Miesiąc w skrócie | Czerwiec/lipiec 2017

Czerwiec i lipiec to nie był dla mnie czas na blogowanie. To były miesiące balansu między pracą a życiem prywatnym. Z problemami. Tego balansu uczę się przez cały czas prowadzenia firmy, ale dopiero w tym roku poczułam, że złapałam równowagę. Dziś jest dobrze.

Fotografia i praca

Ślubny sezon w pełni i kolejne setki gigabajtów zdjęć zapełniają nasze dyski twarde. Z każdego ślubu wracamy zmęczeni, ale i szczęśliwi. To szczęście ma dwa powody – jednym z nich jest wielka satysfakcja z pracy i mnóstwo dobrych emocji – to było zawsze. Nowość, to powód drugi: jeszcze do niedawna w sezonie coś dla mnie niecodziennego, wolna niedziela (lub wolny poniedziałek, jeśli w niedzielę mamy zlecenie). W tym roku każdy dzień po ślubie obowiązkowo przeznaczamy na odpoczywanie. Ale nie byle jakie. To bardziej jak świętowanie – prawdziwe celebrowanie wolnego.

Wolne niedziele to zasługa rezygnacji, o których pisałam w marcu tutaj, i zoptymalizowania oferty pod kątem czasochłonności pracy. To był bardzo ważny krok w moim biznesie i, mimo że wiązał się z wieloma wątpliwościami, dziś prawie płaczę ze szczęścia, że zdecydowałam się na te zmiany, a jedyne czego mogłabym żałować, to że zrobiłam to tak późno (#klasyk). Ale wiem i widzę, że wcześniej nie byłam gotowa na pożegnania z perfekcjonizmem. Wszystko ma swój czas.

Sezon ślubny to nie tylko fotografowanie. To też duuużo intensywnej pracy nad materiałami w postprodukcji, przygotowywanie gotowych materiałów dla klientów, kontakty z klientami, także z tymi przyszłymi.

Tak się złożyło, że czerwiec i lipiec były też czasem reorganizacji od podszewki – zmienialiśmy sprzęt foto, księgową, naprawialiśmy komputer (tj. niemal składaliśmy na nowo), biegaliśmy po urzędach. To wszystko sprawy niewidoczne dla klienta, ale bardzo zauważalne dla osób prowadzących firmę – zajmują mnóstwo czasu i bywają stresujące.

Ale po raz kolejny przekonałam się, że to, co postrzegamy jako negatywne, może okazać się prawdziwym prezentem od losu. Nigdy wcześniej nie czułam się tak spokojna jak teraz, po ostatnich zmianach. 🙂

Życie i relaks

Gdy w sferze biznesowej pojawia się stres (u mnie związany ze zmianami, o których pisałam wyżej), wiesz, że to chwilowe. Chodzi o rozwiązanie problemów (zakup nowego sprzętu, znalezienie firmy księgowej, formalności, załatwienie spraw w urzędzie, etc.) i za pół roku nawet nie będziesz o tym pamiętać. Ale jeśli dochodzi do tego stres w sferze prywatnej, zwłaszcza dotyczący zdrowia i dobra najbliższych, to… bywa ciężko.

I tak czerwiec minął nam na kursowaniu między szpitalem i ogarnianiem spraw firmowych. Dziś już wszystko jest w porządku. I wiem, że jeśli przetrwaliśmy taki trudny czas, to, kurczę, dajemy radę. Razem jesteśmy naprawdę nieźli w ogarnianiu życia.

Koniec miesiąca i lipiec były dużo łaskawsze – wybawiliśmy się za wszystkie czasy na weselu w rodzinie (Karolinka, Łukasz, jeśli to czytacie, dziękujemy!), obchodziliśmy moje i Kamila imieniny, celebrowaliśmy nasze wolne od pracy niedziele, widzieliśmy się ze znajomymi, odwiedziliśmy Wege Bazar i Wege Targ nad Wisłą, spacerowaliśmy, czytaliśmy, chillowaliśmy.

Choć odpowiedniejsze słowo to świętowanie. Od kiedy nauczyliśmy się prawdziwie świętować, życie jest sto razy lepsze. To nie jest pusty frazes.

W lipcu miałam też przyjemność poznać Klaudię, którą znacie z bloga Klaudiaka.pl. Nie obyło się bez pysznego hummusu w Mezze i kilku godzin rozmów. Klaudia, dziękuję. Przemiło było zobaczyć Cię na żywo! Z bloga Klaudii, polecam Wam Jej niedawny wpis o sensie życia.

Jeśli chodzi o kulinarne miejsca na mapie Warszawy, mamy nową ulubioną knajpkę, a w zasadzie burgerownię – jest to Chwast Food u zbiegu Waryńskiego i Placu Konstytucji. Ich buły, wypełnione mnóstwem warzyw, sosami i pysznym, wegańskim, soczystym, sowitych rozmiarów kotletem nie mają konkurencji!

Ktoś tu ma imieniny!🎈Jak ja lubię, gdy jest Twój dzień @kann1l! 😀👍

A post shared by Aneta Kicman (@zenblogpl) on

No dobra, po zdjęciu widać, że spróbowaliśmy też wegańskiego sushi (Edamame!) i raczyliśmy się mrożoną kawą. Nic się nie ukryje. 😉

Poza dobrym jedzeniem do polecenia mam Wam:

  • Książkę „Empatia”, Osho. Od czerwca jestem w trakcie i czytam ją wolno z wyboru. Już teraz dała mi wiele, a jeszcze jedna trzecia przede mną. Osho trzeba czytać z dystansem, ale kiedy już na ten dystans potrafimy się zdobyć, możemy zyskać bardzo dużo.

  • Film „Baby driver”. Wybraliśmy się na prośbę Kamila, w jego imieniny. Szłam niechętnie, ale… bawiłam się świetnie. Nie tylko ze względu na świetny montaż i osadzenie w muzyce. To po prostu bardzo fajny film – taki, po którym wychodzisz z dobrymi emocjami. Mimo całej jego konwencjonalności.

  • Radio „Rock”. To jest radio dla mnie. Deep Purple, Pink Floyd, King Crimson, Rainbow, AC/DC. Nigdy nie sądziłam, że w ciągu jednej godziny w samochodzie usłyszę tyle świetnych kawałków, w tym rzadko puszczane (nie bez powodu, w końcu pierwsza minuta nie jest wybitnie radiowa), Comfortably Numb. A tu stworzyli radio „Rock”. Tato, dziękuję, że mi poleciłeś! 103,7 MHz (Warszawa). Działa też w Poznaniu, Opolu i Krakowie. Nie musicie dziękować.

Blogowanie

Trochę wstyd się przyznać, ale na blogu przez całe dwa miesiące pojawiły się tylko trzy artykuły – to był istny post od postów. Mimo, że napisałam wiele szkiców, tak na gorąco, z dziania się życia, nie było chwili, by je zredagować, pomyśleć o zdjęciu, o publikacji.

Ale wcale mnie to nie boli. Wolę poczekać i przyjść do Was z wartościowym, dobrym tekstem. W końcu sama takie lubię, a z innych wychodzę zawiedziona.

Jakie plany na sierpień? Między innymi pisać. Bo wiele przemyśleń się zebrało, wiele nowych wrażeń i doświadczeń. W końcu chcę też opublikować artykuł o 10 książkach, które ciut ukształtowały moje poglądy na rzeczywistość. Zwlekam z tym już od pół roku, a to dlatego, że to, jakie czytamy książki wydaje mi się bardzo osobiste. Czy Wy też tak czujecie??

Zenblogowe rekomendacje

Nie było jednak tak, że na blogach byłam zupełnie nieobecna. Podczytywałam moje ulubione miejsca w sieci, a niektóre perełki dopiero odkrywałam. I mam dla Was wiele dobrego do przeczytania i zobaczenia!

  • Uspakajające, czyste piękno, czyli gify w postaci zapętlonych zdjęć fal. Natura jest niesamowita…
  • Bart Pogoda i inspirujące filmy rodzinne. Dowód na to, że filmowanie czy fotografowanie dla siebie, do albumu, może być kreatywne i twórcze. Zobaczcie np. Trip to Japan 2016. Jego żona, Silvia, też prowadzi bloga. Jej relacje możecie zobaczyć tutaj.
  • Moją ulubioną blogerką kulturalną jest Kasia Czajka czyli Zwierz popkulturalny. W czerwcu oblikowała cudowny post-odtrutkę na smutki.

  • Uwielbiam pięknie urządzone domy i mieszkania, a w dzieciństwie marzyłam, by zostać projektantem wnętrz. Kocham eklektyzm, niepowtarzalne dodatki, lustrzane płaszczyzny, marokańskie zawijasy. Ale myśląc o swoim wymarzonym miejscu do zamieszkania, bardziej od efektowności cenię łatwość sprzątania. 😉 Dlatego od razu spodobał mi się tekst Aliny o tym, jak stworzyć mieszkanie, które łatwo się sprząta. Takim jestem prozaicznym aranżerem wnętrz!
  • Volantification napisał bardzo cenny tekst o tym, że to nie dramaty są w naszym życiu najgorsze, ale… momenty stagnacji. I faktycznie, lepiej popełnić kilka błędów, ale być bogatszym o te doświadczenia, niż tkwić w miejscu, bojąc się o wpadkę.
  • Lubicie Wrocław? Ja uwielbiam. Za architekturę, życie nocą i mnóstwo fantastycznych wegańskich knajp. 😀 Ale do tych zalet dołącza jeszcze jedna – świetne tarasy widokowe! Tutaj znajdziecie całą ich listę.

  • Matylda z Calm Station przedstawia najmniej celne cytaty motywacyjne i tłumaczy, dlaczego nie warto ich słuchać. Z większością się zgadzam, ale będę bronić Carpe diem do ostatniej kropli krwi! 😉
  • Veganama o kryzysach twórczych, wartości tworzenia i znaczeniu odbiorcy – czy to co robię ma sens?
  • Ostatnio odkryłam jeden z najładniejszych, polskich blogów modowo-lifestylowych. Nie jest to może moja ulubiona tematyka, ale przyciągnęły mnie cudne zdjęcia, minimalizm i wizualna forma bloga. Zobaczcie sami!
  • Karina apeluje o radość. Sama prawda o tym, jak boimy się przyznać do szczęścia.
  • Ostatnie odkrycie, czyli firmowy blog Coaching Serca. Magda o znaczeniu i sile akceptacji.

A jak Tobie mijały ostatnie tygodnie? 🙂

Co dobrego widziałeś, czytałeś, jadłeś, gdzie byłeś? Dzielenie się dobrymi rzeczami jest fajne! Teraz ja czekam na Twoje rekomendacje, także w postaci linku do wpisu. 🙂

Więcej czerwcowych i lipcowych zdjęć znajdziesz na moim Instagramie.


W czerwcu i lipcu na Zenblogu ukazały się:

Jaki jesteś i dlaczego to nieprawda?

To wierzysz, że jaki jesteś? Mądry, głupi, pracowity,

8 cech dziecka, które warto odkryć w sobie na nowo

Chyba nie zmieniłam się wiele? Dziś Dzień Dziecka! A

Miesiąc w skrócie | Maj 2017

Za piękne, ciepłe, majowe zdjęcie dziękuję mojej Gosi

  • Na szczęście życie stawia przed nami wyzwania, które są na tyle trudne, żebyśmy mogli się z nimi uporać. Super, że Wam się udało przebrnąć przez ciężki okres 🙂 Mam nadzieję, że teraz będzie Cię trochę więcej na blogu!

    Baardzo dziękuję za polecenie mojego wpisu 🙂 to bardzo miłe i motywujące do dalszego tworzenia!

    PS Muszę jak najszybciej odwiedzić Chwast Food, koniecznie! <3

    • Karina, działasz z prędkością światła! 😀 Ja też myślę, że wyzwania są takie, jak silni jesteśmy my. Ale też, że czasem pozorne nieuporanie się z nimi jest tym, co wystarczy do dalszej drogi. A Twój wpis jest piękny!
      PS. To Ty jesteś z Warszawy? 😀

      • Dokładnie 😉 tak czy inaczej zawsze musimy próbować stawić im czoła!

        Dziękuję ♥️

        Nie jestem, ale mieszkam tutaj od 3 lat 😉

  • Magdalena Palmowska

    Aaa Aneta ogromnie mi miło, że mnie u siebie poleciłaś <3 Dziękuję!

    Powiem szczerze, że podziwiam i odrobinę zazdroszczę działalności fotograficznej 🙂 Bardzo lubię oglądać fotografie ślubne, są chyba najbardziej inspirujące i magiczne jeśli chodzi o fotografię miłości 😉

    Osho – czytamy widzę podobne książki :))) Mam kilka ulubionych pozycji, ale tej o "Empatii' jeszcze nie dorwałam, muszę nadrobić! Świetnie w tym klimacie pisze też Dalajlama w "Sztuce szczęścia".

    Pozdrawiam Cię ciepło! 🙂

    • Tak, też bardzo lubię „Sztukę szczęścia”. 🙂 Jest jeszcze taka cieniutka książeczka Dalajlamy – „O współczuciu”. Z tym, że Osho zwraca większą uwagę na nas samych i na to, że czysta empatia czy altruizm wynikają z pełnej akceptacji siebie i nie są staraniem tylko, hm… przepływem. U Dalajlamy jest ciut więcej nastawienia na zewnątrz, mam wrażenie.

      Jeśli chodzi o książki, to co u Ciebie obecnie na tapecie? 🙂

      • Magdalena Palmowska

        U mnie na tapecie „Pokochaj swoje serce” Dagmary Skalskiej (wszystkie jej książki są inspirujące), a także „Sekretne życie drzew” (interesująca, choć dla mnie momentami za bardzo „techniczna”) i jeszcze „Mindfulness dla zdrowia” 🙂

  • Chwast food, jeszcze nie byłam, zapisuję na listę miejsc do odwiedzenia 😀
    Mi też coś ostatnio zdrowie płata figle i faktycznie człowiekowi w takich momentach ciężko się z tym pogodzić. Cała reszta „kłopotów” i innych przebojów życiowych wydaje się tylko chwilową niedogodnością lub często impulsem do zmiany na lepsze.

    A blog Marty faktycznie jest piękny, nie znałam wcześniej 🙂

    • Wiem, ja dopiero niedawno zaczęłam doceniać życzenia zdrowia, które w dzieciństwie wydawały mi się tak nudne i pospolite. 😉

  • Ślicznie dziękuję za polecenie! :* Fantastycznie, że udaje Wam się przestrzegać systemu z wolnymi niedzielami. Wiem z doświadczenia, że w pracy bez odgórnie narzuconych regulacji godzinowych i przestrzennych, bardzo łatwo zgubić rozróżnienie na „tydzień pracujący” i „weekend”. A kiedy jeszcze tak jak Wy często ma się w weekend obowiązki, to już w ogóle 😉 Ja kiedyś wcale tego nie pilnowałam i w rezultacie wydawało mi się, że każdy dzień jest taki sam, straciłam ten naturalny tygodniowy rytm. Teraz pilnuję swoich weekendów i nawet jeśli mam jakieś plany, których nie mogę przełożyć, staram się celebrować resztę swojego czasu i spędzać go na typowo weekendowych aktywnościach. Korzyści są nie do przecenienia 🙂

    • Matylda, ja też tak miałam – wszystkie dni takie same i każdy pracujący lub „trochę pracujący”. Już nawet piszę o tym wpis, o takim odpoczywaniu byle jakim lub hybrydzie odpoczynek i praca jednocześnie. Bardzo dużo się u mnie zmieniło pod kątem radości z pracy i samopoczucia od czasu wolnych niedziel. 🙂

  • Ohy i ahy po naszym spotkaniu, a jeszcze taki zaszczyt znaleźć się w Twoim podsumowaniu! <3 Ołłł jeee!

    Wiesz co… jak będę duża, chcę być taka jak Ty, haha! A tak zupełnie poważnie, gratuluję, że w pewnym momencie się zatrzymałaś i dokonałaś zmian w swoim życiu. Wiem, że teraz masz baaaardzo gorący okres, jeśli chodzi o pracę, ale kurczę, równowaga jest najważniejsza. Dobrze czytać, że nawet po kilku potknięciach, znajdujesz ten zdrowy balans. I te sielankowe niedziele, piękna inicjatywa!

    I tyle dobrego jedzenia! Dobrze, dobrze, odkrywaj jak najwiecej fajnych miejscówek, bedziesz miała mnie gdzie zabrać! 😀

  • Widać, ze sporo się działo! Jestem naprawdę pod wrażeniem zdjęc! Są piękne, czyste .. Bardzo profesjonalne 🙂

  • Jestem pod ogromnym wrażeniem piękna zdjęć, które się tu pojawiły (uczę się od mega nauczycielki) i siły spokoju, który bije z Twojego wpisu.

    Dziękuję za polecenia blogowe, z przyjemnością odkryję coś wartościowego.

    Mnie lipiec upłynął błyskawicznie, ale też w skupieniu na uczeniu się fotografii (☺️), też zwolniłam z pisaniem, ale dokonują się u mnie pewne zmiany, co powoduje, że sprawy te wysuwają się na plan pierwszy.

    Niewiele ostatnio czytam, bardziej oglądam, ale ten czas też jest mi potrzebny do refleksji i przygotowania do jesieni, która będzie dla mnie pracowita.

    Pięknego sierpnia:)))

    • Agnieszko, zdjęcia które mi przesyłasz są coraz lepsze, a wśród nich są prawdziwe perły. Takie, że ja sobie myślę „kurczę, szkoda że to nie moje zdjęcie!” 😉

      U mnie też czytania mało. Czytam sobie w niedziele, z moim K., w kawiarniach lub pod gołym niebem, ale bardziej z uwagą niż szybko, więc książkowo stoję. Choć wewnętrznie idę. 🙂

      Ciekawa jestem Twoich zmian. Zmiany są ciekawe same w sobie.

      Pięknego sierpnia :))

      • ☺️ dziękuję serdecznie, taki komplement od Ciebie:))) to mnie tak motywuje, żeby się dalej rozwijać fotograficznie:)

        zmian będę mieć dużo, ale to dobrze. też uważam, że są ciekawe. Mnie cieszą jak dziecko, czasem wywołują obawy, ale wierzę w hasło „bój się i rób”;)

        • Ja się zmian trochę boję. Ciekawią mnie, ale się boję. Dlatego na niektóre decyduję się później, niż bym mogła. 🙂

  • Widzę, że w wakacje wszyscy trochę opuszczają. A co wcześniej robiłaś w niedzielę?

    • Wcześniej względem wakacji, czy wcześniej względem 2017? Wcześniej względem wakacji, tzn. wiosną, nie mam na tyle dużo pracy, by zachowanie wolnych niedziel było trudne. Raczej nie pracowałam w niedziele, chyba, że dla przyjemności, ale też spędzałam je pospolicie. U mnie zmiana jest w stosunku do poprzednich lat – wakacje to gorący okres w mojej pracy i przez wszystkie lata nie bardzo mogłam sobie pozwolić na niepracowanie w niedziele, tak jak niepracowanie w tygodniu, w wieczory, a czasem i noce. Tak gdzieś od wakacji do świąt. 🙂

      • No właśnie o poprzednie sezony pytałam 🙂

        • Pracowałam, np. nad obróbką zdjęć.

          • No to pół biedy. Można przełożyć na inny dzień 🙂

          • Hm, chyba nie mówimy o tym samym stopniu zajętości. 😉 Nie pracowałam w niedzielę z wyboru, bo tak mi było wygodniej, odpoczywając sobie innego dnia. Pracowałam non stop, przez około 10 miesięcy w roku. Z niedzielami. I nocami. Aby to zmienić, musiałam totalnie przeorganizować założenia mojego biznesu, dokonać zmian w ofercie, produkcie, procesie, etc., ale wcześniej zakończyć poprzednie zlecenia na starych warunkach. To nie jest kwestia tego, by sobie przełożyć pracę z niedzieli na inny dzień.
            Bardziej szczegółowo opisałam te kwestie tutaj: http://zenblog.pl/2017/08/freelancerze-dlaczego-nie-odpoczniesz/

  • Bardzo dobrze czyta się Twoje podsumowanie. Widać, że jest przemyślane. Ja napisałam dopiero dwa, a już widzę, że bardzo pozytywnie wpływają na życie 🙂 Więc będę dalej nad nimi pracować.
    Chwast food chętnie odkryję, mam nadzieję, że będzie lepsze niż Mezze, bo Mezze mnie strasznie rozczarowało.

    • Ojej, jesteś pierwszą osobą, od której usłyszałam, że Mezze rozczarowało! 🙂 A generalnie lubisz hummusy, czy po prostu to nie jedzenie dla Ciebie?

      Co do podsumowań – tak, ja też czuję, że mają swój pozytywny wpływ. Robię je w różnych sferach życia, choć nie wszystkim dzielę się tu, na blogu. Ale myślę, że w ogóle pisanie ma zbawienną moc. 🙂