Garść dobrych powodów, by wyjść z domu zimą

Zima to pora roku szczególnie sprzyjająca zaleganiu pod kocykiem, weekendom w pidżamie i wieczorom z Netflixem. Kto tego nie lubi? Sama na początku zimy nie wychylałabym nosa za drzwi, ale nadchodzi taki moment, że nawet ja – straszny zmarźluch, domator i introwertyk, zaczynam odczuwać apatię od tego ciągłego siedzenia w czterech ścianach. I choć czasem Kamilowi ciężko jest mnie wyciągnąć, po powrocie zawsze jestem szczęśliwsza. 😉 Jeśli u Was też tak to działa, dzisiejszy wpis może się przydać!

7 dobrych powodów, by wyjść z domu zimą

1. Śniadanie na mieście

Mamy z Kamilem pewną walentynkową tradycję. Zamiast wybierać się wieczorem do kina, restauracji lub w inne oblegane przez masę ludzi miejsce, idziemy w ciągu dnia na walentynkowe śniadanie (a wieczór spędzamy w domu z jedzeniem na wynos). Śniadania na mieście najwięcej zalet mają w środku tygodnia – stoliki nie wymagają rezerwacji, na dania nie trzeba czekać zbyt długo, w lokalach zwykle jest kameralnie i pusto.

Rozpoczynanie dnia śniadaniem na mieście weszło do naszego repertuaru najbardziej odświętnych przyjemności. 😉 Wcale nie trzeba być freelancerem, by sobie na nie pozwolić – na śniadanie można wybrać się przed pracą (zwłaszcza, jeśli nie zaczynamy z samego rana), w weekend lub po prostu na jakiś szczególny dzień zaplanować sobie wolne (jak my w walentynki). 🙂

W Warszawie pyszne, wegańskie śniadanie można zjeść m. in. w Mezze na Mokotowie (hummusy, szakszuka), w Tel Aviv Urban Food w trzech różnych lokalizacjach: przy Al. Niepodległości, w Centrum i na Żoliborzu (bardzo różnorodne menu, ja najbardziej lubię „tradycyjne śniadanie” z twarożkiem, dwoma pastami i konfiturą, serwowane z koszykiem pieczywa, warzywami i kawą lub herbatą) i w Chwast Foodzie tuż przy Placu Konstytucji (najlepsze burgery na świecie!).

2. Zimowy spacer po lesie

Nie trzeba jechać daleko, by znaleźć się w wolnej od smogu przestrzeni i ruszyć na dłuuugi zimowy spacer. Warszawa, pozornie taka zasmożona i pozbawiona dostępu do natury, ze wszystkich stron otoczona jest przecież lasami, a do wielu z nich dojechać można komunikacją miejską. Brak samochodu to dla warszawiaków żadna wymówka. Jestem pewna, że i w Twoim pobliżu znajdzie się jakieś miejsce, w którym dalej rządzi natura. 🙂

Nawet zimą, jadąc do lasu, lubimy wziąć ze sobą termos z gorącą herbatą i kanapki, na przykład z hummusem i burakiem w środku. Nie ma nic przyjemniejszego, niż posiłek z widokiem na las, niezależnie od pory roku!

Jeśli zimowy spacer chcesz zabrać aparat, możesz zajrzeć też do Krótkiego poradnika, jak fotografować zimą.

Tak wyglądają nasze zimowe posiłki w plenerze. 🙂

3. Kino za dychę

Rzadko nam się zdarza kupować bilety do kina za trzydzieści parę złotych za sztukę. Od czego są przecież poniedziałki z Luną (10 zł/bilet) lub Kinem Muranów (11 zł/bilet) i wtorki w Multikinie (10 zł/bilet z kartą Mastercard). W Twoim mieście też muszą być jakieś kinowe okazje!

Zimą zwykle pojawiają się naprawdę dobre filmy. W tym roku chcę zobaczyć przede wszystkim Kształt wody, Pełnię życia, Cudownego chłopaka, Czwartą władzę, Amerykańską sielankę i Ja, Tonya. Możliwe, że trochę się spóźniłam, ale może trafią się jeszcze seanse Morderstwa w Orient Expressie lub Twój Vincent? Co Ty obejrzałabyś w pierwszej kolejności? 🙂

4. Czytanie w kawiarni

Czasem dobrze wyjść z książką z domu. Sama zmiana otoczenia robi ogromnie dużo: w domu zawsze jest coś do zrobienia, jeśli w dodatku pracujesz również pod swoim domowym adresem, obowiązki potrafią nigdy się nie kończyć i czasem trudno zrobić sobie prawdziwą labę, bez myślenia: „czy może lepiej byłoby teraz zrobić pranie?”, „a może powinnam teraz zająć się marketingiem firmy?”.

A w kawiarni… co innego, poza czytaniem (jeśli weźmiesz ze sobą książkę), możesz robić? Obserwować ludzi? Ale ile można?! Oczywiście rozmowy wokół, brzdęki naczyń i szum blendera lub ekspresu do kawy z początku mogą rozpraszać. Na szczęście po kilku wizytach stapiają się już w jedno, zupełnie neutralne tło. 🙂

Czytanie w kawiarniach to dla mnie obecnie najbardziej relaksująca (poza spacerami) forma spędzania czasu. Zawsze zabieramy lnianą torbę pełną książek (oboje czytamy zwykle kilka książek jednocześnie), czasem biorę też laptop, by stworzyć wpis na Zenka, i na dwie, trzy godziny zaszywamy się w jednej z Green Cafe Nero. Mają pyszną latte na sojowym i wegańskie kanapki z baba ghanoush. <3 Tym (i miękkimi, głębokimi fotelami pełnymi poduch i kocyków) mnie kupili!

5. Biblioteka

Już zacieram rączki, bo planuję przygotowanie wpisu o książkach, dla których warto założyć sobie kartę w bibliotece. Ale powodów jest więcej! Przede wszystkim: oszczędność, nie tylko pieniędzy, ale i miejsca w domu – jeśli tylko Twoje ego się nie obrazi. 😉 Wielkość domowej biblioteczki nie świadczy przecież o oczytaniu jej właściciela.

Po drugie: audiobooki do wypożyczania. Nic mi tak nie umila pracy nad zdjęciami, jak słuchanie dobrego audiobooka (lub podcastu). W bibliotekach zdobywać można też kody do Legimi, umożliwiające czytania ebooków z ich aplikacji za darmo.

Ostatni powód jest subiektywny: po prostu lubię klimat bibliotek, lubię zaglądać do bardziej i mniej przypadkowych książek i znajdować coś dla siebie. Oczywiście idealna biblioteka leży tuż obok przytulnej kawiarni! 😉

6. Taniec

Ten punkt może dziwić, a w dodatku jest zupełnie nieobiektywny… Zima kojarzy mi się z tańcem. Właśnie zimą 2007 zapisałam się na swój pierwszy kurs (salsa), a kilka miesięcy później poznałam na nim Kamila. Teraz zimą chodzimy na salsowe imprezy, choć zdecydowanie nie tak często jak dawniej.

Wybór kursów jest naprawdę spory. Te w parach nie wymagają partnera (i tak są zmiany w parach), dostępne są też kursy solo (i od podstaw i rozwijające body movement, styling lub footworki). Salsa jest tańcem typowo socialowym, imprezowym – nie o poprawność i odtwarzanie figurek w niej chodzi, ale o zabawę i interakcję. Na kursach uczysz się przede wszystkim prowadzenia (mężczyźni) i podążania za sygnałami partnera (kobiety). Znajomość zestawu figur nie jest potrzebna, chodzi wyłącznie o lead i follow, lead i follow.

Taniec od zawsze był moją ulubioną formą ruchu – lubię tę siłę odśrodkową, która pojawia się miedzy tańczącymi w trakcie „crossbody 360”, lubię wolność, którą czuję w trakcie obrotów, lubię owiewające mnie wtedy powietrze, ruch moich włosów. Brzmi to niemiłosiernie tanio, ale przysięgam, że to prawda. 😀

7. Zimowa sesja zdjęciowa

Można stanąć za albo przed aparatem (np. naszym) – obie wersje są równie ekscytujące!

Zimowe harce mogą mieć na zdjęciach klimat jak z Narnii. Mroźne zdjęcia wśród drzew, w lasach lub parkach potrafią być pełne magii i tajemniczości… Mogą też wyglądać jak kadry z romantycznego filmu – w miejskiej scenerii, wśród świateł kawiarni i sklepowych witryn. Albo być pełne radości jak zdjęcia z dzieciństwa – w zimowej stylówie ciepłych swetrów, czapek, szalików i rękawiczek. 🙂

Znajdzie się też wersja dla zmarźluchów: wewnątrz przytulnej kafejki, z kubkiem gorączej kawy lub czekolady w ręku. Ach… uwielbiam wszystkie te klimaty! Ciekawe jakie najbardziej marzą się Tobie?

Jeśli chcesz zrobić takie zdjęcia samodzielnie, może przyda Ci się zenblogowy Krótki poradnik jak fotografować zimą? 🙂 Koniecznie pochwal się efektami!

Narnijska sceneria z Emilią.


A jakie są Twoje ulubione powody, by wyjść z domu zimą? 🙂

Daj znać. Pięknego lutego!

Jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’ i na Instagramie. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do obserwujących lub podzielisz się tym wpisem z innymi! ?

Inne wpisy, które mogą Ci się spodobać:

  • Tej zimy ciężko mi się ruszyć z domu. Jeszcze jak był śnieg, a teraz znika i jeszcze mniej chce się wyjść. Brakuje mi zimowych zdjęć w lesie, ale brak białego puchu.

    • Oj tak, było tylko kilka naprawdę śnieżnych dni! Ale liczę, że jeszcze wszystko przed nami. Zdarzały się przecież zamiecie w lutym, a nawet zakopana pod śniegiem Wielkanoc! 😀

  • Spacer i kawka na mieście to zdecydowanie to po co wychodzę zimą z domu 🙂 Żałuję, że nie ma śniegu, ten czas na pewno wykorzystałabym inaczej. Lubię śnieżną zimę! 😀

    • Ja teeeż. 🙂 Ale czuję w kościach, że jeszcze tak będzie w tym roku! 🙂 Czytasz sobie czasem w kawiarni, czy wpadasz raczej towarzysko? 🙂

  • Czytanie w kawiarni – taaaaak. Dopiero czytając Twoje wyjaśnienia zdałam sobie sprawę, czemu je tak bardzo lubię. Wszystkie problemy zostają za mną, a ja czuję się jak na mini wakacjach, nie muszę sobie nawet przygotować herbaty, bo ktoś to robi za mnie i nic, prócz ewentualnie głośnych klientów, mnie nie rozprasza 😀

    • Haha, dokładnie. Czasem sami nie wiemy czemu coś tak u nas „zaskoczyło”. My już nawet nie pamiętamy – jak i kiedy to się zaczęło! To jak medytacja. 😉

  • Ten pomysł ze śniadaniem jest świetny. Kiedyś przed pracą o 7.00 rano wybrałam się z kumpelą na śniadanie w parku. Śniegu po kolana, kawa w kubku na wynos i do tego kanapka. A potem karmiłyśmy kaczki 🙂

  • Ja też! Ja też uwielbiam przesiadywanie w kawiarni i czytanie oraz pracowanie. Gdy piszę coś, to już nawet szmery mi nie przeszkadzają. Mi się ten klimat bardzo podoba. Tak jak napisałaś-zimą można bezkarnie w takich miejscach przesiadywać i grzać się pod kocykiem.
    Bibliotekę też kocham. Podczas studiów najlepiej wychodziła mi tam nauka. Miałam swoją ulubioną bibliotekę na Żoliborzu, przy teatrze Komedia i tam się zaszywałam w książki. Wogóle lubię zapach bibliotecznych książek, działa na mnie kojąco…
    Teraz na przesiadywanie w bibliotece czasu brak, ale kiedyś znów powróci;-)
    Fajny wpis. Uświadomiła sobie, dzięki niemu, iż najbardziej moją uwagę na IG przykuwają właśnie zdjęcia w zimowej scenerii. Są magiczne! I te na blogu też!

    • Hej Kasia 🙂 Ja muszę przyznać – w bibliotece pracuje mi się źle! Męczy mnie cisza i to, że w wielu nawet butelka z wodą jest niemile widziana. A może nie znam po prostu fajnych, sprzyjających długiemu przesiadywaniu, bibliotek/czytelni? Za to kawiarnie… ach… to jest moje miejsce. 🙂 Choć też szukam jakiejś ciekawej, przytulnej, z wygodnymi fotelami i kawą na sojowym, w alternatywie do Green Cafe Nero. 🙂

      PS. Czy znasz może jakąś miejską, warszawską bibliotekę z pokaźnym zbiorem czasopism z półki psychologicznej/biznesowej? Bo w mojej pięć magazynów na krzyż.

      • Tak, zapomniałam o tych ograniczeniach w bibliotece. Z kawką tam nie wejdziesz;-) Mi brak kawy, którą kocham miłością bezgraniczną, rekompensuje tylko zapach starych książek i woluminów.
        Aneta, niestety nie znam takiej biblioteki. Przesiadywałam swego czasu w Narodowej, tam dużo różnorakich pozycji da się znaleźć. Książek biznesowo-psychologicznych akurat sporo kupuję bo one mi się przydają do pracy,do blogowania. Skarbnica wiedzy;-)

  • rudawstazka.wordpress.com

    Narobiłaś mi apetytu na czytanie w kawiarni 😀

  • Sesja zdjęciowa, to mnie najczęściej wyciąga z domu zimą 🙂

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram