8 cech dziecka, które warto odkryć w sobie na nowo

Chyba nie zmieniłam się wiele?

Dziś Dzień Dziecka! A ponieważ cząstka dziecka – otwartego, akceptującego, odważnego i obecnego umysłu – jest w każdym z nas, jestem zdania, że dziś wszyscy mamy prawo do świętowania. 😀

Czasem jednak zbyt doroślejemy i myśl o obchodach Dnia Dziecka uważamy za niedorzeczną. Zaczynamy zajmować się tylko tym, co sprzyja naszym dalekosiężnym celom i tym, co już się wydarzyło – po naszej lub nie po naszej myśli. Słowem, wybiegamy w przyszłość lub wracamy do przeszłości. Owszem, po części na tym polega dorosłość: bez planowania czy analizy błędów nie bylibyśmy w stanie sprostać wymaganiom życia. Ale to tylko drobna jego część.

Jest takie miejsce, gdzie dzieci przebywają nieustannie, a dorośli niezwykle rzadko. Zupełnie tak, jakby ktoś bronił im dostępu do tej mlekiem i miodem płynącej krainy. Czasem wpadają na chwilę, czasem pewnie po dziecko, a czasem zupełnie zapominają, że Nibylandia istnieje. Wracają do swoich bardzo ważnych spraw i na myśl, że mieliby szukać drogi powrotnej do Nibylandii… przychodzą im do głowy takie wytłumaczenia jak nie mam czasu lub poważni ludzie tak się nie zachowują.

Może zastanawiasz się teraz, jakby to było, gdyby taka kraina istniała naprawdę – w końcu wszyscy wiemy, że Nibylandia to tylko wytwór imaginacji autora Piotrusia Pana. A owszem, istnieje! Powiem więcej: każdy jest tam mile widziany. Jedyny problem polega na tym, że wąska ścieżka, która do niej wiedzie, z każdym kolejnym rokiem życia zarasta krzewami. Tak dzieje się z każdą, nieuczęszczaną drogą. Chcesz poznać prawdziwą nazwę tej krainy?

Ta kraina to teraźniejszość.

Dlatego mam dziś dla Ciebie propozycję. Umówmy się, że jeśli dajemy sobie prawo do świętowania Dnia Dziecka, to idzie za tym jeden obowiązek: obudzenie w sobie tej cudownej, odważnej, szczerej, akceptującej i pełnej miłości istoty, którą wszyscy byliśmy w dzieciństwie i… nadal jesteśmy. 🙂

8 rzeczy, których możemy
uczyć się od dzieci:

1. Pełna akceptacja siebie

Każdy z nas rodzi się z przekonaniem: uda mi się, bo jestem wspaniały! Zero perfekcjonizmu, zero fomo, zero strachu przed porażką, przed oceną innych lub własnym wewnętrznym krytykiem. W naszej głowie cicho – żadnych krytykujących głosów z przeszłości ani z przyszłości, bo nikt jeszcze wystarczająco dosadnie nie powiedział nam co umiemy, a czego z całą pewnością nie – że jesteśmy humanistami, umysłami ścisłymi, intro- lub ekstrawertykami, nie mamy słuchu lub talentu plastycznego, ale za to moglibyśmy zostać fizykami jądrowymi, co kompletnie nas nie interesuje.

Więc malujemy, śpiewamy, gramy na cymbałkach z pełnym entuzjazmem, z radością tańczymy przed ciociami i wujkami, na zupełnym luzie opowiadamy wierszyki paniom w sklepie. Nie wiemy, że trzeba bać się przemówień, że zbytni entuzjazm może zostać odebrany jak przejaw roztrzepania, a pacnięcia pędzla, które zawzięcie stosujemy, nie pasują do żadnego uznanego stylu w malarstwie.

Co by było, gdyby okazało się, że coś takiego, jak porażka, nie istnieje? Czym byś się zajął? Co byś zrobił dzisiaj?

2. Odwaga

Jako dzieci nie znamy jeszcze konsekwencji naszych działań. Każdej z nich musimy się nauczyć. Mimo, że mama mówiła „śśśi!”, za każdym razem, gdy wyciągało się rączkę w stronę rozgrzanego piekarnika, i tak trzeba było zbliżyć dłoń, by samemu przekonać się o sile emanującego ciepła.

Po kilku latach okazywało się jednak, że sparzyć można się nie tylko gorącą blachą z ciastem, a rany zadane przez innych ludzi goją się znacznie dłużej i z reguły pozostawiają wyraźniejsze blizny, efektywniej przypominające o dawnych wypadkach. Kto patrząc na taką bliznę ryzykowałby zdobyciem kolejnej?

Ten mechanizm nazywa się instynktem samozachowawczym, ale instynkt jest nadopiekuńczy. Nie lubi wystawiać Cię na próbę ani dawać Ci zbyt wiele wolności. Instynkt i babcia są zawsze zgodni: gdzie będziesz szedł – stąd też dobrze widać. A jak już musisz, to chociaż weź czapkę!

Spoko – powiesz – świat jest niebezpieczny. Jeszcze ktoś mnie polubi i będzie z tym trzeba coś zrobić. Albo nie polubi – a to jeszcze gorzej… Konsekwencje. Przypomnijmy sobie, jak to było kiedyś, kiedy nie baliśmy się jeszcze podejmować nowych działań, zaprzyjaźniać z ludźmi, odkrywać serce. Co z tego, że nie drżeliśmy przed konsekwencjami? Czy nie była to prawdziwa wolność?

3. Niewyczerpane pokłady życzliwości

Pamiętasz co robiłeś w dzieciństwie, kiedy ktoś wyrażał zachwyt nad czymś, co należało do Ciebie? Oczywiście, niezależnie czy były to ciasteczka czy kupione przez rodziców zabawki, już chciałeś się nimi dzielić! Do dzisiaj pamiętam, jak w letnie popołudnie kilka lat temu robiliśmy sesję uroczemu dwulatkowi i jego rodzicom. W końcu, spragniony, dostał od mamy soczek. Wypił dwa łyczki, spojrzał na zgrzanego od upału Kamila, przydreptał i wystawił rękę z soczkiem w jego stronę. 🙂

Jako dzieci nie mamy nawyku liczenia – dałem ci więcej siebie, mojego czasu, mojej dobroci, pracowitości, życzliwości, ty dałeś mi mniej, więc bilans jest ujemny – teraz twoja kolej. To całkowicie nienaturalne! Dziecko nigdy nie zrozumie, czemu czekasz na telefon od kogoś, zamiast zadzwonić z własnej inicjatywy, czemu nie chcesz przyjąć pomocy znajomego, skoro realnie jej potrzebujesz, czemu chowasz urazę dłużej niż moment, przez który jesteś w stanie realnie pamiętać o sytuacji myśląc o tym non stop albo dlaczego oczekujesz rewanżu za postawioną kawę. Jeśli stawianie kawy nie sprawiało Ci przyjemności – po co to robiłeś?

I teraz najlepsze: te pokłady życzliwości, które są w każdym z nas, wcale nie wynikają z altruizmu (osobiście nie wierzę, że rozróżnienie na altruizm i egoizm istnieje, to zbyt paradoksalne). Jeśli już mielibyśmy oceniać je w tej kategorii, musielibyśmy szczerze powiedzieć: to jest egoizm. Radość i satysfakcja w niczym nie przypomina poświęcania się dla dobra innych.

Co by było, gdybyśmy chociaż na ten jeden dzień przestali dodawać i odejmować?

4. Robienie tego, czego naprawdę chcemy
(bo jak się bardzo chce, to można)

To nie tylko ogarnięcie się pod względem tej bezsensownej małostkowości, wokół której zawiązuje się akcja prawie każdej komedii romantycznej – bohaterowie chcą tego samego, ale konwenanse lub sytuacja utrudniają wyrażenie tego, więc robią wszystko dokładnie na odwrót. To także powiedzenie sobie: ok, rozumiem, że nikt do tej pory tak tego nie robił, ale chętnie spróbuję.

Znasz to powiedzenie: jeśli nie wolno, ale bardzo się chce, to trochę wolno? Jako dzieci próbowaliśmy tak czy siak stawiać na swoim. Mówiono: nie je się widelcem zupy – ale my próbowaliśmy, jeśli wtedy sprawiało nam to frajdę. Nie zakłada się lewego buta na prawą stopę i odwrotnie – ale chodzenie w ten sposób mogło być ekscytujące.

Nie mam na myśli, że wszystko trzeba robić na opak, ale jeśli jesteśmy mocno przekonani, że to, co chcemy zrobić, ma dla nas głęboki sens, czemu nie spróbować? W końcu co chwilę przed światem otwierają się nowe możliwości tylko dlatego, że ktoś zrobił coś inaczej, niż przykazano.

A tych przykazów mamy sporo: mieć stabilną pracę na etacie, raz do roku jeździć na wakacje do ciepłych krajów, w czasie studiów imprezować, wyjść za mąż do trzydziestki, wziąć kredyt na mieszkanie, umieć gotować lub naprawiać kran, czytać minimum jedną książkę tygodniowo i znać kino Felliniego, mieć dzieci i zadbane paznokcie.

Nawet głupio przyznać, że w rzeczywistości chcesz zapisać się na kurs rysunku lub kurs prawa jazdy na motor, wybrać się do najładniejszej kawiarni w mieście, zmienić kierunek studiów, przeprowadzić się, zacząć prowadzić dziennik, wziąć ślub, ale po pięćdziesiątce, założyć firmę sprzedającą skarpetki pakowane jak sushi.

Z drugiej strony jednak, kto wymyśla te wszystkie powinności do odhaczenia? Czy naprawdę powinny mieć dla nas większe znaczenie niż to, o czym zadecydujemy sami? A jeśli nie, czemu nie postawić pierwszego kroku dzisiaj?

5. Głęboka empatia

Mimo, że wrażliwość przez wielu ludzi odczytywana jest jako słabość, ja bardzo cenię ją w ludziach. Czułość, uważność i wyczucie, bo te cechy według mnie zawierają się we wrażliwości (a nie skłonność do przesadzania i zbytniej emocjonalności), to najlepsze referencje.

Może jako dzieci nie mieliśmy najlepszego wyczucia, ale to tylko dlatego, że nie byliśmy jeszcze zaznajomieni z etykietą. Dobrze jednak wiedzieliśmy, kiedy ktoś obok nas odczuwał smutek, radość, niepokój, złość albo entuzjazm, nawet, jeśli nie potrafiliśmy jeszcze tych stanów nazwać.

Tę samą empatię odczuwaliśmy w stosunku do zwierząt – zakładaliśmy hodowle ślimaków, bo wierzyliśmy że codzienna podaż świeżej sałaty umili im życie, przewracaliśmy żuczki nóżkami do dołu, by nie spaliły się na słońcu i głaskaliśmy pieski, owieczki, krówki i króliczki. Nie przyszłoby nam do głowy, by niektóre z nich pozamykać w klatkach, trzymać w nieprzyjemnych warunkach, a potem zjeść albo obedrzeć ze skóry.

Jako dzieci potrafiliśmy też prawdziwie i głęboko współczuć i wybaczać, a nie zasłaniać się empatią, by bezceremonialnie wtrącić się w czyjeś sprawy i powiedzieć komuś, jak ma żyć. Dzieci nie udzielają nieproszonych rad ani nie chowają urazy – do głowy by im to nie przyszło.

Niezależnie od tego, jakim poziomem empatii zostaliśmy obdarzeni, możemy ją w sobie rozwijać lub tłumić. Tłumienie jest prostsze – odcinamy się grubym murem od tego, co czują inni i żyjemy całkiem miło. Szkoda tylko, że tylko na pozór – podświadomie wszystkie te sygnały odbieramy i trudno nam przejść do porządku dziennego nad poważnymi zgrzytami.

Pamiętasz co pisałam w temacie altruizmu? Tak, tu jest podobnie: empatyczne życie nie prowadzi do wewnętrznych konfliktów, a dodatkowo pomaga radzić sobie z destrukcyjnymi emocjami, jak gniew lub zazdrość.

6. Nie robienie sensacji z własnej niewiedzy

Jak to brzmi! Fatalnie! Nawet jako tytuł akapitu gryzie się z wyrytymi głęboko w nas przekonaniami! Własna niewiedza… i że to może być ok! Skandal, a co najmniej kontrowersja.

Jakoś w dzieciństwie nie uważaliśmy naturalnej potrzeby zadawania pytań za kontrowersyjną. Owszem, kontrowersyjna wydawała się z punktu widzenia dorosłych, którzy czasem słyszeli z naszych ust pytania, których w poważnym świecie nie wypada zadawać: skąd się wzięło dziecko w brzuchu pani, która nie ma męża, czemu ciocia tak przytyła, dlaczego tamten pan nie ma nogi, a wujek tak często ziewa przy stole.

Gdy jako dzieci zadawaliśmy pytania, przyświecał nam tylko jeden cel: poznawanie, odkrywanie. Naprawdę chcieliśmy dowiedzieć się, jak to możliwe, że jakaś pani jest w ciąży, skoro rodzice mówili, że dziecko bierze się ze związku uprawomocnionego i co powoduje w wujku taką chęć ziewania. Nie robimy tym nikomu wyrzutów, a nasze wypowiedzi nie mają drugiego, zaewaluowanego dna. Nie pomyślelibyśmy nawet, bo akceptujemy wszystkich bezwarunkowo, bez względu na różnice. Jesteśmy dziećmi, jak mielibyśmy wydedukować, że inne = gorsze?

Do tego w dzieciństwie żadne pytania nie wydają się też głupie. Nie tylko dlatego, że niewiele wtedy wiemy i wszystko jest nowością. Także dlatego, że nikt jeszcze nie wmówił nam, że niewiedza jest taką straszną hańbą i że lepsi ludzie po prostu wiedzą od urodzenia. Nauka jest więc czystą przyjemnością i dążeniem do prawdy, a nie próbą odpowiedzi na oczekiwania.

Gdybyśmy dzisiaj mieli tę łatwość zadawania pytań i nie bali się własnej niewiedzy, jak bardzo zmieniłoby się nasze podejście do próbowania nowych rzeczy! W końcu jednym z największych strachów jest ten przed rozpoczynaniem od nowa.

7. Słuchanie uchem, a nie brzuchem

– Czy mogę pani pomóc i ponieść te zakupy – zapytałam kiedyś w dzieciństwie sąsiadki.
– Czy ja wyglądam, jakbym sobie nie radziła?! – zagrzmiał niezadowolony głos w odpowiedzi. 😀

Dzieci słyszą tylko to, co naprawdę zostało wypowiedziane. Wyłącznie to. Nie tworzą w głowach scenariuszy. Nie doszukują się sarkazmu i ironii. Nie rozkładają komunikatu na czynniki pierwsze, zastanawiając się, jakie zdanie o nim samym wyraża między wierszami rozmówca. I w ten sam sposób nadają komunikaty! 🙂

Jako dorośli umiemy komunikować się o wiele subtelniej i bardziej wielowymiarowo. Przez to przyzwyczailiśmy się do wyłapywania wielu płaszczyzn wypowiedzi, analizowania jej pod różnymi kątami, rozkładania na czynniki pierwsze, nakładania własnych przekonań na komunikat. Bywa, że gdy już rozprawimy się z treścią, pozostanie w niej tak mało intencji nadawcy a pojawi się tak wiele naszego „bagażu”, że przekaz zupełnie zmieni znaczenie.

Dlatego przypomnijmy sobie raz na jakiś czas: ustąpienie miejsca w autobusie nie oznacza, że wyglądasz staro. Oznacza tylko tyle, że ktoś chciał… ustąpić Ci miejsca w autobusie. 😉

8. Bycie tu i teraz

Wisienka na torcie. Dzieci są w tym świetne i nie ma od nich lepszych w tej dziedzinie. Potrafią zobaczyć motylka i pobiec za nim z pełnym entuzjazmem, przewrócić się, rozpłakać i zapomnieć o motylku, a pocieszone przez mamę natychmiast zmienić minkę i zająć się obserwowaniem mrówek na chodniku, a wszystko to w ciągu jednej i tej samej minuty.

Przecież to mistrzostwo tu i teraz! Pełen przepływ emocji, bez ich cenzurowania na lepsze i gorsze, bez myślenia o przeszłości i przyszłości. A co byśmy zrobili my – poważni, rozsądni i ponoć nie tracący czasu? Jeśli zdarzyło nam się zaliczyć glebę, przez cały dzień mówimy tylko o tym, a przez kolejny myślimy tylko: „obym tylko znowu się nie wyłożyła”. Przeszłość i przyszłość. A gdzie jest ganianie za motylkiem? My tego motylka mamy w ogóle szansę spostrzec, wciąż zajmując się własnymi myślami?

Dzieci są tak zajęte przeżywaniem swojego życia, że nawet nie zauważają, kiedy robią się senne. Zasypiają natychmiast. Dobrym, spokojnym snem spełnionego człowieka. Życzę nam wszystkim, żeby udało nam się tak przeżyć tegoroczny Dzień Dziecka, byśmy tak samo zmęczeni padli wieczorem na łóżko. 🙂 I zasnęli snem spełnionego człowieka, możliwe że pierwszy raz od dawna…

Oby jak najczęściej!


Najlepszego!

Przyjmij najlepsze życzenia z okazji Dnia Dziecka! 🙂 Otrzymałeś życzenia? A więc nie masz już wymówki! Przeżywaj! <3


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:


Jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do grona obserwujących! 🙂

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Notatki z marginesów:

Miłość jest sposobem bycia. Energią emanującą z nas, gdy uwolnimy to, co ją blokuje.

- David R. Hawkins

Linki polecające:

Czego słuchać w trakcie pracy:

Ostatnio na blogu:

Zobacz również:

Instagram