Dziwny wpis nocny, czyli 4 inspirujące myśli

Mam dziś taki lekki nastrój, kiedy wszystko płynie i podoba mi się jakie by nie było, nawet jeśli mi się nie podoba. Jeśli wiesz co mam na myśli. Przez to zupełnie nie czuję poważnego wpisu o tzw. „bardzo ważnych sprawach”, który rozpoczął się sam w drugim oknie, a nie chce się, równie bez mojej pomocy dokończyć.

W zasadzie ten post też jest trochę o ważnych ę-ą sprawach duchowo-poznawczych, o młotkach i śrubokrętach po trochu, o creepy prawdzie o nas samych, która się zdradza niepostrzeżenie i niezależnie od naszych wysiłków pokazywania tylko lewego czy prawego profilu. Ale zrobimy tak, że opowiem raz-dwa, nawet nie będę się (chyba) wymądrzać, jak zwykle to robię długo i rozwlekle.

No i najgorsze, że nie będzie tu stosowności stylu do takich rzeczy jak miłość, życie, prawda, bo jak pisałam, to była chwila z flow, a teraz jest noc, a w nocy to mam taką fanaberię, że poza pisaniem, redakcją, czy szukaniem zdjęcia fal na Wiśle w czeluściach WordPressa, bo musiało być koniecznie to, to jeszcze bym pospała. 😉 W razie czego, jeszcze można sobie pójść i przyjść za kilka dni, jak będzie coś normalnego! Ostrzegałam.

4 myśli, które ostatnio mnie zainspirowały:

#1

Gdy masz tylko młotek, wszystko wokół wygląda jak gwóźdź.

To powiedzenie przywołane przez Daniela Dennetta (zwanego też przez niektórych dla ułatwienia denatem, ale nie idź tą drogą, bo potem nie można się uwolnić). W „Dźwigniach wyobraźni” Denat Dennett używa go w kontekście posługiwania się narzędziem umysłu – jeśli znamy tylko jeden, w dodatku prymitywny sposób dochodzenia do prawdy, prawdopodobnie wszystkie problemy będziemy chcieli rozwiązywać przy jego pomocy. Nawet te, do których rozsądniej byłoby użyć śrubokrętu lub precyzyjnej nanotechniki. Bo przecież już nie te czasy.

Czy jednocześnie to nie idealna metafora naszego postrzegania świata? Czasem wszystkim gwoździom dalibyśmy po głowie, tyle że nie wszystko (i nie wszyscy) to gwoździe – taka szkoda. To samo mówili stoicy, to samo mówił Hawkins, to samo mówi niemal każda tradycja filozoficzna: siła, młotek… no nie bardzo, nie tędy, uważaj na palce.

#2

Miłość jest sposobem bycia. Energią, emanującą z nas gdy uwolnimy to, co ją blokuje.

Kto mógł być autorem tych totalnie otwierających głowę słów? David Hawkins? Bingo, jak mawiają dziadkowie. Wydaje się, że trzeba się tak starać i starać. Mnóstwo wysiłku wkładać w to całe budzenie się, życie życiem, przecieranie szkiełek, a najlepiej zamontowanie wycieraczek, żeby już cały czas klarownie widzieć rzeczywistość.

A tu znowu komunikat na czerwono: wrong way. Nie musimy się z tą miłością specjalnie starać i pocić, żyłka nam nie pęknie. Wystarczy, że uwolnimy całą naszą „niemiłość” (złość, smutek, żal, dumę, etc.), a miłość jest pod spodem, bo to Twoja natura, dzień jak co dzień, jeśli nie weźmiesz sobie skądś błędnych przekonań i nie mylisz się za często poznawczo. Czy dziecko się musi starać? Gdzie my szukamy, jak mamy to przed oczami. Tyle, że trochę jakby matowe i nie błyszczy. Jeszcze.

#3

Gdy słucham, co mówisz, słyszę, kim jesteś.

Powiedział Ralph Waldo Emerson. Może miał na myśli brytyjski akcent, a może wykształcenie, status społeczny i kulturę wypowiedzi rozmówcy, ale ja myślę, że chodziło o coś więcej. Jak mówisz: „on mnie nie rozumie”, to nie znaczy, że on Cię nie rozumie. To znaczy, że myślisz, że on Cię nie rozumie, a w dodatku uważasz, że Ci to do szczęścia koniecznie potrzebne, do tego jeszcze, że powinna to być jego obligatoryjna cecha, a na koniec zawiera się w tym jeszcze ukryte, ale wiadomo, nie za bardzo, żeby mógł zobaczyć, że Ci trochę przykro, skoro już ustaliłaś sama ze sobą, że on Cię nie rozumie.

W naszych słowach, nie tylko o samych sobie, ale przede wszystkim o innych, wyrażają się nasze największe wartości, bolączki, strachy, oczekiwania, frustracje, pragnienia, miłości, żale i bóle, w tym te czterech liter. Każde nasze słowo jest o nas. Nawet jeśli wydaje nam się, że mówimy o kimś innym. Łuuu… to teraz będzie trzeba uważać!

#4

Duszę się miewa. Nikt nie ma jej bez przerwy i na zawsze.

Szymborska to zawsze trafi w punkt, a czasem i dotkliwie. Jakby Ci się czasem zdawało, że możesz non stop być tu i teraz, uważna, żyjąca pełnią, w ciągłym flow, w zachwytach i zdziwieniach nad każdym momentem, no to heloł. Wyrównaj puls (chociaż w zasadzie wtedy jest wyrównany…). Nie możesz. Równanie się samo nie rozwiąże, tekst nie napisze, słowo nie wypowie i książka nie przeczyta.

Możemy na nią liczyć, kiedy niczego nie jesteśmy pewni, a wszystkiego ciekawi. Jak to! To nie należy dążyć do wiedzy, do pewności? – Oho, i dusza prysła! Radość i smutek to nie są dla niej dwa różne uczucia. Tylko w ich połączeniu jest przy nas obecna. No nie smuć się, nie płacz. Uśmiechnij się! – Już jej nie ma. Nie mówi skąd przybywa i kiedy znowu nam zniknie, ale wyraźnie czeka na takie pytania. Pytałaś? Jeju, nie pytałam. Co teraz?

Według Szymborskiej wróci, spokojna głowa. A czemu? Doczytaj w „Trochę o duszy” sobie sama, co ja będę Ci tak wszystko opowiadać. 🙂


Mam nadzieję, że coś trafiło jak piorun. Bo we mnie tak. 🙂

Krótkie wpisy są spoko?

I czy w ogóle komentarze działają, bo tak nic nie piszecie, a przynajmniej nie tyle co kiedyś.
I zaczynam się niepokoić, czy to ja, czy to Wy, czy to WordPress. 🙂


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować (w tym przynajmniej jeden długaśny!)

 

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Notatki z marginesów:

Miłość jest sposobem bycia. Energią emanującą z nas, gdy uwolnimy to, co ją blokuje.

- David R. Hawkins

Linki polecające:

Czego słuchać w trakcie pracy:

Ostatnio na blogu:

Zobacz również:

Instagram