Jak polubić czytanie?

Są ludzie, którzy uważają, że nie lubią czytać, choć boją się do tego otwarcie przyznać. Dawno temu do nich należałam. Ale dziś mam pewną teorię: nie ma ludzi, którzy naprawdę nie lubią czytać. Są tylko tacy, którzy nie znaleźli jeszcze, właściwej swojej osobowości półki w bibliotece.

Powiesz może: zaraz zaraz. Są przecież tacy, których po prostu nie kręci przesuwanie wzroku po linijkach tekstu. Ok, jeśli to nazywamy czytaniem, to przyznam Ci szczerze, że i mnie niespecjalnie to kręci. Równie dobrze mogę obejrzeć film, pójść na spacer albo poscrollować Pinteresta.

Nie sądzę, żebym wybierała książkę dla samej przyjemności muskania wzrokiem krągłości czcionek, szelestu stron i chemicznego zapachu druku (niektórym skoczyło już ciśnienie), choć wiem, że dla części czytelników jest to wielką przyjemnością. Nie należę do tych osób i nawet przez moment nie czuję się z tego powodu gorsza. I Ty też nie musisz.

Miłośnicy książek vs. reszta świata

Od jakiegoś czasu dzielimy ludzi na bardziej i mniej wartościowych na podstawie ich zamiłowania do książek. Facebookowa grupa „Nie czytasz – nie idę z tobą do łóżka” od dawna głośno krzyczy: Czy wszyscy mnie widzą? Jestem lepsza od Ciebie, bo czytam! W rzeczywistości nie ma to najmniejszego znaczenia. Powstanie tej grupy jest najlepszym na to dowodem.

Tak, czytanie może świadczyć o szerokich horyzontach, otwarciu na innych ludzi, pogłębionej wiedzy na różne tematy. Ale wcale nie musi. Może też świadczyć o tym, że spędzasz dużo czasu w pociągu lub przyzwyczaiłeś się uciekać w ten sposób od własnych myśli.

Do grupy dołączają przecież nie tylko doktorantki filozofii, ale i fanki lżejszej literatury. Założę się, że są tam też miłośniczki Katarzyny Michalak. I to też jest ok, ale czy to powód, by stawiać się ponad innymi?

Swoją drogą, wszyscy z Michalak żartują, a sprawdziłam i w mojej bibliotece większość z dostępnych 69 jej książek, jest w wypożyczeniu. Czy czytanie Kaśki czyni kogoś lepszym od innych? Wątpię. (Ale nie czyni też gorszym, tak podejrzewam.)

Odrzućmy więc te stereotypy, bo to już nudne. Czytanie jest takie sexy, nie czytasz nie idę z Tobą do łóżka. Jeśli nie czytasz, nie idę z Tobą co najwyżej do biblioteki. A swoich partnerów życiowych wybieram w oparciu o inne wartości niż wizerunek inteligenta. Drogi Mój Partnerze, jeśli to czytasz, będę Cię kochać nawet jeśli pewnego dnia przestaniesz czytać książki! Bo nie na tym polega Twoja wartość.

Halo? Zenblogu? Czy nie miało być o mnie – książkowym sceptyku?

Aha, tak. No więc uważasz, że nie lubisz czytać. Spróbuję Cię jednak przekonać, że jest dokładnie odwrotnie. Owszem, może samo przewracanie kartek nie jest i nigdy nie będzie Twoją pasją (moją też nie). Ale niezależnie od tego, przez jak nudne lektury próbowałeś przebrnąć w swoim życiu, poznawanie świata nadal jest Twoją pasją. Było nią od dziecka i pozostało nadal.

To właśnie to, co sama w czytaniu lubię, i co – wydaje mi się – lubisz i Ty: możliwość poznania punktu widzenia innych ludzi, którzy na wielu etapach są o dalej ode mnie. Prawdziwa, realna wartość, przekładająca się bezpośrednio na jakość mojego życia.

Nie chodzi mi o zapach książek, piękne okładki ani imponującą bibliotekę. Liczba przeczytanych stron, książek odhaczonych w roku też nie ma znaczenia. Te kwestie nigdy nie dadzą mi przecież więcej, niż lektura, może krótka, może zapomniana przez rankingi, która zmieni drobiazg w moim życiu. Lub Twoim.

Dlatego mam dla Ciebie 10 sposobów na to jak polubić czytanie i czytać więcej. 🙂


10 sposobów na to, by polubić czytanie (i znaleźć książki dla siebie):

1. Sięgaj tylko po te książki, które NAPRAWDĘ Cię interesują

Bez ściemy. Może to być książka o wystroju wnętrz, może literatura podróżnicza z regionu, do którego niedługo się wybierasz, może biografia przedsiębiorcy z Twojej branży albo podręcznik psychologii. Odpuść sobie klasykę literatury, bestsellery empiku czy książki nagradzane. Po prostu sięgnij po te, z zakresu Twoich realnych zainteresowań.

Łatwo powiedzieć, najpierw trzeba je znaleźć! Dla mnie są to książki, które wpływają na zmiany w moim życiu (na przykład te). Niekoniecznie muszą to być poradniki. Równie inspirujące (jeśli nie bardziej) są biografie, reportaże, eseje, felietony albo książki historyczne. Może u Ciebie będzie to literatura piękna, wiersze lub notatniki z podróży – nie ma reguły, ale każdy wybór jest dobry.

2. Szukaj wartościowych (dla Ciebie) opinii o książkach

Ale biorąc pod uwagę, kto je napisał. Są na to dwa sposoby.

Pierwszy to znalezienie osoby o podobnym guście i poziomie wiedzy do naszego gustu i poziomu wiedzy. Wiadomo, że Sekretne życie drzew może nie spodobać się czytelnikom oczekującym wartkiej akcji, a lektury na temat specjalistycznego zagadnienia nie poleci zupełny amator w tej dziedzinie.

Dlatego bardzo cenię recenzje osób, które dzielą się nie tylko subiektywną opinią, ale też oczekiwaniami i kontekstem. A jeśli już trafisz na recenzenta, który poleca te same książki, które spodobały się Tobie – jesteś w domu. Jest duża szansa, że kolejne wybory też będą trafione.

Drugi sposób to korzystanie z poleceń autorytetów. Jeśli cenimy kogoś za dokonania w jakiejś dziedzinie, dlaczego nie skorzystać z listy rekomendowanych przez niego książek? Wielu znanych ludzi publikuje takie listy w sieci, chwali się lekturami w social mediach i mówi o nich w wywiadach. W ten sposób odkryłam tytuły, które stały się jednymi z najcenniejszych lektur w moim życiu, wiele jeszcze czeka na przeczytanie.

Nie ufaj jednak artykułom typu: dziesięć książek, które poleciłby Ci Steve Jobs. Szukaj u źródła.

Wartościowe rekomendacje (u źródła!) znajdziesz na przykład tutaj:

65 książek do przeczytania w życiu – lista książek rekomendowanych przez Richarda Bransona.

Alex Ikonn – youtuber i przedsiębiorca (Alex i Mimi Ikonn tak subtelnie i nienachalnie budują swoją markę osobistą, że słowo przedsiębiorca w kontekście Alexa ledwo przeszło mi przez gardło), który często w comiesięcznych ulubieńcach (i innych filmach) poleca świetne tytuły.

Bukbuk – seria wywiadów, prowadzonych przez Annę Dziewit-Meller, z częścią poświęconą na rekomendacje wartościowych książek.

Gates Notes – lista lektur rekomendowanych przez Billa Gatesa.

Jak oszczędzać pieniądze – książki, pogłębiające wiedzę z zakresu inteligencji finansowej, rekomendowane przez Michała Szafrańskiego.

Oprah’s Book Club – słynny klub książkowy Oprah’y Winfrey, czyli długa i cenna lista książek rozwojowych, które rekomenduje Oprah.

3. Na początek wybieraj krótkie książki

Objętość wcale nie musi świadczyć o wartości lektury, a co tu dużo kryć: dużo łatwiej zabrać się do czytania niewielkiego poradnika niż opasłego dzieła w kilku tomach. Zdarzają mi się momenty, w których nie mam czasu lub motywacji, by czytać wiele i porywanie się wtedy na 600-stronicową cegłę mija się z celem.

Jeśli trudno zabrać Ci się do czytania, wybieraj takie lektury, które skończysz w kilka dni. Uciekające strony motywują, a każda skończona książka unaocznia nam postępy w czytaniu – w końcu to kolejna pozycja do odhaczenia na liście do przeczytania. Wkrótce granica się przesunie i 400 stron stanie się normą.

4. Nie męcz się nad książką, której masz dosyć

Szkoda życia. Przez wiele lat trzymałam książki niedoczytane i czułam jakąś wewnętrzną presję, by koniecznie kiedyś je ukończyć. Bo filologia polska zobowiązuje, bo to klasyk, bo na pewno na kolejnych stronach jest bardzo wartościowa wiedza (fomo jak nic!), bo szkoda zostawiać niedoczytaną książkę.

Dziś wychodzę z założenia, że każda książka dała mi to, co miała dać, nawet jeśli odłożyłam ją na półkę w połowie lektury – książkowa policja nie przyjedzie mnie zgarnąć.

Ten czas, który poświęcilibyśmy na męczenie się nad stronami, które do nas nie przemawiają, możemy przecież zainwestować lepiej – sięgnąć w tym czasie po coś lepiej do nas dopasowanego, albo po prostu… pójść na spacer, spędzić czas z bliskimi, zrobić coś dla swojego zdrowia. Bez napinki. To bezsprzecznie lepiej spędzony czas niż robienie czegoś wbrew sobie.

5. Nie odkładaj interesującej lektury na więcej niż jeden dzień

Bo stanie się nieinteresująca. 😉 Dwa dni wkrótce przerodzą się w tydzień, a tygodnie w miesiąc. Emocje opadają, a każdy kolejny dzień zwłoki jeszcze bardziej oddali od lektury. Po takim czasie ciężko wrócić do czytania i wciągnąć się w temat na nowo. Ciągłe powracanie do wcześniejszych stron, żeby przypomnieć sobie o co chodziło, męczy i odbiera radość z czytania.

Poza tym, być może w tym czasie w naszym życiu lub sposobie myślenia zajdą już jakieś (choćby drobne) zmiany, przeniesiemy naszą energię w inne rejony i temat po prostu przestanie być dla nas ciekawy.

6. Rób listy książek do przeczytania, ale nie trzymaj się ich kurczowo

Książki są jak napotykani w życiu ludzie. Po przeczytaniu książki ZAWSZE jesteśmy już trochę innym człowiekiem, niż przed jej rozpoczęciem.

Czytanie otwiera głowę. Pojawiają się nowe pomysły, zainteresowania, połączenia i myśli. Trzymając się sztywno wyznaczonego wcześniej, czytelniczego planu, odrzucamy drogę, która naturalnie się przed nami otwiera i to tylko dla jakieś zasady. Bez sensu. 😉

7. Wybierz najwygodniejszą formę

Czytnik, tablet i książka papierowa to nie jedyne możliwości. Znam takich, którzy czytają na telefonie, bo dla nich to najbardziej poręczna opcja. I nie zapominajmy, że audiobook to też książka. Żadna forma nie jest gorsza, w końcu wartością książek jest ich treść, a nie nośnik.

U każdego sprawdza się co innego, a precyzyjnie rzecz ujmując, u jednej osoby w różnym czasie sprawdzają się różne rozwiązania. Sama uwielbiam audiobooki, bo mogę ich słuchać w trakcie pracy i ćwiczenia kaligrafii, na kanapie chętnie czytam książki papierowe (w tej formie lubię zwłaszcza te lektury, które oferujące konkretną wiedzę), z kolei wychodzę (prawie) zawsze z czytnikiem.

Kindle jest lekki, mały i poręczny, mam w nim całą bibliotekę, a w dodatku nie zdradza postronnym, co akurat czytam. I (superważne!) nie potrzebuję kolorowych karteczek do zaznaczania najciekawszych fragmentów – mogę zrobić to przesunięciem palca.

Jaka jest Twoja idealna forma?

8. Miej książkę ze sobą (wszędzie)

A zobaczysz, że czytanie będzie przyjemnością. Zwłaszcza wtedy, kiedy alternatywą jest gapienie się przez okno w autobusie (no dobra, to akurat zawsze lubiłam) lub czekanie na swoją kolej na poczcie lub u lekarza.

Nie zliczę ile stron przeczytałam też u fryzjera lub w uprzędach!

9. Celebruj czytanie

Tak, tak, książka to treść – sama mówiłam. Ale możesz sprawić, że i czytanie będzie jak święto. Od jakiegoś czasu z K. zabieramy książki w plener. Na kocyk. Czasem, wieczorami niektóre czytamy sobie razem, na głos, przed snem. Niektórzy lubią czytać w wannie. Inni podczas opalania na balkonie. Ciekawe jaki jest Twój idealny rytuał? 🙂

10. Dziel się!

Rozmawiaj o książkach. Mobilizujące do czytania może okazać się recenzowanie ich na blogu lub swojej tablicy Facebook, albo zostawianie opinii w serwisach książkowych, na przykład na Lubimy Czytać lub Good Reads.

Sama najbardziej interesującymi tytułami dzielę się na blogu i w komentarzach, także pod postami u innych blogerów, a prawie każdą lekturę obowiązkowo omawiam z moim K. – zmiany w myśleniu są zbyt ekscytujące, by odpuścić sobie takie pogawędki. 😉

Z dzielenia rodzą się nowe rzeczy. Ilość hiperlinków, jaka powstała wskutek takich rozmów w mojej głowie – bezcenna. Gadajmy o książkach. To nieistotne, czy czytamy dużo. Ważne jest tylko to, co czytanie nam daje.


Na koniec mam do Ciebie jedno, krótkie pytanie:

Dlaczego czytasz książki? 🙂 Daj znać.

Inne posty, które mogą Cię zainteresować:

Czego słuchać w trakcie pracy 04/2017

Cześć! Oto znów ja, ze spóźnioną listą kwietniowych,

Mogłabym być jak Gary, ale czegoś mi brakuje…

Uwaga, będzie wyznanie. Odnoszę wrażenie, że czasem

3 rzeczy, z których zrezygnowałam | 1/2017

Ten wpis zaczęłam pisać już kilka dni po rozpoczęciu

  • Kiedyś nie lubiłam czytać. Tak nie lubiłam, jakoś męczyły mnie te wszystkie szkolne lektury i zawsze miałam coś ciekawszego do roboty 😉 Chyba dopiero po maturze otworzyłam się ponownie na książki, czytałam to co mnie interesowało, jak długo chciałam i odkładałam kiedy jednak pozycja do mnie nie trafiała. Teraz wybieram głównie książki psychologiczne, biznesowe, poradniki. Jednak od czasu do czasu potrzebuje resetu od nich i sięgam po jakąś powieść 😉 Wszystko gdzieś jest w nas trzeba to tylko uruchomić, tak jak ja uruchomiłam się na czytanie 😉

    • O to, to! Mi dawniej czytanie kojarzyło się z obowiązkiem, niedoczytanymi z pośpiechu lekturami, testowaniem mojej znajomości ich, presją. Bo jako filolog NIE WYPADA nie znać mi jakiegoś klasyka, a co dopiero nie mieć go w swojej bibliotece. I dopiero oderwanie się od tych przekonań uwolniło moją prawdziwą, tkwiącą gdzieś głęboko radość z czytania. Dlatego myślę, że koniecznie powinniśmy sięgać po to, co siedzi w nas, jest DLA NAS ekscytujące, piękne, fascynujące – nie dla krytyków literackich, ustalających kanon profesorów ani nawet influencerów. Tylko najpierw trzeba to znaleźć. 🙂

  • KulinarnyRollercoaster

    Czytam książki bo mi pomagają oderwać się od rzeczywistości, są moim azylem, czasem terapią, czasem porcją dobrego humoru. Polubiłam czytać całkiem nie dawno i nadrabiam teraz zaległości. Ciekawy i mądry artykuł.

    • Faktycznie, czasem są dobrą terapią. Mam kilka takich, które mam wrażenie, że mnie wręcz „przytuliły”. Ostatnio zaś zaczęłam czytać Stanisława Grzesiuka – nie da się nie śmiać w głos. 🙂

  • Stylowa Misja

    Moim zdaniem z czytaniem jest jak z bieganiem (tylko to pierwsze jest mniej medialne). Jak już zaczniesz, to ta pasja pochłania cię na całego. Czytam nałogowo od jakiś 2 lat i wciąż nie mogę przestać. Na początku podjęłam się wyzwania przeczytania 52 książek w ciągu roku, ale teraz to zdecydowanie nałóg. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez wizyty w bibliotece i sprawia mi to wielką radość. Mój syn lat 8 też już powoli nabiera chęci na czytanie i wypożycza sobie już pierwsze książki zupełnie z własnej woli. Nałóg, ale jednak dobry 🙂
    Świetny wpis 🙂

    • Coś w tym jest! Jak już raz znajdzie się swoją dziedzinę, ciężko się oderwać. 😀 I też uwielbiam wizyty w bibliotece, chociaż ostatnio coraz mniej, ze względu na podejrzliwe podejście bibliotekarek do wypożyczania audiobooków. Coraz częściej muszę się tłumaczyć „kiedy ich słucham” i „co ja z nimi robię”, a wypożyczam raptem kilka sztuk w miesiącu. Czy ktoś musi się tłumaczyć kiedy czyta książki papierowe? Wątpię. 😛

  • O, mój wzrok od razu przykuły listy z książkami do przeczytania – uwielbiam dopisywać nowe tytuły do swojej. 😀

    Ja czytam książki, bo mnie inspirują. Bo pozwalają się rozwijać. Bo pokazują, że się da. Rzadziej sięgam po książki przez chęć rozerwania się. Lubię dostać od książki kopniaka do działania. 🙂

    • „Bo pokazują, że się da” – dokładnie. Mnie też bardzo to inspiruje. Z tego co pamiętam, mamy podobne gusta, jeśli chodzi o książki. 🙂 Czytałaś ostatnio coś dobrego?

      • Teraz czytam „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana. Widziałam ten tytuł na kilku blogach, bardzo polecany. 🙂

        • O! Jest na mojej liście, ale na razie odłożyłam ją na nieokreślone „potem”. Jak Twoje wrażenia?

          • Jeszcze niezbyt wiem jakie mam wrażenia, bo dopiero zaczęłam. Ale polecają ją fajni blogerzy, więc myślę, że będzie super. 😀

  • Ja akurat zaliczam się do tych, którzy książki kochają od zawsze i na zawsze. Dla mnie istnieją tylko papierowe – właśnie bardzo lubię czuć ich zapach i ich ciężar w ręku. A grube zwykle były najlepsze 😀 Natomiast mój mąż czyta wyłącznie na czytniku i to głównie literaturę dotyczącą jego hobby – czyli piwowarstwa. I w tym też nie ma nic złego. Ale jeśli ktoś niczego nie czyta – nawet artykułów w internecie – to mu nie ufam. 😛

    • Czemu nie ufasz? Czytanie dowolnej rzeczy czyni kogoś godnym zaufania? Ciekawa jestem co masz na myśli. 🙂

      • Po prostu nie bardzo sobie wyobrażam, jak można NIC nie czytać. Szokuje mnie to, bo przecież każdy ma jakieś zainteresowania i choćby w ich obrębie coś tam dla siebie znajduje – choćby blogi, portale tematyczne, fora. Ok, jasne, są audiobooki i podcasty i to podciągnęłabym to pod „czytanie”, jednak jak słyszę, że ktoś niczego nie czyta, to wyobrażam sobie takiego „Janusza” (używam tego imienia dla wizualizacji, mam nadzieję, że nikt o imieniu Janusz się nie obrazi :)), który siedzi pół dnia przed telewizorem i nie ma żadnych zainteresowań poza ładnymi nogami pań prezenterek.

        • Rozumiem, myślałam, że masz na myśli tylko książki. 🙂 Myślę, że bardziej chodzi nam o rozwijanie swojej wiedzy, umiejętności, świadomości – jak uważasz? Także przez Internet, rozmowy z innymi, warsztaty, spotkania, kursy, fora internetowe, a nawet filmy, jeśli są czymś więcej niż zajęciem naszych myśli na dwie godziny. Pewnie właśnie z czytaniem utożsamiamy taki rozwój, choć dziś jest możliwy na wiele różnych sposobów. 🙂 Przyzwyczajenie do książek 😀

          • Oczywiście, na ten rozwój intelektualno-emocjonalno-społeczno-kulturowy składa się multum różnych aktywności. 🙂 Tak czy inaczej sama nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu miałoby zabraknąć tej jego składowej, jaką są książki, ale rozumiem, że kogoś akurat one mogą kompletnie nie jarać. 🙂

  • Bardzo podoba mi się punkt 5 – coś w tym jest 🙂

    Czytam od zawsze i jest to mój sposób na spędzanie wolnego czasu. Szczególnie lubię fantastykę, ponieważ pozwala mi odciąć się od rzeczywistości (zwłaszcza gdy jest zimno, mokro i wietrznie jak dzisiaj). Czytam, bo lubię – tak po prostu. Ale nie lubię dziwnego snobizmu, który od jakiegoś czasu wyrósł u podnóża czytelnictwa. Nie lubię stawiania się wyżej od innych „bo ja czytam, a Ty nie”. Nie lubię wmawiania, że czytanie jest lepszą i jedyną słuszną formą spędzania wolnego czasu, a ludzie oglądający telewizję marnują życie. A może po prostu siedzą całymi dniami nad papierami i w pracy czytają przez 8 godzin, więc po powrocie nie chcą robić tego samego? Może czytanie nie sprawia im przyjemności, a „bezmyślne gapienie się w ekran” pozwala się zrestartować i odpocząć? Nie lubię sztucznego nadmuchiwania i chwalenia się swoim „książkoholizmem” na zasadzie: „W ramach prezentów zawsze kupuję książki, nawet tym, co nie czytają, bo może kiedyś w końcu zmądrzeją”. Nie lubię obrażania ludzi ze względu na ich gusta czytelnicze, bo przecież jeśli nie czyta się Joyce’a, Tołstoja czy Sienkiewicza, to jest się żenującą namiastką czytelnika. Bo przecież „czytanie powinno rozwijać, a Grey nie rozwija”. Nie czytałam, więc się nie wypowiem, może nie rozwija, a może rozwija 😉 Wyśmiewanie ludzi czytających książki Coelho czy, tak jak Ty wspomniałaś, Miszczuk powinno być poniżej godności ludzkiej – nie czytelniczej, ludzkiej. Pamiętam, że kiedyś mój znajomy przyznał się w jakiejś rozmowie, że z własnej woli przeczytał raptem dwie książki w życiu. I chyba czekał na to, że go wyśmieję. Nie rozumiem, dlaczego miałabym to robić, ale widocznie wielokrotnie już się z czymś takim spotkał. A ja uważam, że równie dobrze mógłby to odwrócić na swoją korzyść (tudzież moją niekorzyść). Dzięki temu, że nie marnował czasu na czytanie, sam nauczył się naprawiać samochody. I kto tu ma praktyczniejszą umiejętność?

    W każdym razie jestem za tym, żeby czytać (jeśli się chce i lubi) i dzielić się swoimi opiniami o książkach. Ponoć w Polsce czytelnictwo umiera, ale jakoś nigdy nie miałam problemów, żeby znaleźć kogoś, z kim mogłabym porozmawiać o tym, co ostatnio czytałam. I mam nadzieję, że to się nie zmieni 🙂

  • Joanna Baranowska

    Czytam, bo lubię, bo to moja praca (bywam redaktorką i korektorką) i sposób na relaks. Wybieram ebooki, bo są tańsze i wygodniejsze, a do tego mogę z mężem czytać tę samą książkę jednocześnie. Nie wiem, kim jest Katarzyna Michalak, ale chyba lepiej, żeby czytać cokolwiek, co ma jakiś sens, niż nie czytać wcale. I zdecydowanie, sprawdzam ludzi pod kątem lektur, co lubią, co czytają, bo lubię rozmawiać o literaturze. Z kimś, kto nie czyta, trudniej mi nawiązać porozumienie.

    • Hej Joanna, dzięki za komentarz. 🙂 Zastanawiam się, dlaczego uważasz, że lepiej czytać cokolwiek, niż nie czytać wcale. Co sprawia, że to „cokolwiek” ma większą wartość w stosunku do innych zajęć, którym może oddawać się ktoś niepoświęcający czasu na czytanie?

      • Joanna Baranowska

        Dlatego że czytanie jako czynność wpływa pozytywnie na nasz mózg. Oczywiście mówię o literaturze, nie instrukcji obsługi pralki 😉

        • Hmm, założę się, że inne czynności, którym możemy się oddawać, również mogą mieć świetny wpływ na nasz mózg. Pytanie więc: dlaczego czytanie uważamy za czynność lepszą od innych? Myślę, że to ciekawe do rozważenia 🙂

  • Czytam, bo lubię poznawać świat oczami autora. I dołączę do tych co uwielbiają szelest kartek i zapach książek 🙂

  • Wspominasz o Katarzynie Michalak, a to jedna z moich ulubionych autorek 🙂 Zgadzam sie z tym, żeby nie czytać na siłę… ale niestety w szkole istnieje takie coś jak lektury i na siłę czytać trzeba ;(

    • No tak, ale szkoła zajmuje zaledwie 15-20 lat naszego życia. To co prawda baaardzo dużo, ale jednak przez większość czasu będziemy mieli dowolność w wyborze. 🙂 A przez te szkolne lata trzeba po prostu znaleźć swój sposób na lektury… Miałam to szczęście, że większość książek mnie ciekawiła, ale nie nadążałam z tempem czytania i zawsze musiałam odkładać niedoczytaną lekturę i brać się za następną. To wkurzało najbardziej. 😛

  • Trudne pytanie – ale myślę, że gdzieś tam w dzieciństwie moja przygoda z czytaniem zaczęła się dlatego, że czytali moi rodzice. Kiedy się widzi tatę albo mamę pochylonych nad książką to gdzieś zostaje to w podświadomości jako skrypt pewnego rodzaju zachowania. Moi rodzice czytali mi mnóstwo książek, kiedy byłam dzieckiem (mama do dzisiaj się śmieje, że „Muzykanci z Bremy” pojawiali się czasami nawet trzykrotnie jednego wieczoru) a mój tata zupełnie nieświadomie nauczył mnie czytać, rysując mi różne literki. W pewnym sensie to oni mnie ukształtowali, ich dom pełen książek. Nie umiałabym dzisiaj nie czytać.
    Mam jednak w życiu momenty, kiedy czytam więcej lub mniej. Jako nastolatka tak zachłysnęłam się nowymi znajomościami itp. że długo nie sięgałam po nowe książki. Myślę, że to też jest ok i że – jak wszystko w życiu – czytanie również przychodzi do nas etapami, falami.
    Zgadzam się z Tobą: nie ma osób, które prawdziwie nie lubią czytać. Cała nasza kultura i nasze społeczeństwo opiera się na opowiadaniu sobie historii. Być może nie wszyscy znaleźli jeszcze swoje opowieści, swojego gawędziarza? Może nikt nigdy nie pokazał im, że te historie mogą pochodzić np. z druku a nie z ekranu telewizora.
    Sama kiedyś lubiłam tę grupę na Facebooku, ale faktycznie treści, które się w niej pojawiają są bardzo wartościujące. Funkcjonuje u nas taki stereotyp, że jak ktoś nie czyta, to jest tępym i brudnym ordynusem – a potem mi się przypomina, jak Magdalena Samozwaniec jeździła ze swoimi historiami po zakładach pracy w PRLu, prowadziła spotkania autorskie dla młodych robotników… i bardzo były udane! Nie można sądzić książek po okładce – można tylko kogoś skrzywdzić.
    P.S. Najbardziej jednak lubię książki papierowe!

    • „Cała nasza kultura i nasze społeczeństwo opiera się na opowiadaniu sobie historii. Być może nie wszyscy znaleźli jeszcze swoje opowieści, swojego gawędziarza?” – jak pięknie to ujęłaś. Właśnie tak o tym myślę. Cudna jest Twoja historia o książkach z domu rodzinnego 🙂
      Ale najcenniejsze jest to, co napisałaś pod koniec – nie można sądzić książek po okładce, ani ludzi po skłonności do czytania. <3

      • Dziękuję :* W zasadzie to jest dokładnie to, co wyniosłam z Twojego wpisu i uważam, że bardzo dobrze, że zwracasz na to uwagę. 🙂

  • Czytanie książek, czyli coś najlepszego co możemy zrobić 🙂 To nie tylko rozwijanie siebie, ale także możliwość nauki wielu różnych zagadnień związanych np. z tematem jakim zajmujemy się zawodowo 🙂

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    • Paweł, zawsze piszesz bezosobowo, jakby Twoje słowa nie pochodziły od Ciebie ale od nieomylnego, autorytatywnego bytu. 🙂 Napisz, jak Ty czujesz, jak jest u Ciebie! 🙂

  • Czytam książki głównie po to, żeby rozwijać się i zrozumieć świat. Lubię poznawać interesujące historie, bardzo się nimi inspiruję. Czytam też, żeby rozwijać moje słownictwo (im więcej czytam, tym więcej słów nowych zapamiętuję). Juz samo patrzenie na ksiazki sprawia mi przyjemność, dlatego często pojawiam się w księgarniach i w bibliotekach 🙂

    • <3 Właśnie. Dla mnie książki są po postu baaardzo inspirujące. Może możesz mi polecić coś, co ostatnio inspirowało Ciebie?

  • Z czytaniem było u mnie różnie. Był czas, kiedy było nam ze sobą kompletnie nie po drodze. Może wynikało to z tego, że ktoś zmuszał mnie do czytania czegoś co mi zwyczajnie nie leży. Tak mowa tutaj o wszędobylskich lekturach. Ale przyszedł taki moment, kiedy nie musiałam już czytać lektur, że sięgnęłam po książkę z ciekawości. Los chciał, że trafiłam zupełnie przypadkiem na taką, która sprawiła, że po prostu pokochałam czytanie. I choć teraz czasami robię sobie od tego wolne, bo uważam, że to ma sprawiać mi przyjemność to czytam dużo i różnie gatunkowo. I nie wyobrażam sobie aktualnie mojego życia bez książki gdzieś obok. Mam nadzieję, że tak pozostanie. 🙂

    • Kurczę, u mnie było podobnie! Zmuszanie do czytania jest złe! 😀 W ogóle zmuszanie do czegokolwiek – najpiękniejsze działanie jawi się wtedy jak największe zło i najgorszy obowiązek. Najlepiej czyta mi się teraz – zero presji, zero czytania dla zewnętrznej satysfakcji. I zdecydowanie więcej wynoszę z tak czytanych książek. 🙂 Zaciekawiłaś mnie tym, że to dzięki jednej, konkretnej książce pokochałaś czytanie – napiszesz jaka była to książka? 🙂

      • Była to książka, która trafiła w moje ręce zupełnie przypadkiem, bo byłam po wielkiej niechęci do czytania i w sumie nie wiedziałam co jest teraz modne albo fajne. Przyciągnął mnie tytuł i opis, bo kocham konie nad życie. 🙂 A była to książka „Czarny koń” Tami Hoag, o kobiecie detektyw, która tropi brudne interesy w świecie koniarzy. 🙂

  • Ja nie rozumiem jak można nie czytać! Jak można robić sobie taką krzywdę (w imię czego- uparcia się na książki?)? Skąd ci ludzie biorą jakąkolwiek wiedzę, z telewizji?

    • Myślę, że ktoś, kto nie czyta, patrzy na to inaczej, a z mojej perspektywy po prostu jeszcze nie trafił na swoją idealną dziedzinę. Może to tak jak z miłością – myślisz, że nigdy się nie zakochasz na amen, a tu buch, Sergio. Tak tylko gdybam! 😉

      • Haha, tym mnie zagięłaś 😀 Jeśli to działa w ten sposób, to już rozumiem 😀

  • Dlaczego czytam książki? Myślę, że najłatwiej będzie mi odpowiedzieć, kiedy powspominam czasy, gdy byłam jeszcze nastolatką. Nieprzespane noce, tysiące wylanych łez i cudowne momenty wzruszeń, chęć kupienia kolejnej książki, za którą większość nastolatek z otoczenia, wolało kupić kolejną koszulkę. I to wszystko nad kartkami papieru, które wypełnione słowami, historiami, emocjami, potrafiły wciągnąć mnie na dobre.

    Dziś, bardzo chciałabym nauczyć się czytać ‚od nowa’. Czuję, że się w tym wszystkim pogubiłam i straciłam radość z czynności, która latami była dla mnie tak cholernie ważna. Najczęściej sięgam po książki, które ‚MUSZĄ MNIE PRZECIEŻ CZEGOŚ NAUCZYĆ’. Naprawdę? Czy tak powinnam robić? Wiem, że nie.

    Najgorsze jest to, że czytanie ‚dla przyjemności’ odkładam na luźniejszy okres, choć doskonale wiem, że taki nigdy nie nadejdzie. Jeszcze gorsze jest to, że marnuję sporo czasu np. w internecie i wiem, że właśnie ten czas spokojnie mogłabym poświęcić na czytanie dla rozrywki.

    Dziękuję Ci za ten wpis, dał mi do myślenia i przypomniał, że czas zacząć uzdrawiać moją relację z książkami. Chcę rozbudzić w sobie na nowo miłość do tego papierowego cuda!

    • Hmm… chciałam napisać, że ja akurat tego problemu nie mam, bo najbardziej ciekawią mnie takie książki, które w jakimś aspekcie mnie rozwijają. Ale zastanowiłam się i myślę sobie tak:

      Na studiach miałam zajęcia z literatury dla dzieci i młodzieży. Jednym z ważniejszych tekstów przedmiotu, było dzieło Brunona Bettelheima „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni”. W skrócie: bajki mają swoją moc, a dzieci dopominają się o powtórne czytanie właśnie tych historii, które w danym momencie odpowiadają na dany ich problem lub brak (tj. dziecko ma coś do przerobienia). Historia o Czerwonym Kapturku to nie jest podręcznik człowieka sukcesu, a jednak przynosi pożytek w postaci rozwijania jakiejś części „ja” swojego czytelnika.

      Oczywiście, trudno byłoby zaakceptować koncepcję, że beletrystyka jest tworzona przez autorów właśnie tak, by była jak najbardziej pożyteczna (pod kątem rozwoju), ale… patrząc z drugiej strony, my też chyba najczęściej sięgamy po te książki, których wewnętrznie potrzebujemy (w końcu dlaczego mielibyśmy zatracić taką zdolność, czy raczej cechę, z dzieciństwa).

      I pod tym kątem, uważam, że każda książka, po którą sięgamy w pełni świadomie (tj. znamy tematykę, wiemy czego się spodziewać), ma taki potencjał rozwinięcia nas. W końcu w życiu uczymy się nie tylko wtedy gdy ktoś nam powie: „słuchaj, to robisz źle, rób tak, a będzie dobrze”, ale również kiedy to w nas rodzi się ta refleksja.

      A jeśli książka będzie dla nas nierozwijająca, to po prostu ją porzucimy w trakcie. Dlatego nie jestem za doczytywaniem książek na siłę (ani w ogóle robieniem czegokolwiek na siłę).

      Edit: Bywa jeszcze, że książki czytamy trochę kompulsywnie. Podejrzewam, że mamy wtedy coś do przerobienia, a uciekamy, bo wtedy nie trzeba myśleć. To samo z TV, jedzeniem, byciem ciągle zajętym… to w głosach wielu osób słychać.