znać o sobie w komentarzu. Zawsze, ZAWSZE jestem ciekawa kim jesteś. 🙂


Na temat tworzenia możesz przeczytać jeszcze:

  • Jaki piękny ten Twój wpis! Oczywiście natychmiast zaczęłam analizować, w której grupie twórców mogłabym się znaleźć. Zdaje się, ze blisko mi do rzemieślnika. Potrzeba tworzenia jest u mnie potrzebą wewnętrzną, daje mi poczucie spełnienia, ale potrzebuję też rozwoju, który doskonali mi warsztat. Nie jestem freelancerem, moje pisanie jest ciągle sobie a muzom, ale myślę, że w rzemieślniczym podejściu jest duży pierwiastek myślenia biznesowego.

    Czy flow jest potrzebne? Na pewno, choć nie może tylko determinować całego procesu twórczego. Nie, no może: kiedy jest się spełnionym entuzjastą i sam entuzjazm wystarcza albo wielkim artystą i można wtedy tworzyć w absolutnej wolności. Co do skromnego procesu twórczego u mnie: lubię flow i teksty, które piszą mi się same, ale nie polegam tylko na nim. Czasem flow brak, ale siadam i z większym albo mniejszym trudem piszę nowy tekst.

    Maksyma Niemanna fantastyczna, zapisuję ją sobie.

    A co do planu pobocznego. Zdaje się, że tym jest dla mnie fotografia:)) uwalnia mnie i daje czystą radość. Nawet, jeśli rzemieślnictwo też się w to powoli wkrada. Ale nauka tego, obserwowanie procesu, jak się powoli rozwijam daje mi czystą, absolutną radość:))

    Piękne zdjęcie z dzieciństwa. Widać pasję i zaangażowanie.

    Pięknego tygodnia<3

    • Ja na początku byłam entuzjastą, później twórcą kompletnym, któremu bliżej jednak do osobistego stosunku niż determinacji, obecnie czuję, że jestem rzemieśnikiem. I tęsknię za flow i zmieniam. Stąd cały ten artykuł. 🙂

      Co do Twoich słów, Christoph Niemann powiedział właśnie, że warsztat jest bardzo potrzebny. Dlatego, że on nam pozwala działać, gdy nie mamy flow, a jeśli związana z naszą działalnością jest odpowiedzialność – nie ważne czy to biznes czy nawet regularność w pisaniu bloga, to takie działanie jest konieczne. Że budowanie warsztatu to oczywiście ciągłe, rutynowe robienie, każdego dnia i niezależnie od weny. Ale jednocześnie, warsztat odsuwa nas od najbardziej istotnych (dla twórcy) pytań. I myślę że dokładnie tak jest.

      • Bardzo mi się podoba takie podejście, jakie reprezentuje Niemann. I nawet jeśli warsztat odsuwa nas od istotnych pytań, to chyba nie jest to proces na stałe? W końcu flow istnieje i wtedy niezależnie od warsztatu tworzymy w pełnym akcie twórczym. Tak przynajmniej mi się wydaje…

        • Chodziło o to, że rozwijając warsztat, kształtujesz powtarzalną jakość. Nie masz wtedy jednak szansy na wprowadzenie niczego nowego, bo tworzysz w zamkniętych ramach tego, co już zostało stworzone i nazwane jakościowym. Tworząc z flow jesteś w stanie dać nową jakość, taką, która być może nie zostanie natychmiast doceniona (jak to zwykle bywa), ale będzie w niej pierwiastek nowego, przesunie obowiązujące granice dalej, to znaczy coś w istniejącym porządku zmieni. Tego nie zdziałamy samym warsztatem.

          Niemann radzi, by, jeśli chcemy utrzymywać się z tego, co robimy kreatywnie (lub z innego powodu narzucamy na siebie tę odpowiedzialność), znaleźć prywatny projekt poboczny, w którym będziemy mogli równolegle do warsztatu rozwijać umiejętność pracy pod natchnieniem (bez potrzeby spełniania oczekiwań klientów, pracodawców, etc.). 🙂 Nierozwijane umiejętności niestety zanikają, pewnie dlatego dziś mamy dużo większe opory przed twórczym działaniem, niż w dzieciństwie.

  • Obyśmy wszyscy czasem znajdowali w sobie szalonego artystę 😉 A swoją drogą, tak się złożyło, że już drugi raz dziś czytam o tej mieszance intymności, namiętności i zaangażowania! Najpierw gdzieś kliknięte „przypadkiem” w necie, teraz u Ciebie. Aż się temu przyjrzeć muszę 🙂

    • Haha, niesamowite są takie zbiegi okoliczności, kiedy dany temat trafia do nas ze wszystkich stron – mój partner mi nie wierzy, ile razy mi się to zdarza! A w jakim kontekście czytałaś o tej mieszance – właśnie w miłości?

      • Tak, o miłości, a do tego temat u mnie na czasie 🙂 Synchroniczności zdarzają się tym osobom, które w nie wierzą, też mi się to ciągle zdarza 🙂

        • Ja myślę, że po prostu niektórzy potrafią je wychwytywać 🙂
          U Ciebie na czasie temat miłości czy procesu twórczego? Coś czuję, że to pierwsze 😀 Czytałaś Ruiza?

  • Bardzo przyjemnie się czytało ale ilość kombinacji powodowała lekki zawrót głowy:) Swoją drogą kocham flow, czyli stan w którym robota pali mi się rękach, nie wiem kiedy mijają godziny a mój projekt robi się sam <3

    • Tak, zdaję sobie sprawę, że koncepcja jest trochę złożona – dlatego Sternberg zaproponował trójkąt. 🙂 Też kocham flow. I myślę, że powinniśmy pielęgnować wszystkie zainteresowania, które nam dają na ten stan szansę <3

  • Love life

    Bardzo ciekawy wpis! 🙂 Uważam, że tworzenie bez flow nie jest możliwe na dłuższą metę – człowiek łatwo się wypala.
    Ja w ramach projektu pobocznego piszę bloga: https://lovelifeblog2017.wordpress.com/ Zapraszam 🙂

    • Dzięki, że napisałaś 🙂 Co robisz, kiedy weny brak? Starasz się skleić słowa za pomocą warsztatu, czy odpuszczasz lub może pobudzasz wenę?

      • Love life

        Staram się wykorzystać czas, kiedy mam wennę i tworzę wpisy na „czarną godzinę”. Myślę, że nic na siłę i brak wpisu jest lepszy niż słaby.

        • No dobra, to teraz najważniejsze pytanie: czy nie da się stworzyć dobrego wpisu bez weny (rozumianej jako natchnienie), posiłkując się samym warsztatem. Tj. masz temat i umiejętności, nie masz stanu flow. W przypadku entuzjasty (nie wiem czy się poczuwasz do takiej szufladki) nie ma potrzeby i ok. Ale pytanie, czy jest taka możliwość. 🙂

          • Love life

            Nie zawsze trzeba zaczynać ze stanem flow, on może pojawić się w czasie tworzenia. I u mnie często tak jest, że moje zainteresowanie danym tematem rośnie, gdy coraz bardziej go zgłębiam.

          • Rozumiem. Jest takie powiedzenie: „Wena przyszła, ale nie zastała Cię przy biurku, więc odeszła”. 🙂 Sama mam właśnie wrażenie, że najtrudniejsze to zacząć, bo musimy to zrobić bez natchnienia i zaufać, zobaczyć co stanie się dalej. <3

  • Globfoterka

    Ja często czekam aż flow samo mnie znajdzie, aczkolwiek równie ważna jest dla mnie rzetelność i jakość produktu (tekstu w tym przypadku) którą dopracowuje w ostatniej fazie. Często, przez te wysokie ambicje i kryteria mam wewnętrzne blokady, bo wiem,że napisanie dobrego tekstu wymaga poświęcenia mu wiele czasu.

  • Ale naukowo podeszłaś do tematu. Muszę sobie zrobić jeszcze jedną herbatę, żeby to spokojnie przemyśleć.

  • Są dni, kiedy nie ma we mnie kompletnie NIC z twórcy, nie wspominając już o artyście… aż tu nagle, nie wiadomo kiedy i skąd, pojawia się wena, która zasadza mi kopa w cztery litery i zaczynam działać. Pole popisu jest przeróżne – od wariacji kuchennych po wypociny blogowe 😉 Chyba najważniejsze, to odnaleźć w sobie pasję, a wtedy szalony artysta sam się budzi 🙂 pozdrawiam!

    • draVska, pięknie napisane! W końcu pasja to jednocześnie wielkie zamiłowanie i namiętność do czegoś, a zarazem furia. 😀 A powiedz, jak rozróżniasz twórcę od artysty? Chodzi o wartość owoców pracy?

      • Nie nie, owoce pracy są równie cenne i tu i tu i tylko od bufonów zależy czy jedno okrzyknął milionowym dziełem sztuki a drugie czymś podrzędnym… natomiast wg mnie twórca to prawie każdy z nas. Tworzymy blogi, wiersze, prozę, tworzymy jakieś rysunki, albo składane modele. Coś co jest naszym hobby. A artyści to osoby dogłębnie pochłonięte swoją pasja, które żyją tym, co i jak tworzą 🙂 to tak wg mnie 😉

        • Czaję 🙂 Czyli artystę umieściłabyś przy dolnej krawędzi trójkąta, gdzie jest natchnienie, twórca to zaś cały trójkąt, dobrze zrozumiałam? Myślę, że jest w tym dużo racji, nieświadomie sama słowo „artysta” dodałam przy dwóch z trzech typów twórców skupionych przy dolnej krawędzi (plus artysta kompletny rzecz jasna), a i do entuzjasty to określenie mogłoby pasować.
          A co do tego „życia pasją” – jak to widzisz? Czy to jest takie nieustanne pragnienie natchnienia, myślenie o tym 24/7, czy chodzi o coś innego?

  • Wow! Artykuł pełen mięska! 🙂 Aż zrobię sobie kawkę i zagłębię się w lekturę!

  • Ciekawa koncepcja – nigdy nie patrzyłam na tworzenie w ten sposób. Bardzo dogłębnie to zanalizowałaś.
    Moim projektem pobocznym jest blog, ale mam nadzieję, że kiedyś stanie się moim projektem głównym (bądź mojemu projektowi głównemu będzie bliżej do bloga).

    • W takim razie życzę, by tak się stało. 🙂 Choć pewnie wtedy będziesz musiała znaleźć sobie inny projekt poboczny – odskocznię tylko dla siebie 🙂

  • Z przerażeniem patrzę na młodych ludzi, którym kompletnie brak determinacji. Mają predyspozycje, mają talenty, nawet pierwsze sukcesy, ale brak determinacji powoduje, że zadowalają się tymi przebłyskami. „Udowodniłem sobie, że mogę, i na tym bazuję.” Nie są gotowi na żaden wysiłek, ciężką pracę. Świat, który serwuje wszystko instant w telewizji, smartfonach, internecie, nie sprzyja rozwojowi postawy twórczej.

    • Cóż, konflikt między pokoleniami i krytyka tych, którzy następują po nas, to temat znany już nawet starożytnym stoikom. 😉 Gdyby kolejne pokolenia faktycznie były tak leniwe i niezdeterminowane jak mówisz, prawdopodobnie dalej wędrowalibyśmy po stepach. Tymczasem jesteśmy tu i w każdym roku odnotowujemy nieprawdopodobne postępy w technologii, inżynierii, medycynie, biologii, psychologii, neurologii – niemal każdej dziedzinie ludzkiego życia.

      • Postępy, o których piszesz to zasługa „garstki”, która ciągnie za sobą resztę, a wielu z tej reszty, mentalnie i intelektualnie nadal kroczy właśnie „po stepach” i idzie z prądem. Jakby to nie brzmiało, tak jest. W bogatych, rozwiniętych krajach, już dawno zorientowano się, że młodzież ma problem z tzw. bogactwem urodzaju i dobrobytem. To są fakty, wyliczenia, dane, wystarczy o tym poczytać. Nie chcą studiować, pracować, uprawiać sportu, chcą być po prostu dziećmi swoich rodziców. Nie generalizujmy i nie mówmy o całym młodym pokoleniu, od krytyki którego jestem daleka, ponieważ sama jestem od nich niewiele starsza 🙂

Kim jestem?

Aneta Kicman

Połowa duetu fotograficznego YOURSTORY.PL, freelancerka, absolwentka filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram