Miesiąc w skrócie | Wrzesień-październik 2017

Cześć!

Jak widzicie, Zenblog odrobinę odświeżony. 🙂 Poza czcionką i kolorystyką paska u góry, podpięłam do menu podkategorie – mam nadzieję, że teraz o wiele łatwiej będzie Wam znaleźć wszystkie treści. Tymczasem zapraszam na wspomnienie września i października!

Fotografia i praca

Wrzesień i październik zrobiły nas na szaro! Padało tak dużo, że niektóre sesje musieliśmy przekładać kilkukrotnie. Tym razem piękna, złota jesień przyszła dopiero w listopadzie. 🙂 I została przez nas wykorzystana w stu procentach: rześkie powietrze, jesienne promyki słońca, złoto w tle – mamy! <3

Sesje o każdej porze roku są piękne (nie mogę doczekać się tych zimowych, w śniegu!), ale jesień… ma w sobie coś tak pięknego, tajemniczego i subtelnego, że ujmuje mnie jak żadna inna pora.

Tę sesję zrobiliśmy jeszcze w październiku:

Robiliśmy już zdjęcia o każdej porze roku, ale to jesienne światło nieustannie nas zachwyca… 🍂 A&B 🙂 | WWW.YOURSTORY.PL

Opublikowany przez Yourstory.pl na 2 października 2017

Na tych ostatnich, najzimniejszych sesjach, których tak wyczekiwaliśmy wystąpiły przed naszymi obiektywami prawdziwie dzielne Pary. Takie, z którymi można konie kraść i którym żadne chłody nie przeszkadzają w generowaniu ciepła uśmiechami i przytulańcami. Ale jesteśmy wdzięczni za takich superludzi! 😀

Tak to jest, że ostatnie ujęcia z sesji są często tymi, w których zakochujemy się na zabój. 😍 Matylda, Maciek – dzię…

Opublikowany przez Yourstory.pl na 5 listopada 2017

Zakończyliśmy też nasz tegoroczny sezon ślubny – chyba najbardziej symbolicznie do tej pory: tańcem do „naszej” piosenki, puszczonej zupełnie przypadkiem w momencie, gdy spakowaliśmy swój sprzęt i mieliśmy wychodzić. Nie mogliśmy sobie odmówić tej przyjemności. 🙂

A kiedy kończą się śluby, to znaczy, że trzeba dodatkowe moce poświęcić obróbce, bo to sfera, w której zawsze potrzebne są dodatkowe godziny, zwłaszcza przed zbliżającymi się świętami. Więc siedzę i obrabiam i nawet nie Instastoruję efektami, bo czasu brak. Oddaliśmy już większość tegorocznych materiałów, a na wykończeniu kolejne – staram się, jak mogę, żeby wszystko było jak najszybciej.

Tym razem leśno i tajemniczo z Gabrielą i Adamem. Zabrali nas w piękne miejsce! <3 🌳

Opublikowany przez Yourstory.pl na 7 listopada 2017

Przy okazji cieszę się, bo do grona naszych Par 2018 dołączają kolejni, PRZEFANTASTYCZNI ludzie. Bo wiecie: robienie zdjęć jest super, to piękna praca, ale kocham ją za żywe, prawdziwe emocje, a do ich krzesania potrzebni są ludzie równie prawdziwi. 🙂 Nigdy nie wiemy jak u kogo będzie i zawsze z lekką tremą ruszamy na przygotowania, ale już teraz czuję w sercu, że w 2018 znajdziemy nad wyraz wiele dobra, empatii, radości, piękna… i już trochę za tymi emocjami tęsknię. 🙂

PS. Kiedy nasze Panny Młode śmigały z gołymi ramionami, ja wyglądałam tak: 😀

Relaks i życie prywatne

Podsumowując na własne potrzeby ostatnie miesiące, zastanawiałam się: „to ja mam jakieś życie prywatne”? Tak naprawdę przeżyliśmy przez te dwa ostatnie miesiące dużo dobrego, tylko w pamięci, jakby pod naporem przepracowanych godzin, ten czas został upchnięty na mniejszej przestrzeni.

Wreszcie byliśmy na salsie!

Jak miło móc powiedzieć, że naszą jedyną aktywnością we wrześniu i październiku nie było czytanie w kawiarniach! Chodź dalej czytamy w nich na potęgę, to wreszcie udało nam się wyjść z nich przed 23 i dotrzeć na salsę.

Ten taniec zajmuje szczególne miejsce w naszej znajomości, i choć nie jesteśmy już stałymi bywalcami salsotek, to ile razy uda nam się wpaść, to przypominają nam się dawne czasy i ekscytujemy się, że wcale nie jesteśmy tacy starzy. 😉 Nowe jazzówki już przyszły. <3

Świętowaliśmy urodziny

Moje od urodzin K. dzieli zaledwie 7 dni (i kilka lat ;)). Co roku obchodzimy je biorąc zupełne wolne od wszystkiego. Spędzamy czas w Warszawie i tradycją stało się śniadanie na mieście, spacery i odwiedzanie miejsc, na które rzadko kiedy w ciągu roku mamy czas. To jak wakacje, ale we własnym mieście.

W tym roku pierwszy raz od dawna, nie mogliśmy sobie pozwolić na cały dzień laby, ale wiecie jak to jest: gdy mamy mniej czasu, jeszcze bardziej go doceniamy. 🙂

Moje urodziny były tym razem okrągłe i powiem Wam jeszcze, strasznie to dziwnie przejść taką (nawet wyimaginowaną) granicę – jeszcze nigdy nie byłam tak zbita z tropu jak pierwszego poranka w wieku 30 lat. 😉 Aha, i jeszcze jedno! Dostałam mój wymarzony kwiatek!

Byliśmy na targach planszówek na Narodowym

Planszówki mają jeden minus: niewiele z nich nadaje się do rozgrywki w dwie osoby, a jeszcze mniej czyni tę rozrywkę dalej interesującą. W przypadku gier dwuosobowych do wyboru mamy głównie te najmniej skomplikowane taktycznie lub odwrotnie – bardzo rozbudowane, drogie i z kilkunastostronicową instrukcją obsługi.

Ale znaleźliśmy ją! Nazywa się „Najemnicy”, instrukcję można opanować w 3 minuty (karty i aktywności są intuicyjne), a ideę rozgrywki w 10 minut. Kosztuje koło 50 zł i pozwala na około 30-minutową rozgrywkę. Tak się przy niej zasiedzieliśmy w Green Caffe, że spędziliśmy tam trzy godziny.

„Najemnicy” mają trzy części, o różnym stopniu negatywnej interakcji (możliwościach burzenia strategii przeciwnikowi), do rozgrywki wystarcza jedna, ale każde dodatkowe pudełko zwiększa możliwości – Kamil już wysłał list do Świętego Mikołaja. 😉

Drugą grą, którą kupiliśmy przy okazji Targów, jest „Tactic – Założysz się” – typowa gra towarzyska (od 3 do 6 osób). Zadaniem gracza jest wykonanie zadania (fizycznego lub intelektualnego), zwykle na czas, a pozostałych uczestników, ocena jego szans w danym zadaniu. Coś jak wyzwania, ale wiecie, takie sympatyczne i z głową. Wypróbowaliśmy już ze znajomymi i jest radocha. 🙂

Zjedliśmy ostatnie lody w Vegestacji przy Puławskiej

ALE! W nowym sezonie to cudowne miejsce otwiera się w nowym, większym miejscu! Rozmawialiśmy z właścicielką i ma być super – stoliki wewnątrz, naleśniki (oczywiście, jak lody, wegańskie) i dużo dobrego! Nie możemy się doczekać, dosłownie!

Inne wegańskie miejsca w Warszawie

Apropos naleśników, nowością był Bar Stołeczny przy Poznańskiej – wreszcie jadłam prawdziwe naleśniory z twarożkiem i owocami, z polewą czekoladową. 🙂 Smak dzieciństwa! Do tego kompocik i kraciaste obrusy. Bardzo polecam.

Nie możemy żyć już bez Chwast Foodu, Mezze i Vegan na Moliera. Jeśli chcecie więcej o tych miejscach, zajrzyjcie do poprzednich podsumowań (Pasek menu > Zwykłe życie > Podsumowania).

Kamil w swoje urodziny zarządził jednak wyprawę na wegańskiego schabowego do Lokal Vegan Bistro. Może schabowych, nawet wegańskich, nie lubię, ale uwielbiam ich sałatkę „Jerusalem”. Natchnęli mnie i teraz sama dodaję daktyle do ulubionej sałatki i w ten sposób stworzyłam życiowe, sałatkowe arcydzieło. Aż chyba kiedyś pokażę tę sałatkę na blogu.

Przy okazji urodzin Kamila wpadliśmy też do drugiego oddziału Lokal Vegan Bistro – Lokalu Dela Krem. Jeśli będziecie tam w dniu, gdy już cokolwiek od rana jedliście, nie zamawiajcie więcej niż jedno ciacho na dwie osoby – kawałki są ogromne i bardzo, bardzo sycące. Zamówiony sernik może nie był najlepszym ciastem na świecie, za to czekoladowe tortowe podbiło nasze serca kubki smakowe.

Na skromniejsze wypady polecam też cały czas Green Caffe Nero, dają kawę na sojowym i wegańskie kanapki, z głodu nie umrzemy. 🙂

Książki

Trochę ze względu na urodziny, trochę na deszcz za oknem, zrobiliśmy kolejne zakupy książkowe. Oniemiałam z wrażenia, jak wielkie są różnice w cenach między tanimi księgarniami internetowymi. Jeśli chcecie wiedzieć, gdzie najlepiej robić zakupy książkowe, wszystkie opcje wraz z adresami wypisałam w poście „Jak oszczędzać na książkach. 19 sposobów na tanie czytanie”.

„Sapiens”

To jedna z najbardziej inspirujących książek, jakie ostatnio czytałam i nie wiem, czy nie wybrałabym jej moją prywatną książką roku. Autor stara się odpowiedzieć na pytanie: dlaczego, kulturowo, jesteśmy tacy, jacy jesteśmy – co na tym zaważyło i jak to się stało, że właśnie nasz gatunek człowieka (czy nie brzmi to dziwnie?) zapanował nad światem – chciałam ubrać to w cudzysłów, ale w zasadzie tak właśnie było.

Nadal jestem w jej trakcie, bo ma ponad pół tysiąca stron, a ja uwielbiam czytać wszystko na raz. 🙂

„Zen Habits”

Zaczęłam angielską wersję „Zen Habits” Leo Babauty – cenny narzędziownik do zmiany. Czytam w wydaniu ze słownikiem, ale wbrew oczekiwaniom nie jest mi potrzebny zbyt często. Słownictwo jest proste, a tę konkretną książkę warto poznać w wersji z pominięciem tłumaczy. O emocjach, produktywności, potrzebach po angielsku mówi się po prostu sprawniej.

„Siła czy moc” i „Przekraczanie poziomów świadomości”

Z polecenia Leszka Możdzera zainteresowałam się książkami Hawkinsa. Z samą koncepcją zbiorowej świadomości, do której mamy otwarty dostęp, można się nie zgadzać, ale trudno odmówić Hawkinsowi celności w określeniu czegoś, co nazywa poziomami świadomości.

Mowa o etapach, które przechodzimy (a czasem pomijamy) na drodze do wewnętrznej dojrzałości. Przykładowo, trochę gorzej rozumiemy rzeczywistość na poziomie winy (co swoją drogą idealnie zazębia się z ideami rodzicielstwa bezwarunkowego, ale o tym niżej), trochę lepiej na przykład na poziomie akceptacji. Pytanie gdzie na tej drodze są takie odczucia jak zaufanie, zrozumienie, pragnienie, żal, wybaczenie, duma, pogoda ducha i jak przeskoczyć z jednego poziomu do innego (czy raczej jak wprowadzić się w te wyższe stany, by doświadczać w życiu jak najmniej negatywnych emocji i jak najmniej dawać ich innym).

Rodzicielstwo bezwarunkowe – miks książek

Wspomniałam wyżej o koncepcji rodzicielstwa bezwarunkowego (wychowania bez kar i nagród, nie mylić z wychowaniem bezstresowym). Czytam na ten temat już od jakiegoś czasu, ale dochodzę do wniosku, że warto częściej mówić o tych książkach, bo są po prostu niezmiernie ważne – i dla naszego zdrowia psychicznego i dla zdrowia psychicznego dzieci w naszym otoczeniu.

W zeszłym podsumowaniu polecałam książkę „Wychowanie bez kar i nagród” Alfiego Kohna. Dołącza do niej także cieniutka książeczka „Zamiast wychowania”, stanowiąca zapis rozmowy z Jesperem Juulem – terapeutą, autorem książek i propagatorem wychowania dzieci w szacunku, akceptacji i poszanowaniu dla ich potrzeb.

Obecnie czytam zaś „Wystarczająco dobrzy rodzice” Brunona Bettelheima, obiecuję, że podzielę się wrażeniami.

Od razu mówię – to nie są książki tylko dla rodziców, to książki o poszanowaniu dla drugiego człowieka, które powinien przeczytać każdy. Wymówka „nie lubię poradników” w tym przypadku nie działa, to zbyt ważna wiedza, by można było ją pominąć…

Seriale

„Mad Man”

W tym serialu o wiele więcej dzieje się w tle, niż na pierwszym planie, i za to go tak lubię. Scenarzyści nie mogli zaproponować lepszej przykrywki do opowiadania o zmianach społecznych, obyczajowych i mentalnych niż agencja reklamowa z Madison Avenue.

Ale „Mad Man” to nie tylko życie pracowników kreatywnych, to też losy ich żon, dzieci, rodzin i osób, które znalazły się w ich zasięgu. Wszystko na przestrzeni lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Bardzo ciekawy serial, w dodatku podany w świetnej oprawie wizualnej.

„Mindhunter”

To serial od którego oboje z K. nie mogliśmy się oderwać (mimo nienajprzyjemniejszych emocji, z jakimi nas zostawiał). Opowiada o agencie FBI i jego niecodziennej pracy nad zgłębieniem sposobów myślenia seryjnych morderców.

W skrócie: późne lata siedemdziesiąte, agent Holden zajmuje się pracą negocjatora policyjnego. Odnosi (względne) sukcesy, ale szuka sposobu zapobiegania morderstwom. Dlatego rozpoczyna rozmowy z najgroźniejszymi i najokrutniejszymi seryjnymi mordercami, by poznać wyzwalacze ich działania.

Serial został stworzony jako luźna (bardzo luźna) adaptacja książki pod tym samym tytułem, książka zaś jest oparta na autentycznych wydarzeniach i postaci agenta FBI, który zapoczątkował badania nad psychiką seryjnych morderców.

Co mogę Wam powiedzieć – nie jest to najprzyjemniejszy serial – charaktery morderców i ich zbrodni szokują, tym bardziej, że nie są imaginacją scenarzysty. Jeśli to Was uspokoi, wizualnie nie ma w nim wielu momentów, w których chce się odwracać oczy – może z wyjątkiem pojawiających się w rękach głównych bohaterów zdjęć z miejsc zbrodni.

Mimo wszystko: sfera psychologiczna postaci na pierwszym planie, nawiązanie do prawdziwych wydarzeń, postaci i odkryć – czy jeszcze trzeba Was zachęcać?

Rekomendacje Zenbloga

W ostatnich miesiącach czasu na czytanie niemal brak, ale mimo to mam dla Was kilka wyjątkowych linków. 🙂 Mam nadzieję, że będą dla Was wartościowe!


A jak Tobie mija jesień? 🙂

Co ciekawego robiłaś w ostatnich miesiącach, co odkryłaś? Co polecasz do obejrzenia, zobaczenia, ugotowania i przeczytania? Będę wdzięczna za Twoje rekomendacje! <3

A jeśli jesteś z Warszawy, może wiesz gdzie w miłej atmosferze, przy smacznej herbacie/kawie, poczytać można fajne czasopisma, jak „Zwykłe Życie”? Nasza lokalna biblioteka nie zdała egzaminu pod względem dostępności magazynów tego typu.

Więcej wrześniowych i październikowych zdjęć znajdziesz jak zawsze na moim Instagramie.


Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu, nie zapomnij polubić Zenbloga na Facebooku i dodać blog do obserwowanych w serwisie Bloglovin. 🙂
I proszę, daj znać o sobie w komentarzu. Zawsze jestem ciekawa, kim jesteś. 🙂


We wrześniu i październiku na Zenblogu ukazały się:

  • Wyobrażam sobie Twoją jesień – jakiś taki spokój bije z tego wpisu. Zazdroszczę Ci trochę tej możliwości zatracenia się w pracy. Bardzo lubię ten stan, kiedy teoretycznie jesteś zajęta, ale spędzasz długie godzin na czymś, co lubisz, w domu, tak jak Ci odpowiada. Nie wiem, czy potrafię to właściwie opisać, ostatni raz doświadczyłam podobnego uczucia na studiach, gdy spokojnie i metodycznie przygotowywałam się do sesji. Chyba powinnam zostać freelancerem. 🙂

    Jeszcze raz życzę Wam obojgu wszystkiego najlepszego, wiele ciepła w życiu prywatnym, spełnienia w życiu zawodowym i spełnienia marzeń. 🙂 Nie wiem, jak Ty to robisz, ale nigdy nie powiedziałabym, że masz 30 lat! Myślałam, że jesteś sporo młodsza ode mnie. 🙂

    • Haha, cieszę się, że zrodziłam w Twojej głowie taki ciepły obraz freelancingu, niemal jak hygge! 🙂 Przyznam, że trochę niechcący, bo w rzeczywistości jesienią bliżej mi do pracoholizmu niż do hygge – praca nocami, w nerwach czy ze wszystkim zdążymy i ledwo nadążanie za swoimi planami (które NIE MOGĄ się przesunąć). A kiedy nadganiam, to pojawia się myśl „niemożliwe, może o czymś nie pamiętam!”. 😀 Jak pisałam: czas przedświąteczny.

      Bardziej hygge będzie po Nowym Roku. Wtedy, owszem, pracuję, bo zawsze jest coś do zrobienia (choćby własne zdjęcia, nie mówiąc już o marketingu i uzupełnianiu firmowego bloga), ale już właśnie spokojnie i miarowo, tak jak piszesz. 🙂 Ach, już nie mogę się doczekać! Uwielbiam ten czas!

      Dziękuję w swoim i mojego K. imieniu za życzenia 🙂 I za niespodziewany komplement 🙂

      • No to trzymam kciuki za to, żeby wszystko potoczyło się gładki i żebyś już niedługo cieszyła się tym spokojnym czasem. 🙂

  • Do mojego gustu bardzie przemawiala zielona kolorystyka ale ja uwielbiam zielen wiec moge nie byc obiektywna 😀

    • Ja też, choć kiedyś, dziwne, nie lubiłam. Dziś mnie uspokaja 🙂 Ale dalej będzie jej wiele na zdjęciach 🙂

  • Zainteresowałaś mnie książką „Sapiens”. Zgadzam się, ze Zen Habits przyjemniej dużo czyta się po angielsku. Lektura Bruno Bettelheima to jedna z najcenniejszych książek, jaka czytałam. Dużo zmieniła we mnie samej. On napisał też prwną maleńką książeczkę o tym, jak rozumieć teorię Freuda i że samemu Freudowi zrobiono ogromną krzywdę tłumaczeniami jego dzieł na angielski, gubiąc dużo właściwych sensów jego pism.
    Przeczytałam ostatnio „twórczą odwagę”, braci Kelly. O design thinking. Jest absolutnie fascynująca, polecam Ci serdecznie.

    Jestem od października w domu i dla mnie teraz wielkim wyzwaniem jest zorganizować się, dlatego odkryłam lektury Briana Tracy i jestem miłe zaskoczona. Proste mądrości i życzliwie opakowane. Motywujące.

    Ćwiczę fotografowanie. Po prostu wszędzie zabieram aparat. I bardzo to lubię.

    Pięknego weekendu.

    • „Twórcza odwaga” bardzo mnie zainteresowała, jak wiesz mój temat. 🙂 Tyle ciekawych rzeczy… ostatnio aż było mi przykro gdy kładłam się spać spać – tyle się dzieje, tyle do zgłębienia, a tu spać czasem trzeba. Jak to, dlaczego, po co!

      Co do Bettelheima, znam tylko jego teorię dot. dziecięcych bajek (bo studia), do książki o wychowaniu dopiero się dorwałam. Bardzo, bardzo wartościowa, na który fragment nie trafię (bo nie czytam jej na razie od deski do deski).

      Brian Tracy – aż mam sentyment, bo czytywałam jego książki gdy zakładałam firmę sześć (o kurcze, prawie siedem!) lat temu. Teraz jakoś jest dla mnie za bardzo „jestem zwycięzki”, choć dalej wracam sobie do „Samodyscypliny” gdy brakuje mi kopa. Gwarantowany, naprawdę. 🙂

      Podglądam sobie Twoje zdjęcia na Instagramie (i oczywiście blogu, super że Twoje, autorskie!) i bardzo pięknie robisz. 🙂 Widać że lubisz gdy jest jasno i delikatnie, zupełnie inaczej niż ja – ja lubię subtelności w cieniach. I szykuję dwa poradniki o foto na Zenbloga (tylko kiedy skończyć!). Mam nadzieję, że w grudniu będzie też trochę oddechu i jeśli tak, to możemy odnowić tradycję naszych fotograficznych live’ów. Jeśli będziesz mieć ochotę, ja chętnie!

      Tymczasem pięknej niedzieli i Tobie. 🙂

  • Ja też się ostatnio zabrałam za „Mad Men”. Wróciłam do serialu po kilkuletniej przerwie (poprzednio przerwałam oglądanie gdzieś w połowie drugiego sezonu) i teraz delektuję się jego powolnym tempem i przepysznie dopracowanymi detalami. Ma dobry klimat na jesień 🙂 Bardzo dziękuję za rekomendację tekstu! I przesyłam spóźnione życzenia z okazji urodzin – jakie uczucia wywołuje w Tobie przekroczenie tej granicy wieku? Pytam, bo moja też już całkiem niedaleko (rok z haczykiem) i nie mogę się jej już doczekać 😀

    • Dziękuję za życzenia – granica, hm… u nas była przekroczona już kilka lat temu, przez mojego partnera. I wtedy mówiłam, że eeetam, to przecież czysta fikcja, kulturowość, abstrakt. I nawet zapomniałam w urodziny, że to te okrągłe. Ale jak następnego dnia sobie przypomniałam, to jednak trochę mnie tąpnęło. Bo niby granica, ale za drugie tyle będziesz mieć 60, a potem 90, ciekawe czy dożyjesz, a w ogóle to nie ma czasu, a jeszcze tyle do zrobienia! 😀 Ten klimat. 😉

      • No tak, ja też będę miała przedsmak u partnera, choć między nami tylko kilka miesięcy różnicy 🙂 I w sumie z tą poprzednią okrągłą rocznicą (25 lat, więc ćwierćwiecze!) było podobnie jak u Ciebie. Mój mąż strasznie to przeżywał, popsuł mu się humor, a ja zupełnie nie rozumiałam, z czego to wynika. Ale w dniu, kiedy sama kończyłam 25 lat, ogarnęła mnie egzystencjalna groza 😀

  • Cześć,
    A czy znasz grę Rój? Też dwuosobowa i jest trochę jak lepsza wersja szachów.
    Często gramy z narzeczonym, choć jest ode mnie dużo lepszy 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

Kim jestem?

Aneta Kicman

Połowa duetu fotograficznego YOURSTORY.PL, freelancerka, absolwentka filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Ostatnie posty

Tagi

Najpopularniejsze posty

Czego słuchać w trakcie pracy?

Instagram