5 przeszkód, które blokują Cię przed twórczym działaniem w życiu, sztuce i biznesie

Natura potrafi być bardzo kreatywna.

Znaczenie słowa kreatywność zawęziliśmy do wąskiej dziedziny pracy artystów – malarzy, muzyków, poetów, rzeźbiarzy, ewentualnie fotografów, architektów lub pracowników agencji reklamowych. Przedstawiciele innych zawodów mają obejść się smakiem, bo z jakiegoś powodu nie nazywamy kreatywną pracy programisty, kierowcy, prawnika, sklepikarza czy na przykład sprzątaczki.

Tymczasem okazuje się, że kreatywni możemy być robiąc cokolwiek. Nie chodzi o sztukę, ale o pewną postawę, podejście do tego, co robimy:

Kreatywność nie wiąże się z żadną konkretną dziedziną, z malarstwem, poezją, tańcem, śpiewaniem – nie jest związana z niczym konkretnym. Wszystko może być kreatywne, to ty musisz wprowadzić tę jakość do swojej działalności.

– Osho, Kreatywność.

Według słownika synonimów, kreatywność to m.in. pomysłowość, odkrywczość, inwencja, inicjatywa, świeżość, śmiałość, innowacyjność i eksperymentatorstwo.

Jeśli wydaje Ci się, że nie potrafisz być kreatywny, przypomnij sobie swoje lata dzieciństwa. Dzieci nie mają żadnych oporów przed dawaniem upustu swojej kreatywności. Nie znają ambicji, strachu przed popełnieniem błędu i społecznych konwenansów, dlatego wszystko co robią, robią z brawurą i pełnym oddaniem.

na podstawie książki Osho, pt. Kreatywność. Uwolnij swą wewnętrzną moc.

Skoro wszyscy byliśmy kiedyś dziećmi i potrafiliśmy bez zahamowań tworzyć, to znaczy, że dalej tkwi w nas ten potencjał. Po prostu musimy odkopać go spod wielu warstw nieprawdziwych przekonań. Oto 5 przeszkód, które blokują Cię przed twórczym działaniem w życiu, sztuce i biznesie:

1. Nadwrażliwość

Nadwrażliwość to nic innego jak nasze ego – „ja”, które sami sobie zaprojektowaliśmy. Kiedy przedstawiamy się innym, myślimy o swoich porażkach lub sukcesach albo boimy się o nasz wizerunek, mamy przed oczami właśnie to wtórnie wykreowane przez nas samych „ja” (w końcu prawdziwe „ja” nie jest tak czułe i nie można go tak prosto dotknąć 😉 ).

Ego to zamknięcie się w pudełku etykiet i sądów i ciągłe zabieganie o takie opinie innych, które zgodne będą z etykietami, które sami sobie nadaliśmy. To ciągły konflikt, wymagający walki o zachowanie twarzy.

Tworząc swoje idealne „ja”, upieramy się, że zawsze postępujemy szlachetnie, mądrze, właściwie. A jeśli już się mylimy, nie bierzemy za to odpowiedzialności, bo przecież winowajca zawsze jest na zewnątrz – jest nim zły los, struktura społeczna lub system ekonomiczny, nieodpowiednie wychowanie przez rodziców, brak miłości i akceptacji, przeszłość, karma, brak możliwości, nieżyczliwość innych. Ostatecznie po prostu grzeszna natura człowieka, ale na pewno nie my! 😉

Tak wielu rzeczom musimy więc rzucić rękawicę, by nie przyznać, że coś w tym naszym „ja” zgrzytnęło. Nawet jeśli jest to wizerunek, który mamy tylko sami przed sobą.

Pielęgnując swoje ego, pielęgnujemy naszą zależność od czynników zewnętrznych. Boimy się, że w końcu zostaniemy zdemaskowani. I ten strach nas paraliżuje, także w tworzeniu, sprawia, że faktycznie popełniamy mnóstwo błędów, zupełnie tak, jakby ktoś patrzył nam na ręce.

Przeciwieństwem ego jest świadomość. Kiedy zauważymy swoje ego, staniemy się wolni od obaw, otwarci na to, co przynosi nam wena. Nie musimy kwestionować każdego ruchu. Pojawia się pewność w tworzeniu. To kreatywne tworzenie bez natarczywych myśli w głowie. Wtedy właśnie powstają najlepsze dzieła.

2. Perfekcjonizm

Perfekcjonizm to typowy paradoks: chcąc być perfekcyjni, nigdy tacy nie będziemy, bo zbyt zajmuje nas przyszłość: dążenie do bycia perfekcyjnym. Nie podoba nam się jacy jesteśmy tu i teraz, a jak można być kreatywnym, nie lubiąc siebie?

Zamiast oddać się działaniu, ciągle podważamy każdy swój ruch: Może powinienem zrobić to inaczej, a może jednak jest dobrze? A może jednak nie? A może zacznę od początku… czy ja w ogóle się do tego nadaję? Boimy się najczarniejszego scenariusza, to jest że… (uwaga, straszne) popełnimy błąd! (Uf, chwile grozy już za nami). I może jeszcze ten błąd ktoś nam wytknie (a jednak nie 😉 ). Pokaże: o tu, tu. Brzydko. Są lepsi. Niedoskonale. Pała.

Pojawia się staranie, a starając się, nie jesteśmy w stanie działać naturalnie, w zgodzie ze sobą, kreatywnie, świeżo. Możemy tylko odtwarzać pewne konwencje, ale nie stworzymy nic nowego.

Rzeczy doskonałe nie powstają z wysiłkiem. Powstają, kiedy wysiłek odłożymy na bok i pozwolimy sobie na zapomnienie o perfekcjonizmie. Kiedy nie myślimy o oczekiwaniach innych, o rachunkach do zapłacenia, o naszych własnych kryteriach jakości i po prostu czujemy flow.

3. Intelekt

Spoko, nie chodzi o to, że rozum jest zły i trzeba wyrzucić go do śmieci. Wystarczy, że czasem odłożysz go na półkę. Intelekt to w końcu narzędzie jak każde inne.

Dzięki intelektowi jesteśmy w stanie wyszukiwać dane, korzystać z naszej wiedzy, gromadzić, analizować, przetwarzać. Potrafimy myśleć logicznie. Możemy na przykład przestudiować słowo po słowie najlepsze powieści Stephena Kinga, opanować do perfekcji technikę malarską Van Gogha i rozłożyć na czynniki pierwsze dzieła Chopina.

Ale czy to znaczy, że napiszemy drugie Lśnienie, namalujemy drugą Gwieździstą Noc, skomponujemy drugi Nokturn f-moll? Ok, najlepsi, najzdolniejsi w końcu napiszą drugie Lśnienie, namalują drugą Gwieździstą Noc, skomponują drugi Nokturn f-moll. Ale czy widzisz tragizm tej sytuacji? Tak czy inaczej dalej będzie to TYLKO drugie Lśnienie, druga Gwieździsta noc i drugi Nokturn f-moll. Kopistów nie ceni się tak samo, jak wirtuozów, przykro mi.

To będzie odtwórcze, niekreatywne. Intelekt nie jest w stanie stworzyć arcydzieła, bo nie będzie w nim żadnego pierwiastka świeżości. Szekspir, Tołstoj, Picasso, Van Gogh, Mozart, Beethoven – żaden z nich nie nauczył się tworzenia na uniwersytecie czy w szkole. Żadna szkoła nie mogła ich tego nauczać, bo powołali do życia coś zupełnie nowego. Nie mieli ani gotowych ram, w które chcieli się wpasować ani konkretnego przepisu, proporcji, które należałoby odtworzyć.

Kiedy studiowałam filologię polską, na któryś z naszych pierwszych wykładów wszedł dziekan. I powiedział zdanie, które pamiętam do dziś: Nie możemy nauczyć Was, jak stać się pisarzami. Możemy Was tylko nauczyć jak zostać krytykami.

Na drugim biegunie, w stosunku do intelektu, leży inteligencja. Inteligencja jest żywa, rozwija się tylko w zetknięciu z nieznanym.

Aby pobudzić inteligencję, nie potrzebujesz więcej informacji, potrzebujesz więcej medytacji.

– Osho, Kreatywność.

Jeśli chcesz działać kreatywnie, to, co już wiesz, wszystkie zasady kompozycji, wszystkie reguły musisz odłożyć na półkę. W zamian, z pustki, która zostanie, możesz zrobić dosłownie wszystko.

4. Przekonania

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie mówimy tu o fundamentach naszego światopoglądu. Te przekonania są zwykle przez nas dobrze przemyślane i wiemy dlaczego się ich trzymamy. Mam tu na myśli raczej pewne utarte poglądy, mniemanie o czymś, przeświadczenie. Także przekonania, które zaszczepili nam w dzieciństwie rodzice, szkoła, autorytety.

To ograniczenia, które sami, na własne życzenie, sobie stawiamy. Jasne, ułatwiają życie i dzięki nim jesteś w stanie szybko podejmować codzienne decyzje, ale zamykają mnóstwo drzwi. Dobrze, że nie zawsze jesteśmy w pełni uważni – inaczej mogłabym nigdy nie odkryć przepysznej herbaty po izraelsku, podawanej w mojej ulubionej knajpie, bo nie lubię mięty. 😉

Tworząc, też ulegamy takim przekonaniom. Ile razy mówi nam się, że tego czy owego tak się nie robi. Dlaczego? Bo nikt inny wcześniej tak tego nie robił?

W sieci, w książkach, na szkoleniach pełno jest rad, jak prowadzić swój biznes. Wystarczy się ich trzymać, by „odnieść sukces” (patrz: Intelekt). Tymczasem to nic innego jak przekonania, zamykające nam drzwi!

Kiedy trzymamy się przekonań, wierzymy że rzeczywistość wygląda dokładnie tak, jak mamy ją zarysowaną w projekcji naszego umysłu, jak w podręczniku. Tymczasem rzeczywistość jest dynamiczna! Ona się zmienia, jest w ruchu i nic nie jest jasne, stałe. Świat się zmienia i zmieniają się realia, na przykład prowadzenia biznesu. Zmiana dokonuje się przez ludzi, którzy nie ulegają takim masowym projekcjom.

Nie poddając się przekonaniom, otwieramy się na doświadczanie. Sprawdzamy wszystko na własnej skórze. Oczywiście możemy się sparzyć, ale jest szansa że dotrzemy tam, gdzie nie dotarł nikt przed nami.

Mówi się na przykład, że żeby odnieść sukces w biznesie, należy zająć się jedną dziedziną i konsekwentnie się w niej doskonalić. Richard Branson jest totalnym zaprzeczeniem tej tezy, a jednocześnie jednym z najprężniej działających (i, mam wrażenie, najszczęśliwszych) przedsiębiorców świata.

5. Dążenie do uznania

Od dzieciństwa przyzwyczaja się ludzi, że pochwała jest najlepszą nagrodą. Dla dziecka, aprobata lub jej brak w oczach rodzica lub pani w przedszkolu, staje się być albo nie być. Uczymy się więc od małego, że to o aprobatę powinniśmy zabiegać. Nie o to, byśmy sami czuli się dobrze, robili to, co chcemy i jak chcemy, ale tak, aby otrzymać pochwałę, akceptację.

W pewnym sensie to zrozumiałe – należy nagradzać pewne zachowania, by nauczyć dzieci funkcjonowania w społeczeństwie, w pewnej konwencji, która jest potrzebna. Jednak czasem dążenie do pozytywnego feedbacku pozostaje nadrzędnym celem w dorosłym życiu. Czy nie cenimy opinii innych wyżej od naszej własnej?

Ten problem mnie dotyczy, bo negatywny feedback od klientów jest dla mnie zawsze dużym rozczarowaniem – zwłaszcza kiedy wiem, naprawdę wiem, że zrobiliśmy świetną robotę, a negatywna opinia klienta nie jest związana z warunkami umowy. Tak się zdarza. Jeśli cenimy swoją pracę bardziej niż uznanie za nią, przejdziemy nad tym do porządku dziennego – ot, trudno, zdarza się, przecież opinia na temat rzeczywistości nie zmienia rzeczywistości.

Pracując z myślą o uznaniu (feedbacku klienta, reakcji znajomych na to, co robimy, komentarzach czytelników pod wpisem, recenzji swojej książki, etc.), pracujemy myśląc o przyszłości. A jeśli jesteśmy w przyszłości, nie jesteśmy w stanie oddać się temu, co robimy. W ten sposób włączamy wszystko, o czym pisałam wyżej: ego, perfekcjonizm, intelektualne podejście do tworzenia, przekonania.

Problem z uznaniem i szeroko pojętą „sławą” jest wielowymiarowy. Naturalnie, kiedy już świat (lub choćby nasze podwórko) o nas wie, bardziej boimy się porażki. Musimy też mierzyć się sami ze sobą (dlatego nie uważam, żeby wieczne porównywanie się do samego siebie z przeszłości było zbyt zdrowe). Jeśli uda nam się stworzyć w jakiejś dziedzinie arcydzieło, presja towarzysząca kolejnemu wytworowi będzie dwa razy większa. Właśnie dlatego tak wielu świetnie debiutujących muzyków długo wstrzymuje się z wydaniem drugiej płyty. Cóż, muszą mierzyć się z samymi sobą, mając na koncie tak zwane „arcydzieło”. A wtedy przecież tworzyli je bez presji sławy!

Być może dlatego niektórzy z twórców nie przyjmują nagród za swoje osiągnięcia. Jean Paul Sartre odmawiając przyjęcia Nagrody Nobla, powiedział:

Otrzymałem wystarczającą nagrodę, pisząc moje dzieło. Nagroda Nobla niczego nie doda – wręcz przeciwnie, ściągnie mnie w dół.

– słowa Jeana Paula Sartre’a, przywołane w książce Kreatywność, Osho.


Czy jeszcze coś Cię ogranicza? Do dzieła! 🙂

Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Mogłabym być jak Gary, ale czegoś mi brakuje…

Uwaga, będzie wyznanie. Odnoszę wrażenie, że czasem

5 książek, które zaskoczyły mnie w 2016

Z racji złamanej nogi, rok 2016 był dla mnie świetnym

Jak radzić sobie ze stresem | 7 sprawdzonych technik

W moim zawodzie stres jest na porządku dziennym.

Jeśli chcesz zaglądać na Zenblog częściej, zapraszam do obserwowania bloga w serwisie Bloglovin’ i na Facebooku.

  • Myślę właśnie, co mnie najbardziej ogranicza przed tworzeniem,w szerszym wymiarze, niż tekst na blogu. Myślę, że u mnie jest to intelekt i przekonania. Dużo mi ten Twój wpis rozjaśnił i uświadomił. Przykład Bransona dał mi nadzieję, że moja wielowątkowość tworzenia-pisanie, chęć nauki fotografii i brandingu i jeszcze i jeszcze, okaże się jakąś metodą na swoją, skromną miarę:)

    • Jejku, właśnie! Wielowątkowość! Ostatnio ten temat mnie bombarduje ze wszystkich stron i jeszcze o tym napiszę, bo mam nowe dane. 😀 Będzie moc.

  • Bardzo wartościowy wpis! Szczególnie spodobał mi się punkt o intelekcie Zgadzam się! Szkoła zabija kreatywność.Może to brzmi dziwnie z ust polonistki, ale tak jest. Staram się to zmienić 😉 I wielu jest takich nauczycieli 🙂 Refleksje o dążeniu do uznania też dają wiele do myślenia. Ale wydaje mi się, że chęć docenieniea jest naturalna i to chyba nieuniknione….

    • Dzięki za komentarz. 🙂 Widzę, że poza spojrzeniem na kreatywność, łączą nas też te same studia. 🙂
      Co do chęci bycia docenionym – właśnie nie wiem, czy to naturalne. Wydaje mi się, że kulturowo nabyte. We wczesnej fazie dzieciństwa robimy po prostu to, co nas cieszy i reagujemy buntem na próbę wywarcia na nas wpływu. Dopiero wtedy uczymy się, że dostosowywanie się da nam więcej korzyści, bo wkłada nam się do głowy, że za wszystko należy się kara lub nagroda, wszystko jest dobre lub złe. A ponieważ jako dzieci jesteśmy w pełni uzależnieni od rodziców, od nich zależy nasze być albo nie być, szybko uczymy się że spełnianie oczekiwań to konieczność do przetrwania. I jeśli później, w okresie kształtowania osobowości nie będziemy mieć okazji do przewartościowania kilku spraw, to taka potrzeba uznania może warunkować wszystkie nasze działania.

  • Dzięki za ten wpis, czasem warto sobie odświeżyć niby takie oczywiste rzeczy, ale jednak dosyć blokujące twórczą postawę 😉

  • Fajnie to opisałaś! Pkt 1) często łączy się z 5) zwłaszcza w czasie spotkań czy burzy mózgów, bo ludzie obawiają się „co sobie inni pomyślą jak powiem mój pomysł, który odstaje od innych nudnych pomysłów:)” Dlatego fajnie, jak takie spotkanie np. prowadzi ktoś kto potrafi wprowadzić luz i humor.

    • Dokładnie tak… dlatego ponoć (sama nie mam takich doświadczeń) świetnie sprawdza się zapisywanie pomysłów na kartkach (wszyscy robią to w tym samym czasie, nikt nie sugeruje się wcześniejszymi pomysłami i nie porównuje do nich własnych), które potem są odczytywane i wspólnie dyskutowane. Trudniej jednak nie oceniać samego siebie, niż zaakceptować opinie innych 🙂

      • Tak, to fajny sposób, anonimowy, szczególnie gdy jest jakiś mocno opiniotwórczy lider w grupie.

  • Dążenie do uznania, czyli co nas motywuje. Słusznie napisałaś, że ważniejsza jest motywacja wewnętrzna niż zewnętrzna, w przeciwnym razie za każdym razem będąc drugimi będziemy wściekli, zamiast cieszyć się samą „konkurencją”/zadaniem.

    • Dokładnie tak… cieszenie się działaniem samym w sobie i efektami, które są dla nas ważne – to jest naprawdę super! 🙂

  • U mnie chyba najgorzej z tym perfekcjonizmem. Strasznie go sobie w życiu narzucam i nieważne jakbym zasuwała – i tak nie jest wystarczająco dobrze. A bardzo chciałabym się go pozbyć, bo wiem i jestem o tym przekonana, że bez niego udałoby mi się zrealizować o wiele więcej rzeczy.

    • Faktycznie, to trudne. Ja z perfekcjonizmem musiałam dojść do ściany, by zacząć z niego rezygnować. A jeszcze dużo przede mną.

  • Vera

    Dzięki za świetny wpis! Będę do niego wracać. W moim zawodzie: naukowiec-informatyk, połączenie intelektu i twórczości jest dla mnie ciągłym wyzwaniem. I to nieszczęsne – chyba wpisane w zawód, może poza geniuszami – konkurowanie o uznanie, swoje i środowiska, zmagania z ego, brrr. Dzięki za bloga, rozjaśnia mi wiele rzeczy! Pozdrawiam 🙂

    • Dzięki, że napisałaś! Tak… Sama jestem na etapie uzdrawiania relacji samej ze sobą i widzę, jak trudno o własne uznanie i jak duże znaczenie potrafią mieć czynniki zewnętrzne, gdy zapominamy po co robimy to, co robimy.

      Natomiast myślę, że geniusze mają gorzej – wiedzą, że są nieprzeciętnie inteligentni i stawiają sobie poprzeczkę jeszcze wyżej, jednocześnie widząc każde swoje potknięcie – to trochę jak piętno. Przy tym silniej odczuwają konkurencję o uznanie (w końcu im się należy z racji intelektualnych możliwości, jeśli tego uznania nie ma, może pojawiać się wrażenie zmarnowanego potencjału) i trudniej im uciszyć ego. Pewnie dlatego rzadko kiedy słyszy się o geniuszu, który wiedzie spokojne, harmonijne i szczęśliwe życie.

      Jestem bardzo ciekawa jakie są Twoje sposoby na pracę. Czy masz potrzebę weny i płynięcia z flow czy ważna jest dla Ciebie systematyczność, posuwanie się choćby małymi krokami do przodu. Są bardzo różne podejścia.

      • Vera

        Ciekawe przemyślenia odnośnie geniuszy 🙂 Co do sposobów na pracę – właśnie od lat próbuję coraz to nowych systemów, sposobów itd. I… ciężko o wnioski, bo chyba się zmieniam, a kolejne systemy działają mi przez jakiś czas, a potem mi się nudzą, w każdym razie nie dają już takich efektów / nie chcę ich stosować 😉 Ostatnio zadziałała na mnie appka „Productivty Challenge”, z takim hiperrobociarzem, który zliczał czas 😉 Motywowało mnie zdobywanie kolejnych „rang” i oglądanie wykresów ile pracowałam. Ale właśnie już mi się znudziła.

        Mam pewne obserwacje dot. swojego pracowania, np. rano potrzebuję zrobionej wcześniej listy zadań do wykonania i to w konkretnej kolejności – inaczej spędzam czas zastanawiając się, co zrobić (najpierw). Po południu łatwiej mi o skupienie, dobry humor, kreatywność.

        Ale generalnie najbardziej napędzają moją pracę współpracownicy i relacje – tylko że z innymi a nie ze sobą – i albo jest super i wszystko leci jak błyskawica, albo się zacinam. Czyli motywację mam chyba bardziej na zewnątrz… :/Świetnie pracuje mi się w zgranej parze lub zespole – wtedy dostaję skrzydeł i działam bez wytchnienia 😉 Samej czasem ciężko mi się zmotywować – wtedy najefektywniejszym sposobem jest deadline…

        Do tej pory prawie zawsze patrzyłam na pracę jak na zadania do wykonania, nie jak na proces twórczy, więc nie czekałam na flow – raczej starałam się działać pomimo zniechęcenia itd. – dlatego ten wpis tak mnie poruszył. Nie analizowałam, dlaczego się blokuję – ale chyba to były przede wszystkim przekonania, że pewnego poziomu nie przebiję.

        Gdybyś miała wskazówki, co warto poczytać w tym temacie (np. inne Twoje wpisy) to będę wdzięczna 🙂 Pozdrawiam!

        • Grunt to rozpoznać siebie! Wiesz co Cię motywuje, więc możesz twórczo korzystać. 🙂 Może właśnie jesteś stworzona do pracy zespołowej. Ja wręcz odwrotnie – lubię pracować sama, kiedy nic mnie nie rozprasza (dlatego praca nocą to dla mnie ideał :D).

          Jeśli chodzi o samą motywację, to wiele rzeczy się na to poczucie motywacji do pracy składa. I mega, mega ważne jest systematyczne odpoczywanie. Naprawdę mega ważne, widzę po sobie…
          Pisałam tutaj: http://zenblog.pl/2016/05/motywacja-bez-przymusu/

          Sama staram się motywować nie efektem końcowym, ale przyjemnością procesu – tj. czynić pracę przyjemną. Np. słucham audiobooków i wtedy świetnie mi się obrabia zdjęcia (słuchanie i rozumienie angażuje inną półkulę niż typowo wizualna praca nad zdjęciem, więc nie tracę koncentracji, wręcz odwrotnie – jestem bardziej skoncentrowana i dłużej niezmęczona). Angażująca muza też styknie. Wszystko masz tutaj: http://zenblog.pl/2016/05/czego-sluchac-w-trakcie-pracy/
          Jeśli słuchanie u Ciebie niemożliwe, może możesz w inny sposób uprzyjemnić sobie pracę, np. rozpoczynać ją z kubkiem pysznego, zimnego koktajlu owocowego, etc. – czymś, co będziesz lubić na tyle, że nie będziesz mogła się doczekać, by usiąść do pracy. Najgorsze to siadać do pracy z myślą o jej końcu, że chcesz już być po. Jak z każdą zmianą, najtrudniej coś zmienić, jeśli nie mamy akceptacji dla „tu i teraz”. Jak lubimy tu i teraz, to finał, zmiana jest za moment.

          Na flow w zasadzie nie czekam, ale lubię być w. Pomagają mi małe kroki i po pierwszym, drugim, trzecim, jestem już we flow. Więcej tutaj: http://zenblog.pl/2016/05/jak-realizowac-duze-cele-bez-wsparcia-samodyscypliny/

          Co do grywalizacji, o której wspominałaś, takie aplikacje są bardzo fajne (i w ogóle systemy, nawet na kartce), ale faktycznie się nudzą, bo to ta motywacja oparta na tym, że chcesz skończyć – ale możesz robić pętelkę – wracać do wcześniejszych i tak w kółko. Oby coś w danym momencie motywowało. Ja np. lubię widzieć postęp, więc rozpisuję sobie na kartce słupki i skreślam je, obrabiając zdjęcia (wykreślam po 5-10, zależnie od tego ile to dla mnie „mały krok” – zależnie od moich mocy danego dnia).

          Co do poczytania w temacie? „Kreatywność” Osho, to jest ta książka, na podstawie której powstał ten wpis, i „Jeśli chcesz pisać” Brendy Ueland. Dwie naprawdę zmieniające podejście książki o pracowaniu i kreatywności w pracy. <3 Tylko Osho trzeba tak wiesz… z dystansem. 😉