4 największe atuty blogowania na pierwsze urodziny ZenBloga

Po roku, niemal jak z prawej profilówki, tylko włosy dłuższe.

Dziś mija jeden rok od momentu, kiedy po wielu wątpliwościach zdecydowałam się puścić ZenBloga w świat. Klikając czerwony przycisk opublikuj, wiedziałam już jak wygląda prowadzenie swojego miejsca w sieci – od kilku lat prowadzę blog mojej firmy (a wcześniej hobbystyczny blog fotograficzny), ale to nie to samo. Blog firmowy służy głównie za portfolio i, wiadomo, jest na nim mniej mnie, a więcej efektów mojej pracy…

Dlatego publikacja pierwszego wpisu była dla mnie dużym wydarzeniem i wyjściem ze strefy komfortu, zwłaszcza, że nie byłam pewna czy taka poboczna działalność spodoba się moim obecnym i przyszłym klientom. 🙂 Ciekawa jestem, czy mieliście podobne obawy, zakładając swoje miejsce w sieci?

Dziś, z okazji rocznicy, postanowiłam powiedzieć o czterech niekwestionowanych zaletach blogowania. Takich, które bardzo mnie zaskoczyły i które przerosły moje oczekiwania. 🙂

4 największe atuty blogowania:

Lepszy balans

Dawnej, zdarzało mi się przyłapać samą siebie na myśleniu, że moi klienci mogą uznawać, że CAŁY czas powinnam poświęcać na pracę. Nie jakieś kaprysy jak prowadzenie bloga, spacery albo czytanie książek. 😉 Momentami nawet spanie i jedzenie wydawało mi się nieco kontrowersyjne, zwłaszcza, jeśli odsypiałam nocne zlecenie.

Śpiąc do trzynastej nie budujemy wizerunku zmotywowanego i pełnego energii freelancera, tymczasem ja potrzebowałam snu, by odespać zlecenie, a pięć-sześć godzin absolutnie mnie po długim reportażu nie zaspokaja. Wydawało mi się, że takie zwyczajne potrzeby to moje słabości, których nie należy zdradzać światu, bo ten świat może zapytać: a czemu ona w tym momencie nie obrabia naszych zdjęć?

Od tamtej pory bardzo wiele się zmieniło, prowadzenie bloga stawiało mnie czasem przed takimi wewnętrznymi dylematami i nie dość, że utrzymywanie balansu między życiem prywatnym a pracą freelancera idzie mi coraz lepiej, to dziś jestem już przekonana, że prezentowanie realnej strony życia nie jest oznaką braku profesjonalizmu. W końcu każdy z nas dzieli swój dzień na pracę, odpoczynek, rodzinę, przyjaciół, hobby, spełnianie swoich potrzeb i realizowanie mnóstwa innych rzeczy, jak choćby wypad po marchewkę do spożywczaka. Nie sądzę, by osoby pracujące na etacie miały problem w przyznaniu się do tego, że po pracy tak wygląda życie.

Zauważyłam też, że projekty poboczne (przed którymi tak długo się wzbraniałam) pozwalają na utrzymanie motywacji w projekcie głównym na wysokim poziomie przed dłuższy czas. Jeśli poza zadaniami zawodowymi mamy zdrową odskocznię, to za każdym razem, gdy brakuje nam wiary lub pozytywnego nastawienia, możemy odzyskać je, spełniając się w tej drugiej dziedzinie.

Nie chodzi tu o zbieranie oklasków, ale o poczucie sprawczości lub rozwijanie swoich umiejętności i kompetencji, również na innych polach niż to, które jest naszym głównym sposobem na życie. Taka wewnętrzna moc sprawia, że dużo chętniej i z większym zapałem wracamy do projektu głównego. Dwa z moich projektów pobocznych: blogowanie i nauka kaligrafii nie tylko nie stały się przeszkodą, ale jak na razie przysługują się mojej działalności zawodowej – skierowały moje myśli w takie strony, których raczej nie eksplorowałabym po prostu „zajmując się pracą” i dzięki temu wpłynęły na ulepszenie niektórych sfer mojego biznesu.

Ludzie

Największym jednak zdumieniem było dla mnie poczucie blogerskiej społeczności, która według mnie spełnia dziś tę rolę, jaka dawniej należała do kręgów zainteresowań, kółek pasjonatów, a może nawet zawodowych cechów. Jeszcze do niedawna mogliśmy korzystać tylko z doświadczeń osób w naszym naturalnym otoczeniu, a nie zawsze przecież mamy kontakt z takimi, które idą podobną drogą, nie mówiąc już o tym, że nie każdy ma ochotę dzielić się swoimi przemyśleniami. Dzięki blogowaniu znacznie powiększyło się grono ludzi, których mogę zapytać o radę w dziedzinach, w których moje najbliższe grono nie ma tak wielu doświadczeń.

Od założenia bloga mam z kim rozmawiać o trudnościach w ustaleniu balansu między życiem prywatnym a zawodowym, o budowaniu wizerunku w sieci, marketingu, najnowszych algorytmach Facebooka, branżowych podcastach, książkach, wartościach, dzielić się odkryciami albo dla odmiany wątpliwościami. Mogłam to robić również będąc aktywnym czytelnikiem, ale teraz widzę, jak wiele zmieniło założenie własnego miejsca w sieci. Wydaje mi się, że mając blog, na którym prezentuję określony system wartości, dużo łatwiej mi o wartościowe kontakty z innymi ludźmi o podobnej ścieżce życiowej lub podobnych wartościach. Obustronność pogłębia relacje nie tylko w życiu pozainternetowym. 🙂

Poza tym blogi to dla mnie istna kopalnia wiedzy i szczerze podziwiam autorów niektórych z nich za dzielenie się bogatym doświadczeniem, wiedzą, wartościowymi przemyśleniami i kompetencjami w różnych dziedzinach, a przy tym dziękuję im za tę hojną otwartość.

Blogowa społeczność to także osobiste sympatie i relacje. Po ostatnim roku mam wrażenie, jakbym kilka z blogerek dobrze znała, mimo że jak do tej pory nie miałyśmy okazji spotkać się osobiście. Przyznaję, brzmi to dziwnie i ja sama też jestem zaskoczona. 😉 Nie spodziewałam się, że kontakty staną się tak spersonalizowane, wiele rozmów z komentarzy przeniesie się do wiadomości prywatnych, a znajomości z sieci poszerzą listę osób, z którymi rozmawiam nawet kilka razy w tygodniu.

Nie zliczę też pozytywnych słów, jakie otrzymałam od innych blogerów – czy to prywatnie, czy w postaci rekomendowania moich wpisów. Są wielkim kopem do działania – dziękuję!

Pożegnanie z perfekcjonizmem

W blogowaniu (jak również w wielu innych dziedzinach) perfekcjonizm się nie sprawdza. W końcu nie chodzi o to, by napisać drugiego Ulissesa, ale o realną wartość, jaką można dać innym (i sobie, np. w postaci usystematyzowania myśli). Z publikacją pierwszego artykułu czekałam tak długo, bo zależało mi, żeby wszystko, dosłownie wszystko co wychodzi spod mojej ręki (czy to zawodowo czy to w zakresie jakichś projektów pobocznych, a czasem nawet w życiu prywatnym) było najlepsze na jakie w danym momencie mnie stać.

Brzmi to jak pozytywna cecha, ale w rzeczywistości budziło to we mnie wewnętrzne zgrzyty, bo rzadko kiedy byłam przekonana, że to co przygotowałam, to maksimum moich możliwości. I faktycznie, cały czas próbując możemy w końcu dojść do czegoś, co teoretycznie dziś nazwalibyśmy perfekcją, gdy jednak już tam będziemy, dalej będzie to niewystarczające – na pewno wiesz o co chodzi.

Wiedziałam od początku, że polerując na glanc każde zdanie, częstotliwość publikacji będzie zbyt mała, a moje zainteresowanie tematem, o którym piszę, mniejsze z każdym dniem pracy nad perfekcyjną formą. Dlatego przyjęłam inne kryteria i postanowiłam wypuszczać wpisy, jeśli – mimo, że niedoskonałe – mogą przydać się czytelnikom, choćby w formie inspiracji.

Ile razy miałam obiekcje przed publikacją jakiegoś artykułu (myśląc, że nie jest wystarczająco dobry lub wystarczająco potrzebny), za każdym razem wyprowadzaliście mnie z błędu, pisząc w komentarzach, że dla Was było to nowe, ciekawe, inspirujące lub trafiające w potrzeby. Jeśli wpis może wydać się wartościowy chociaż dla jednej osoby, uważam że warto porzucić dążenie do perfekcjonizmu i po prostu dawać i dzielić się tym, co mamy dobrego. Mówię to w aspekcie bloga, z łatwością możesz przełożyć to na inne dziedziny.

Często boimy się też banału i ta kwestia też początkowo spędzała mi sen z powiek. Z banałem jest jednak tak, że działa tzw. klątwa wiedzy: to, co my oceniamy jako wiedzę powszechną, w rzeczywistości może być znane tylko osobom z naszej branży lub z podobnymi doświadczeniami do naszych. I faktycznie, to, co dla nas jest oczywiste, dla innych może być odkryciem. Dlatego uwielbiam zdania, zaczynające się od: „to może banalne, co powiem, ale…” – zazwyczaj dowiaduję się z nich czegoś, co dla mnie jest nowe, a czasem staje się przyczyną jakiejś zmiany.

Poza tym, nawet najbardziej oczywistą oczywistość czasem dobrze jest usłyszeć jeszcze raz. Ostatecznie banały może nie są zbyt efektowne, ale w rzeczywistości zazwyczaj są prawdziwe, tylko za rzadko patrzymy na nie świeżym okiem.

Prowadzenie bloga to najlepsza praktyka w walce z perfekcjonizmem. Najlepsza, bo pokazująca jak na dłoni, że nie o to chodzi w życiu, w biznesie, w tworzeniu, a działanie zawsze przynosi więcej korzyści, niż ciągłe szlifowanie. I mam tu na myśli korzyści zarówno dla twórcy, jak i odbiorcy.

Klarowność w patrzeniu

Rzeczy, które są dla mnie ważne przelewam na papier znacznie dłużej niż prowadzę blog, a jednak regularne publikowanie wpisów pozwala mi zauważać więcej.

Pisanie artykułu wymaga ułożenia wielu rzeczy w głowie. Jest taka technika, związana z treningiem analitycznego myślenia, która polega na postawieniu przed sobą gumowej kaczuszki i próbie wytłumaczenia jej jakiegoś złożonego, ważnego dla nas zagadnienia, ale w taki sposób, by to małe kaczątko bez przeszkód nas zrozumiało. Porównanie czytelników do kaczuszki to byłoby duże nadużycie 😉 , ale tworząc treści do Internetu też należy dążyć do maksymalnej prostoty.

Oczywiście skomplikowane ciągli myśli należy przełożyć na język jak najprostszy nie ze względu na możliwości odbiorcy, ale na specyfikę Internetu. Ja też chętniej czytam teksty pisane prostym, odnoszącym się do konkretów językiem niż kwieciste elaboraty o tym, co nieujmowalne w słowa. I nie jest to łatwe, bo wiele rzeczy mamy niepoukładanych. Takie wyzwania sprzyjają również klarowności myśli w naszej głowie. Czym większy panuje w niej porządek, tym łatwiej znajdziemy to, co potrzeba i więcej nowego się do niej zmieści.

Każda z tych zalet jest dla mnie bardzo cenna i naprawdę cieszę się, że piszę. Mimo, że wymaga to poświęcania dodatkowego czasu, energii i wychodzenia ze swojego komfortu (na przykład publikując zdjęcie otwierające ten wpis). Ale widzę jak na dłoni, że warto. Jeśli sam zastanawiasz się nad rozpoczęciem projektu pobocznego (a może nad założeniem bloga?) – do dzieła! Nie przekonasz się, ile dobrego może Ci to dać, jeśli nie spróbujesz. Znacznie częściej żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy, niż że coś zrobiliśmy.


Na koniec chcę Wam podziękować. Wszystkim osobom, które dzieliły się ze mną doświadczeniem i przemyśleniami w najrozmaitszych tematach – i tutaj i na innych blogach. Wszystkim, którzy zechcieli ZenBlog zarekomendować swoim czytelnikom, podzielić się wpisami ze znajomymi albo napisać mi, że któryś artykuł był ważny, celny albo idealnie wpasował się w moment. 🙂 Wszystkim, którzy pozwolili mi poczuć, że relacje rozpoczynające się w Internecie mogą być równie cenne, jak te ze świata pozainternetowego.

Chciałabym podziękować też hejterom, ale szczerze mówiąc przez ten cały rok nie zdarzył się nawet jeden złośliwy komentarz. Więc za to też dziękuję!


Jak było z Tobą? 🙂

Jeśli też prowadzisz bloga, daj znać, jakie zmiany zaszły u Ciebie od momentu opublikowania pierwszego, blogowego wpisu. Będzie mi bardzo miło, jeśli napiszesz co najbardziej cenisz w blogowaniu i czy zakładając blog, spodziewałeś się takiej wartości.

Ja tymczasem jestem otwarta na kolejny, blogowy rok. Wierzę, że wiele dobrego przede mną. Czekam, piszę, tworzę i będę się dzielić. Do zobaczenia w komentarzach pod wpisem! 🙂


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Mogłabym być jak Gary, ale czegoś mi brakuje…

Uwaga, będzie wyznanie. Odnoszę wrażenie, że czasem

W zgodzie ze sobą | Richard Branson i jego biznes na własnych warunkach

Uf! Niedawno skończyłam czytać wspaniałą książkę. Tak

  • Wielkie gratulacje:))) Twój blog jest tym, do którego zaglądam regularnie i którego uwielbiam czytać. Tu wszystko jest spójne i takie… zen:)

    Mnie niedawno minął rok i mam podobne przemyślenia. Blogowanie wprowadza bardzo dużo spokoju w moje życie. Każdy tekst jest dla mnie okazją do nowych, głębszych przemyśleń. Jest także okazją do … pracy nad sobą, do refleksji i to jest największa korzyść z pisania.

    Blogowanie rozwija mnie też jako człowieka. Komentarze pod tekstami pozwalają mi spojrzeć na wiele rzeczy z innej perspektywy.

    Znajomości: tak, to jest drugi wielki plus. Niby daleko, a jednak tak blisko. Wiele osób, które poznałam dzięki blogowaniu wydają mi się jak bliscy znajomi.

    Brak perfekcjonizmu: okazuje się, że autentyczność jest siłą. Życie ze swoimi lepszymi i gorszymi chwilami i tak właśnie opisane. To wielka radość dowiedzieć się o tym.

    Życzę Ci następnych lat i radości z pisania. Buziaki:*

    • Dziękuję. 🙂 Ciekawe kwestie poruszyłaś, Krzysztof Gonciarz powiedział kiedyś, że youtubowanie sprawia, że jest coraz lepszą wersją siebie, bo raz, że widzi swoje dni w trakcie montowania vlogów, a dwa, że głupio byłoby wieść mało interesujące życie, gdy chcemy się nim dzielić. Coś w tym jest!

      A komentarze podtekstami zawsze dla mnie najciekawsze! Jak dzisiaj Twój. 🙂

      Co do znajomości, czy przenosiłaś już niektóre do wersji live? Np. podczas jakichś blogokonferencji lub spotkań?

      • To bardzo trafne, co powiedział Krzysiek Gonciarz. Ja mam wrażenie, że dużo intensywniej się rozwijam, sprawia mi to przyjemność.

        Co do znajomości: w ubiegłym roku byłam w Poznaniu, całkiem sama, a ja mam trochę problem z wielkimi eventami… w tym roku mam tez bilet, ale ma być 1.500 osób i to mnie chyba przerasta… ale spotkałam się we Wrocławiu z dwoma blogerami, poznałam je osobiście i to było piękne przeżycie. Chyba taka forma bardziej mi odpowiada.

        Chętnie poznałabym Ciebie, ale jak już się spotkamy przez Skype, to będzie już krok do przodu:))

        Miłego przedłużonego weekendu:*

  • Wow! Jakoś Twój blog wydawał mi się tak „dojrzały”, że nawet mi do głowy nie przyszło, że ma dopiero roczek. Gratulacje! Bardzo lubię czytać takie podsumowania i mam nadzieję, że za 10 miesięcy i ja będę mogła takie popełnić. 😉 Bo już widzę, jak niespodziewanie się rozwijam: uczę się nowych rzeczy, poznaję nowych ludzi, zadaję sobie nowe pytania… Mimo że nie umiem wciągnąć (jeszcze) swoich użytkowników w dyskusję i mam tyle komentarzy, co kot napłakał. 😿 Ale to początki i mam nadzieję, że nauczę się również tego.
    Powodzenia. 😊

  • Mój blog parę dni temu skończył roczek 🙂 Pozdrawiam więc rówieśniczkę :))

    Plusy: blogowanie wyciąga ze mnie rzeczy, których się nie spodziewałem.
    Dzięki blogowi uczę się pisać lepiej, bardziej lekko, barwnie itd.

    Minusy: blogowanie strasznie wciąga, nie dając zbyt wiele w zamian.
    Zresztą, tutaj zawarłem swoje podsumowanie:
    http://maciejwojtas.pl/pierwszy-rok-bloga/

    • Hej Maciej 🙂 A co byś chciał w zamian? Te plusy to już chyba coś w zamian. 🙂 Chyba, że chodzi o finansowe gratyfikacje?

      Chętnie przeczytam później Twoje podsumowanie. 🙂

  • 1,5 roku za mną i już nie pamiętam czasów „sprzed bloga”. To była dobra decyzja 😉

  • Klaudia Kubaczyńska

    Gratuluję pierwszego roku! Teraz będzie tylko lepiej 🙂
    Sama mam bloga, pierwszego miałam kilka lat temu, którego usunęłam (zła i dobra decyzja zarazem), a teraz wznowiłam działalność kolejnego z moich blogów, na którym staram się aby wszystko było jasne i przejrzyste 🙂 Masz racje, dużo trzeba sobie w głowie poukładać, posty najlepiej jak nie są zbyt skomplikowane, bo ludzie teraz chcą coś szybko, jasno i na temat (przynajmniej w niektórych sprawach) 🙂 A ludzie – to wielki atut blogowania 🙂
    Pozdrawiam!

    • Dziękuję Klaudia. 🙂 Mi nie chodziło o mało skomplikowane posty, ale bardziej o formę ich podania. Myślę, że niezależnie czy rozmawiamy z doktorem fizyki, czy z dzieckiem, zawsze należy dążyć do klarowności. Jak to powiedział Einstein: „wszystko należy upraszczać maksymalnie, ale nie bardziej”, nawet te najtrudniejsze zagadnienia. 🙂

  • Gratulacje i dalszego rozwoju blogowego życzę! 🙂 U mnie pojawiły się podobne przemyślenia na temat mojego blogowania. Na pewno zdecydowanie więcej udzielam się na innych stronach, co prowadzi do poznawania życzliwych i pomocnych ludzi, fascynujących osobowości 🙂 Poprawiłam warsztat pisarski, ułożyłam sobie pewne rzeczy w głowie i „na papierze”. Generalnie, dla mnie blogowanie ma zdecydowanie więcej zalet niż wad 🙂 Pozdrawiam!

    • Właśnie, ja też chętniej rozmawiam w sieci i wydaje mi się, że przestałam „sępić lajka”, co kiedyś ciutkę mnie cechowało. 😉 Dziękuję za życzenia i Tobie też satysfakcjonujących, blogerskich chwil!

  • Spóźnione, ale szczere: wszystkiego, o czym ZenBlog marzy! Bardzo zen jest ten post i przeczytałam go z przyjemnością, szczególnie, że zauważyłam już jakiś czas temu, że wiele nas łączy w patrzeniu na świat <3 Może nasze blogowe drogi kiedyś się przetną? Pozdrawiam Cię serdecznie Aneto 🙂

    • Maria, dziękuję – za życzenia i miłe słowo. Twój blog znam od niedawna, ale już zdążyłam go polubić. 🙂 Pozdrowienia!

  • Gratulacje i wszystkiego dobrego na kolejne blogowe lata! 😀

    Dla mnie blog pozwolił z dystansu spojrzeć na to, co robię, podsumowywać regularnie swoje działania, dzięki czemu trochę lepiej wiem, czego dokonałam i co mogę robić dalej. No i oczywiście znajomości – nie tylko blogerskie, ale i koniec końców zawodowe. 🙂

    • Dziękuję Ania! Podsumowania faktycznie łatwiej przeprowadzać z blogiem. 🙂 Czyżby pierwsze śluby blogosfery? Ona z blogiem, on z blogiem – to by było coś! 🙂

  • Relacje… to chyba największa wartość dodana, wiedza również, ale żaden tekst nie zastąpi człowieka który za nim stoi 🙂

    • No jasne! Właśnie to mam na myśli, gdy mówię o relacjach. 🙂 Dzięki blogom po prostu mam szansę poznać osoby o podobnych wartościach, poglądach, podobnej wrażliwości do mojej, a te znajomości, z tego co widzę, wychodzą poza Internety i czytanie tekstów. 🙂

  • (Naprawdę włosy urosły Ci aż tyle w rok?? 😮 Jak Ty to zrobiłaś, też chcę!) Ej, widzę że my takie same świeżaczki- proponuję jutro uczcić to hummsem! 😀

    • No nie, zdjęcie robiłam wcześniej, długość moich włosów rok temu była nieco za ramiona. Ale na porost włosów (i paznokci) działa skrzyp polny – polecono mi suplement i herbatę po moim wypadku z paznokciem i faktycznie – działa, a i włosy rosną szybko (stanowczo zbyt szybko jak na moją częstotliwość chodzenia do fryzjera :P).
      A hummus był dziś pyszny! 🙂

      • Mój fryzjer bardzo się akurat ucieszył, że w końcu pozwoliłam mu na coś więcej niż tylko podcięcie końcówek, więc jeszcze chwilę dam mu się nacieszyć krótkimi :p Wiem! Czuję, że będę tam często. Następnym razem Tel Aviv!

  • Gratuluję! Za mną dopiero niecały miesiąc 🙂 Ciekawa jestem jak będzie to wyglądało za rok u mnie. Póki co widzę jak na dłoni, że bardzo ciężko jest osiągnąć „perfekcjonizm” w każdym poście o którym wspominałaś 🙂

    • Ciężko o perfekcję, czy perfekcjonizm w każdym w pisie? Bo jak to drugie, to całkiem dobrze, że ciężko – perfekcjonizm to zła cecha. 🙂 A perfekcja przychodzi chyba właśnie wtedy, gdy porzucimy perfekcjonizm. 😀

  • Super! Przeglądam właśnie Twojego bloga i zapowiada się bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że będzie się rozrastał! 🙂

    • MilenaKrecisz

      Dziekuje! i zapraszam ponownie 🙂