Kwiecień w skrócie | Wiosna wybuchła, wielkie zamówienie z księgarni i pierwszy ślub w sezonie

Czasem, gdy tworzę blogowe miesięczne podsumowanie i zestawienie inspiracji, nachodzą mnie naprawdę banalne „złote myśli”. Dzisiaj to: trzeba korzystać z życia, bo kto wie, czy jutro nie będziemy przeziębieni. 😉 Od tygodnia walczę z wirusem, który rozłożył mnie na łopatki i dopiero teraz powoli daje za wygraną. Na szczęście zdążyliśmy wybrać się do lasu na powitanie wiosny. Było pięknie – zobaczysz na zdjęciach niżej. 🙂

Fotografia i praca

Karolina – Panna Młoda o chochlika spojrzeniu. 🙂

Pierwszy ślub w tym sezonie za nami. Jak ja kocham to, co robię! Za każdym razem, gdy mam aparat w rękach, cieszę się, że pewnego majowego dnia 2011 roku zawiozłam do urzędu wniosek o założenie działalności gospodarczej. Za kilka dni minie siódma rocznica otwarcia firmy i muszę przyznać, że był to świetny, choć… owszem, podyktowany pewną dozą naiwności, krok. 😉

Chciałabym dzisiaj więcej decyzji podejmować z taką wiarą, jak wtedy. Bo gdybym wiedziała, ile przez te siedem lat się wydarzy, pewnie stwierdziłabym, że nie dam rady i zrezygnowała w ostatnim momencie. A tak, robię to, co uwielbiam! Czy czasem nie za dużo zastanawiamy się nad kolejnym krokiem, zamiast po prostu to zrobić i ruszyć ze skrzyżowania?

Sama sobie muszę czasem przypominać to, co ostatnio spisałam w poście Jak znaleźć swoje powołanie. Że szukać trzeba nieustannie, bo droga się zmienia. Dzisiaj chcę robić (i pewnie robię) zupełnie inne zdjęcia niż przed siedmioma laty. Mam inne zawodowe cele i inne momenty są dla mnie tymi, których szukam i łapię w kadrach przede wszystkim.

Dopóki nie spróbujemy, możemy myśleć „szukam prawdy, chcę oddawać wszystko tak jak jest!”. A później okazuje się, że jednak lubimy ciut upiększyć i czasem w tej naszej pracy trochę się rozmarzyć. Zostawić prawdę na drugim planie za pięknem, a wspomnienia tworzyć pełne wdzięczności lub delikatności. Skąd możesz wiedzieć, zanim nie spróbujesz?

No i zrobiło się ciepło! Wiosna za oknem co roku jest jak wezwanie do chwycenia za aparat i ruszenia po nowe. Z Sylwią znamy się od lat, a dopiero teraz udało nam się spotkać na krótkiej sesji. Rozwiany włos, błysk w oku i odrobina koloru – czy potrzeba czegoś więcej? Jeśli tylko masz ochotę, chodź na wiosenne portrety! 😀

Jak wygląda taka sesja? Wystarczy nam 40 minut i trochę uśmiechu. Więcej zdjęć zobaczysz na mojej stronie firmowej i fanpage’u. Jeśli chcesz, możesz do mnie napisać i umówić się na własną sesję: aneta@yourstory.pl – będzie mi supermiło! 😀

Relaks i życie prywatne

Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła cieszyć się słońcem, pięknymi sesjami, czytaniem w plenerze i wszystkimi wiosennymi przyjemnościami. Zdrowieję! Ale, ale, obiecałam przecież zdjęcia z wycieczki do lasu…

Wybraliśmy się na początku kwietnia, jeszcze przed pełnym wybuchem wiosny, kiedy zieleń nie wykwitła jeszcze tak bujnie tak teraz. W lesie jest czasem taka cisza (zwłaszcza, jeśli wybierzesz mało uczęszczany szlak, kawałek dalej od miasta), że aż szkoda rozpraszać ją dźwiękiem klapnięcia migawki w aparacie. Dwie piękne sarny umknęły niesfotografowane, ale wszystkiego przecież nie można mieć na zdjęciach, coś musi zostać dla pamięci!

Zmęczona, acz zadowolona. 😀 Na koniec mały insight, właśnie tak wyglądają nasze wyprawy: owszem, kilka kilosów się zrobi, ale na mecie jedzenie musi być. Na zdjęciu kanapki z roślinnymi pastami i papryką lub burakiem, a obok – warzywa. W termosie gorąca, zielona herbata. Zawsze twierdziłam, że jedzenie z widokiem to najlepszy luksus tego świata i podtrzymuję tę tezę!

Jeśli mowa o spacerach, od zeszłego lata zapomnieliśmy też jak fajnie i chilloutowo jest teraz na bulwarach nad Wisłą. W tym roku jest więcej knajp, każda kolejna z inną kuchnią świata, a jedna, szczególnie budząca nasze nadzieje, opisana jako „Wege”. Była jeszcze zamknięta, ale chętnie tam wrócimy, by sprawdzić, czy da się zjeść coś roślinnego nad Wisłą. 🙂

Książki

Doczytałam większość książek, więc w kwietniu przyszedł czas na wyczekane, wytęsknione zamówienie z księgarni. Łałałiła! Rzadko kupuję książki pod wpływem impulsu – zazwyczaj każda długo czeka na liście książek do przeczytania. Do zakupu wybieram te, w których mam ochotę zaznaczać lub wiem, że zostaną ze mną na dłużej (np. te bardzo grube lub takie, do których często się wraca), inne wypożyczam w formie audiobooka i tradycyjnej. Te, które wybrałam, z pewnością pełne będą notatek, zakładek i wykrzykników na marginesach. 😀

Przy okazji, kończę wpis o moich metodach na zapamiętywanie informacji z przeczytanych książek – pojawi się po majówce.

Oto lektury, które zamierzam czytać tej wiosny i lata:

A gdzie zamawiam książki, żeby nie przepłacać? Łap link do wpisu ze sposobami na tanie czytanie. 🙂

No to teraz krótko o książkach, które czytałam w kwietniu:

– Harari, Homo Deus. Od ludzi do bogów

Oczywiście gdy tylko dotarł do mnie wyczekiwany Harari (premiera była w tym miesiącu), od razu wzięłam się za drugą część Sapiens, czyli Homo deus. Tak, jak pierwsza część jest streszczeniem i podsumowaniem dotychczasowych losów ludzkości i jej trzech rewolucji: agrarnej, przemysłowej i naukowej, tak Homo deus jest próbą odpowiedzi na pytanie: jaka będzie przyszłość ludzi, już dziś aspirujących do ról, dawniej zarezerwowanych tylko dla bogów.

Prawdziwa czytelnicza uczta, choć o wiele więcej w niej gdybania i subiektywnych opinii Harariego, niż w części pierwszej. W pewnym stopniu z oczywistych względów, ale też dlatego, że część druga bardziej niż na faktach, skupia się na możliwościach. Czy to dobrze, czy źle…? Trudno powiedzieć. Czyta się i tak znakomicie, choć trzeba mieć na względzie, że Homo deus momentami bliżej do felietonu niż książki popularnonaukowej. 🙂

– Carol S. Dweck, Nowa psychologia sukcesu

Oryginalny tytuł książki brzmi: Mindset. The New Psychology of Success i oddaje sedno: kluczem do szczęścia, sukcesu i osiągnięć jest mindset, czyli nastawienie i przekonania, z jakimi podchodzimy do każdego, nawet najbardziej prozaicznego, działania. Niby wszyscy to wiemy, a jednak gdy zaczęłam przeglądać książkę, dosłownie nie mogłam się oderwać. Za mną już kilka rozdziałów.

Carol Dweck jasno pokazuje jak wiele w zakresie naszych działań zależy od tego, czy jesteśmy nastawieni na trwałość (talent, stałe mniemanie o swoich zdolnościach i potencjale) czy na rozwój (proces, działania, pogłębiające nasze doświadczenie i umiejętności), a to nastawienie kształtowane jest w nas już od wczesnych lat dzieciństwa. Sam perfekcjonizm na przykład jest niczym innym jak konsekwencją nastawienia na trwałość.

Mnóstwo ciekawostek, mnóstwo badań, mnóstwo przykładów – czyta się równie dobrze jak książki Malcolma Gladwella (do którego z resztą Dweck odwołuje się w kilku miejscach). Świetna, błyskotliwa i przydatna lektura dla każdego, niezależnie od wiedzy z zakresu rozwoju osobistego i psychologii. O biznesie znajdziesz jeden rozdział, nie jest to książka tylko dla przedsiębiorców.

Jeśli masz ochotę poznać autorkę bliżej, dostępne jest wystąpienie Carol S. Dweck na Tedzie, z polskim tłumaczeniem.

– Brene Brown, Dary niedoskonałości

Mam taką teorię: im gorsza okładka książki, tym lepsza treść (dotyczy to polskich okładek – dlaczego!). Zgodnie z nią, książka Brene Brown powinna być napisana pod natchnieniem geniuszu. Ale… mam kilka wątpliwości. Przede wszystkim to książka, która ma znakomite recenzje na zachodzie – The Gifts of Imperfection mignęło mi na przynajmniej kilku wartościowych blogach, ma wysokie oceny na GoodReads, jest szeroko polecana i chwalona. Tymczasem ja mam z nią poważny problem.

Tak jak zgadzam się z główną tezą książki – że głębokie poczucie własnej wartości jest najlepszą rzeczą dla nas i ludzi wokół (trudno się wszak z tym nie zgodzić) i że zaprzestanie oceniania (siebie i innych) i zastąpienie go współczuciem (nie mylić z litością) jest kluczowe zarówno dla poczucia własnej wartości, jak i naszego osobistego szczęścia, tak nie mogę zgodzić się z tym, że jeśli naprawdę chcemy okazywać współczucie, powinniśmy wyznaczyć granice i zmusić innych, by uważali na swoje zachowania – tak, to cytat z książki.

Brene pisze dalej, że kiedy nie udaje nam się wyznaczyć granic i sprawić, by inni ich przestrzegali, czujemy się wykorzystani i zlekceważeni, a to z kolei jest usprawiedliwieniem do wyznaczania określonych granic i pilnowania, by ich nie naruszano. Hmmm… Brzmi jak brak współczucia i ocenianie, czyli to, czego Brene sugeruje pozbyć się ze swojego życia? Według mnie takie „pilnowanie” to nic innego jak ocenianie i karanie lub grożenie karą: jeśli przekroczysz granicę, ja odpowiem reaktywnie.

Trudno odmówić Brene Brown trafności wybranych spostrzeżeń, ale muszę też przyznać, że te nie są znów – przynajmniej dla mnie – specjalnie nowe, ani zaskakujące. Jednak, mimo nie najlepszego pierwszego wrażenia, czytam dalej, zobaczymy. Kto wie, co mieści się na następnej stronie – czasem nawet jedno celne i przeczytane w odpowiednim momencie zdanie sprawia, że lektura nie idzie na marne.

– Viktor E. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu

Na koniec – wyjątkowa książka, wyjątkowego człowieka, napisana w wyjątkowych okolicznościach. Napisana z perspektywy doktora filozofii, profesora psychiatrii i neurologii, psychoterapeuty i więźnia obozu koncentracyjnego, jest traktatem filozoficznym, zapisem wspomnień i psychologiczną analizą w jednym. Jest czymś o wiele cenniejszym niż cała literatura obozowa, przynajmniej dla mnie.

Viktor Frankl skupia się na ostatnim bastionie wolności człowieka – postawie wobec przychodzących okoliczności. Nic więcej nie będę mówić, trzeba przeczytać, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!

Nasze wielkie książkowe zakupy zbiegły się z „kawą za książkę” w Green Caffe Nero, mogliśmy więc przez cały miesiąc bez wyrzutów sumienia wpadać na czytanie i mrożoną latte. Taaaak, mieliśmy sporo książek do oddania – dobrze jest przewietrzyć własne półki i dać przedmiotom drugie życie, a przy okazji patrzeć, jak regały w Green Caffe zapełniają się różnorodnymi lekturami. <3

Odkryliśmy przy okazji jedną z najprzytulniejszych kawiarni tej sieci. Jest w niej piękne światło – promienie wpadają przez okna z tyłu i stwarzają świetny klimat. Chodzi o Green Caffe Nero przy Francuskiej na Saskiej Kępie. Następnym razem muszę zrobić Wam zdjęcie wnętrza!

Filmy

– Kształt wody (kino)

Powiem krótko: bez zachwytu. Idąc na ten film spodziewałam się: humanistycznego przesłania (tj. humanistycznego, ale wykraczającego w tym kontekście poza gatunek człowieka oczywiście), odnalezienia w sobie kompletności przez główną, niemą bohaterkę, oczywiście dobrego „stwora”, a złego szefa rządowego laboratorium, ładnej estetyki, melodramatycznego zakończenia i krystalicznej postaci drugoplanowej (Olivia Spencer, która grała m.in. w świetnym Hidden Figures).

I wszystko to było. Zły szef był do szpiku kości zły, miał nieprzyjemną mimikę i pastwił się nad słabszymi. Gdyby w filmie przechodził chłopiec z balonem, przebiłby mu balon szpilką. Po drugiej stronie znajdowały się oczywiście bohaterki wspaniałe i niezłomne, o cechach szlachetnych i jedynie pozytywnych, mimo że każda z nich, ze względu na pozorny brak (brak głosu, czarny kolor skóry), codziennie musiała godzić się ze swoim niesprawiedliwie niskim statusem społecznym. Czujecie klimat. Na koniec, oczywiście musiała być też jakaś postać w rozterce, która (spoiler) brutalnie zginie, płacąc za posiadanie sumienia.

Co mnie najbardziej zaskoczyło? Że dwie nastolatki, które siedziały obok nas, podczas sceny zbliżenia miedzy bohaterką gatunku homo sapiens i bohaterem zdecydowanie innego gatunku, na znak protestu ostentacyjnie wstały i opuściły salę. A miałam nadzieję, że zaskoczy mnie, kurcze blade, fabuła filmu!

Po tym seansie nasza tradycja chodzenia do kina we wtorki się urwała (Mulikino ma bilety za dychę!). Nie ze względu na brak czasu, ale ze względu na brak dobrych filmów (choć w tym miesiącu będzie Wyspa psów i nowy film Polańskiego!). Na szczęście jest Netflix i odkryliśmy na nim kilka wartościowych pozycji:

– Ram Dass Powrót do Domu (dokument, Netflix)

Jeśli masz wolne 30 minut, obejrzyj ten krótki film. To bardzo ciekawa impresja na temat życia, śmierci i sensu jednego wobec drugiego. Narratorem jest sparaliżowany człowiek (były mistrz duchowy?), który dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat przeżywania życia z perspektywy starszej, przykutej do wózka i zdanej na pomoc innych, ale jednocześnie doświadczonej i spełnionej osoby.

Warto.

– Bardzo dziki kraj (dokument, Netflix)

Nie wierzyłam. Na Netflixie jest dokument o Osho! Dowiedziałam się przypadkiem, szukając w Internetach informacji, czy może Osho czytał Campbella (to jest czy oficjalnie go cytował), bo i Osho i Campbell mają pewien fragment, w którym opowiadają o koncepcji osobistego rozwoju Wielbłąd-Lew-Dziecko Nietzschego, a zaraz potem oddają się opisowi kwiatu jako metafory czegoś. Oboje. W swoich osobnych książkach. Podejrzane, nie?! I w ten sposób znalazłam Wild Wild Country – dokument Netflix o grupie „wyznawców” Osho, i pomyślałam, że szkoda, że nie ma go na polskim Netflixie, bo to by było coś… A potem zorientowałam się, że jednak jest!

Właściwie nie ciesz się za bardzo, bo tak naprawdę nie jest o Osho, ale o Sheeli, która u boku Osho posmakowała władzy, o zaściankowości, która mieszka nawet w U-ES-A i o rządowych tradycjach wtargnięcia z masą uzbrojonych żołnierzy sił specjalnych na prywatne tereny bez wyraźnego powodu, po to, by w akcie demonstracji siły roznieść je w pył (kojarzysz Vaco?). Jestem pod wrażeniem doboru tematów, jakie podejmuje Netflix i coraz bardziej uwielbiam ich dokumenty!

W maju natomiast mam nadzieję, że zobaczymy nowy sezon Homeland (tak, już jest!), Wyspę psów Wesa Andersona, pełną symetrycznych kadrów (oglądałaś Moonlight Kingdom tego reżysera?) i Prawdziwą historię Polańskiego, z Emmanuelle Seigner i Evą Green.

Kulinaria

Kwiecień to u nas wielki powrót sałatek. Wróciły w najlepszym stylu – z dużą porcją zieleniny i świeżymi, wiosennymi warzywami. Jak teraz smakują i pachną pomidory… też się nimi zachwycasz? 🙂

Mam też swoje małe, kulinarne odkrycie – kalarepa. Zajadam ją na przekąskę, surową, pokrojoną cieniutko w plasterki, trochę jak jabłko. Smakuje podobnie, jest jednak ostrzejsza, bardziej wyrazista w smaku – coś jak połączenie jabłka i rzodkiewki.

Poza tym, wpadliśmy na Wege Bazar w Klubie Medyka. I niestety wyszliśmy bardzo zawiedzeni – wybór dań nie był duży, skusiliśmy się na efektownie wyglądające hot dogi od warszawskiego baru Lula (do wyboru trzy bułki: zwykła, różowa – barwiona burakiem i czarna – barwiona węglem, czarnej i różowej po południu już nie było), które smakowały bardzo zwyczajnie, przeciętnie, gofra od producenta naturalnych maseł orzechowych Orzechownia (pyszny! Jednak nigdzie nie można go dostać, był tylko jako baza do próbowania maseł, które można było kupić na miejscu) i lody „od Węgrzyna” – niestety wiele im brakowało do smaku, do jakiego przyzwyczaiła nas Vegestacja (lub po prostu niewegańskie lody, które jedliśmy kiedyś).

Na samym Wege Bazarze – brudno, mnóstwo jedzenia na podłodze, brak miejsc, w których można spokojnie zjeść zakupiony posiłek (to tłumaczy ilość odpadków na ziemi), niewygodnie, ciasno.

Mimo wszystko, cieszymy się że byliśmy, bo wreszcie mieliśmy okazje spróbować specjałów od Bezmięsnego Mięsnego – są naprawdę dobre, a większość wyrobów jest z wyraźną nutą ostrości. Kupiliśmy dla siebie burgery, które przyrządziliśmy na ciepło i zapakowaliśmy do kanapek posmarowanych hummusem i koncentratem pomidorowym, pełnej zieleniny i różnych warzyw – wyszły nam jedne z najlepszych kanapkowych burgerów!

Blogowanie

Przede wszystkim dzięki za Share Week i wszystkie cenne rekomendacje! Zenblog także bywał polecany, i nawet jeśli nie trafiał do złotej trójki wskazanej do oficjalnego zestawienia, jestem naprawdę wdzięczna za wszystkie rozsianie wici. 🙂

Cieszę się też, że podobały Wam się ostatnie artykuły, zwłaszcza ten o życiowym powołaniu i dawniejszy post Jak przestać wkurzać się na innych (i czy to w ogóle jest możliwe) o porozumieniu bez przemocy. Zapraszam do klikania, jeśli jeszcze nie czytałaś.

Co miesiąc jest Was tu około tysiąca, a miesiąc w skrócie to całkiem często czytany post, dlatego przy tej okazji mam do Ciebie prośbę. 🙂 Jeśli czytujesz Zenblog anonimowo i z reguły nie zostawiasz komentarza, zrób wyjątek i teraz, dziś, przywitaj się, daj znać, że jesteś, choćby pod tym postem! Będzie mi mega miło! 🙂

Rekomendacje Zenbloga:

Przyszedł czas na ostatni punkt zestawienia, czyli świetne internetowe treści, które podczytywałam sobie przez kwiecień. Zdecydowanie warto odkryć:

1. Ten link wrzucałam już kiedyś do postu Jak polubić czytanieGates Notes to blog Billa Gatesa, na którym znajdziecie między innymi mnóstwo wartościowych książkowych rekomendacji. Bill poleca między innymi Sapiens i Homo deus Harariego, Psychologię sukcesu Carol Dweck, Steve’a Jobsa Isaacsona, Gladwella i Feynmanna. Z jego recenzji dowiedziałam się, że Isaacson napisał książkę o Einsteinie (a długo szukałam dobrej książki o Einsteinie!). Niestety muszę poczekać na tłumaczenie lub przeczytać ją po angielsku. 🙂

2. Absolutnie kluczowy tekst o tym, że Życzliwość to coś więcej niż bycie miłym, na Dzieci są Ważne. Również o życzliwości do samego siebie.

3. Fanpage Marcos China – światowej sławy ilustratora. Marcos tworzy niesamowite, naprawdę niesamowite ilustracje, jest autorem książek do kolorowania, ilustratorem książek, czasopism i albumów i autorem motywów wykorzystywanych przez marki znane na całym świecie. Nie można się napatrzeć. 😀

4. Kasia z Travelicious przybliża Jak zorganizować wyjazd do Positano, czyli jednego z najpiękniejszych włoskich miasteczek, a może i jednego z najpiękniejszych na świecie. Positano jest i na mojej liście wymarzonych miejsc do odwiedzenia!

Miłego czytania!


Hej!

Jak minął Twój kwiecień? Co ciekawego robiłaś, gdzie byłaś, co widziałaś, co czytałaś?

Jak zawsze czekam na Twoje polecenia w komentarzu. 🙂

W kwietniu na Zenblogu ukazały się:

  • Patrycja

    Uwielbiam te Twoje podsumowania!
    Książka Frankla jest świetna, bardzo polecam; w zasadzie nie znam nikogo, na kim nie zrobiłaby wrażenia. I też czaję się na Homo Deus 🙂

  • Cześć,
    Kurcze, pan młody i starszy drużba wyglądają jak moi koledzy z liceum z klasy. Co prawda nie mam z nimi kontaktu, ale może na ich weselu robiłaś zdjęcia.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Cóż, możliwe! Świat jest mały 🙂 Pozdrowienia, Kasia!

      • To prawda! Jest teoria, że każdy człowiek na świecie zna się z każdym innym przez maksymalnie 7 znajomych:)
        To albo oni albo gdy ich kiedyś spotkam, to śmiało mogę stwierdzić, że mają idealnych sobowtórow 😀
        Pozdrowienia,
        Kasia

  • Natalia Kamińska

    Hej, jestem!Dawno do Ciebie nie zaglądałam, bo zupełnie nie miałam głowy ani czasu do szukania książkowych inspiracji. Zaciekawiła mnie Twoja recenzja książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, muszę ją sobie zamówić, choć nadal nie tknęłam innych zamówionych już książek. Zauważyłam, że kupuję impulsywnie, przeglądam szybko i odkładam na później…I tak powstaje niezły stosik;) Pozdrawiam i dzięki za wartościowy wpis!

  • Ależ piękne zamówienie z księgarni – czytałabym! Jestem ciekawa, jak spodoba Ci się „Biegnąca z wilkami”, na mnie swego czasu zrobiła naprawdę ogromne wrażenie. I wiesz, uświadomiłaś mi właśnie, że już zapomniałam o tym, jaki był kwiecień!

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram