Mogłabym być jak Gary, ale czegoś mi brakuje…

Uwaga, będzie wyznanie. Odnoszę wrażenie, że czasem wszechświat chce mi coś powiedzieć, a wtedy robi to w ten subtelny, niczym pamiętna armata ukryta w krzakach, sposób: dany temat wyskakuje mi z lodówki.

Pojawia się wszędzie: w książkach, które czytam (mimo, że sięgnęłam po nie z zupełnie innych powodów), filmach i vlogach, postach, publikowanych przez cenione przeze mnie osoby, gazetach, po które sięgam przypadkiem w poczekalni, na obrazach i grafikach, a nawet w piosenkach. Nie dalej jak wczoraj czytałam w Krokach w nieznane Bransona:

Ciekawe jest, że ludzie wciąż dążą do tego, by tworzyć gigantyczne firmy (…). My natomiast nie chcemy, by Virgin była jedną wielką firmą działającą na jednym rynku pod jednym szyldem: chcemy, by było to dwieście czy nawet trzysta oddzielnych firm, które łączy jedna marka.

– Richard Branson, Kroki w nieznane.

A zaraz potem świat otwiera przede mną nowe możliwości, których bym nie wykorzystała lub nie zauważyła, gdyby nie wszystkie te wcześniejsze subtelności. Też tak masz? Kilka dni temu czytałam:

Jeśli zdarza się, że masz szansę zaangażować się w coś całkowicie – nie przegap jej, nie zastanawiaj się – działaj! Rób coraz więcej i pozwól, by wszelkie działalności [tj. te działania, których „nie czujemy”, których nie wykonujemy z radością i w zgodzie ze sobą – przyp. Zenblog.pl] znikały same z siebie.

– Osho, Kreatywność.

A potem dostałam maila – ilustrację do powyższych fragmentów. Można powiedzieć, że to żaden niesamowity przypadek. Kamil ma teorię, że to ja jestem w takich sytuacjach wyczulona na odnajdywanie połączeń. Możliwe, ale lubię wierzyć, że jest w tym trochę magii. 😉

Tak właśnie było z tematem, o którym dziś chcę Ci opowiedzieć. Jak pewnie zorientowałeś się czytając cytaty, chodzi o dywersyfikację Twojego potencjału, czyli najprościej rzecz ujmując… łapanie kilku srok za ogon.

Dywersyfikacja to podział (np. biznesu) na mniejsze części, (według definicji) w celu zmniejszenia ryzyka, ale to tylko jedna z korzyści takiego sposobu działania. Właśnie tym tematem bombardują mnie ostatnio wszystkie książki i filmy po które sięgam, dlatego, solidarnie, ja zbombarduję nim Ciebie.

Nikt nie wie, kto będzie mistrzem olimpijskim za 10 lat.
– Jacek Kłosiński.

Ostatecznie do napisania tego posta skłonił mnie artykuł Jacka Kłosińskiego: Dlaczego musisz mieć projekt poboczny. Jacek ma stuprocentową rację: najczęściej znamy tylko historie sukcesów, sprowadzające się do: założył firmę i zarobił milion złotych monet. Kto wie ile (nieudanych) prób było do tego potrzebnych?

Projekt poboczny a produktywność

Kiedyś wydawało mi się, że skupienie całej uwagi na jednym projekcie to najrozsądniejszy sposób, by osiągnąć najlepsze efekty w wybranej dziedzinie. Bo łatwiej zostać mistrzem fotografowania, jeśli na doskonalenie się w tym obszarze poświęcimy 100% swojej energii, prawda? Nieprawda! To tak nie działa.

W rzeczywistości, rezygnując z innych działalności, tj. naszych projektów pobocznych, na „projekt numer jeden” będziemy mogli poświęcić… tylko trochę więcej czasu. Dlaczego?

  • Bo będziemy psychicznie zmęczeni.
  • Bo wyczerpiemy naszą kreatywność w danym obszarze i nie będziemy mieć możliwości „odrodzić” jej angażując się w inne, twórcze działanie.
  • Bo pracując cały czas nad jednym, stracimy uważność i bystrość patrzenia, a to z kolei może prowadzić do spadku jakości. Pracując nad zdjęciami po 14 godzin nie widzę kolorów tak dobrze jak wtedy, kiedy jestem jeszcze w miarę wypoczęta. Następnego dnia poświęcimy czas na dokonanie poprawek lub pracę nad fragmentem zlecenia od początku.
  • Bo zmuszając się do ciągłej pracy nad tym samym doprowadzimy w końcu do wypalenia zawodowego i projekt nr jeden stanie się naszym znienawidzonym projektem (choć dalej nr jeden, bo przecież nie zbudowaliśmy sobie alternatywy), a pracowanie nad nim będzie dla nas niemiłym obowiązkiem. Do niemiłych obowiązków nie siada się zaś częściej, niż konieczność wymaga.

Zgadza się? No to teraz ważne pytanie: dlaczego z reguły nie decydujemy się na projekty poboczne?

5 przekonań, przez które rezygnujemy
z wzięcia się za projekt dodatkowy:

Mogłabym napisać taki „Paragraf 22”, ale nie mam czasu…

Wśród całego spektrum odpowiedzi, moja ulubiona to: nie mam czasu! Cóż… sama też to mówię. Co prawda znajdujemy czas na czytanie kryminałów, oglądanie Netflixa i scrollowanie Facebooka, ale nie, nie mamy czasu na nowy projekt, prawda? 😉

W oddawaniu się wymienionym czynnościom nie ma nic złego (o ile robimy to świadomie i czujemy, że dobrze to na nas działa), ale nie udawajmy, że z tego powodu musimy zrezygnować z założenia superbiznesu, wprowadzenia na rynek innowacyjnego produktu, etc.

Zwłaszcza, że usprawnienie swoich sposobów na zarządzanie czasem nie jest dziś szczególnie trudne. Niektórzy np. dobrze radzą jak w ciągu 2 godzin przygotować obiad na cały tydzień, a Twój projekt poboczny nie musi wcale zżerać całego dnia.

Pracowałem nad tym po dwie-trzy godziny dziennie przez osiem lat. Raz odpuściłem, by z żoną pooglądać telewizję. Telewizja zmotywowała mnie, by powrócić do pisania książki. Naprawdę nie wiem, co Amerykanie robią wieczorami, jeśli nie piszą powieści.
Mason Curry, Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły.

To słowa Josepha Hellera, autora Paragrafu 22. Ten pan na co dzień spędzał 8 godzin w dziale reklamy, a wieczorami, przy kuchennym stole napisał Paragraf 22. No nie mów, że nie możesz poświęcić choćby 30 minut na swój projekt.

Byłabym już dalej niż Branson, ale odpoczynek też jest ważny!

Z jakiegoś powodu każde wartościowe działanie utożsamiamy ze straszną harówą. Ciekawe dlaczego? Hm… synonimy słowa praca: działalność, aktywność, kreacja, zajęcie, dzieło, mozół, katorga, krwawica, orka, znój, kierat, chałtura, fucha, stołek, partanina (…).

Aha, język. Od dzieciństwa jesteśmy zaprogramowani przez to jak mówimy (i jak mówią nasi bliscy) i praca kojarzy nam się co najmniej niedobrze. Zapomnijmy więc o wszystkich stereotypach, które tak solidnie utkwiły nam w głowach, że przeniosły się na sposób mówienia o ruchu, aktywności, tworzeniu…

Kto powiedział, że Twój projekt poboczny ma być nieprzyjemny? Właśnie o to chodzi, że powinien wypływać prosto z Twojego serca. Nie ma możliwości, by coś wypływało z serca i było jednocześnie nieprzyjemne. Rób to, co jest dla Ciebie cudem tworzenia, daj sobie spokój z tym, co ma się dobrze sprzedać, jeśli Cię to nie bawi.

Ludzie pytali mnie: „Czemu się teraz trochę nie pobawisz?”, nie było to jednak trafne pytanie. Cały czas się bawię.
– Richard Branson, Kroki w nieznane.

Vlogowałabym jak Mimi Ikonn, ale nie mam takiego szczęścia jak ona!

To tyle na temat szczęścia. 😉

Mogłabym być jak Henry Green, ale co powiedzą inni?

Czasem nam się wydaje, że nie możemy podjąć jakiejś nowej działalności, bo pracujemy na oficjalnym stanowisku, to zbyt szalone, to nie pasuje do naszego wizerunku. Ale tak zaczynać… od początku? Być w jakiej sferze zupełnie zielonym? Ale co ludzie powiedzą? A na co to komu, a komu to potrzebne.

Jeśli jesteś freelancerem i masz nienormowany czas pracy, na pewno rozważasz teraz: co na to moi klienci? Czy nie pomyślą, że ich lekceważę, że co innego jest dla mnie ważniejsze od pracy dla nich? Powiem szczerze, że ten punkt bardzo mnie dotyczy i jest drugim (po perfekcjonizmie) z powodów, dla których tak długo zwlekałam z założeniem bloga.

Czy wykonywanie dla kogoś zlecenia oznacza, że klient ma prawo do 100% Twojego czasu? Nawet gdy pracujesz na etat, po 8 godzinach jesteś po pracy. W przypadku freelancingu jest to zwykle 10 lub 12 godzin, ale tak, masz prawo do czasu dla siebie i sam decydujesz, na co go przeznaczasz.

Jednocześnie, nawet jakbyś chciał, (nie)stety nie możesz pracować przez 100% swojego czasu – przynajmniej ja nie mogę. Zwykle w procesie pracy są takie momenty, których nie przyspieszysz (u mnie to np. zgrywanie kart i kopiowanie materiałów, eksportowanie przygotowanych RAW’ów do pliku .jpg w procesie obróbki, etc.) – nawet gdybym chciała w tym czasie zająć się np. retuszem zdjęć – nie mogę, ze względu na ograniczenia technologiczne. Mogę jednak otworzyć dokument w notatniku i napisać post.

Ostatnia ważna kwestia, to ograniczenia pracy twórczej. Jeśli pracujesz kreatywnie, prawdopodobnie są Ci potrzebne przerwy, by zresetować umysł. U mnie może potrzeba resetu umysłu nie jest tak odczuwalna, jak konieczność odpoczynku dla oczu – po kilkunastu godzinach pracy nie widzę kolorów tak precyzyjnie jak wtedy, gdy jestem względnie wypoczęta (pisałam o tym wyżej). Gdybym mimo to zmuszała się do pracy, pojawiałby się naturalny spadek jakości i następnego dnia musiałabym poprawiać zdjęcia – żałuję, ale ani nie przyspieszyłoby to realizacji zlecenia, ani nie wpłynęło pozytywnie na jakość.

Zapytany wiele lat później, dlaczego zdecydował się publikować pod pseudonimem, Green odpowiedział, że nie chciał, by jego partnerzy biznesowi wiedzieli, że pisze powieści.
Mason Curry, Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły.

Może się zdarzyć, że ze względu na stanowisko (lub z innych ważnych powodów) nie chcesz rozpoczynać nowego projektu pod własnym nazwiskiem i to też jest ok. Nic nie może Ci przeszkodzić, jeśli naprawdę chcesz tworzyć.

Chciałabym być jak Claude Hopkins, ale nie jestem wystarczająco dobra

Cóż, to pewnie akurat prawda! Chcesz poznać sekret? On też nie był. Każdy kiedyś zaczynał. Branson chciał handlować choinkami, ale nie przewidział, że szkodniki zniszczą jego uprawę, jeśli pozostawi ją odłogiem na kilka miesięcy. 😉 Pójdź za głosem serca, zrób ten pierwszy krok. Chris Guillebau w książce Niskobudżetowy starup i Dalajlama mówią to samo: Posiadasz już potrzebne umiejętności, musisz tylko dowiedzieć się, jak je wykorzystać.

Nie oceniaj się zbyt szybko i nie daj się przekonać, że freelancing nie jest dla Ciebie. Nie wierz zwłaszcza krytyce z ust ludzi, którzy nie znają się na rzeczy.

We wczesnym stadium kariery nikt nie może osądzać nas po wynikach. Ludzie miałcy osądzają nas według upodobań, ale nie są to osoby, z którymi należałoby się wiązać. Ludzie rozsądni osądzają nas pod względem naszego umiłowania pracy, które jest podstawą sukcesu.
– Claude Hopkins, Tajniki warsztatu legendarnego copywritera.

Pamiętaj też, że nie chodzi o to, żeby związać się z daną czynnością na amen. Jesteś wolnym człowiekiem. Możesz się mylić. Możesz rezygnować. Nie musisz być we wszystkim świetny od początku. Upór jest ważny, ale tylko wtedy jeśli jesteś przekonany co do jego słuszności. W każdym innym przypadku to strach.

Możesz zmieniać zdanie. I najważniejsze: sam też możesz się zmieniać – to naturalne, że to, co teraz wydaje Ci się pracą idealną, kiedyś może przestanie Cię cieszyć i to jest ok. Nie spodziewaj się, że pierwsza rzecz, której się podejmiesz to będzie to, co doprowadzi Cię do ogromnej fortuny czy spokojnego życia. Rzadko się to zdarza. Myślę, że to, co odróżnia spełnionych zawodowo ludzi od całej reszty, to właśnie liczba prób, jakie podjęli.

Gdybym tylko miała wystarczająco dużo pieniędzy…

Tak, to na pewno zdobyłabyś cały świat! Wszystko co najważniejsze w tym temacie opisała znakomicie Ola z bloga Travel and Keep Fit w poście o tym, skąd bierze pieniądze na podróżowanie po całym świecie. Uwaga, spoiler!

Zarabia je.

Tak. Ty też możesz.

Mogłabym być jak Gary Vaynerchuk, ale czegoś mi brakuje.

To tylko minuta, obejrzyj. Najważniejsze zdanie jest na końcu.

Kropka.


Moja krótka historia

Sama w trakcie studiów zaczęłam projekt poboczny: fotografowanie ludzi. Zdjęcia robiłam dla własnej satysfakcji, ale po kilku sesjach okazało się, że… nieznajome osoby zaczepiają mnie na korytarzu, by zapytać ile kosztuje taka sesja i czy mogłabym zrobić zdjęcia także im. Jestem szczerze wdzięczna dziewczynie (z którą także się nie znałyśmy), która zatrzymała mnie tylko po to, by powiedzieć jak podobały jej się zdjęcia i że według niej robię świetną robotę! Właśnie tamto spotkanie przekonało mnie, że warto założyć firmę i robić to, co sprawia mi tyle przyjemności.

Wtedy fotografia była dla mnie projektem pobocznym. Dziś fotografowanie jest numer jeden, zajmuje mi najwięcej czasu i dzięki niemu zarabiam na swoje utrzymanie. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że poza blogowaniem dodatkowych projektów już… nie mam. Niektóre porzuciłam, niektóre skończyły się na papierze. Dlaczego nie ma w moim życiu większej liczby projektów pobocznych?

Bo każde z cytowanych wyżej, mylnych przekonań, było moim.

I choć czasem któreś z nich wraca pod postacią ego, które wcina się w zdanie i mówi, że nie mam wystarczająco dużo czegoś, co mają inni – szczęścia, pieniędzy, umiejętności, uśmiecham się tylko i mówię: tak, tak, drogie ego, gdybyś tylko miało to wszystko, to na pewno, NA PEWNO bylibyśmy teraz królami świata. 😉 I spokojnie robię swoje. A rok 2017 przekornie ogłaszam rokiem łapania wielu srok za ogon!


Realizujesz projekty poboczne?

Jak jest u Ciebie? Jestem bardzo ciekawa czy do tej pory skupiałeś się tylko na jednym projekcie zawodowym, czy może próbujesz wielu rzeczy. Czy Tobie też zdarza się słyszeć w swojej głowie niektóre z mylnych przekonań? 🙂

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu, nie zapomnij polubić Zenblog na Facebooku i dodać blog do obserwowanych w serwisie Bloglovin. 🙂


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

  • Aneta, cudowny wspaniały tekst! Tak, są znaki, Twój post to ten znak, żeby wreszcie zacząć swój malutki projekt, mieć odwagę i brak wymówek. Muszę sobie jeszcze raz wieczorem poczytać i zacząć robić wreszcie to, co powinnam była poboczne zacząć już dawno.
    Dziękuję<3

    • Hm, nie pomyślałam, że też tworzę znaki 😀 Dodałaś mi mocy! 🙂 Dziękuję i cieszę się. 🙂

  • Karolina Mościcka

    Aneta, wspaniale się Ciebie czyta <3!

  • Fajny tekst. Cieszę się, że zainspirowałem. 🙂

    • Dziękuję. 🙂 Jacku, inspirujesz nieprzerwanie, bo mądry z Ciebie człowiek. Choć do napisania czegoś na blogu to chyba po raz pierwszy. 🙂

  • Podoba mi się, że piszesz o prawie do zmiany siebie i naszych decyzji. Świetny cytat Claude Hopkinsa 🙂
    Póki co, blog jest moim projektem pobocznym, nikt nie wie, co będzie za 10 lat 😉

    • Super! Nawet jeśli nie będziesz mistrzem olimpijskim, ma pewno będziesz dalej niż jesteś dzisiaj! Pozdrowienia 🙂

  • Bardzo często wymyślamy różne wymówki właśnie po to, by nie zacząć realizowania naszych marzeń czy projektów 🙂 Szukamy powodów dla których coś ma nam się nie udać, bez specjalnego zastanawiania się, czy nasze obawy faktycznie są prawdopodobne.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    • To wszystko ego. Jak jesteśmy tu i teraz, nie zastanawiamy się, działamy i wtedy jesteśmy w tym niedoścignieni 🙂 Pozdrowienia!

  • Ewelina

    Twoje wpisy bardzo mnie motywują do pracy i w ogóle działania. Dziękuję za nie!

  • Ale ale, mam identycznie z tym odnajdowaniem połączeń! 🙂 I też mój mąż twierdzi, że trochę naciągam. Widocznie, mężczyźni tak mają 😉
    Mnóstwo mądrych stwierdzeń. Co do Bransona, już wielokrotnie natykałam się na bardzo mi bliskie stwierdzenia i chyba czas przeczytać całą książkę.
    W moim życiu i życiu naszej rodziny przeszliśmy przez bardzo różne tematy zawodowe, projekty mniejsze i większe, łatwiejsze i mega trudne. W rezultacie myślę sobie, że duża dywersyfikacja naraz nie była dla nas za dobra. Zbyt mocne rozproszenie energii nie sprzyjało.
    Co natomiast wychodziło, to prowadzenie pojedynczych, małych projektów pobocznych. Obecnie, dzięki rozwojowi jednemu z nich jesteśmy w stanie prowadzić styl życia, o którym zawsze marzyliśmy.
    Ta wspomniana w video „szklanka do połowy pełna” to jednak podstawa w każdej sytuacji. A jak zaczyna się widzieć inaczej, to właśnie czas na nowy projekt 🙂 Zawsze jest dobry czas na zmianę.
    PS. Przepiękne jest to Twoje zdjęcie! Ma taki ciepły retro klimat 🙂

    • Hej! Super, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami – bardzo cenię Twoje zdanie w tym temacie. To co napisałaś o zbytniej dywersyfikacji to szczera prawda – Branson mówi o zakładaniu 200-300 firm, ale każdą z nich otwiera nie samodzielnie, a z pomocą (lub nawet „za pomocą”) ludzi, którzy są ekspertami lub wizjonerami w danej dziedzinie. Ale wszystko po kolei, w końcu każdy projekt poboczny może otworzyć przed nami nowe możliwości i nowe wspaniałe znajomości.
      Dziękuję za miłe słowa o zdjęciu – robił Kamil więc na pewno ucieszy się z komplementu! 🙂

  • kiedyś kolega postawił mi diagnozę – ja mam sraczkę pomysłów. co gorsza, dużo z nich realizuję 😉 dobrze jest robić różne rzeczy, choćby na wypadek niepowodzenia w „głównym nurcie” jest wtedy jakieś koło ratunkowe w tym projekcie pobocznym 😉

    • Dokładnie, można też podejmować bardziej ryzykowne decyzje (ale i mogące przynieść wyższe profity), jeśli mamy stabilizację w równoległych projektach. Napiszesz więcej o tym co robisz? 🙂 Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoimi radami.

  • Artur Baranowski

    Uwielbiam pomysły kreatywne. Takie, w których buduje się coś od nowa. To jest dla mnie najbardziej energetyczne zajęcie. Mógłbym budować nowe rzeczy od początku i rozdawać ludziom.

    • Artur, to właśnie jak Branson 🙂 Czy może nie masz osobowości „achievera”? To by pasowało! :))

      • Artur Baranowski

        Coś w tym jest…

  • Myślę, że to bardzo mądre podejście. Nigdy nie mamy pewności, czy nasze plany wypalą i lepiej mieć przynajmniej jedną opcję zapasową niż rzucać się ślepo na tylko jedno rozwiązanie. Podziwiam wprawdzie ludzi, którzy tak robią, ale sama bym tak nie potrafiła. Moim projektem pobocznym jest blog i choć pogodzenie jego prowadzenia z pracą na etacie bywa trudne to wiem, że warto. 🙂

    • Jak to byś nie potrafiła! 🙂 Twój blog jest najlepszym przykładem na to, jak świetnie to robisz.:))

  • Ojj tak trzeba łapać wszystko co nam życie po drodze daje 🙂
    Pozdrawiam

    • Proszę o nie dodawanie linków w komentarzu, zwłaszcza jeśli nie dotyczą kontekstu. Jeśli ktoś będzie chciał poznać Twój blog, na pewno znajdzie go przez Twój profil Disqus.

  • Macierzynstwo-raz!

    Super podejście – podobne zresztą do mojego 🙂

  • Zbyt często marnujemy czas na inne sprawy, a mogli byśmy stworzyć coś naprawdę fajny projekt. Wiem o tym sama bo mam masę pomysłów, ale czasami po całym dniu pisania, robienia zdjęć, zabawy z dzieckiem, mam ochotę po prostu poczytać książkę, albo się wyspać. Jedno jest pewne wszystko zależy od nas 😉

  • Masz w tym wszystkim dużo racji, tylko wydaje mi się, że zebrałaś w tym wpisie kilka różnych wątków. Pierwszy, że gdy zaczyna się swoją „karierę życiową”, to trzeba próbować różnych rzeczy, bo jak nie spróbujemy, to się nie dowiemy. I to jest oczywiste. Niewiele jest osób, które od wczesnego dzieciństwa wiedzą, czego chcą. Większość ludzi przed 30., których spotykam twierdzi, że wie czego nie chce, ale absolutnie nie jest pewna czego chce. Wtedy warto próbować. Ale po przejściu czasu prób i błędów pojawiają się ludzie, którzy odkryli co chcą i idą jedną ścieżką, nie oglądając się na boki. Ponieważ cały czas rozwijają się w swojej pasji, nie grozi im wypalenie zawodowe, a dystans zdobywają poprzez czas spędzony z rodziną, sport, czytanie, taniec – czyli nie realizują projektów pobocznych, bo dla nich nie ma to sensu, a szukają relaksu w czymś, co dla nich nie jest pracą. Druga grupa, to osoby, które mają stałą, główną pracę i realizują projekty poboczne. N przykład przez 8 godzin zasuwają na etacie, a przez godzinę piszą książkę, czy angażują się w DIY. I tu jest wyraźny podział na jeden główny, decydujący oraz drugi ewidentnie poboczny cel (tych pobocznych może być więcej, ale i tak są one poboczne wobec głównego). I jest wreszcie trzecia grupa ludzi, którzy mają kilka wątków głównych. Ja się do nich zaliczam. Jeden projekt główny takie osoby nudzi, popadają w rutynę tracą radość życia. Natomiast wielość i zmienność sprawia, że są kreatywni. Pochłania mnie kilka wątków – raz jeden bierze górę, później inny, jednak nie mogę określić, który jest tym głównym
    Oczywiście te trzy typy, to jest tylko próba wtłoczenia różnorodności ludzkiej w jakieś schematy, ale jak na razie nie widzę więcej opcji 🙂

    • Hej 🙂 Dzięki za rozległy komentarz, już piszę jak ja to widzę:

      „ludzie, którzy odkryli co chcą i idą jedną ścieżką, nie oglądając się na boki. Ponieważ cały czas rozwijają się w swojej pasji, nie grozi im wypalenie zawodowe” – Si! Zgadzam się, o ile ta pasja jest rozległa, różnorodna. Ja np. uwielbiam robić zdjęcia. Ale kiedy od 4 miesięcy nie miałam czasu na nic innego niż codzienne, 12-godzinne przesuwanie suwaków w Photoshopie, po prostu czułam, że to mnie zabija. Co innego jeśli pasją jest np. podróżowanie i każdy dzień wygląda inaczej.

      „dystans zdobywają poprzez czas spędzony z rodziną, sport, czytanie, taniec – czyli nie realizują projektów pobocznych, (…) a szukają relaksu w czymś, co dla nich nie jest pracą” – tak! Właśnie o tym mówię. 🙂 Dla mnie projekty poboczne nie do końca są pracą. Nie chodzi mi o to, by brać na siebie jak najwięcej zobowiązań zawodowych, ale o to, by sięgać po rzeczy, którymi się pasjonujemy – taniec, sport – czemu nie? Czasem właśnie mamy taki opór, bo coś miałoby znamiona „PRACY” (np. prowadzenie bloga – dyspozycyjność, systematyczność, etc.), ale jak powiedział Branson: „Cały czas się bawię” – nie ma co tak trzymać się podziału praca – wypoczynek, bo to tylko umowa społeczna (moim zdaniem).

      „Druga grupa, to osoby, które mają stałą, główną pracę i realizują projekty poboczne. N przykład przez 8 godzin zasuwają na etacie, a przez godzinę piszą książkę, czy angażują się w DIY. I tu jest wyraźny
      podział na jeden główny, decydujący oraz drugi ewidentnie poboczny cel” – Czy taki wyraźny jest ten podział? Zdarza się, że wartość projektów (dla nas, nie tylko finansowa) się zmienia i podział się zaciera, a czasem przekręca do góry nogami. Wszystko jest zmienne w czasie. No i co to znaczy „główny cel”? Jeśli Joseph Heller pisał „Paragraf 22” przez godzinę po pracy, to co było jego głównym projektem? Praca w agencji reklamowej czy napisanie jednej z najbardziej cenionych książek wszech czasów? Jak to ocenić i czy patrzeć z dystansu czasowego czy z czasu dla niego aktualnego? Bo dziś chyba nikt nie pamięta czym zajmował się przez 8 godzin w ciągu dnia, a to co zajmowało godzinę, jest jego wizytówką. To który projekt jest tu poboczny. 😉

      A to, co napisałeś na koniec, to czyste piękno i esencja radości tworzenia! Szczerze podziwiam. 🙂
      „Pochłania mnie kilka wątków – raz jeden bierze górę, później inny, jednak nie mogę określić, który jest tym głównym” – jakbym słyszała siebie… 😉

      • To Ty decydujesz czy Twoja pasja jest rozległa czy wąska. Przecież robienie zdjęć nie sprowadza się jedynie do naciśnięcia migawki, obróbki i katalogowania. Można uczyć o fotografii, można pisać, można w poszukiwanie ujęć jeździć w niesamowite miejsca, czy poznawać wspaniałych ludzi, których fotografujesz.
        Przy określaniu co jest tematem głównym, a co pobocznym, przyjąłem założenie, że główny zabiera znacznie więcej czasu. Nie jest ważne, że temat poboczny być może kiedyś przyniesie ci sławę (a może nie), ważna jest twoja perspektywa tu i teraz. Sądzę, że Hellerowi cel główny, czyli praca 8-10 godzin pewnie doskwierała, ale wybrał taki model. Inny człowiek może podjąłby decyzję, że rzuca robotę w cholerę i zajmie się tylko pisaniem. Albo przejdzie na pół etatu, a pół będzie pisać.
        Chodziło mi o to, że model cel główny i cel poboczny jest tylko jedną z wielu opcji. U jednych się sprawdzi u innych będzie prowadził na manowce.

        • Ale właśnie o to chodzi – perspektywa w spojrzeniu czy projekt jest poboczny czy główny jest aktualna TYLKO tu i teraz, bo za miesiąc może być na odwrót. 🙂 Dlatego nie uważam, że ludzie dzielą się pod tym względem na jakieś „grupy” – wszystko się zmienia i dzisiaj byłbyś w innej, niż jutro, więc po co klasyfikować. Niekoniecznie też ten projekt który zabiera więcej czasu jest głównym, można to przecież oceniać alternatywnie pod kątem priorytetów – pełna dowolność.

          „U jednych się sprawdzi u innych będzie prowadził na manowce” – co masz na myśli? Ja uważam, że nawet jak się „nie sprawdzi” (w powszechnym rozumieniu), to i tak zyskujemy – nowe umiejętności, wiedzę o sobie, etc.

          Co do pasji rozległej/wąskiej, tak jak pisałeś każdy decyduje, ale nie w każdej dziedzinie rozszerzenie pasji wpływa na różnorodność tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Podałeś przykład robienia zdjęć – tak, nie sprowadza się do naciśnięcia migawki, obróbki i katalogowania, z tym, że wszystkie wymienione przez Ciebie czynności zajmują jakieś 10% czasu, bo 90% to obróbka – przynajmniej, jeśli chcę robić zdjęcia na tym poziomie jakościowym, na jakim robię. Mam świadomość, że każde rozszerzenie działalności foto (na tym poziomie) to będzie więcej obróbki. Mówimy o tym w kontekście tego, że niektórzy ludzie trzymają się jednej rzeczy i, jak pisałeś, nie rozglądają się na boki, bo przecież dziedzina jest rozległa. Owszem! Ale w przypadku fotografii (cyfrowej) w praktyce każde robienie zdjęć to obróbka, obróbka, obróbka – postprocessing jest nieodłącznym elementem (jeśli oczywiście nie zdajesz się na postprocessing zaprogramowany przez techników Twojego sprzętu). Więc… tak, mogę robić jeszcze 100 innych rzeczy związanych z fotografią, ale będę musiała poświęcać więcej czasu na obróbkę. Więc nie będzie to oznaczać tak radykalnej zmiany w kierunku różnorodności, jak mogłoby się z zewnątrz wydawać. 🙂

          Rozumiem, że chcesz napisać, że nikt NIE MUSI decydować się na projekt poboczny, zwłaszcza jeśli ma jedną konkretną pasję i to mu w danym momencie wystarcza. I jasne, zgadzam się w 100%! Sama kilka lat temu myślałam, że NIGDY nie będę potrzebować alternatywy do fotografii, ale już wiem, że „nigdy” w stosunku do mówienia o przyszłości to zawsze duże nadużycie. 😀

          • Jednak pozostanę przy swoim zdaniu, że ludzie się dzielą na jakieś grupy. Wiem, że każdy podział jest niedoskonały, ale w jakiś sposób porządkuje świat i ułatwia odnalezienie się w nim. Z tym podziałem chodziło mi też o pokazanie, że jest znacznie więcej opcji niż tylko jedna polegająca na posiadaniu projektu głównego i pobocznego.
            Z tym „prowadzeniem na manowce” już wyjaśniam, najlepiej na przykładzie Hellera. U niego świetnie sprawdziło się posiadanie celu głównego i pobocznego. Z jednej strony miał pieniądze na utrzymanie rodziny, z drugiej stworzył bestseller. Przez długi czas próbowałem postępować podobnie – miałem pracę etatowa i po godzinach ciągnąłem projekty dodatkowe. Nic lub prawie nic mi to nie dało. Straciłem mnóstwo czasu na mało rozwojową pracę i zmarnowałem wiele, który mogłem poświęcić pasjom. U mnie sprawdza się taktyka „spalonych okrętów” – zostawić pracę i nie móc do niej wrócić, to wreszcie zadziałało.
            Generalnie, podsumowując – mój komentarz miał na celu zwrócenie uwagi, że to co pomaga jednym, dla drugich może okazać się całkiem niefajne, ale jak zwykle użyłem zbyt wielu słów i prosty przekaz, gdzieś wśród nich zaginął 🙂
            P.S. Moje doświadczenie wynikające z pracy jako fotograf jest trochę inne od Twojego, ale ponieważ są różne rodzaje fotografii i każdy jest inny, nie spieram się, że zajmowanie się zdjęciami non-stop może doprowadzić w końcu do znużenia…

          • Ja myślę, że się zgadzamy 🙂 Wiadomo, nie każdy projekt i nie zawsze 🙂 Z tego co wiem, prowadzisz blog, to też jakiś projekt poboczny. Nie mówię, że każdy projekt jest dobry dla każdego, trzeba wybrać coś dla siebie 🙂
            PS. Mi odpoczynek od foto jest potrzebny głównie ze względów obiektywno-zdrowotnych, nie chodzi o znużenie (tak napisałam wcześniej?). Muszę chronić oczy, nadgarstek – no nie da się pracować efektywnie po 14 godzin w ten sposób. 😛

          • Chyba przy niczym nie da się pracować przez 14 godzin dzień w dzień 🙂 A mój blog, z założenia, ma być projektem głównym 🙂

  • Jeśli chodzi o mnie, to jestem człowiek orkiestra:). mam dużo zainteresowań, więc nie potrafię skupić się na jednej rzeczy.

  • To bardzo ciekawe co piszesz. Ja sama jestem projektantką wnętrz (freelance) i właśnie blogowanie jest moim planem B, który od jakiegoś czasu sprawia mi o wiele więcej radości niż samo projektowanie (w które kiedyś wpadłam jak w pierwszą miłość). WIęc tak naprawdę mam również 1 plan poboczny. Z kolei niedawno oglądałam webinar PSC i tam była właśnie informacja że jeśli skupimy się na 1 projekcie to mamy najwięcej szans na to, aby doprowadzić go do końca z sukcesem a nie rozkładać siły na kilka tematów bo automatycznie w każdym z nich będziemy mogli mniej się poświęcić. Szczerze mówiąc nie wiem które podejście jest właściwe ale na razie mam tylko jeden plan B 🙂

    • Moja historia jest bardzo podobna do Twojej, też te proporcje zaangażowania w projekt główny a poboczny się zmieniały. Oglądałam ten sam webinar PSC i nad tym samym się zastanawiałam – wg mnie to kwestia na jakim etapie rozwoju projektu głównego jesteśmy. Teoretycznie, że jeśli wszystkie wysiłki włożymy w doskonalenie w jednej dziedzinie, szybciej osiągniemy w niej mistrzostwo. Pytanie czy jesteśmy w stanie poświęcać 100% wolnego czasu na jedną rzecz i nie czuć wypalenia po kilku latach takiej wytężonej pracy tylko w jednej dziedzinie. Czy będziemy czuć, że dalej możemy zrobić coś absolutnie nowego i świeżego.
      Przez pierwsze 3-4 lata fotografowania nie myślałam o niczym innym niż kompozycja kadru, nowe niesamowite scenerie na sesje, zdjęcia z oświetleniem, etc. Dzisiaj nie jestem w stanie przez 14 godzin dziennie myśleć tylko o tym, bo tak jak pisałam, pojawia się psychiczne zmęczenie, stres, oczekiwania, blokada twórcza (ona zawsze działa tylko na jedną dziedzinę, w innych można wtedy swobodnie tworzyć), monotonia, która popycha nas w stronę schematu. Trzeba odzyskiwać tę uważność i świeżość z początków. Mając dwa, trzy projekty, można właśnie działać naprzemiennie, odzyskiwać tę energię w projektowaniu, pracując nad blogiem i odwrotnie. U mnie takie resetowanie sprawdza się najlepiej – stan flow zeruje. 🙂

      • Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Myślę że poświęcenie sie jednemu projektowi możemy rozpatrywać w skali kilku miesięcy, może roku. NIe więcej. Jednej dziedzinie możemy poświecić kilka lat (ja projektuję od 11 lat, a od 6 mam swoją pracownię więc jakaś zmiana była po pierwszych 5 latach). Dzisiaj wiem że to co kiedyś mnie ekscytowało w projektowaniu dzisiaj skierowało się na blog. Co wiecej, widzę że ja się zmieniam a dzięki temu że próbuję nowego, odkrywam siebie i nowe miłości. Wiele czasu spędzam z aparatem i uwielbiam fotografię, ale ona jest tylko moim dodatkiem do blogowania.
        Pozdrawiam serdecznie 🙂

        • Dokładnie. 🙂 Mogę zapytać jak rozpoczęła się Twoja droga do projektowania? To jeden z zawodów, o których dawniej marzyłam, ale wybrałam inną dziedzinę rozwoju.

          • Jasne, choć jest to jest dłuższa historia bo studia wybrałam ekonomiczne…:) Studiowałam na krakowskim AGH i na 3 roku zdecydowałam że muszę coś zmienić i zaczęłam szukać szkoły projektowania wnętrz. Od zawsze lubiłam rysunek i byłam niezła z przedmiotów ścisłych, a właśnie projektowanie to połączenie sztuki i matematyki (do tej pory zastanawiam się dlaczego od razu nie wybrałam architektury). Potrafiłam godzinami przeglądać katalog Ikei i zachwycać się każdym detalem…. 🙂 W każdym razie na 3 roku studiów znalazłam w Krk dwuletnie studium projektowania wnętrz i zapisałam się. Po skończeniu, pojawiły się możliwości skorzystania z dotacji więc złożyłam wniosek i dostałam fundusze, ale nie czułam się na tyle silna aby pracować samodzielnie. Więc znalazłam pracę jako projektant w studiu meblowym i byłam zatrudniona jako firma przez 5 lat. W 2011 roku zdecydowałam że jest to idealny moment aby samodzielnie projektować i odeszłam stamtąd, tym bardziej że miałam coraz więcej swoich klientów. Dzisiaj prowadzę firmę do której dołączyła siostra bo pracy jest wystarczająco dużo…. 🙂

          • Świetna historia, najlepszy dowód na to, że czasem warto zmienić zdanie i spróbować czegoś innego! Dzięki, że odpowiedziałaś. 🙂

Kim jestem?

Aneta Kicman

Połowa duetu fotograficznego YOURSTORY.PL, freelancerka, absolwentka filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram