Niezbędnik listopadowego introwertyka

W listopadzie wszyscy jesteśmy po trochu introwertykami. Podejrzewam, że melancholijny nastrój tego miesiąca jest emanacją dusz wszystkich introwertyków tego świata. Chcąc nie chcąc, stajemy się refleksyjni, trochę bardziej zmęczeni i zamknięci – chłód odbiera energię i skłonność do podejmowania nadprogramowych działań…

„To chyba niedobrze?” – jesteśmy przyzwyczajeni tak o tym myśleć, ale może to po prostu przygotowanie na nadchodzącą ciszę śniegu i emanowanie własnym wewnętrznym ciepłem, gdy nadejdzie grudzień.

Niech więc w listopadzie będzie Ci dobrze. Jeśli nie siedzisz tu z kubkiem pachnącej goździkami gorącej herbaty, to proszę, zrób sobie tę przyjemność, ja poczekam. 🙂

Niezbędnik listopadowego introwertyka

1. Książki

Lepiej niż w listopadzie czyta się już chyba tylko zimą, gdy śnieg głuszy dźwięki miasta, a drzewa zamieniają się w kiczowaty krajobraz pt. „Zima”. Świetnie się składa, że w październiku oboje z K. mamy urodziny, bo to zawsze dobry pretekst do książkowych zakupów (wiedziała Mama, że najbardziej ucieszę się z urodzin w październiku!).

W tym roku na listopadowej półce czekają na mnie Sapiens” (a w zasadzie od jakiegoś czasu jestem w trakcie), Zen Habits” Leo Babauty (też już czytam, Leo oswaja mnie przy okazji z czytaniem po angielsku), Nieznośna lekkość bytu” Kundery (kolejny do niej powrót) i Jesper Juul i kilka z psychologii. Jak zawsze czytam kilka książek na raz i to moja ulubiona strategia czytelnicza – najzabawniej jest wtedy, gdy w książce A odnajduję odniesienia do książki B, autor książki B mimochodem poleca lekturę C, a w lekturze C napominają o teorii z książki A. 😀

Jest szansa, że półkę dociąży jeszcze kilka pozycji po świątecznych zakupach dla bliskich – czy Wy też naginacie zasady i zamawiacie cichaczem jakąś dodatkową lekturę dla siebie? 😛

2. Gorąca herbata

Listopad bez herbaty nie istnieje. Takiej dobrej jakości, aromatycznej i pachnącej wanilią, cynamonem, goździkami lub kardamonem. I rzecz jasna: zwykłej, gorzkiej zielonej! Dom bez zielonej herbaty jest po prostu źle zaopatrzony. Od wiosny są w mojej szufladzie Yogi Tea, z których najbardziej polubiłam: Green Tea Super Antioxidant, Pure Green i Sweet Tangerine Positive Energy.

3. Koc

Wiadomo, koc musi być. Wszak to złote połączenie z książką i herbatą. Mój jest szary, jak pogoda za oknem, miękki i otulający. Jeśli nie macie jeszcze swojego, to wiedzcie że absolutnie przesuperowe koce pojawiły się w Ikei. Mnie podoba się ten, ten i ten. Musi być przytulaśny. Szorstkim lub niegrzejącym kocom mówimy nie.

4. Jaglanka z cynamonem

Na ciepło rzecz jasna! Moją jadam przeważnie na śniadanie, choć gdy wraca się do domu po zimnym spacerze, też jest jak znalazł! Mam wersję ekspresową: gotuję na mleku roślinnym płatki jaglane (gotują się o wiele szybciej niż pełnoziarnista kasza), dodaję mrożone maliny, prażone na patelni płatki migdałów i posypuję cynamonem. Dokładny przepis znajdziesz we wpisie ze śniadaniami dla freelancerów.

5. Preppy-garderoba

W jesiennej stylówie jest wszystko, co lubię najbardziej: dopasowane sweterki, kraciaste spódnice i szaliki, dzianinowe kiecki, kryjące rajstopy, trencze i oficerki. Jak nigdy, przeglądam pinterest i Zalando z miłością w oczach. Zerknijcie tylko na te szaliki: jeden, dwa, trzy, cztery (tak, wiem – są w szalonych cenach…) i ich bardziej ekonomiczne wersje tu, tu i tu. Czas schować letnie sukienki i wyciągnąć golfy, swetry i płaszcze. 🙂

6. Kalosze

Spoko, nie musisz mieć Hunterów. 😉 U mnie sprawdzają się te z Decathlonu, sprzedawane za niecałe 50 zł jako buty jeździeckie. Żadna pogoda mi w nich nie straszna, nie straszne już też kleszcze na naszych leśnych sesjach zdjęciowych! Kalosze rozwiązują też mój wieloletni typowy problem: jak wybrać się na wędrówkę po Kampinosie, skoro przez ostatni tydzień padało i wszędzie błoto. Jestem teraz szczęśliwym wędrowcem!

7. Rok progresywny w głośnikach

The Doors, Pink Floyd, Zeppelini i wszystkie melancholijne i najbardziej psychodeliczne kawałki z lat 70. królują u mnie, gdy za oknem listopad. Jeśli miałabym wskazać płytę, najsilniej kojarzącą mi się z tą jesienną zawieruchą, byłaby to pierwsza płyta The Doors (1967) – ona JEST listopadem.

Ale posłuchaj też „Epitaph” King Crimson, „Shine On You Crazy Diamond” Pink Floyd i trochę lżejszego, choć napisanego w smutnych okolicznościach, ale i taki właśnie jest listopad, „All My Love” Led Zeppelin. A jeśli wytrzymasz kilka pierwszych minut, posłuchaj też prawie półgodzinnej suity otwierającej „Atom Heart Mother” Floydów. Ilekroć do niej wracam, na nowo zakochuję się w głównym temacie.

8. Zupa dyniowa

I inne zupy. Jesienią przepraszam się z moim największym (i najcięższym garnkiem) i miksuję zupy-kremy. Dyniowa, jako ich królowa, otwiera sezon. Przygotowuję ją z odrobiną chilli (naprawdę odrobiną!), słodką papryką i imbirem, a zjadam z grzankami przyrumienionymi na patelni. Nawiasem mówiąc, to idealny sposób na wykorzystanie czerstwego pieczywa. 😉

9. Przyprawy: Cynamon i kumin

Cynamon dodawany do kawy, do owsianki, do kruchych ciastek – do wszystkiego, smakuje jesienią wybornie. Kumin nawet z byle jakiego dania z pomidorami lub papryką robi mistrzostwo świata. Obu przypraw sypię szczodrze. Są bardzo rozgrzewające, a w dodatku uwielbiam, gdy ich aromaty rozchodzą się po kuchni.

10. Netflix

Chłód jeszcze bardziej skłania do spędzania długich, kameralnych wieczorów powoli. Co tu dużo kryć – jest klimat! Mgła, krople deszczu na szybach, te nagie gałęzie i brunatno-szary krajobraz robią swoje. 🙂 Jak wspaniale ogląda się wtedy „Stranger Things”!

Tak jak i większość moich znajomych, w taką pogodę nie wyobrażam sobie rozstania z Netflixem. Aktualnie z K. oglądamy „Mindhunter” (do którego mam trochę zastrzeżeń, ale nie jest źle), w kolejce czekają już drugi sezon „Stranger Things”, „Abstract”, ostatnie odcinki Mad Mana”, dokumenty… Nie sposób na wszystkie znaleźć czas, dlatego cieszę się na każde małe wolne. Choć ostatnio ich jak na lekarstwo – zbliżające się święta u fotografa to nie jest łatwy czas!

Poza wymienionymi serialami zobacz koniecznie Masters of Sex”, House of Cards” i The Affair”. Z dokumentów obejrzyj „Insae”. Oczywiście jeśli jeszcze nie widziałaś! 😉


Miesiąc prawdziwego ciepła

Dla wielu listopad jest sumą zimnych i deszczowych poniedziałków. Ja lubię te 30 dni w roku i nie mam nic przeciwko szalikom, spacerom w mżawie i chłodom, bo czuję, że dostaję coś więcej. Czas wyciszenia i, wbrew pozorom, ciepła – ciepła herbaty, koca, książek i ciepła wewnętrznego, którego prawdziwie potrzebuję po ekstrawertycznym lecie. Jestem ciekawa czy tak jak ja masz swój prywatny niezbędnik listopadowego introwertyka!

Bez czego nie ma listopada? 🙂


Jeśli wpis Ci się podobał i uważasz go za wartościowy, proszę, daj mi znać w komentarzu. Takie słowa są dla mnie cennym sygnałem, że treści nie trafiają w próżnię, a Zenblog zmierza w dobrym kierunku. 🙂

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu, nie zapomnij polubić Zenbloga na Facebooku i dodać blog do obserwowanych w serwisie Bloglovin. 🙂


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

  • The doors już zawsze będą mi się kojarzyć z jesiennym bieganiem 😉

  • Jak mi po drodze z Tobą z tym introwertycznej. Książki podobne. Nieznośna lekkość bytu uwielbiam:) z muzyki towarzyszy mi Tame Impala, oni są tacy inni i przestrzenni. Z garderoby swetry, swetry, swetry, za to uwielbiam jesień i przyznam się, że mam huntery, Aj;-)) zupa dyniowa króluje u nas, na zmianę z marokańską z soczewicy, czyli mój ukochany kumin, jak u Ciebie. Ja uwielbiam też kolendrę w każdej postaci. Nie oglądam seriali. Za to dużo więcej czytam. Właśnie o zen, najwięcej.

    Pięknego listopada<3

    • Agnieszka, jak fajnie, że napisałaś 🙂 Co teraz czytasz? I jestem ciekawa Twojej marokańskiej zupy!

      • Aktualnie Tchich Nhat Hahn i „spokój umysłu”. W weekend skończyłam „Zen i sztuka obsługi motocykla”. Przejmujące.
        A tu masz przepis na zupę. Ja nie daję ciecierzycy, bo jest wtedy ciut za ciężka…
        http://www.jadlonomia.com/przepisy/harira/
        Ściskam ciepło:)

        • O, to z Jadłonomii! Chyba zrobię, i też bez ciecierzycy. 🙂 Faktycznie jesz ją z daktylami jak w przepisie?

          Jeśli chodzi o książki, poczytałam sobie i zainteresowałaś mnie i jedną i drugą. „Spokój umysłu” wprowadza jakąś wartość dodaną do Tollego? Myślę, by którąś sobie zamówić przy okazji prezentów.

          • Spokój umysłu mnie rozczarował, nie treścią, ale przekładem. Czytałam wiele pozycji Hahna, po niemiecku, i bardzo mi się podobało. To wydanie polskie jest w gruncie rzeczy poradnikiem jak medytować i bardzo suchym poradnikiem. Miałam być może za duże oczekiwania.

            Książka Zen współczesnych ma bardzo dobre recenzje, chciałabym przeczytać, jest jednak trudno dostępna i nie ma ebooka.

            A zupa bez daktyli, za to z bardzo dużą ilością kolendry😋

          • Ale pisałaś o „Zen i sztuce obsługi motocykla”, że przejmująca – czy coś źle zrozumiałam?
            Daktyle ostatnio dodaję do sałatek. Nie wiedziałam, że to może być takie dobre! 😛

  • Bardzo przytulny wpis. 🙂 Ja mam z kolei urodziny w listopadzie więc zawsze mam przynajmniej jeden powód, żeby cieszyć się na ten miesiąc. 🙂 Podobnym entuzjazmem dażę też preppy-garderobę, jaglankę, książki (też czytam kilka na raz!) i seriale (Stranger Things jest niesamowity). 🙂 A poza tym nie ma dla mnie listopada bez Wszystkich Świętych – to moje ulubione święto, z tymi milionami świateł i kwiatami. Muzyka to w tym roku akurat lata osiemdziesiąte bo ostatnio na nie choruję, ale moim jesiennym niezbędnikiem jest „October Rust” zespołu Type ‚O’ Negative. No i jest jeszcze coś – uwielbiam robić sobie kąpiele dla stóp, takie ciepłe, z dodatkiem ładnie pachnącej soli. Coś wspaniałego na powroty z zimnego dworu do domu. 🙂

    • O, to i Tobie wszystkiego naj! 🙂 Widzę, że na wielu polach byśmy się dogadały. 🙂 Faktycznie myślałam, żeby wspomnieć też o Wszystkich Świętych. Właściwie to ten dzień rozpoczyna u mnie ten ciepły okres zadumy, zwolnienia i wyciszenia.

      W między czasie włączyłam sobie October Rust – niesamowicie ciekawe brzmienie, nie znałam ich wcześniej! Kojarzy mi się z nimi zespół alt+J, zwłaszcza „Every Other Freckle” z płyty „This is All Yours” – trochę jakby byli ich lżejszą, łagodniejszą wersją. Dziękuję, że ich poleciłaś. 🙂

      A kąpiele dla stóp – cóż, każdy ma swojego freaka! 😀

      • Cieszę się, że przypadli Ci do gustu, to jeden z moich ukochanych zespołów wszechczasów. 🙂 Widzisz, kolejne pole do dogadania!

        • Przyznam, że w trakcie słuchania okazało się, że podobają mi się głównie pod względem aranżacyjnym. Wokalnie za głęboki metal dla mnie, eh, eh, a żałuję. Ja to bardziej rock progresywny. Choć zdarzają się wyjątki 🙂

    • Ach, Peter Steele, moja późnogimnazjalna miłość! Choć ja katowałam głównie „Bloody Kisses” 😉

      • Och tak <3 Ja też do niego wzdychałam…

  • Piękny wstęp <3 To prawda, przyzwyczajeni jesteśmy do myślenia, że ta późnojesienna utrata energii jest czymś złym. Tak jak większość nastrojów, które nie kojarzą się z hurraoptymizmem albo produktywnością… Ja na jesieni czuję, że świat jest bardziej zgodny z moimi potrzebami, że one są bardziej na miejscu. Przesiadywać z książką pod kocem w środku czerwca jakoś tak głupio 😉 A mój listopadowy niezbędnik to lektura książki w kawiarni, świeca zapachowa pachnąca dynią i zespół Tindersticks!

    • Hahaha, to co napisałaś jest z jednej strony śmieszne, a z drugiej takie prawdziwe. 🙂 Faktycznie to jest istota – listopad po prostu odpowiada na moje całoroczne wołania. 🙂 Też najwięcej czytam w kawiarni. Nic mnie wtedy nie odrywa i nie ma nic ważniejszego, pilniejszego, wymagającego uwagi. W domu jest takie poczucie winy, czytać więcej niż godzinę? Czemu nie zrobić w tym czasie porządków, obiadu, nie popracować więcej nad zdjęciami, blogiem, marketingiem firmy… w kawiarni jest tylko książka.
      Oczarował mnie Tindersticks. Show Me Everything – piękne, w moim klimacie, podobnie jak Until The Morning Comes, dziękuję, że o nich wspomniałaś! <3

      • Bardzo się cieszę, że Ci się spodobali. Uwielbiam całą płytę „The Something Rain” z której pochodzi „Show Me Everything”, czysty listopad!

  • Monix

    Bardzo ciepły tekst o tym „najgorszym” miesiącu w roku. Mi listopad też kojarzy się z dobrą książką, kocem I zimową herbatą 🙂

    • Czyli Twoje skojarzenia też są pozytywnie 🙂 A ponoć nikt nie lubi tego cudownie ciepłego miesiąca 🙂

  • Cześć,
    Numery 2, 3 i 6 to obowiązkowe punkty.
    W tym roku zakupiliśmy z narzeczonym takie ilości różnych herbat, że nie mieszczą się już w szafce. Ale z drugiej strony, zakupy te tak szybko znikają, że ledwo narażamy z ich uzupełnieniem.
    Pozdrawiam,
    Kasia

Kim jestem?

Aneta Kicman

Połowa duetu fotograficznego YOURSTORY.PL, freelancerka, absolwentka filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram