Miesiąc w skrócie | Maj 2017

Za piękne, ciepłe, majowe zdjęcie dziękuję mojej Gosi S., z którą już od tylu lat robimy sobie zdjęcia w tym samym parku. 🙂 <3

Na przemian chłodne i ciepłe wieczory, pierwsze letnie burze, rozbujała zieleń i wszechobecny zapach bzu – taki był warszawski maj. Aha, i jeszcze te tętniące życiem, restauracyjne ogródki! Maj, nie dość, że pachniał bzem, to jeszcze był dla mnie łaskawy – spędzony na spokojnej pracy, spacerach i inspirujących rozmowach, minął niepostrzeżenie. Było wiele wieczorów przy herbacie i z filmami (starzeję się?), czytanie (oczywiście!), kawa z cynamonem od święta i dobre emocje.

Fotografia i praca

Powrót do tego, co kocham najbardziej

Przede wszystkim, w maju wróciłam do moich ukochanych sesji. 🙂 Wiosna, kiedy wszystko rozkwita, to ich czas. Po oszczędnym w zdjęcia sezonie zimowym, przypominam sobie, jak dobrze jest znów wziąć aparat do ręki i mieć przed sobą zakochanych w sobie ludzi.

A przy okazji zdjęć pierwszy raz w życiu złapałam kleszcza. Kleszcze to jedyny minus leśnych sesji, które kocham miłością chyba fatalną (ze względu na te paskudne pajęczaki). Mimo długich, wąskich spodni i kilkukrotnego pryskania się antykleszczowymi preparatami nie obyło się bez intruza, który próbował wwiercić mi się w łydkę. Jeśli macie jakieś skuteczne sposoby na odstraszanie tych potworków, proszę, dajcie znać – czeka mnie jeszcze trochę sesji w lasach.

Start kursu online dla fotografujących

W maju zaczęłam też prowadzić swój pierwszy kurs online i okazuje się, że odkryłam kolejną rzecz, którą naprawdę uwielbiam. 🙂 Możliwe, że to za sprawą zdolnej i kreatywnej kursantki. 😀 Kursowe live’y są dla mnie przy okazji świetną inspiracją do tematów na blogowe wpisy, związane z fotografią.

Na Zenblogu raczej nie będę pisać zbyt wiele o technicznej stronie zdjęć (takie rady możecie znaleźć w wielu miejscach), ale myślę, że możecie na mnie liczyć jeśli chodzi o teksty dotyczące myślenia w fotografii, takie jak ten o perspektywie narracyjnej na zdjęciach.

Odkopane

Odkopałam kilka dawnych, prywatnych sesji, niedokończonych z powodu permanentnego braku czasu. Mam ich trochę na moich przepastnych dyskach, a jedną z nich jest megakobieca sesja Marleny – jak ze starego filmu. Robiliśmy ją kilka lat temu i musiała trochę poleżeć (sesja, nie Marlena), zanim udało mi się skończyć wszystkie zdjęcia. Jeszcze kilka takich zapomnianych projektów czeka na edycję i swój dzień. 🙂

Wreszcie na firmowym blogu pojawiły się też nowe reportaże i sesje zdjęciowe. Dalej jesteśmy co prawda w 2015, ale już prawie prawie i będziemy mogli pokazywać gdzie byliśmy i co fotografowaliśmy ostatnimi czasy! 😀 Aktualne zdjęcia zawsze też możecie oglądać na firmowym fanpage’u.

Dywersyfikacja zawodowych działań

W maju był też czas na podjęcie kilku dodatkowych zawodowych zobowiązań, o których myślałam już dawno.

To mikrosprawy, ale i one pomagają w dywersyfikacji, a ta jest ważna nie tylko ze względów finansowych. Więcej jej zalet poruszałam w artykule dlaczego warto sięgać po projekty poboczne.

Relaks i życie

Prywatnie maj mnie rozpieścił. Nie dość, że rozpoczęliśmy sezon spacerowy, a spacery relaksują na maksa, to jeszcze zainaugurowaliśmy leśny kocing (czyli leżakowanie na kocyku :)). Były przekąski, były kwitnące drzewa wokół i planszówki. 🙂

Spotkania

Pyszne pasty kanapkowe, tabbuleh, lemoniada z trawą cytrynową, sałatka z cukinią i suszonymi pomidorami… Raj!

Maj był też, jak na mnie, miesiącem wybitnie towarzyskim. Pierwszy raz spotkaliśmy się z K. w gronie najbliższych z obu naszych rodzin, co wspominamy jako najmilszy majowy wieczór. <3 Widzieliśmy się też z przyjaciółmi na wieczorze z grami i przepysznym jedzeniem, z którego pochodzi powyższe zdjęcie (S&R dziękujemy!), piknikowaliśmy ze znajomymi, a do tego niespodziewanie pojawiły się wiadomości od osób, z którymi nie widziałam się i nie rozmawiałam od dawna. Jak to czasem w takich wypadkach bywa – hurtem. 😀 Miło i dziękuję, niektóre z rozmów naprawdę mocno mnie zainspirowały i dały wiele dobrego.

Miałam też przyjemność poznać bardzo inspirującą osóbkę – Gosię vel. Marinę Furdynę. Z Mariną łączy nas miłość do fotografii, masła orzechowego i hummusu, i korzystając z tego, że obie mieszkamy w Warszawie, umówiłyśmy się na wieczorny spacer z aparatami.

Nie zobaczycie jednak wielu zdjęć, bo skończyło się na opychaniu się hummusem w Mezze przy Różanej (zawsze pysznie!) i gadaniu o fotografowaniu, obiektywach i reportażach aż do zmroku. Marina robi niezwykłe zdjęcia uliczne, koniecznie zajrzyjcie na jej blog i obejrzyjcie Turyńskie Love Story. 🙂

Niezwykle rzadki widok: Marina po drugiej stronie obiektywu!

Pyszności

Mezze nie jest jedynym miejscem, za którym w czerwcu tęsknią moje kubki smakowe. Z K. odwiedziliśmy ponownie Wegemamę – otwartą niedawno, wegańską restaurację przy Marszałkowskiej 28, w której serwują całkiem niezłe dania kuchni azjatyckiej (jedliśmy takie curry). Ale to wszystko nieważne. Musicie spróbować ich obłędnych ciast bez cukru! Nasze zjedliśmy na przystawkę i zniknęło tak szybko, że… zapomnieliśmy zrobić zdjęcie. 😛

Targi książki

Od pewnego czasu nie zaskakują. W zasadzie nie mieliśmy w planach zjawiać się na tegorocznych, ale przekonała nas wizja szybkiego zakupu gry Splendor – bez konieczności czekania na jej dostawę ze sklepu internetowego. W niedzielę wszystkie egzemplarze były już wyprzedane, ale i tak nie wróciłam z pustymi rękami. 😉

W moich ramionach kilka książek kulinarnych, a reszta – misz masz. Jest Księga zachwytów Filipa Springera, jest klasyka psychologii czyli Wychowanie bez kar i nagród, które polecała mi Agnes, jest cegła Billa Brysona, którą zawsze chciałam przeczytać. I jeszcze kilka innych pozycji. Łącznie z moją półką wstydu, pełną książek czekających na przeczytanie (niektóre już dłuuugi czas!), będę miała co robić w deszczowe wieczory do końca roku.

Spełnione marzenie!

Z dużych wydarzeń… byliśmy na Cats! Od kiedy pamiętam, moim marzeniem było zobaczyć broadwayowską wersję tego musicalu i w dość zabawnych okolicznościach wreszcie się udało. Niestety to nie my pojechaliśmy do Nowego Jorku, ale Broadway przyjechał do nas. O zbiegach okoliczności i łaskawym losie pisałam w tekście Marzenia są nierealne. 🙂

Jak było? Spektakl był prawdziwie bajkowy i uroczy, dokładnie taki, jakim go zapamiętałam z polskiej wersji, którą oglądałam wiele lat temu. PS. Wiecie, że dzięki Teatrowi ROMA jako jedni z nielicznych mieliśmy licencję na rodzimą wersję tytułu?

Filmy godne polecenia

Pierwszym z nich jest film Kennetha Lonergana, czyli reżysera Manchester by the Sea. Lonergan w swojej karierze wyreżyserował tylko trzy produkcje i zachęceni kłębiącymi się w Manchesterze emocjami, postanowiliśmy obejrzeć obie pozostałe.

Możesz na mnie liczyć to film sprzed siedmiu lat, o relacjach i łatwości ich zachwiania. O oczekiwaniach, zaufaniu, zrozumieniu i akceptacji. Bardzo nas poruszył, podobnie z resztą jak Manchester…, o którym pisałam w kwietniowym podsumowaniu miesiąca. Oba filmy są poważne, ale trudno odmówić im przy tym lekkości, uroku, a nawet momentami humoru.

Drugi z filmów może Was zaskoczyć – to kreskówka Disney’a. Moja miłość do musicali obejmuje też muzyczne bajki ze świetną muzyką. Vaianę (tytuł oryginalny: Moana) obejrzeliśmy właśnie ze względu na soundtrack i bawiliśmy się przy niej wyśmienicie. Świetne, inteligentne teksty piosenek, wpadająca w ucho muzyka, wartka fabuła i humor. 😀

Jeśli tylko lubicie kino tego rodzaju, musicie Vaianę zobaczyć, najlepiej w oryginalnej wersji językowej, ze względu na językowy humor piosenek. Na kolana rzuciła nas oboje genialna piosenka kraba – Shiny i, śpiewana przez nieco narcystycznego, acz sympatycznego bohatera, You’re Welcome! 🙂 Niestety obie tracą wiele ze swojego uroku po przetłumaczeniu na polski. Wersją oryginalną można się zachwycać do woli:

Ostatnią produkcją, o której chcę napisać w tym wpisie jest serial Lie to Me, polecony przez Króliczka Doświadczalnego. Lie to Me to historia oparta na życiu i dorobku Paula Ekamana – znanego, amerykańskiego psychologa i naukowca, który prowadził badania nad uniwersalną dla wszystkich ludzi i charakterystyczną dla konkretnych odczuć mimiką twarzy.

W oparciu o jego badania udało się ustalić, jakie zmiany wyrazu twarzy obrazują dane emocje, co znacznie ułatwiło pracę amerykańskiej policji. Paul Ekmana współpracował z nią, wskazując konkretne emocje, towarzyszące osobom przesłuchiwanym i stworzył program, analizujący mikroekspresje (do dziś do kupienia).

Fabuła opiera się właśnie na tym koncepcie – bohater  (Cal Lightman) jest psychologiem i wraz ze swoim zespołem pomaga policji, tajnym służbom, firmom i osobom prywatnym w odróżnianiu prawdy od kłamstwa.

Serial wyprodukowany został co prawda niecałe 10 lat temu, ale oglądając ma się wrażenie wglądu do innej epoki – trochę zbyt schematyczna fabuła, trochę zbyt jednoznaczni bohaterowie, trochę zbyt ogólnie znane fakty z dziedziny psychologii, podawane jako mające zaskoczyć odbiorcę błyskotliwe rozwiązania. 🙂

Mimo to, ogląda się go z ciekawością – to w końcu taki Dr House psychologii kłamstwa:

Blogowanie

Szczególnie Wam dziękuję za odzew i wiele miłych słów pod tekstem dotyczącym perspektywy narracyjnej w fotografii – wiecie, że już po kilku dniach stał się najczęściej czytanym (i komentowanym) postem na Zenblogu? :O

Chciałabym przygotowywać dla Was więcej tekstów o podobnej tematyce, ale raczej nie będą pojawiać się z dużą częstotliwością. Wymagają dużej ilości włożonego czasu, by zrobić ilustrujące je zdjęcia (a więc także umówić się z modelką/modelami i przeprowadzić późniejszą edycję zdjęć). Obiecuję jednak, że będę starała się przygotować niebawem coś jeszcze. 🙂

No właśnie – planowanie! Długoterminowe planowanie w aspekcie bloga to temat, z którym dopiero się zaznajamiam, a swoje rozwiązania muszę wypracować naprawdę ekspresowo, bo zaraz wpadnę w ślubny wir pracy, a chciałabym, żeby Zenblog cały czas był tak samo aktywny jak obecnie.

W organizacji bardzo pomagają mi posty (i live’y na Facebooku!) Kasi z Worqshop – dzięki niej wzięłam się za planowanie na najbliższy miesiąc, a po ogarnięciu czerwcowych wpisów chciałabym zająć się kolejnymi. Jeśli prowadzicie bloga i planujecie długoterminowo, dajcie proszę znać jak sobie z tym radzicie – z jakich korzystacie narzędzi, czy macie wypracowane własne metody na większą produktywność w pisaniu.

Zenblogowe rekomendacje

Na koniec, jak zawsze – wartościowe treści z innych miejsc w sieci. Jeśli sami chcielibyście polecić mi interesujący tekst (nawet taki, który sami napisaliście) – piszcie śmiało! Dzielenie się tym, co dobre, jest fajne!


A jak Tobie minął maj? 🙂

Mam nadzieję, że dobrze, spokojnie, wartościowo. Daj znać jakie trzy najważniejsze rzeczy są już za Tobą? Dla mnie to z pewnością nowe projekty zawodowe (jeee!), pogłębienie kontaktów i powrót do ukochanych sesji zakochanych.

Aha! Będę też bardzo wdzięczna za zdradzenie skutecznych sposobów na kleszcze i blogową organizację czasu, gdy tego czasu nie ma (tj. planowanie do przodu).

Więcej majowych zdjęć znajdziesz na moim Instagramie.


W maju na Zenblogu ukazały się:

Miesiąc w skrócie | Kwiecień 2017

Oooch, co to był za miesiąc… na samo wspomnienie

Czego słuchać w trakcie pracy 04/2017

Cześć! Oto znów ja, ze spóźnioną listą kwietniowych,

Dlaczego czytasz?

Są ludzie, którzy uważają, że nie lubią czytać, choć

Perspektywa fotoopowieści – jak opowiadać zdjęciami lepsze historie

Chcesz być narratorem, obserwatorem z krwi i kości

Śniadania freelancera (vegan style, no sugar & gluten free)

Według obiegowych opinii, śniadania freelancerów są

Czego słuchać w trakcie pracy 05/2017

Cześć! Jak co miesiąc mam dla Ciebie zestawienie

  • Po pierwsze, dziękuję za polecenie mojego wpisu. To dla mnie niesamowite wyróżnienie i cieszę się, że są osoby, którym ta tematyka nie jest obojętna!

    Nie martw się, ja też szukam sposobu na mój blogowy chaos. Myślę, że podstawą jest zrobienie racjonalnego planu i przyjęcie założeń, które nas nie przytłoczą. Ja zazwyczaj spisuję pomysły na posty, które chcę, żeby pojawiły się na blogu w danym miesiącu, zawsze robię taką krótką listę pod koniec miesiąca. Mam również listę przeróżnych pomysłów, które czekają w kolejce na swój czas. 😀 Często w mojej głowie pojawiają się spontaniczne przemyślenia, o których chcę napisać i to robię. Jednak od jakiegoś czasu uznałam, że nie będę się do niczego zmuszać. Nie jestem blogerką na pełen etat, wciąż chcę sobie ułożyć życie zawodowe, więc nie mogę wywierać na sobie zbyt dużej presji. Robię to, bo chcę i lubię. Nie liczę na sławę, uznanie, miliony współprac. Jeśli to z czasem przyjdzie, super. Jednak nie chcę niczego przyśpieszać, a po prostu robić swoje, we własnym tempie. 😉

    Chętnie bym poczytała więcej o fotografii, nawet od technicznej strony. Mimo że w internecie tego mnóstwo, na pewno nikt nie pisze, tak jak Ty. 🙂

  • Rany, jak dobrze, że robisz ten kurs, bo jesteś w tym świetna! I oby wielu ludzi spod Twoich skrzydeł zapamiętało dobrze Twoje rady, to będziemy mieć mniej foto-Januszy 🙂

    Mezze odwiedziłam już ze wszystkimi moimi gośćmi- dzięki, że w końcu mnie tam zaciągnęłaś! Każdy bardzo polubił.
    Uwielbiam piosenkę z tego filmu „You can count on me..” <3 <3
    A na Targi Książki nie szłam, bo ja nie znam umiaru w takich miejscach, także zazdro!
    Piękny maj!

  • Odkopane zdjęcia są śliczne. Kop dalej, nie wiadomo co jeszcze odkopiesz 🙂

  • Przepiękne zdjęcia😍 Po prostu magiczne! Wygląda na to, ze Twój maj to bardzo pracowity, emocjonalny miesiąc.

    Miłe, że znajdujesz radość w swoim kursie online:-) jesteś świetną nauczycielką:-))

    Dziękuję zainspiruje blogowe, zabieram się za czytanie:-)

    Jeszcze pięknego czerwca, pozdrawiam serdecznie<3

  • Te odkopane stare zdjęcia są przepiękne 🙂