Śniadania freelancera (vegan style, no sugar & gluten free)

Według obiegowych opinii, śniadania freelancerów są błogie, spokojne i leniwe. Cóż, nie chcę Cię rozczarować, ale… tak właśnie jest, przynajmniej u mnie. 😀 Możliwość przygotowania sobie pysznego śniadania „na wypasie” i zjedzenia go w spokoju, w pidżamie, bez pośpiechu i stresu (a nawet zabrania go „do pracy”, jeśli mam taki kaprys lub potrzebę) jest wielką zaletą pracy w domu.

Teoretycznie, taka sposobność to gwarant śniadań zdrowych, pysznych i różnorodnych, a do tego Instagram friendly. W praktyce różnie bywa. Sama pamiętam nie tak dawne czasy, kiedy po wstaniu z łóżka i lekkim ogarnięciu się, zamiast do kuchni kierowałam się prosto do komputera.

To było automatyczne: wstaję, naciskam przycisk power, ogarniam się, a chwilę później już loguję się do systemu i zostaję przed monitorem na najbliższe kilka godzin, ewentualnie niechętnie odrywam się jeszcze, by zrobić sobie wielki kubek Earl Gray.

Od kiedy jednak stałam się samozwańczą mistrzynią śniadań 😉 taki scenariusz zdarza mi się o wiele rzadziej! Po prostu żal mi tracić możliwość przyrządzenia i spałaszowania porannego posiłku i mam nadzieję, że kiedy już przeczytasz ten artykuł, Tobie też będzie żal rezygnować z tego rytuału.

Bo śniadanie freelancera to może być prawdziwy rytuał!

Celebrowanie śniadania z czytaniem

Obecnie wszyscy zachwycają się ideą życia tu i teraz – nie bez przyczyny. Tu i teraz to jedyna przestrzeń i czas, które istnieją dla nas realnie, głupio byłoby więc z nich nie korzystać i wciąż czekać na tam i jutro. A ponieważ, jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, nasze życie składa się z wielu małych chwil (tak, to banał, ale to banały a nie kontrowersyjne myśli są w gruncie rzeczy prawdziwe, niezależnie od czasów, w jakich są wypowiadane), to warto nadawać tym małym chwilom znaczenie. Może precyzyjniej będzie powiedzieć: celebrować je i doceniać. Bo nie ma na co czekać – nic innego nie dostaniesz.

W planie dnia zawsze są momenty, które traktujemy jak oczywistość: mycie zębów, prysznic, zmywanie naczyń, jedzenie śniadania. A mogłyby być dla nas dobrym i wartościowym punktem programu. Takim, na który czekamy lub chociaż który jest dla nas codzienną, trochę przymusową (wszak trudno obyć się np. bez mycia zębów) relaksującą przyjemnością. Niektórzy podczas łazienkowych ablucji lubią słuchać energetycznej muzyki, inni medytują zmywając talerze, ja lubię celebrować śniadanie z czytaniem.

Co prawda dalej pierwszą rzeczą po wstaniu z łóżka jest u mnie włączenie komputera, ale zaraz po łazience kieruję się do kuchni i przygotowuję sobie wodę z cytryną, a popijając ją – śniadanie mistrza. Żeby było to możliwe, dzień wcześniej dbam o zaopatrzenie kuchennych szafek. Najgorsze co może mnie rano spotkać, to wizja człapania do sklepu po brakujący składnik. Prędzej zjem suchy chleb, niż wyjdę z domu przed pierwszym posiłkiem.

Moje śniadania mają dwa kryteria:
1.
Super, jeśli są możliwe do jedzenia jedną ręką, bo drugą lubię pożytkować na klikanie myszą w interesujące mnie artykuły w sieci
2. Bez dobrze zaparzonej, zielonej herbaty się nie obędzie.

Kiedy wszystko jest gotowe, wracam do biurka, zamykam okno i startuję najlepszy początek dnia, na jaki mnie stać – odsłaniam żaluzje, włączam dobrą muzę i biorę się za czytanie tego, na co nie miałam czasu poprzedniego wieczoru.

System mam taki: jeśli w ciągu dnia jakiś artykuł przyciągnie moją uwagę, zapisuję go w zakładkach, w folderze, do którego wracam później, kiedy mam na to czas. Co tydzień zakładam taki nowy zbiór, a poprzedni, nawet jeśli są w nim artykuły, których nie zdążyłam przeczytać, kasuję. Nie chcę robić sobie zaległości w ogarnianiu Internetów. Zwykle i tak nie udaje mi się przeczytać wszystkich zapisanych linków i już się do tego przyzwyczaiłam.

Treści, które zapisuję, zazwyczaj są pozytywne i inspirujące. Staram się nie angażować myśli w złe emocje, konflikty i sensacje – a już na pewno nie rano! Pisząc „pozytywne treści” nie mam jednak na myśli tylko artykułów afirmujących wszystko wokół! Pozytywne są dla mnie te teksty, które dają mi jakąś wartość, np. pod kątem zawodowym, ogólnorozwojowym, mentalnym.

Takie śniadanie z czytaniem zajmuje mi zwykle koło godziny, wraz z przygotowaniem posiłku. To całkiem dużo, ale ma to dwie zalety: po pierwsze zaczynam pracę zrelaksowana, w pełni obudzona i pozytywnie nastawiona do świata, po drugie: nie mam później potrzeby przerywania jej na ciągłe przeglądanie internetów. 🙂 Wilk syty i owca cała.

Ulubione śniadania do komputera

Przygotowałam dla Ciebie siedem przepisów na moje ulubione, poranne posiłki przed komputerem. Ulubione dziś. Pomysłów na pyszne śniadania jest znaaacznie więcej i może za jakiś czas pojawi się kolejne, pyszne zestawienie. Ze względu na to, że ograniczam cukier, tym razem znalazły się tu przepisy z małą ilością owoców, ale pewnie wkrótce się to zmieni.

Wszystkie śniadania są wegańskie, gluten free i bez cukru, a jednak słodkie, pyszne i sycące. Ciekawa jestem, które zasmakuje Ci najbardziej. 🙂

1. Jaglanka prawie jak z białą czekoladą

Kocham cynamon. W cieście, w kawie, a nawet w jaglance. 😀 Moją drugą miłością są borówki (dlatego dorzucam je do wielu różnych śniadań), a ta jaglanka to połączenie tych dwóch miłości. Wychodzi puszysta i sprężysta jak budyń – taką najbardziej lubię.

Uwaga: łatwo zrobić z niej niesmaczny kit lub zaschniętą skorupę, dlatego nigdy nie odchodź od garnka na dłużej niż… najlepiej w ogóle nie odchodź. 😛 Mleko roślinne też ma tendencję do ścinania się i kipienia, a kożuch na jaglance to popsuta frajda ze śniadania, dlatego machania łyżką nie można sobie odpuścić nawet na 30 sekund.

Do kaszy poza cynamonem dodaję prażone płatki migdałów. Uprażone na patelni smakują prawie jak biała czekolada i podobnie przyjemnie łamią się w ustach. 🙂

Składniki: 1/3 szklanki kaszy jaglanej, 1 szklanka mleka migdałowego, garść borówek, garść płatków migdałów, cynamon.

Przygotowanie: Kaszę jaglaną przed ugotowaniem płuczę kilka razy pod bieżącą wodą (by ją oczyścić), a potem polewam wrzątkiem (by nie miała gorzkiego posmaku). Do obu czynności wykorzystuję rondel, w którym zaraz będę gotować kaszę (na mleku migdałowym). Kaszę gotuję przez około 20-25 minut na bardzo niewielkim ogniu, cały czas mieszając.

W tym samym czasie na małej patelni prażę płatki migdałów. Wystarczy dosłownie kilka minut prażenia, by się zbrązowiły.

Po około 20-25 minutach zaczynam próbować kaszy z rondelka. Grudki powinny zamienić się w miękki prawie-budyń. Kiedy konsystencja mi odpowiada, wyłączam gaz i jaglankę zostawiam w rondle na kilka minut. Przełożona od razu na zimny talerz zamieniłaby się z wierzchu w nieładną skorupę, a ja chcę, by była kremowa i rozpływająca się w ustach.

Wyjmuję cynamon, myję borówki. To moje ulubione połączenie, ale jeśli wolicie, do kaszy zamiast tych składników możecie dodać orzechy, banany i inne pyszności. Kiedy kasza lekko przestygnie (dopiero wtedy, inaczej kożuch gwarantowany!), przekładam ją do miski, sypię borówkami, cynamonem (nie żałuję 😀 ) i zarumienionymi na patelni płatkami migdałów. Królewskie (i całkiem zdrowe!) śniadanie gotowe. 🙂

Czasem robię sobie wersję przyspieszoną tej jaglanki: zamiast kaszy jaglanej, do ugotowanego już mleka wsypuję płatki jaglane. Najważniejsze, by było ich na tyle dużo, by zlepiły mleko, inaczej osiągniemy konsystencję zupy mlecznej rodem z przedszkola. 🙂

2. Słodkie naleśniki, ale bez cukru

To naleśniki nie tylko dla wegan, ale też dla bezglutenowców i osób, które rezygnują z cukru w diecie. Ze względu na mleko migdałowe i nadzienie i tak są wystarczająco słodkie. (Uwaga: po zrobieniu zdjęć zauważyłam się, że moje ulubione masło orzechowe nie ma zbyt dobrego składu…! Wybierzcie najlepiej jakieś z największą zawartością orzechów, bez oleju palmowego i cukru – Felix nie przoduje w tej kwestii).

Naleśniki są z mąki ryżowej, która ma tendencję do tworzenia drobnych dziurek w cieście, dlatego do przepisu dodaję jedną łyżkę zmielonego siemienia lnianego – jego zadaniem jest zlepić ciasto. Z tego samego powodu smażę je też nieco grubsze niż te z klasycznej mąki. Do ciasta nie dodaję cukru – mleko migdałowe i dodatki są dla mnie wystarczającą słodkie.

Naleśniki jadam najczęściej w dwóch wersjach – z masłem orzechowym i borówkami/malinami (ulubione!) lub z sojowym jogurtem Valsoia i owocami, ale bez masła orzechowego. Te z jogurtem kojarzą mi się ze smakiem pierogów jagodowych polanych śmietanką, które jadłam w dzieciństwie u babci i podpasują Ci bardziej, jeśli nie lubisz przesadnie słodkich śniadań.

Jeśli wolisz bardziej wytrawną wersję, naleśniki możesz przygotować też na niesłodzonym mleku sojowym i podać z warzywami (zielenina, suszone pomidory, oliwki, świeże pomidory, bazylia, etc.), trochę jak tortillę lub quesadillas. 🙂

Składniki na 4 naleśniki: 1 szklanka mąki ryżowej, 1 i 3/4 szklanki mleka migdałowego, 1 płaska łyżka zmielonego siemienia lnianego, 1 łyżeczka oleju kokosowego, szczypta soli, olej kokosowy do posmarowania patelni.

Do podania: masło orzechowe, borówki, maliny lub inne pyszności, sojowy jogurt naturalny Valsoia.

Przygotowanie: Wszystkie składniki na naleśniki ubijam blenderem na średnio-gęstą śmietankę (jeśli nie chcesz budzić domowników, możesz zrobić to ręcznie albo po prostu dobrze wymieszać łyżką). Mleka dodaję dokładnie tyle, by osiągnąć upragnioną konsystencję – jeśli jest zbyt gęsta, dodaję go więcej, jeśli robi się za rzadka, staram się ubijać dłużej lub dodaję więcej mąki ryżowej.

Po dokładnym połączeniu się składników, odstawiam naleśnikową masę na kilka minut (ciut zgęstnieje) – w tym czasie szykuję dodatki: masło orzechowe i maliny (lub borówki) i sojowy jogurt naturalny Valsoia. Naleśniki smażę na rozgrzanej patelni, na średnim (nie małym) ogniu, posmarowanej olejem kokosowym, a po kilku minutach przerzucam na drugą stronę.

Masło orzechowe lubię na nich rozsmarowywać, kiedy są jeszcze ciepłe – przeistacza się wtedy w pyszny, półpłynny orzechowy sos! 🙂 Przepis wystarcza na 4 naleśniki. Szczerze mówiąc najadam się dwoma, ale pierwszy i ostatni lubię zjadać saute!

3. Szakszuka na deszcz i zły humor

Jeśli lubisz śniadania wytrawne i na ciepło (rozgrzewające!), a do tego takie, które można przyrządzić raz dwa, szakszuka jest dla Ciebie. Ja lubię ją przygotowywać, kiedy za oknem deszcz i chłód, bo cynamon i kumin poprawiają mi humor. To danie kuchni arabskiej, podawane zwykle na ostro, z dodatkiem jajka (w wersji wegańskiej na przykład z tofu) i z dużą ilością kuminu (czyli kminu rzymskiego, nie mylić z kminkiem!). Głównym składnikiem szakszuki są papryka i pomidory.

Szakszuki po raz pierwszy spróbowałam w Mezze na warszawskim Mokotowie. Podają ją tam na ostro, a ja wolę łagodniejsze dania, dlatego do przepisu podeszliśmy z postanowieniem lekkich przeróbek i tak wyszła moja szakszuka idealna! Po przepis podstawowy odsyłam Cię Blendmana, ja napiszę tylko o moich zmianach.

Moja wersja powstaje z tego przepisu, ale bez chilli, bez czosnku i bez cukru (odstawiłam), z papryką słodką zamiast wędzonej i ze zwykłą czerwoną papryką, zamiast papryki ostrej. Używam do niej też puszki pomidorów zamiast przecieru – dzięki temu jest odrobinę gęściejsza, a smażę ją na porze (zamiast na cebuli). To dużo zmian, ale wszystko inne robię zgodnie z recepturą Blendmana (przejrzyjcie też inne jego przepisy, bo są przepyszne!). 🙂

Całą tajemnicą smaku jest w szakszuce duuuża ilość przypraw, o czym pisał też Konrad. Koniecznie słuchajcie Go w kwestii doprawiania. Na początku z niedowierzaniem dodałam pół łyżeczki kuminu, ale za chwilę musiałam dodać resztę (a nawet więcej). Wśród wielu aromatów w szakszuce najbardziej wyczuwalny jest właśnie kmin rzymski (kumin) i nutka cynamonu. Za to uwielbiam to rozgrzewające danie!

Szakszukę można zajadać z chlebem, macą razową (dla bezglutenowców) lub solo. Przepis Blendmana wystarcza dla dwóch osób i ja, mimo że śniadania zazwyczaj jadam sama, przygotowuję dokładnie taką ilość. Drugą porcję zjadam na obiad lub podwieczorek. 🙂

4. Tofucznica na syte śniadanie

Tofucznica to śniadanie bardzo syte i nie do końca lekkie. Mimo to, czasem mam na nią wielką ochotę. 🙂

Składniki: kawałek pora, pół kostki tofu (ja korzystam z naturalnego, wędzonego lub marynowanego Polsoi), kilka kawałków suszonych pomidorów, oliwki, spory kawałek czerwonej lub żółtej papryki, kilka kropli wrzątku, olej kokosowy do smażenia, papryka słodka (przyprawa), kurkuma, sól i pieprz.

Przygotowanie: Rozgrzewam patelnię i na oleju kokosowym szklę pora, a następnie duszę paprykę pod przykryciem. Lubię, kiedy jest miękka i puszcza sok, dlatego trwa to dobrych kilka minut. W tym czasie kroję suszone pomidory i oliwki. Dodaję je do papryki, gdy jest już wystarczająco miękka i duszę kolejne kilka minut.

Tofu kruszę w palcach nad patelnią. Ponieważ nie chcę, by było ścięte, ale raczej miękkie jak jajecznica, kiedy znajdzie się na patelni dolewam kilka kropli wrzątku i mieszam szybko (tofu szybko wchłonie wodę). Zanim woda całkowicie zniknie z patelni, dodaję dla smaku sól himalajską lub zwykłą (himalajska daje lekko jajeczny posmak) i inne przyprawy (sporo kurkumy!), chwilę jeszcze trzymam na patelni i… już!

Jeśli chcesz, do tofucznicy możesz dodać też inne składniki – pieczarki, kapary, szpinak albo świeżego pomidora. Ja najbardziej lubię moją sprawdzoną wersję. 🙂

5. Grzanki z guacamole

Były tu dwie kromki, ale jedna zniknęła, zanim zdążyłam zrobić zdjęcie. 😉

Guacamole ma same zalety. Nie dość, że idealnie działa na cerę (polecam wszystkim z suchą skórą!), to ma też atuty logistyczne: rzodkiewka czy papryka wciśnięte w guacamole, trzymają się kanapki i nie zjeżdżają z niej, gdy zanadto zapatrzymy się w ekran komputera. 😉

Przepis na guacamole jest bajecznie prosty, a jedyne, co może zaważyć na sukcesie to awokado – powinno być na tyle dojrzałe, by łyżka sama w nie wchodziła po przekrojeniu, jak w masło.

Składniki: 1 miękkie awokado, trochę soku z cytryny, pełnoziarniste pieczywo na grzanki (jeśli nie jesz glutenu możesz zastąpić je ryżowymi krążkami – awokado na nich smakuje pysznie!), kiełki rzodkiewki lub brokułu, kilka rzodkiewek, sól i pieprz.

Przygotowanie: Awokado wystarczy wydrążyć ze skórki, rozdrobnić widelcem i skropić sokiem z cytryny. W klasycznym przepisie na guacamole jest jeszcze sól i opcjonalnie słodka papryka, ale ja najbardziej lubię minimalistyczną wersję tylko z cytryną.

Pieczywo przygotowuję w mikrofalówce (opcja grillowania), ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przygotować je na patelni (wystarczy posmarować ją olejem kokosowym) lub w opiekaczu. Do awokado bajecznie pasują rzodkiewki posypane solą i pieprzem. Śniadanie gotowe w 3 minuty!

6. Kanapki z twarożkiem z pestek słonecznika z przepisu Wegan Nerd

Kiedyś myślałam, że przygotowanie wegańskiego twarożku jest skomplikowane i czasochłonne. Od kiedy okazało się, że zajmuje tyle, co wsypanie kilku składników do malaksera (blender ze śmigiełkiem) i minutę-dwie blendowania, przygotowuję go częściej. Zwykle do kanapek – jest bajecznie prosty!

Przepisów na słonecznikowe twarożki jest mnóstwo, ale polecam Ci ten od Alicji z Wegan Nerd – jest obłędny. 🙂 Opcjonalnie są w nim do zastosowania płatki drożdżowe – ja robię wersję bez nich i bez cebuli. Smakuje wyśmienicie, zwłaszcza z ciężkim, żytnim chlebem bez drożdży.

Ważne, by ziarna zblendować wystarczająco dobrze – w przeciwnym wypadku nasz twarożek będzie smakował słonecznikiem. Gdy pestki są zmielone na mokrą masę i skropione sokiem z cytryny, jesteśmy w domu – osiągamy pyszną, kremową, gładką konsystencję.

7. Hummusy i gotowe pasty na kanapkę z mnóstwem warzyw!

Nie oszukujmy się: nawet, jeśli możemy sobie pozwolić na śniadanie mistrzów, czasem po prostu nie chce nam się go przygotowywać. 😉 Też mam takie chwile (i to nierzadko!) i zawsze wtedy cieszę się, że ktoś wymyślił hummus i gotowe pasty kanapkowe.

Tych wegańskich jest dziś w sklepach (nawet w przydomowym spożywczaku) tak dużo, że KAŻDY znajdzie coś dla siebie. Dostępne są w Simply Market, Tesco, Carrefourze i sieci Carrefour Express, Biedronce, Lidlu, Kauflandzie (seria Take It Veggie), Rossmannie, sieci Społem, Auchan, Tesco, Piotrze i Pawle, nawet w sklepikach w mniejszych miejscowościach.

Szczególnie lubię hummusy firmy Perla w różnych wersjach (zwykły, z czarnuszką, z curry…), kremowe serki kanapkowe Valsoia, słoiczki Primavika (mój ulubiony to paprykarz jaglany) i dostępne w czterech smakach pasty Toppo z Lidla. Zajadam je z każdym możliwym warzywem i zieleniną, na chlebie, macy razowej albo w formie przekąski z ryżowymi krążkami.

A co jeśli naprawdę nigdzie nie możemy dorwać nic wegańskiego, a nie mamy czasu na długie przygotowania? Suszone pomidory zblendowane z czarnymi oliwkami smakują na kanapce przepysznie! <3


Omnomnom…

Możliwe, że czytając ten tekst raczyłaś się przepysznym śniadaniem – mam nadzieję, że tak właśnie było! A może przyjemność śniadań mistrzów zostawiasz sobie tylko na weekendy? Takie wyczekane śniadaniowe święto może smakować nawet lepiej. Może śniadania świętujesz wspólnie z rodziną lub partnerem? Wtedy na pewno Twoje tradycje będą zupeeeełnie inne od opisanych przeze mnie! A może ze względu na oszczędność czasu przygotowujesz tylko szybki, owocowy koktajl? Za to przepyszny i pożywny, a wypijasz go w drodze do pracy?

Daj znać, jakie są Twoje ulubione poranne posiłki i związane z nimi rytuały! 🙂

Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Jeśli artykuł Ci się podobał, możesz polubić fanpage Zenbloga i śledzić blog w serwisie Bloglovin’. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do grona obserwujących! 🙂

Kim jestem?

Aneta Kicman

Fotograf, freelancerka, magister filologii polskiej, optymistka, miłośniczka roślinnego jedzenia i życia w zgodzie ze sobą.

Moja firma:

Notatki z marginesów:

Miłość jest sposobem bycia. Energią emanującą z nas, gdy uwolnimy to, co ją blokuje.

- David R. Hawkins

Linki polecające:

Kod promocyjny do Bali Cafe:
2013

Czego słuchać w trakcie pracy:

Ostatnio na blogu:

Zobacz również:

Instagram