Dziś zabieram Cię w magiczną podróż po Warszawie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Może wiesz już z tego wpisu, że mój Dziadek był fotografem. Przygotowywał między innymi reportaże dla pisma Stolica (magazyn istnieje do dzisiaj (choć jeśli dobrze kojarzę, miał przerwę) – czasem przeglądam go w Empiku i zawsze to wieeelka przyjemność!).
Dziadek często fotografował ulice i budynki Warszawy. Czasem ciche i malownicze, czasem tętniące życiem, tłoczne i gwarne. Oglądając te, które zaraz Ci pokażę, zawsze słyszę dźwięki klaksonów i stukot setek par butów o chodnik. Z resztą za chwilę poczujesz ten klimat!
Na pierwszą podróż wybrałam najbardziej znane miejsce w całej Warszawie – myślę, że nikt się nie obrazi, jeśli nazwę je jej sercem – pulsującym i pełnym życia tak dzisiaj, jak pięćdziesiąt lat temu. Od lat wszyscy zawsze umawiają się pod Rotundą i na zdjęciach też widać niecierpliwie oczekujących. Możliwe jednak, że wtedy czekali na autobus trolejbus – przystanek mieścił się tuż obok. 😉
Jest jeszcze jeden powód, dla którego wyciągnęłam dokładnie te zdjęcia: zmieniająca się architektura Warszawy. Tak wielu miejsc już nie ma… wspomnijcie tylko Kino Relax lub Sezam. Teraz dołącza do nich Rotunda, w swoim dawnym kształcie, i Universal.
Wczesne lata sześćdziesiąte
Jak to było? W roku 1960 rozpoczęto budowę całej ściany wschodniej, czyli długiego rzędu pawilonów przy ulicy Marszałkowskiej, w których dziś mieści się Zara, Empik, Marks&Spencer czy H&M. Tak zwany Sezam, czyli budynek, w którym do niedawna urzędował McDonald’s przy Świętokrzyskiej, to też część ściany wschodniej.
Budowa pawilonów trwała dziewięć lat, ale Rotundę ukończono wcześniej, w 1966 roku. Budynek za Rotundą (na zdjęciu po prawej), przez lata przykrywany reklamami, pewnie ze względu na swoje zniszczone oblicze, to Universal. Jego budowę skończono w 1965, ale oceniając stan ze zdjęcia, brakuje jeszcze kilku lat… 🙂
1966
Może nam się wydawać niemożliwością, by z centrum Warszawy zniknęły przejścia podziemne, a przez Rondo Dmowskiego maszerowały tłumy ludzi w każdą możliwą stronę. A jednak podziemia wcale nie istniały od zawsze, a tłum, nawet w latach sześćdziesiątych, był spory!
Na zdjęciach nie widać oczywiście budynku Hotelu Forum (Novotel) – został wybudowany dopiero w latach siedemdziesiątych. Możemy za to podziwiać reklamę poliestrowej odzieży, bo elana to właśnie poliester. Ubranie z elany zawsze jak nowe, głosi szyld sklepu w niskim pawilonie handlowym, na którego miejscu dziś znajduje się już Novotel.
Co jak co, ale nie wydaje mi się, by choć połowa z sukienek i garniturów przechodniów faktycznie była wykonana z poliestru. Niby nic nie było, a moja Babcia i tak te lata wspomina najlepiej pod względem swojej konfekcji. Wystarczyły stare zasłony, dobra krawcowa i suknia jak z żurnala jak znalazł! A niejedna kobieta miała wtedy fach w ręku.
I weź tu, kierowco, przejedź bez stresu. Wyobrażam sobie jak musiało być tam głośno od klaksonów. Stuk-puk, stuk-puk – biją o chodnik obcasy.
Zdaje się, że w trendzie były wtedy zielone, kwieciste sukienki. Na każdym zdjęciu można dopatrzeć się przynajmniej kilku. Nie widzę też kobiet w spodniach, a spódnice i sukienki zawsze mają przepisową długość do połowy kolana – niesamowita konsekwencja. 😀 Mężczyźni zaś odziani są albo w garnitury, albo w materiałowe spodnie i mniej lub bardziej formalne koszule, czasem letnie marynarki. Nie uświadczysz na ulicach dżinsu, a krótkie spodnie zarezerwowane są tylko dla dzieci (i rowerzysty!).
Damy, eleganci, salarymani, matki, żony i kochanki, warszawskie cwaniaki – wszyscy na jednym zdjęciu. A w tle południowa zabudowa Alei Jerozolimskich, która wcale tak bardzo nie zmieniła się od tamtych czasów (nie licząc rogu z Novotelem rzecz jasna).
I jest ona! Piękna, lśniąca i wypucowana Rotunda z bankiem PKO. Jak widać interes kwitnie, a domy centrum jeszcze do końca nie wybudowane.
1967
Tymczasem zaczyna się zima. Pokaz futer, kożuszków, czapek muszkieterek, toczków, kaszkietów i beretów. Z tłumu czarnych, grafitowych i szarych pleców, nóg, rąk i głów wyróżnić się można było za pomocą czerwonych kozaczków. W tle widać dokładnie, że południowa strona ściany wschodniej na wykończeniu. Niestety zrobili dziurę na ostatnim piętrze i nie ma kto załatać.
I te samochody. W pastelowych, chłodnych kolorach ecru, śmietanki, szarości, mięty i koloru lodowca. W takiej kolorystyce ulice wyglądały o niebo łagodniej…
1970
Wiem, że przyzwyczaiłam Cię do takich ładnych, kolorowych slajdów, ale wróćmy na chwilę do czerni i bieli. Oto przed Tobą przebudowa skrzyżowania (tak, tak, skrzyżowania!) na Rondo Dmowskiego – rok 1970. Jednym słowem: dzieje się. Dobrze, że już domy centrum skończyli, bo powiedziałbyś: co za rozgardiasz w tej Warszawie, jeździć się nie da. 😉
Cepelia w budowie! A Forum (Novotelu) jak nie było, tak nie ma… Przed:
I po, rok…
1973
Przyjrzyj się, poza rondem jest jeszcze jedna znacząca zmiana, idealnie widoczna z góry:
Tak! Wreszcie są! Przejścia podziemne znacznie ulżyły kierowcom i ruch jakby płynniejszy niż na poprzednich zdjęciach. Szkoda, że nie został taki do dzisiaj. 😉 Czy wiesz skąd robione były dwa zdjęcia poniżej?
W roku 1973 budował się już Hotel Forum (Novotel) i to właśnie z jego fasady Dziadkowi zdarzało się fotografować. Budowę możesz zobaczyć na zdjęciu niżej, wykonanym z tarasu widokowego Pałacu Kultury. Dopiero 14 pięter Forum, ale rośnie, rośnie! 🙂 Zwróć też uwagę na Mokotów, Powiśle i Siekierki. Z tej perspektywy widać je bardzo dobrze…
Neony, warszawskie neony… za które tak kocham dawne zdjęcia nocne, zwłaszcza te w kolorze.
1974
Rok 1974 to moment ukończenia Hotelu Forum (dzisiejszego Novotelu). Miał na tamte czasy imponującą wysokość i górował nad Warszawą, że aż miło!
Nie tylko widoki inne. Moda też się zmieniła, wszak to lata siedemdziesiąte – złota era dzwonów i rozwianych włosów.
Nadeszły zmiany także w motoryzacji. Wszystko na ulicach jakby bardziej kanciate. Fuj.
Pomijając modę i auta, takie widoki już dobrze znamy… Właśnie się zmieniają. Za jakiś czas zdjęcia sprzed roku będziemy oglądać z taką ciekawością, jak te sprzed pięćdziesięciu lat. Będzie tylko więcej dokumentujących ten etap zdjęć.
Tęsknię za taką Warszawą. Warszawa ze zdjęć Dziadka, zwłaszcza tych dawniejszych, z lat sześćdziesiątych, to dla mnie Warszawa ze Złego Tyrmanda i z filmowej Przygody na Mariensztacie (obejrzyjcie, to jest dopiero kino :D).
Mam nadzieję, że i Ty dziś zatęsknisz, ale bez żalu, a z szacunkiem do zmieniającej się rzeczywistości. Bo mimo wszystko, żaden z mieszkańców dawnej Warszawy nie uważał jej za Warszawę idealną. Dokładnie tak jak i dzisiaj.
Jak podobała Ci się ta zdjęciowa podróż?
Jeśli masz ochotę na więcej, możesz zajrzeć tutaj – jakiś czas temu opublikowałam tu prawie pięćdziesiąt, moim zdaniem najpiękniejszych, zdjęć dawnej Warszawy.
Wszystkie zdjęcia powyżej zostały wykonane przez mojego Dziadka. Należą do naszego prywatnego, rodzinnego archiwum i chronione są prawami autorskimi, dlatego proszę, nie publikuj ich we własnych materiałach.
Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować: