Nie wszystko złoto, co się świeci | 5 pomyłek na drodze do samorozwoju

Są takie koncepcje, które wydają nam się idealnym systemem operacyjnym na życie, ale w rzeczywistości tylko sprytnie go imitują. Co więcej, są nawet takie emocje i odczucia, które lubimy w sobie pielęgnować, bo uznajemy je za korzystne dla nas albo „właściwe” społecznie i kulturowo, a w rzeczywistości są one naszym koniem trojańskim i przyczyną wielu zgrzytów i problemów.

Dziś będzie właśnie o pięciu typowych pomyłkach na drodze do samorozwoju. 🙂

1. Idealizacja perfekcjonizmu

Chyba każdy z nas musi znaleźć się na etapie życia, na którym ambicja i ciągłe osiąganie coraz to dalej postawionych celów jawią się jako prosta droga do spełnienia. Dalej, więcej, a przede wszystkim lepiej stają się celami samymi w sobie, aż w końcu zapominamy, że chodziło nam o szczęście. Tymczasem zdobywanie uzależnia, a pojęcie nasycony perfekcjonista to oczywisty oksymoron. Perfekcjonizm to w zasadzie ciągłe pragnienie.

Perfekcjonizm tak często mylimy z dbałością o jakość. Ile razy czytałam w sieci artykuły o rzekomych zaletach perfekcjonizmu, które okazywały się zaletami skrupulatności, rzetelności, pracowitości. Wydaje się, że osoby o tej cesze charakteru należą do grona ludzi sukcesu, którym niczego nie brakuje. Perfekcjonizm jest tak bardzo ę-ą, że w zasadzie nawet wypada się nim chwalić, podobnie jak wieczną zajętością i odhaczaniem punktów z modnych Bucket List. Wtedy czujemy się ważni, zwłaszcza jeśli nasze dokonania są mierzalne i efektownie wyglądają na zdjęciach.

Tymczasem perfekcjonizm oznacza fundamentalne problemy z przynajmniej dwoma rzeczami: kończeniem tego, co zaczęliśmy (finalizacja pracy wiąże się wszak z jej oceną, choćby przez nas samych, i dojmującym poczuciem, że jej efekty nie są wystarczająco dobre) i kompleksowością widzenia (skupiając się na detalu, tracimy z oczu pełen obraz).

Przeczytaj, jeśli chcesz więcej: Zrobione jest lepsze niż doskonałe.

2. Idealizacja dumy

Bycie dumnym brzmi tak godnie. Bycie dumnym rodzicem, Polakiem, chrześcijaninem, kibicem, przedstawicielem jakiejś grupy społecznej. W dodatku, jeśli nie potrafimy znaleźć powodu do dumy w owocach własnej pracy, z powodzeniem możemy być równie dumni z osiągnięć innych ludzi, z którymi łączy nas czasem mniej, czasem więcej, ale z rzadka wspólne dokonania.

Już samo poczucie dumy jest już społecznie nagradzane – zostaniemy ocenieni pozytywnie nie tylko, jeśli weźmiemy udział w chwalebnym przedsięwzięciu, ale również jeśli po prostu będziemy identyfikować się ze sprawcą i ogrzejemy się w jego chwale. Poczucie dumy jest więc bardzo łatwą do osiągnięcia przyjemnością naszego ego.

Niestety duma ma tę wadę, że równie łatwo ją urazić. 🙂 Ludzie dumni są przewrażliwieni na punkcie swojego oczka w głowie, w końcu ich poczucie własnej wartości jest oparte właśnie na nim, a niekiedy tylko na nim.

Duma jest o tyle niebezpieczna, że przysłania klarowne widzenie – pozwala operować wzniosłymi słowami i czuć się dobrze, nie zauważywszy, że zaczynamy polaryzować rzeczywistość i ludzi, hołdować kulturowo wytworzonym koncepcjom i… odczuwać pogardę. Pewnie teraz oburzacie się nieco na to mocne słowo, ale w istocie pogarda jest nieodłączną częścią dumy, jej drugą stroną, awersem, którego nie potrafią ukryć bardziej prymitywne jednostki, a który umiejętnie skrywają (często nawet przed sobą) osoby o wyższej kulturze osobistej, nauczeni już, że odczuwanie pogardy wcale nie świadczy dobrze o człowieku.

Pobudzanie dumy może być też narzędziem w manipulowaniu innymi – dzieckiem, partnerem, a nawet całymi społeczeństwami. Za jej pomocą można spajać społeczeństwa (co jest jednym z głównych celów państwowości), ale też przeciwstawiać ich interesy interesom innych grup społecznych, etnicznych, narodowości, etc.

No i najgorsze. Wyżej pisałam o tym, że czując dumę tracimy umiejętność klarownego patrzenia. Nie dość, że nasze spojrzenie na zewnątrz zaczyna rozmijać się z prawdą, to nasze spojrzenie do środka, też zaczyna się od niej oddalać. Czując się dumni, nie potrafimy spojrzeć z dystansu na swoje przekonania, zachowania, cechy, w obawie przed utratą poczucia własnej wartości. Arogancja i zamknięty umysł są więc naturalnym system obronnym.

Przeczytaj, jeśli chcesz więcej: Jaka jesteś i dlaczego to nieprawda?

3. Idealizacja nagradzania

Zdaje się, że jeśli nie będziemy karcić dzieci, a jedynie nagradzać je za dobre zachowania, staniemy się empatycznymi i skutecznymi rodzicami, jeśli zaś będziemy obiecywać sobie nagrody za skrupulatne wykonywanie zadań, przeistoczymy się w mistrzów produktywności. Otóż niestety. 🙂 Jesper Juul i Alfie Kohn napisali kilka świetnych książek o tym, że w systemie regularnego nagradzania brak nagrody w rzeczywistości staje się… karą, a jedyną szansą na traktowanie innych i siebie samego z szacunkiem jest rezygnacja z ciągłego oceniania.

Kategoria winy, sądu i oceny jest jedną z największych bujd na tym świecie i naprawdę łatwo to wykazać, jeśli tylko poważniej zastanowimy się nad tymi pojęciami i ich wartością dla naszego życia. Z pozoru wydaje się, że bez kary nie jesteśmy w stanie niczego się nauczyć. Czy jednak na pewno? Jeśli nie jesteśmy karani (lub nie karzemy innych), pojawia się… (niespodzianka) zupełnie naturalna przecież odpowiedzialność i proste konsekwencje.

Jeśli poczuliście się kiedyś w jakiś sposób ukarani (przez rodzica, partnera, kogoś innego), zapewne samo uczucie krzywdy i niesprawiedliwości (sztuczną karę zawsze odbierzemy jako niesprawiedliwość, którą w istocie jest, nie jest przecież naturalną konsekwencją) utkwiło w Waszej pamięci, ale za nic nie możecie sobie przypomnieć za co wymierzona została ta kara lub prztyczek, a jeśli możecie, zapewne i tak pamiętacie, że mieliście swoje powody by tak działać (niewiedza, nieumiejętność poradzenia sobie z emocją, etc. etc.). A przecież ideą kary jest utrwalenie świadomości złego zachowania – coś jest więc nie tak, bo albo ta świadomość już była, ale okoliczności nie pozwoliły postąpić inaczej, albo i tak nie została utrwalona.

Pytanie więc, czemu tak bardzo chcemy stawiać się w roli sędziego wobec innych? Czy może dlatego, że miło jest poczuć się trochę lepszym od osób, których zachowanie zamierzamy oceniać? Niestety kara nigdy nie wiąże się z szacunkiem wobec drugiej osoby i wobec jej patrzenia na świat, jej możliwości czy stanu wiedzy.

Ciągłe ocenianie siebie też przynosi pewną satysfakcję. Niektórzy zrobią wiele, by udowodnić sobie (i innym) swoją beznadziejność. Negatywna ocena nie sprzyja działaniu, jest więc wygodna i w pewien sposób bezpieczna. Omnomnom! Ego nakarmione.

Przeczytaj, jeśli chcesz więcej: Nagradzanie w dążeniu do produktywności.

4. Idealizacja intelektu

Mózg jest najbardziej seksowną częścią ciała człowieka, zgadzam się. 🙂 Ale też ma swoje ograniczenia, na przykład generuje strach i hamuje przed działaniem. Podejmowanie decyzji przy jego pomocy jest super, ale jeśli tylko brak nam danych lub czasu do analizy, możemy zatrzymać się i długo nie posuwać swojego życia do przodu.

A przecież mamy jeszcze jedno świetne narzędzie do oceny sytuacji – intuicję, a jeśli zapomnieliśmy już, jak jej używać, możemy rozwinąć tę umiejętność na nowo. Korzystanie wyłącznie z intelektu znacznie zubaża operacje prawej półkuli mózgu – tracimy zdolność improwizowania, kreowania (możemy tylko odtwarzać), słuchania swojego ciała, wsłuchiwania się w swoje własne potrzeby, czy w ogóle: zauważania tego, co niemierzalne (np. tych swoich zalet, którymi nie można pochwalić się w CV).

Wadą wyłącznie rozumowego podejścia do życia jest też przeintelektualizowanie (skupiając się na detalicznej analizie, nie patrzymy kompleksowo – możemy przegapić najlepsze rozwiązania!) i racjonalizacja działań. Cokolwiek nie zrobimy, jakkolwiek się nie zachowamy, intelekt już racjonalizuje nasz wybór, nawet jeśli był całkowicie nietrafny! Mamy też tendencję do odrzucenia koncepcji, których nie potrafimy objąć rozumem.

Przeceniając umysł zdarza nam się też nie zauważać, jak negatywny wpływ na nasze funkcjonowanie ma jego nieustanna praca. Niektórzy nigdy nie odkładają go na półkę, a ich myśli ciągle zajęte są analizowaniem, ocenianiem, przewidywaniem, rozliczaniem. To operacje na przeszłości i przyszłości, generujące często poczucie straty (wobec przeszłości) lub niepewność (o przyszłość), przy których rzadko starcza czasu na bycie tu i teraz.

Przeczytaj, jeśli chcesz więcej: 5 przeszkód, które blokują Cię przed twórczym działaniem w życiu, sztuce i biznesie.

5. Idealizacja zasad

Zasady, podobnie jak kary i nagrody, są sztuczne (są wytworem intelektu) i nigdy nie związane z naturalnością, życiem. Świetny przykład to modne ostatnio napisy na ścianach: „w naszym domu się nie złościmy, nie krzyczymy”. A co, jeśli nie potrafimy poradzić sobie z tymi emocjami? Co jeśli ktoś bliski umiera, czy wtedy też nie możemy się złościć?

Zasady są z definicji niezwiązane ze sprawiedliwością. Podobnie z resztą jak koncepcja kar i nagród, z którą się wiążą – bo co, jeśli ktoś złamie wyznaczoną przez nas zasadę? Czy mamy prawo go ukarać? A jeśli nie, co ile tak naprawdę znaczą nasze zasady? Obowiązują czy jednak nie? Pojawia się też kategoria dumy: czy jeśli ktoś nie stosuje się do zasad, które wyznaczyliśmy, występuje przeciwko nam?

Są z kamienia, nie można dostosować ich do życia, które ze swojej natury jest nieprzewidywalne. Niemożliwością byłoby wymyślić spójnego systemu zasad, opisującego każdą hipotetyczną możliwość, i widać to choćby w dziurawym systemie prawa.

Nie chodzi o to, by w ogóle z nich nie korzystać (podobnie jak można swobodnie korzystać i z intelektu czy nagradzania), ale o to, by nie wierzyć w nie, zamiast w wartości. W końcu uczciwe wyjście nie zawsze i nie w każdej przestrzeni zgodne jest z literą prawa (zasadami).

Jeśli kierujemy się wartościami, nigdy się nie pomylimy, jeśli zasadami – wiele razy wystąpimy przeciwko swoim wartościom i będzie to naturalna konsekwencja sztywnego trzymania się wytworu intelektu. Czy ufasz ludziom „z zasadami”? A co powiesz o ludziach, którzy swoje życie opierają na wartościach? No właśnie.

Przeczytaj, jeśli chcesz więcej: Życie w zgodzie ze sobą – co to znaczy?


To wszystko brzmi tak prosto, nie? 😀

Ale z doświadczenia wiem, że rezygnacja z tych pięciu odczuć wcale nie jest łatwa. Wiedza wiedzą, ale znamy siebie na tyle, na ile życie nas sprawdziło (więc czasem to fajnie, jak sprawdza! 😀 ).

Mi na przykład trudno pożegnać się z koncepcją sprawiedliwości i ocen („to nie sprawiedliwe!”), ale wiem, że czym częściej udaje mi się wyjść z tych przekonań, tym dłużej jestem w stanie w nie nie wpadać. I to jest super, nawet jeśli początkowo są to tylko momenty.

Ciekawa jestem, czy zdradzicie jak idzie Wam samodoskonalenie w tych aspektach. Może to delikatny temat, ale skoro zaczęliśmy już głośno mówić o niedoskonałościach ciała i twierdzimy, że jest to zdrowe, to może przyszła pora, by poruszyć i temat niedoskonałości na głębszym poziomie – dajcie znać co o tym myślicie!


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

8 cech dziecka, które warto odkryć w sobie na nowo

Chyba nie zmieniłam się wiele? Dziś Dzień Dziecka! A

Zrobione jest lepsze niż doskonałe

Jeśli zdarza Ci się rezygnować z czegoś, co chcesz

W zgodzie ze sobą | Richard Branson i jego biznes na własnych warunkach

Uf! Niedawno skończyłam czytać wspaniałą książkę. Tak

  • Napisałaś niesamowicie mądry tekst! Dziękuję! Moje podejście do wymienionych przez Ciebie tematów jest dość zdrowe. Mam swoje wartości, których się trzymam, dlatego wybiorę spędzanie czasu z rodziną niż dopieszczanie projektów. Dumna jestem z siebie wtedy, gdy coś mi się uda, np. ciasto. Kieruję się intelektem, podejmuję decyzje w oparciu o dane, lecz mam również dobrą intuicję, zwłaszcza w ocenie ludzi (cechy niemierzalne) i wiem, że mogę na niej polegać. Więc chyba jest ok, jak sądzisz? 😀

    • Dziękuję, Agata, za miłe słowa 🙂

      Co do Twojego pytania – nie wiem, nie mnie to oceniać. 🙂 Mogę tylko powiedzieć, że te pięć pułapek siedzi w nas czasem bardzo głęboko, tak że niejednokrotnie tych mechanizmów nawet w sobie nie dostrzegamy. To tak jak w przypadku dumy i pogardy – bardziej „ukulturalnione” jednostki nie będą manifestować tej dumy na zewnątrz, ale gdzieś tam w środku nich będzie, choć sami mogą nawet nie zdawać sobie z niej sprawy, będzie np. przyczyną negatywnych emocji w różnych życiowych momentach.

      Dopiero gdy dokopujemy się do pobudek swoich rozmaitych działań i samopoczucia w różnych sytuacjach (czym się stresujemy, jak nas najłatwiej rozzłościć, w stosunku do kogo nie potrafimy korzystać z empatii, w jakich sytuacjach jesteśmy smutni lub niezadowoleni, kiedy czujemy niepokój lub strach), to dostrzegamy, że przyczyną była np. właśnie jedna z tych tych pułapek. Życie! 🙂 Wybrałam te 5, bo gdzieś tam głęboko, głęboko, dotyczą lub dotyczyły każdego. Trudno być całkowicie wolnym od każdej z nich.

  • Na różnych etapach rozwoju każda z tych pułapek mi towarzyszyła. Perfekcjonizm kaleczył mnie najbardziej, długo towarzyszył mi intelekt. Teraz często dopuszczam do głosu intuicję i najczęściej wartości, choć nie powiem, żebym była wolna od zasad.

    Myślę, ze ważna jest świadomość obecności tych zlotek, pomaga w reflesji nad sobą powiedzieć stop i odpuścić…

    • W zasadzie już samo zrozumienie ogromnie dużo daje, nawet jeśli te cechy jeszcze nam towarzyszą. Potrafimy je wtedy wyfiltrować i trochę się zdystansować. 🙂 Agnieszko, my tak często rozmawiałyśmy o perfekcjonizmie, a w zasadzie nigdy nie zapytałam jakie są Twoje sposoby wyjścia z takiego myślenia.

  • Świetny tekst, Aneta! Mocno się z nim identyfikuję, bo właśnie jestem w trakcie wzmożonej pracy nad zrzucaniem z piedestału tych cech – zwłaszcza perfekcjonizmu i intelektualizmu. Przez wiele lat powtarzałam sobie, że perfekcjonizm jest taką idealną odpowiedzią na sztampowe pytanie o siły i słabości podczas rozmowy rekrutacyjnej, bo to taka wada, która w gruncie rzeczy jest zaletą. Na szczęście teraz już tak nie myślę 😉 ale moja potrzeba bycia najlepszą w każdej sytuacji wciąż jest silna i męczy mnie psychicznie. Co do intelektualizmu – długo mi się wydawało, że filtrowanie intuicji i emocji przez racjonalność świadczy o tym, jaka to jestem mądra i wybitnie rozwinięta. Teraz staram się patrzeć na nie jak na dwie rozłączne siły, rządzące się zupełnie innymi prawami i nieprzekładalne na siebie nawzajem. Ale tak jak napisałaś, to truuuudna praca 🙂

    • Czytałam niedawno Twój tekst o tym, jak pisałaś pracę magisterską – wiesz, że u mnie było niemal tak samo? 😀 Teraz, po latach, bardzo wiele dało mi pozwolenie sobie na robienie rzeczy „wystarczająco dobrych” w pewnych rejonach życia w ramach eksperymentu i obserwacja co się stanie. I zauważyłam, że to, co się stało przyniosło mi dużo więcej dobrego – i satysfakcji i pozytywnego feedbacku i czasu na robienie więcej – ważne odkrycie i dzięki niemu zdobyłam się na wprowadzenie takiego działania i w ważniejszych aktywnościach. A jak u Ciebie wydarzają się te postępy?

      Co do intuicji i intelektu – taaaak. Czasem jestem pod takim wrażeniem, jak wiele można czerpać z intuicji. Najczęściej, gdy zdarza mi się jej nie posłuchać, okazuje się że był to błąd. 🙂 Od dłuższego czasu mam ochotę poczytać coś o rozwijaniu intuicji. Miałam w rękach „Błysk” Gladwella, ale nie doczytałam (muszę wypożyczyć raz jeszcze), znasz jeszcze jakieś dobre źródła na ten temat?

      • U mnie świetną terapią było to, że tuż po mojej przeprawie magisterkowej i porażce związanej z doktoratem zaczęłam drugie studia, czyli psychologię. I zrobiłam to z krańcowo innym nastawieniem, bez jakichkolwiek ambicji czy celów do osiągnięcia, bo nigdy nie czułam potrzeby udowadniania czegokolwiek w tym obszarze. Takie „się zobaczy”. Okazało się, że z takim podejściem nie mam większych problemów z motywacją do pracy, rozwiązywanie kolejnych zadań sprawia mi przyjemność, a efekty są równie dobre, a częstokroć nawet lepsze 😉 Pisanie magisterki z psychologii to było doświadczenie tak odmienne od walki z tą pierwszą pracą, jak tylko mogło być. A przecież też wybrałam sobie trudny, nieprzebadany wcześniej temat… Tylko po prostu tym razem nie nakładałam na siebie presji związanej z koniecznością bycia najlepszą. Ta wyniesiona ze studiowania psychologii świadomość – że bez perfekcjonizmu żyje mi się przyjemniej, a nadal osiągam dobre wyniki – dała mi bardzo dużo i staram się ją przekładać na inne dziedziny życia.

        Co do literatury dotyczącej intuicji, jeszcze nie znam źródeł, ale Twój komentarz zachęcił mnie do researchu 😉

  • Och ta duma. Ja to czasami myślę sobie, że jestem kompletnie bez honoru. A gdyby była jakaś wojna to pierwsza uciekłabym do innego kraju. Fajnie by było, gdyby ludzie zaczęli stawiać pacyfizm i humanitaryzm ponad dumę, patriotyzm, honor i religię.

    • No właśnie. Wczoraj rozmawialiśmy o tym z moim partnerem. To bardzo trudna kwestia. Ja sama też bym uciekła, wolałabym ochronić swoją rodzinę i siebie i tego oczekiwałabym też od mojego partnera. Ale z drugiej strony, Kamil zadał mi wtedy pytanie: czy w sytuacji, w której ktoś napadłby na jednego z grupy dziesięciu mężczyzn, pozostali powinni mu pomóc, czy uciec? Chęć pomocy wcale nie wynikałaby w tym przypadku z dumy.
      Jedynym wyjściem jest chyba tylko zmiana całego, kulturowego wzorca myślenia (karkołomna do zrealizowania), póki co, w pojedynkę możemy zdecydować tylko: bronimy swojego prawa do życia na danym terenie czy akceptujemy, że musimy go opuścić. Gdyby wszyscy decydowali się na odwrót, wkrótce zajmowanie kolejnych terenów odbywałoby się bez ani jednej kropli krwi, ale też przestałoby starczać miejsca do życia dla uchodźców. Wkrótce musieli by więc zawalczyć o swoje prawo do życia na jakimkolwiek kawałku ziemi. Więc po przemyśleniu jest to bardzo niejednoznacza kwestia. 🙁

  • Świetny wpis, wiesz? Rzeczywiście opisałaś trendy, które stały się ostatnio bardzo powszechne wśród osób zainteresowanych rozwojem osobistym. Wydaje mi się, że zaobserwowałam jeszcze dwa zjawiska – jednym z nich jest idealizacja pozytywnego myślenia. Jest tak, jakby pozytywne myśli, wizualizacje, prawo przyciągania i tak dalej miały być cudownym sposobem na życie i lekiem na wszelkie zło. Jakiekolwiek negatywne emocje są często postrzegane jako coś przerażającego, bo jeszcze nam przyciągną coś złego do naszego życia. 🙂 Sama jestem ogromną fanką pozytywnego myślenia, ale uważam, że do dojrzałości i szczęścia potrzebujemy wszystkich emocji i świadomej pracy nad swoimi reakcjami na nie. Tak mi się wydaje.