9 zalet uważności, czyli co daje bycie „tu i teraz”?

Uważność to dziś bardzo modny temat i niezmiernie się z tego cieszę! Jest umiejętnością tak kluczową, że chciałabym, by nie było w całych Internetach (a najlepiej w całej galaktyce) osoby, która by się z nim nie spotkała. Więc jeśli tu jesteście, doczytajcie do końca, bo warto o uważności wiedzieć więcej niż to, że jest dostrzeganiem pozytywnych momentów swojego życia. 🙂

Uważność jest jak okulary – wyostrza widzenie, bez niej obraz bywa mniej lub bardziej zamazany. Wbrew pozorom nie jest skupianiem się tylko na tym, co dobre. Jest przyjmowaniem każdej, naprawdę KAŻDEJ przychodzącej do nas chwili życia takiej, jaka jest – bez podziału na te godne pokazywania na Instagramie i te, których wolelibyśmy nie przeżywać. Okulary też nie wybierają co nam pokazywać. Widzimy wszystko jasno i wyraźnie.

W uważności znika ocenianie, bo jest ono domeną naszego analizującego umysłu (i dobrze, od tego go w końcu mamy). Uważność jest ponad ocenami, tak jak jest ponad nimi życie. Skąd wiesz, czy to, co Ci się przytrafia jest dla Ciebie dobre czy złe, według jakich kryteriów to oceniasz? Sam fakt istnienia takich pytań wskazuje na wtórność podziału. Ocenianie zawsze jest subiektywne, zależne od naszego mindsetu. Dostrzeż to i nie bierz go tak serio! 🙂

W gruncie rzeczy i tak mamy do dyspozycji tylko tę jedną, konkretną chwilę, która dzieje się właśnie teraz. Jeśli jej nie bierzesz, nie bierzesz życia. Proste i trudne jednocześnie. Dlaczego jeszcze warto obudzić w sobie uważność?

9 zalet uważności

na podstawie ksiażki „Gdziekolwiek jesteś, bądź” Jona Kabata-Zinna*

*Jon Kabat-Zinn jest (emerytowanym już) profesorem Uniwersytetu Medycznego Massachusetts, pod koniec lat siedemdziesiątych opracował program Mindfulness Based Stres Reduction (MBSR) – kurs uważności i medytacji, przeznaczony początkowo dla pacjentów codziennie zmagających się z bólem, dziś stosowany także w leczeniu depresji i polecany każdemu, kto chciałby po prostu zwiększyć swoją odporność na stres lub nauczyć się technik uważności. Kurs wraz ze wszystkimi materiałami dostępny jest online zupełnie za darmo.

Zalety uważności, które opisuję poniżej, wyklarowały mi się w trakcie czytania książki Jona Kabat-Zinna „Gdziekolwiek jesteś, bądź. Przewodnik uważnego życia”, którą serdecznie Wam polecam. To bezsprzecznie jedna z najbardziej wartościowych lektur, po które sięgnęłam w tym roku. To jakie są te zalety?

1. Zauważenie

Uważne przeżywanie (to jest bycie tu i teraz i odbieranie życia wszystkimi zmysłami), pozwala na zauważanie tych momentów, które szczególnie lubią przelatywać niepostrzeżenie. Zwykle świadomie zwracamy uwagę tylko na te wydarzenia, które wymagają naszej ingerencji, to znaczy są jakąś przeszkodą do pokonania. Łatwo wtedy dojść do wniosku, że nasze życie kipi od problemów. W rzeczywistości za takie poczucie może być odpowiedzialny nasz mindset – filtr, jaki nakładamy na nasze mechaniczne patrzenie.

Ćwicząc uważność zaczynamy dostrzegać więcej. Najczęściej z mgły wyłaniają się wtedy dobre, wartościowe momenty, które wcześniej umykały naszemu racjonalizującemu, zabieganemu umysłowi, skupionemu na wyszukiwaniu i usuwaniu przeszkód. A kiedy już dostrzegamy momenty radości, spokoju i szczęścia, możemy je – wiadomo – docenić i zmienić nastawienie do swojego życia – nie oczekiwać kolejnych trudności, ale otworzyć się na (również do nas przychodzące, choć wcześniej niezauważane) dobro.

Ponieważ zwykle to pozytywne, a nie negatywne zdarzenia chowają się na drugim planie, utarło się, że uważność pomaga w zauważaniu tych dobrych chwil. W rzeczywistości jednak pomaga w dostrzeganiu wszystkich wydarzeń i naszej reakcji na nie.

2. Rozumienie

Nasz umysł chce dla nas jak najlepiej, ale szczerość nie jest jego mocną stroną – niewygodne prawdy czy problemy niewymagające pilnego rozwiązania prędzej zamiecie pod dywan racjonalizacji, niż nas o nich jasno poinformuje.

A uważność jest czujnością, wrażliwością na swoje wnętrze i świat dookoła. Będąc tu i teraz, możemy nie tylko zauważyć, ale dzięki aktywnej obserwacji również zrozumieć te obszary życia, z którymi wcześniej nie mieliśmy lub nie chcieliśmy mieć kontaktu. Mogą to być trudne lub nieuświadomione emocje, wewnętrzne zgrzyty, nieprzepracowane sprawy czy nie do końca odpowiadające nam relacje.

Nie chodzi jednak o podejście analityczne i skupianie swojej uwagi na dziedzinach życia, które nam nie odpowiadają. Jeśli jesteśmy uważni, zupełnie naturalnie (bez napinki i bez intencji) zauważamy wywołany daną sytuacją smutek, rozdrażnienie, złość i zaczynamy dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe związane z naszymi emocjami. A to najlepsza droga do rozumienia siebie. <3

3. Dostęp do pełni naszych możliwości

Życie na autopilocie może nie jest zbyt świadome, ale jest łatwe, szybkie i wygodne (choć mało satysfakcjonujące, zupełnie jak junk food). Bez wątpienia trudno byłoby całkowicie z niego zrezygnować i codziennie zastanawiać się na nowo nad każdą wykonywaną czynnością – dzięki umiejętności wykonywania pewnych zadań „w tle” jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować i wykonywać bardziej złożone aktywności.

Z drugiej strony, niepoddawanie w wątpliwość wpędza nas w utarte schematy, z których niełatwo później się wyswobodzić. Gdy w dzieciństwie karmiono nas schabowym z ziemniakami, zwykle po niego będziemy sięgać w dorosłym życiu, gdy raz wbijemy sobie do głowy błędny zapis słowa w obcym języku, trudno będzie nam przestawić się na jego poprawną formę.

Przywiązując się do schematów, zamykamy sobie drogę do kreatywności, inteligencji, wyobraźni, empatii, intuicji, naturalnego flow w tworzeniu i odpowiadania na potrzeby chwili. Jeśli staramy się namalować obraz, będzie nam trudno stworzyć coś nowego, naśladując to, co już istnieje – niezależnie czy stworzył to ktoś inny, czy my sami.

Ok, dzięki takiej powtarzalności możemy wykreować (a raczej wyprodukować) niezawodny, powtarzalny w efektach produkt (i to też jest wartość), ale jednocześnie musimy przystać na utratę dostępu do części naszych możliwości – to druga strona tej samej monety. W odzyskaniu tego dostępu pomoże nam uważność.

Nie namawiam, byś od dziś zaczął realizować swój zawodowy produkt czy usługę zupełnie odwrotnie, w imię dostępu do kreatywności. 😉 Można zacząć od prostych spraw: poranne lub wieczorne rytuały wykonać w innej kolejności niż zazwyczaj, umyć zęby lewą ręką, jeśli na co dzień robimy to prawą, usiąść w innym miejscu w ukochanej kawiarni (tak, wiem – życie na krawędzi), użyć innych składników do przygotowania obiadu lub zacząć pracę w nowy dla nas sposób, tak jakbyśmy nie mieli jeszcze wypracowanego własnego work flow.

Świetne jest też ćwiczenie, polegające na próbie spojrzenia na dobrze znane miejsce oczami nowego przybysza – patrzeniu tak, jakbyśmy widzieli np. własne podwórko po raz pierwszy – uwielbiałam robić to w dzieciństwie.

Jak widzisz chodzi o naprawdę proste rzeczy – o przyzwyczajenie się do aktywnego patrzenia i odczuwania, do czujnej reakcji na dobrze już znaną rzeczywistość, nie przełączanie się (gdy nie ma takiej potrzeby) na autopilota. Dopiero gdy patrzymy uważnie, nasza reakcja jest adekwatna, kreatywna i odpowiadająca na potrzeby tej konkretnej chwili.

Inteligencja jest bramą wolności, a czujna uwaga jest matką inteligencji.
– Nisargadatta Maharaj, „I Am That”.

Także ten.

4. Dokonywanie trafniejszych wyborów

Korzystając z pełni naszych umiejętności i mając więcej danych, możemy działać rozważniej. Malcolm Gladwell pisał o tym, że intuicja – wbrew powszechnemu sądowi – nie jest wyimaginowanym zmysłem czarodzieja, ale opartą na niedostępnej dla naszego umysłu, ultraszybkiej analizie sytuacji. Według Gladwella na poziomie podświadomym odbieramy dużo więcej danych, niż jest w stanie w tym samym czasie (a bywa, że nie mamy go więcej) zweryfikować nasz mózg – podświadomie wiemy, że ktoś wydaje się nieuczciwy lub jakaś ścieżka niebezpieczna, choć nie jesteśmy w stanie podać racjonalnych argumentów na potwierdzenie tej tezy.

Dzieje się tak dlatego, że mózg potrzebuje czasu na operacje logiczne, podświadomość zaś szybciej łączy fakty i wysyła nam gotowe rozwiązanie. Wypracowując sobie uważność, dostarczamy naszej intuicji dokładniejszych danych i zwiększamy szansę na trafną, intuicyjną ocenę sytuacji.

Dokonując życiowych wyborów powinniśmy kierować się nie tylko intuicją i racjonalną analizą, ale też… znajomością siebie, o której zdarza nam się zapominać. Ten sam wybór w tych samych okolicznościach dla dwóch różnych osób może przynieść inne konsekwencje i inny poziom satysfakcji. Wcześniej mówiliśmy o tym, że uważność pozwala nam zauważać i lepiej rozumieć związki przyczynowo-skutkowe między zdarzeniami a emocjami. I to jest klucz. Żyjąc na autopilocie nie znamy siebie i nie zastanawiamy się, dlaczego coś robimy i dlaczego robimy to tak, jak to robimy. Widząc to i rozumiejąc, możemy świadomie wybrać swoją drogę i wznieść swoje życie na wyższy poziom jakościowy.

5. Głębsze relacje

Uważność przynosi też prezent w postaci głębokich i wartościowych relacji, bo opartych na rozumieniu siebie, czujnej obserwacji i empatii w stosunku do innych i… tak, także do siebie samego (bo czasem nawet ze sobą nie potrafimy współodczuwać).

Dzięki uważności widzimy prawdziwego człowieka, a nie skrót myślowy, który dla nas oznacza. Widzimy jasno że ma takie samo prawo do szczęścia jak my, i że to szczęście ma prawo definiować zupełnie inaczej. I że ta różnica nie godzi w naszą wartość (nie musimy się bronić). Tak jak nasze widzenie świata jest właściwe nam i również nie powinniśmy traktować go jako obowiązującej normy.

6. Wyłączenie oceniania

Fantastycznie choć na moment przestać być surowym krytykiem siebie, innych i świata. Te momenty wydłużają się proporcjonalnie do naszej umiejętności bycia uważnymi, aż wreszcie robimy się czujni na nasze, subiektywne przecież a udające prawdę objawioną, myśli. Zaczynamy też przyjmować to, co do nas przychodzi, nie jako dobre lub złe, ale po prostu – jako jedyne.

Uważność zmienia też postrzeganie „problemów”. Zaczynamy być świadomi, że są potrzebnym i wzbogacającym elementem życia. Widzimy jak zbawiennie wpływają na nas trudne momenty, jak wiele zmieniają i jak bardzo otwierają naszą głowę i empatię dla innych w podobnej sytuacji. Bo tak właśnie się jest. Trudno to zobaczyć z włączonym filtrowaniem rzeczywistości na wydarzenia chciane (dobre) i niechciane (złe).

7. Dystans do własnych nawyków, przekonań i wartości

Gdy znikają schematy, pojawia się otwartość. Patrząc uważnie, widzimy, że nasze nawyki, przekonania na temat siebie, świata i innych i wartości są właściwym tylko nam i zależnym od naszego bagażu, doświadczeń i możliwości poznawczych, wytworem naszego umysłu. Oczywiście nie twierdzę, że zawsze są błędne. Umysł może stworzyć coś, co jest w pełni klarownym i odpowiadającym rzeczywistości widzeniem, ale może się to zdarzyć tylko wtedy, gdy uważnie podchodzimy do założeń, które umieszczamy w fundamentach tych wniosków.

Słowem, jeśli zauważamy nasze myśli, możemy sceptycznie podejść do ich treści – często są nośnikiem nieprawdziwych sądów czy szkodliwych przekonań. To jest ok, nie mamy na nie bezpośredniego wpływu. Ale gdy przestajemy w nie wierzyć, znikają.

Nie ma sensu traktować umysłu jako omnipotentnego tworu i wierzyć we wszystkie jego sądy. Jak każde oprogramowanie, potrzebuje czasem przeskanowania w poszukiwaniu wirusów. 😉

8. Bycie w swoim ciele

Brzmi enigmatycznie, ale chodzi o to, że na autopilocie przestajemy dbać o swoje (podkreślę, że jedyne) ciało. Wyłączamy świadomość i przymykamy oczy na to, jak je traktujemy. Colę pijemy na autopilocie, papierosa wypalamy na autopilocie i wiotczejemy też na autopilocie. Nie powiesz mi przecież, że pijąc cukier z syropem glukozowym, wdychając do płuc szkodliwe związki lub obserwując wpływ siedzącego trybu życia na swój organizm, skupiasz się na tym, co właśnie się dzieje. Co to, to nie! Myślami jesteś wtedy daleeeeko, z pewnością nie tu i nie teraz.

A weź, uważnie wypij colę lub wypal papierosa. Serio, spróbuj. To bardzo dużo daje. Gdy włączasz uważność, przestajesz chcieć robić to, co Ci nie służy – to przestaje być przyjemnością. I nie jest to trudna walka ze sobą i ciągłe myśli krążące wokół dawnego nawyku (uważność to tu i teraz, pamiętasz?). Szkodliwy nawyk (jak pisze Osho) odpada od Ciebie sam, jak strup z zagojonej rany. Po prostu nie da się szkodzić sobie świadomie – nasz organizm jest na to zbyt mądry.

Oczywiście nie możesz przez cały dzień być tu i teraz. 😀 Są sfery życia, które wymagają przełączenia się w tryb analizującego umysłu (podejmowanie decyzji, praca, zadania intelektualne, czytanie, liczenie, planowanie, analiza, etc.), a dodatkowym utrudnieniem jest uzależniająca natura nawyków (hej, czy nie gadaliśmy tu już o ich zauważaniu?). Uzależnienie działa też na poziomie biochemicznym – nasz organizm potrzebuje na przykład około miesiąca, by odzwyczaić się od potrzeby dostarczania prostych cukrów. Ok, nie możemy być uważni cały czas, ale możemy wchodzić w tu i teraz, za każdym razem, gdy realizujemy szkodliwy nawyk.

Jeśli budzimy w sobie uważność, wcześniej czy później, naturalnie i bez specjalnej intencji, zaczniemy dbać o swoje ciało i, chcąc nie chcąc, porzucimy niezdrowe przyzwyczajenia, niemal na zasadzie efektu ubocznego, nie walcząc. I bez efektu jojo.

9. Wewnętrzny spokój i harmonia

Jeśli przeczytałaś o wszystkich powyższych zaletach, nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, że praktykując uważność będziemy rzadziej odczuwać stres, napięcie lub wyczerpanie psychiczne. Po części wynika to ze wszystkich punktów, o których już mówiliśmy, a dodatkowo z… zaprowadzenia porządków we własnej głowie.

Uważność to taki decluttering (sorry, nie mamy w Polsce równie celnego określenia) – wyrzucenie kilku worków niepasujących ubrań, yyy… przekonań i zrobienie miejsca dla siebie. Wreszcie jest tam miejsce na rozwijanie swojej świadomości, rozumienie więcej, większą wrażliwość. Nie ma już gonitwy myśli, koniec z fomo (i innymi niepokojami). Jest spokój.

A spokój zawsze przyciąga dobro. 🙂


A Ty?

Czy dostrzegasz już pozytywny wpływ uważności na swoje życie?

Jestem bardzo ciekawa co jej zawdzięczasz. 🙂 A może dopiero zaczynasz zgłębiać temat i przyda się więcej informacji o tym, jak ją trenować? Daj znać w komentarzu. 🙂 Pięknego dnia!

Jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’ i na Instagramie. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do grona obserwujących lub podzielisz się tym wpisem z innymi! 🙂


Inne wpisy związane z uważnością:

  • Oczywiscie, ze dostrzegam pozytywny wplyw na moje zycie. Polecam kazdemu i uwazam, ze to ze uwaznosc stala sie modna jest akurat dobre, bo dzieki temu coraz wiecej osob o niej slyszy. Ja zawdzieczam sczegolnie poprawe jakosci mojego zycia, samoswiadomosci oraz relacji. Swietny wpis! Bardzo przyjemnie sie czytalo 🙂

    • Dziękuję za miłe słowo i Twój komentarz. 🙂 Ja też bardzo się cieszę, zwłaszcza, że gdyby więcej ludzi stosowało uważność, świat byłby po prostu milszym miejscem. Przyznam, że czytam sobie czasem Twojego bloga i wydaje mi się, że podejście do życia, które tam promujesz, jest właśnie kwintesencją uważności. Napiszesz coś więcej o doświadczeniach z uważnością związanych z rozwijaniem samoświadomości? Ciekawa jestem czy miałaś na myśli taką codzienną uważność, czy może konkretne techniki lub medytacje do zastosowania w tym aspekcie.

  • Właściwie widzę same pozytywne strony uważności, bycia w chwili obecnej, odczuwania swojego ciała, doświadczania swoich emocji i każdej chwili po kolei. Powstaje wtedy niesamowity kontakt z samym sobą, a każdy moment jest przyjemnością samą w sobie. Kiedy praktykowałam uważność, nie było takiego momentu, żebym się nudziła. Wszystko było ciekawe – od wychodzenia z psem po robienie zmywarki. Teraz np. bardzo lubię w ten sposób gotować, czesać włosy czy wsmarowywać krem w paznokcie 🙂 Jednak do niedawna w moim życiu gościł głównie niepokój, dlatego jestem zainspirowana Twoim postem do wprowadzenia bycia tu i teraz do codziennych nawyków. Genialny post!

    • Uau! Ale ciekawą rzecz wychwyciłaś! Faktycznie, gdy jesteśmy uważni, nie jesteśmy w stanie nudzić się nawet przy najbardziej prozaicznej czynności.

      Sama lubię włączać sobie uważność w trakcie czynności, przy których mam skłonność do odlatywania we własne myśli (u mnie to zmywanie lub prysznic – coś mam z tą lecącą wodą :D) lub po prostu, saute, a dzięki Tobie zwrócę sobie uwagę na te bardziej nużące aktywności (u mnie to też gotowanie). Świetnie, że o tym napisałaś.

      I jeszcze jedna kwestia, o której zapomniałam napisać, a Ty zwróciłaś na nią uwagę – doświadczanie każdej chwili po kolei. No właśnie. Zwykle obraz widziany z przyszłości (czyli przeszły) zlewa nam się w całościowy kolaż, z którego trudno wydzielić konkretne elementy. A obserwując na bieżąco widzimy wszystkie składniki i delikatne przejścia tonalne między nimi.

      Jeśli mogę mieć do Ciebie pytanie techniczne, jak wprowadzasz u siebie uważność? 🙂

      • Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź! Cieszę, że mogłam się na coś przydać 😀 Jeśli chodzi o wprowadzanie uważności, pierwszą rzeczą jaką robię jest skupienie się na swoim ciele i oddechu. Tzn rozluźniam się tak, że uwaga z rozbieganych myśli przechodzi właśnie na ciało. Najpierw robię to np. po prostu siedząc (na początku tak jest łatwiej), niedługo potem również w trakcie wykonywania czynności (sprzątanie, pisanie, czytanie itd.). Kiedy wprowadziłam to w swoje życie, pamiętam, że z czasem zaczęłam czuć się tak, jakbym z danej aktywności czerpała wszystkie dostępne substancje odżywcze. Jakbym „najadała się” wchodzeniem po schodach czy czytaniem książki. Chyba musiało chodzić o czerpanie energii 🙂

        • Sprzątanie – rozumiem, ale pisanie i czytanie, przy jednoczesnym przenoszeniu uwagi z myśli na ciało? Coś mi tu nie pasuje! Akurat pisanie i czytanie to czynność czysto intelektualna. 🙂

          Najadanie się tym, co się akurat robi – jaka trafna metafora-niemetafora. 🙂 Super, to tylko dowodzi, że uważne działanie potrafi oddać nam tyle energii, ile w nie wkładamy 🙂

          • Oo, bardzo ciekawe pytanie 🙂 Przenoszenie uwagi na ciało bardzo pomaga mi w osadzeniu się w chwili obecnej na początku wykonywanej czynności. Po jakimś czasie rzeczywiście, masz rację, mocniej poświęcam uważność na np. pisaniu, jednak w trakcie przeważnie i tak cały czas czuje ciało. To, jak kreatywność z niego wypływa. Chyba przeważnie nie oddzielam czynności fizycznych od intelektualnych aż tak 🙂

          • O ile to ma jakiś sens…

  • Zdecydowanie jestem żółtodziobem w temacie i przyznam, że raczej zagłuszam siebie..ale to mi pomaga paradoksalnie.

  • Bardzo ciekawy i wartościowy tekst. Staram się od kilku lat praktykować uważność. Ogromną jej zaletą jest też to, że reagując na swoje ciało i umysł, zauważamy, co nam sprzyja, a co nie. Wyłączenie autopilota powoduje, ze wiem, ze hałas mi nie służy i dlatego unikam wielkich, głośnych przestrzeni. Zanim tego się dowiedziałam nie łączyłam np. centrum miasta z brakiem własnej koncentracji i nerwowością. To banalny przykład, ale mam nadzieję, ze rozumiesz, o co mi chodzi;-)

    Uważność łączy się też z szacunkiem, do świata i siebie.

    O uważność trzeba dbać, bo szybki świat wcale jej nie sprzyja. Uważam też, że lekcje uważności powinny być obowiązkowe od przedszkola.

    Pięknego weekendu.

    • Zauważamy, co nam sprzyja, a co nie – no właśnie! Uważność to trochę takie odnowienie relacji ze sobą, prawda? 🙂

      Też chciałabym, by lekcje uważności pojawiały się od przedszkola – i cieszę się, że zaczyna się to dziać. W jednym z londyńskich szkół podstawowych (ale w zasadzie chodzą do niej również młodsze dzieci, w wieku naszych przedszkolaków) jest wprowadzona metoda MindUp – są specjalne przerwy w ciągu dnia przeznaczone na wyciszenie i prowadzoną medytację. 🙂 Piękna sprawa! Praktyka i efekty zostały przedstawione w netflixowym dokumencie „Insaei”, myślę że by Cię zaciekawił (o ile jeszcze nie widziałaś :)).

      Pozdrawiam ciepło!

  • Natalia_21

    Piękny i bardzo wartościowy tekst 🙂 Od kiedy urodziłam synka, uważność stała się jednym z najważniejszych elementów mojego życia 🙂 Dostrzegam to czego normalnie nie zobaczyłabym 🙂

    • Mogę tylko sobie wyobrażać, ile zmieniają narodziny dziecka i jaki niepowtarzalny musi to być czas! :)) Dziękuję, że napisałaś!

  • Pod każdym z tych punktów mogłabym się podpisać rękoma i nogami, świetny wpis. Dla mnie najbardziej przełomowym odkryciem przy praktykowaniu uważności było właśnie pogłębione rozumienie. Byłam zaskoczona tym, jak wiele własnych reakcji nagle mogłam bez trudu rozpracować, jak wiele z moich zachowań przestało być dla mnie zagadką i jak to wszystko układało się w logiczną, spójną – zrozumiałą dla mnie – całość. Najwspanialsze jednak w tym wszystkim jest to, że kiedy zrozumiałam skąd wzięła się u mnie dana emocja to jednocześnie przestawałam ją odczuwać – nie umiałam już być dłużej zła, skoro zrozumiałam samą istotę tego gniewu i wszystko, co przyczyniało się do jego trwania. Dystans do emocji czy myśli pojawiał się automatycznie, a spokój stał się moim stanem naturalnym. Dla mnie była to wtedy prawdziwa magia. 🙂

    • No właśnie, to jest magia! <3 Mam bardzo podobne doświadczenia 🙂 Faktycznie zauważenie emocji od razu skutkuje jej ostudzeniem. Myślę, że dlatego, że przestajemy identyfikować ją z nami – skoro ją widzimy, nie jesteśmy nią – jesteśmy tym, co widzi. 🙂

  • Wyzbycie się potrzeby oceniania tego, co do mnie przychodzi to dla mnie zdecydowanie nr 1 na liście pozytywnych efektów medytacji i uważności:)

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Notatki z marginesów:

Miłość jest sposobem bycia. Energią emanującą z nas, gdy uwolnimy to, co ją blokuje.

- David R. Hawkins

Linki polecające:

Kod promocyjny do Bali Cafe:
2013

Czego słuchać w trakcie pracy:

Zobacz również:

Ostatnio na blogu:

Instagram