Jak naładować się pozytywną energią do życia i działania?

Czasem w naszym życiu dzieje się tyle rzeczy, że po tygodniu – dwóch, jesteśmy wyssani z całej energii, motywacji i chęci do działania – znasz to? Najbardziej we znaki dają się stresy, napięcia, niepokoje – jak to będzie, gdy wszystko się zmieni, czy sobie poradzę, czy jestem wystarczająco dobra, a może wszystko co robię jest bez sensu? To często sytuacje, które wymagają naszej reakcji, a my czujemy, że nie damy rady. Jak wtedy odzyskać równowagę i chęci do działania? Mam dobrą wiadomość: przed Tobą…

6 niewyczerpywalnych źródeł energii,
które nigdy nie zawodzą:

1. Docenianie

Zauważanie pozytywnych stron w innych ludziach, szczere komplementowanie i okazywanie im wdzięczności ma tak potężną moc, że… zdziwisz się natychmiastowymi efektami wcielania tej praktyki w życie. Po pierwsze, doceniając innych, powera dostarczamy nie tylko im, ale także sobie. Świadomość, że dzięki nam ktoś poczuł się wyjątkowo, jest ogromnie budująca. Po drugie, wysyłając pozytywną energię w świat możemy być pewni, że zaraz do nas wróci. Z życzliwymi ludźmi pracuje, przyjaźni i przebywa się po prostu lepiej, a w dodatku życzliwe podejście zmienia nastawienie. Będąc życzliwi, wchodzimy na zupełnie inną częstotliwość, na której jesteśmy o wiele bardziej odporni na stres, urazę lub małostkowość. Te negatywne sytuacje po prostu spływają po nas jak po kaczce.

Czas zacząć doceniać również Siebie. Może gdy napiszę te słowo wielką literą, bardziej rzuci się w oczy, że Ja to osoba, która w równym stopniu potrzebuje zrozumienia, docenienia i życzliwości jak pozostali. Najwyższa pora na uznanie swojej wartości, zaakceptowanie niedoskonałości (w końcu od innych jej nie oczekujemy), docenianie intencji i starań. Docenienie siebie to także zrozumienie, że zawsze działamy najlepiej, na ile jesteśmy w stanie. Jeśli nie zareagowaliśmy tak, jakbyśmy sobie życzyli, to tylko dlatego, że nie leżało to w zakresie naszych możliwości. Ta świadomość sprawia, że zamiast tracić energię na perfekcjonizm, zamartwianie się i obwinianie, zaczynamy ją ukierunkowywać na konkretne i wartościowe działania.

Wdzięczność za to, co przynosi życie to ostatni aspekt doceniania. Kluczowy jest moment, w którym przestajemy dzielić wydarzenia na dobre i złe, a zaczynamy z nich po prostu czerpać. W końcu złorzeczenie na los nie dam nam nic poza chwilową satysfakcją z bycia „ofiarą”, a jest to wyjątkowy wyczerpujący psychicznie stan. Z kolei traktowanie wszystkich, nawet tych trudniejszych momentów, jak nauczycieli, to wyjście z roli ofiary i zaakceptowanie… natury życia. Może wydawać się trudne, ale w rzeczywistości wymaga tylko podjęcia ćwiczenia myślowego: próby wyobrażenia sobie, że wszystko co nam się przytrafia, czemuś służy. Nie musisz nawet w to wierzyć – po prostu próbuj, a wkrótce stanie się to naturalnym nastawieniem. Poczucie sensu jest największym generatorem życiowej energii. To właśnie ono decyduje o tym, czy jesteśmy w stanie przejść przez życiowe trudności z nadzieją.

Przeczytaj także: Czas na Ziemi: Na dobrym komplemencie przeżyję 2 miesiące!

2. Nie ocenianie

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about.

Mamy marne pojęcie o życiu innych ludzi, zwłaszcza tych, którzy są w naszym życiu tylko statystami. Nie mamy zielonego pojęcia co dzisiejszego poranka spotkało kasjerkę, że teraz jest dla nas taka niemiła, nie wiemy co w życiu spotkało człowieka, który zawsze jest taki wredny. Oczywiście możesz powiedzieć, że nie musi Cię to obchodzić, bo niczym nie zasłużyłaś sobie na opryskliwe traktowanie. Jasne, że możesz, tylko że nic to nie zmieni. Odpowiesz pięknym za nadobne lub wysilisz się na wyszukaną uprzejmość wielkimi literami, by zaakcentować jak bardzo jesteś ponad nieuprzejmością kasjerki. Spoko, tyle że poziom energii zostanie ten sam – bardzo niski! Kasjerka będzie jeszcze bardziej wkurzona, kolejnym klientom będzie jeszcze trudniej, a Ty na własne życzenie zjedziesz z poziomem energii do parteru.

To teraz czas na wielkie odkrycie: wszyscy mamy te same potrzeby, jakieś problemy, wszystkim czasem jest trudno. Słowem, przestańmy wreszcie dzielić ludzi na tych, którzy SĄ OK i NIE SĄ OK, bo w rzeczywistości wszyscy mamy lepsze i gorsze chwile. Czasem nawet nas nachodzi moment „bez siekiery nie podchodź” – jutro to my możemy być tą wkurzoną kasjerką. Kiedy przestajemy oceniać, pojawia się empatia. Zamiast „co za gburowata baba!” myślimy po prostu: „kurczę, musiała mieć naprawdę fatalny dzień…”. I wszystko się zmienia. Wydaje się, że to zmiana tylko w naszych głowach, ale nastawienie widać na zewnątrz – pojawia się luz, który od razu sprawia, że wszystkim jest łatwiej, lepiej, przyjemniej i bez napinki!

Nie ocenianie dotyczy też tego, co dostajemy od życia. Wbrew pozorom trudne doświadczenia mogą być dla nas najlepszym prezentem, który zaprocentuje co prawda nieco później, ale za to ze zdwojoną siłą.

Przeczytaj także: Jak przestać wkurzać się na innych (i czy to w ogóle jest możliwe?).

3. Działanie

Nie myśl już o tym, czy potrafisz, co powiedzą inni, czy masz wystarczającą wiedzę i doświadczenie i po prostu zrób to, o czym od dawna myślisz, ok? Perfekcjonizm powoduje paraliż, z którego trudno przejść do działania. Myślimy o tym jaki będzie kolejny krok, co zrobimy jeśli noga się powinie, czasem na wszelki wypadek z góry poinformujemy wszystkich, że wiemy, że to co robimy jest słabe, by uprzedzić ewentualne głosy krytyków! Szok, nie? Sami siebie krytykujemy w obawie przed krytyką od innych. Skupmy się na zrobieniu pierwszego kroku, zamiast przewidywaniu najgorszego. Nie musimy być nieskazitelni ani doskonali w tym co robimy. Przy narodzinach nie podpisywaliśmy klauzuli, że zobowiązujemy się do nieomylności i nie popełniania błędów, prawda?

Działanie to wielka odwaga mierzenia się ze swoją niedoskonałością i wewnętrzną potrzebą, by inni nas lubili, doceniali i akceptowali. Dlatego tak często rezygnujemy, mówiąc: „aaa, nie mam czasu…” albo „inni są lepsi lub już to zrobili…” – po prostu mamy pietra. Bo rzeczywiście, łatwo krytykuje się innych, jeśli nie zdajemy sobie sprawy, ile odwagi może wymagać podzielenie się efektami swojej pracy, czymkolwiek się zajmujemy. Szczerze polecam chociaż raz spróbować opublikować w Internecie swoje dzieło, by przekonać się, jak trudne to doświadczenie. Nawet krytyka jest niema – tylko Ty słyszysz ją w swojej głowie

Jednocześnie każde działanie uwalnia. Właśnie od tego strachu, niepewności i myślenia o sobie w kategoriach: „czy jestem wystarczająco…”. Czym więcej robimy, tym lepiej rozumiemy, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Uczymy się, mamy coraz większe doświadczenie, coraz więcej pomysłów i zapału do nowych projektów, a to z kolei budzi w nas poczucie, że jesteśmy sprawczy, potrafimy coś wymyślić i to ZROBIĆ, nawet jeśli jest to trudne. Działanie wzmacnia poczucie własnej wartości, motywuje do kolejnych wyzwań i uczy radzić sobie z porażką. Porażki stają się po prostu częścią działania – nie obrażamy się ani nie rezygnujemy, gdy raz na jakiś czas coś nam nie wyjdzie.

Przeczytaj także: Projekty poboczne – dlaczego ich nie realizujesz.

4. Niedziałanie

Niedziałanie to moment, kiedy jesteś sama ze sobą – tak naprawdę i w pełnej szczerości. Docierają wtedy do nas emocje, lęki, poczucie winy, krzywdy lub straty, chcąc nas POINFORMOWAĆ o tym, co się dzieje, żebyśmy mogli działać. A my co? Zamiast powiedzieć: hej lęku, dzięki że jesteś, co tam, co możemy na to poradzić, to udajesz, że nikogo nie ma w domu, albo i wychodzisz rzeczywiście, zapełniając sobie kalendarz pracą, spotkaniami ze znajomymi, pomaganiem wszystkim naokoło, etc. Kiedy już naprawdę nic nie ma do roboty, zawsze można jeszcze uciec w obsesyjne robienie porządków, wysiłek fizyczny, zakupy (szeroki repertuar) lub skorzystać z dedykowanych do samootępiania środków. Jesteśmy zaprogramowani na unikanie bólu, a naszym środkiem przeciwbólowym bywa działanie non stop, na klina.

Dlatego tak trudno usiąść w ciszy i przez 10-15 minut pozauważać własne myśli lub emocje. A to naprawdę uzdrawia. Po pierwsze, widzimy czego nam trzeba, kiedy i dlaczego jesteśmy szczęśliwi lub nieszczęśliwi, czego się boimy, i wkrótce potrafimy żyć lepiej, skuteczniej i zgodniej ze swoimi wartościami. Po drugie, resetujemy nasz mózg – dajemy mu czas na relaks, odpoczynek od ciągłych obliczeń. Czasem tak długo nie „niedziałaliśmy”, że nawet nie pamiętamy jak to jest: przez moment nie analizować, nie myśleć o przeszłości ani przyszłości. Ale spoko – wszyscy jako dzieci to potrafiliśmy, wszyscy możemy do tego powrócić. Wystarczy chwila treningu, by przypomnieć sobie jak to jest być „tu i teraz”. Jak? Zerknij do książki Gdziekolwiek jesteś, bądź Jona Kabata-Zinna – nie ma lepszego podręcznika do nauki uważności. 🙂

Niedziałanie ma też jeszcze jeden, bardziej oczywisty wymiar: pozwolenie sobie na relaks. Jeśli musimy, wpiszmy go do kalendarza, ale – do jasnej anielki – znajdźmy czas na to, co jest fundamentem naszego sprawnego funkcjonowania.

5. Dawanie

Jeśli robimy coś dla własnej korzyści, potrafimy być bardzo zmotywowani, ale jeśli robimy coś dla korzyści swojej i innych – nasza działalność ma jeszcze więcej dobrych duchów. Nie pracujemy wtedy sami, by nadać naszej działalności rozpęd – mamy w tym wiernych pomocników, którzy tak jak my wierzą w wartość tego, co dajemy. Mogą nas wesprzeć dotacją, rekomendowaniem, pomysłem lub trafną sugestią, albo po prostu… dobrym słowem. To także ma wielką moc, może wbrew pozorom największą. Wtedy jesteśmy w stanie w siebie uwierzyć i z upartością przezwyciężać problemy i trudne chwile.

W dawaniu wcale nie chodzi o to, by koniecznie była to działalność non profit. Super robić część rzeczy pro bono, ale nie to kryterium jest istotą wartościowości zajęcia. Jeśli coś jest naszym powołaniem i jesteśmy w tym naprawdę nieźli, lepiej, jeśli będziemy mogli spożytkować na to większość czasu, zamiast zajmować się tą dziedziną tylko po godzinach. Nikt za to, co sprawia mu przyjemność, nie bierze pieniędzy z wyrachowania, ale dlatego by móc poświęcić temu swoje życie. I absolutnie nie trzeba za to przepraszać.

A teraz najlepsze: dawanie wartości sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy mieli skrzydła. Może to być rozwiązywanie jakiegoś problemu, ułatwianie lub uprzyjemnianie życia albo – jak w moim przypadku – zatrzymywanie jego piękna. Czytanie wiadomości od naszych Par o wzruszających chwilach przy oglądaniu zdjęć, lub od klientek o tym, że po sesji buduarowej pierwszy raz spojrzały na swoje ciało w zupełnie inny sposób, to najlepsza motywacja do pracy i przezwyciężania wszelkich trudności – od tych biurokratycznych, przez finansowe, aż do zdrowotnych lub tych związanych z zachwianym balansem pracowo-osobistym w sezonie. Podobnie mam z blogiem – czasem nawiązują się tu tak ciekawe dyskusje, że głowa mała, czasem dostaję od Was wiadomości prywatne, w których opowiadacie o własnych historiach i odkryciach lub po prostu piszecie, że… to był dobry post. 😀 To oczywiście też daje powera do działania, a przy tym działaniu ja też przecież się uczę!

Dawać możemy niezależnie od tego, kim w danej relacji jesteśmy. Możemy dużo dać od siebie jako klienci. Jak często zdarza nam się podziękować obsłudze sklepu za ekspresową realizację zamówienia albo sprawne rozpatrzenie reklamacji? Ile razy przesyłamy wiadomość o naszym zadowoleniu z zakupu do wykonawcy rękodzieła? Jak często mamy chęć zostawić pozytywną recenzję na stronie serwisu komputerowego lub ulubionej restauracji? Albo polecić hydraulika, mechanika, grafika, ekipę remontową znajomym? To są właśnie te momenty, kiedy świat czeka na słowo rekomendacji od nas! I ponownie ta energia do nas wraca: choćby w postaci wdzięczności, zaufania i świadomości, że zawsze można na Ciebie liczyć, a Twoje rekomendacje są rzetelne. Im częściej pomagamy innym, tym lepsze więzi zawiązujemy. A więzi są wartością samą w sobie.

Jeszcze dwa słowa o dawaniu w życiu osobistym:

Czy wiesz jak ważne dla większości osób jest zwykłe… poświęcenie im swojej uwagi? Zwłaszcza osobom, które najbardziej jej potrzebują: na przykład Twojej babci, samotnej sąsiadce, koleżance, której urodziło się dziecko i nie ma komu się wygadać. Zacznij słuchać ludzi z uwagą i pytać ze szczerą ciekawością o to, co ich w danym momencie zajmuje. Zdziwisz się, że z jaką pasją i wypiekami na twarzy ludzie potrafią opowiadać o tym, czym żyją. Nawet najbardziej nudny temat staje się ekscytujący i to dla obu stron. Serio, bez wyjątków. Bywa, że jestem zasłuchana w opowieściach o rybkach akwariowych, obserwowaniu ptaków, inwestowaniu, ząbkowaniu małych dzieci, kładkach dla żab, projektach IT, kolekcjonowaniu starych maszyn do szycia, etc.

Największy dla mnie szok? Naprawdę, naprawdę wystarczy szczerze zainteresować się drugą osobą, by zaświeciły jej się oczy, przez 10 minut mówiła o pasjach swojego życia a potem powiedziała coś w stylu: „wiesz, chyba nikomu tak szczerze nie opowiadałam o tych rzeczach, jestem taka wdzięczna!” albo „kurczę, nie sądziłem, że to może kogoś zainteresować! Naprawdę myślisz że to ciekawy pomysł?”. A to często są naprawdę super interesujące rzeczy. Wystarczy po prostu włączyć uważność i dać się oczarować temu, z jaką pasją ludzie mówią o tym, co ich kręci. Nie muszę chyba mówić jak ogromnym źródłem inspiracji, motywacji do własnego podążania za pasjami i satysfakcji w relacji są takie rozmowy.

Mimo, że tematem artykułu jest wracająca do nas dobra energia, chciałam zaznaczyć, że prawdziwe korzyści przynosi nam dawanie, w którym… nie liczymy na korzyści. Samo w sobie jest ogromnie wartościowe i przynoszące spełnienie, a pozostałe spływające na nas dobrodziejstwa są naprawdę tylko efektem ubocznym, choć potężnym. 😀

Przeczytaj także: 5 rzeczy, które możesz zrobić dla innych nie wychodząc z domu.

6. Branie

Może będziesz zaskoczona, ale gdy dłużej o tym pomyśleć, właśnie z braniem mamy zwykle największy problem. Na pewnym etapie umiejętności, statusu życiowego, ilości pieniędzy dzielimy się bardzo chętnie! Podnosi to naszą samoocenę, rodzi poczucie sensu, daje satysfakcję i mnóstwo innych korzyści, o których mówiliśmy wyżej. Ale przyjmowanie? Ooo, co to to nie. Wtedy musielibyśmy przyznać, że potrzebujemy innych ludzi, a przecież tak dobrze nam ze świadomością, że jesteśmy samowystarczalni, prawda? Tymczasem, przyjmowania potrzebujemy dokładnie tak samo, jak umiejętności dzielenia się tym, co mamy.

Po pierwsze: pokora. Zdarza się, że tak się zapamiętamy w myśleniu o sobie jako o silnych, niewymagających od nikogo wsparcia ani nawet akceptacji, że nawet kiedy potrzebujemy konkretnej pomocy, nie potrafimy o nią poprosić ani nawet jej przyjąć, jeśli jest nam oferowana. Wydaje nam się, że spadlibyśmy wtedy z naszej pozycji, na której górowaliśmy do tej pory nad innymi, rozdając im swoją łaskę i przychylność. Dziś tej łaski potrzebowalibyśmy od innych. Przyjmowanie wsparcia lub pomocy od innych ma jednak swoje ogromne zalety: umacnia nasze poczucie przynależności i leczy z egoistycznego altruizmu – postawy, w której wydaje nam się, że sam fakt udzielania pomocy czyni nas lepszymi od tych, którzy tej pomocy potrzebują. A tak nie jest.

Po drugie: po co wymyślać koło od nowa. Dlaczego nie schować dumy do kieszeni i skorzystać z wiedzy innych, którzy są dalej od nas? Kiedyś miałam opory przed pójściem na warsztaty fotograficzne, bo do wszystkiego chciałam dojść sama. I doszłam, tylko po co było tyle czekać. Na warsztaty do trzech swoich „mistrzów” wybrałam się w zasadzie dopiero wtedy, gdy większość rzeczy już wiedziałam, by umocnić się w tym przekonaniu. Bez sensu, nie? Po co mi była ta duma i chęć udowadniania sobie czegokolwiek! Dzisiaj podeszłabym do tematu zupełnie inaczej. Jeśli chcesz być w czymś naprawdę dobra, korzystaj z wiedzy innych. Idź na warsztaty gotowania albo programowania, czytaj blogi osób z branży, pytaj swoich „mistrzów” o to, co dla Ciebie jest największą niewiadomą lub z czym masz problem (tylko wiesz, z wyczuciem, bez oczekiwania odpowiedzi podobnej do 3-dniowego szkolenia z know-how ;)). Proś o pomoc, wskazówki, traktuj je z pokorą – w końcu każdy ma inne podejście do tego co robi, i wprowadzaj w życie te, które mają szansę sprawdzić się u Ciebie.

Po trzecie: relacje osobiste nie polegają na wyrównywaniu rachunków tak, by pod koniec każdego dnia wychodzić na zero. Oczywiście wzajemność jest ważna, ale taki strach przed tym, że „wisimy komuś przysługę” w bliskiej relacji jest wręcz nie na miejscu. Tak jakbyśmy bali się, że ktoś będzie od nas wymagał rewanżu i chcemy szybko mieć to z głowy. A w końcu nie dlatego robimy coś dobrego dla drugiej osoby, by musiała natychmiast nam za to odpłacać i nie traktujemy tego jak zaciągniętego długu. Sama nasza wdzięczność będzie tego długu spłaceniem, a czasem i ona wcale nie jest wymagana. Kojarzysz tę chęć, z jaką babcie zawsze gotują, a potem nakładają wielką porcję obiadu swoim dzieciom, wnukom i całej rodzinie? Robią tak dlatego, że czują, że choć w ten sposób mogą być im… potrzebni.

Bycie potrzebnym to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka. Komu, jak nie najbliższym, możemy poczuć się potrzebni? Dlatego pozbawienie relacji tego elementu, w rzeczywistości nie jest jej wzmocnieniem, ale zubożeniem. Zgrywając samowystarczalnych, odbieramy sobie i drugiej stronie możliwość doświadczenia wsparcia, wzajemnego zaufania nawet w najbardziej podbramkowych sytuacjach i dzielenia się tym, co jest w nas najlepszego. A właśnie to jest najgłębszym zacieśnieniem więzi – ta gotowość do niesienia i przyjmowania pomocy, bez oczekiwań. Jeśli jesteśmy w takiej otwartej na wzajemne wspieranie się relacji – mamy wielkie szczęście.

Bo nawet jeśli wszystkie inne źródła energii zawiodą, te więzi pozwolą na jej odzyskanie i powrót na właściwe tory.


Hej!

Dziś taki poważny temat… ale wiem, że na takie lubisz dyskutować najbardziej! 🙂
Jak zawsze czekam na Twój komentarz!

– Aneta 🙂

A jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’ i na Instagramie. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do obserwujących lub… podzielisz się tym wpisem z innymi! 🙂

Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

  • Dokładnie, najlepszym źródłem energii jest po prostu otworzenie się na jej przepływ, równowagę pomiędzy dawaniem i braniem, swoje idealne tempo w działaniu i niedziałaniu 🙂 Ostatecznie cały świat składa się właśnie z energii, więc powinno jej tu być pod dostatkiem! I kiedy jest w ruchu, to ciągle jest co doceniać 🙂

  • Pięknie ujęta filozofia dobrego życia, na cały rok.

    Lubię doceniać ludzi. Lubię mówić komplementy i dziękować. Cieszy mnie ich obecność wokół mnie.

    Równowaga to słowo klucz. Dawać i brak, robić i odpoczywać, pracuję też nad tym bardzo w swoim życiu. To pozwala na głębsze przeżywanie życia i codzienną refleksję.

    Piękny, mądry tekst, ożywił mnie i naładował dobrą energią. Dziękuję:))

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram