Jak realizować duże cele bez wsparcia samodyscypliny

DSC_1751

Z dużym celem jest jak z wysokim szczytem. Jeśli myślimy tylko o wierzchołku i nie przykładamy uwagi do zdobywania niższych baz, droga będzie nie do przejścia. Na szczęście tylko od nas zależy, jak zaplanujemy sobie trasę i gdzie rozbijemy obóz. Dobrze zaplanować checkpointy, niezależnie czy zdobywasz Everest, czy Twoim Everestem jest zakończenie długoterminowego projektu.

Równie ważne jest zwyczajne posuwanie się naprzód, choćby tylko o kilka centymetrów. Dawno czytałam Przesunąć horyzont Martyny Wojciechowskiej, ale do dziś pamiętam jej słowa o tym, jak zdobywała szczyt: w trudnych chwilach Martyna myślała tylko o następnym kroku. Nie o wierzchołku ani nawet o dotarciu do kolejnego, przełomowego punktu, ale o jednym, najbliższym kroku do wykonania.

I jeszcze jedno, zanim zaczniemy. Żałuję, że nie mam zdjęcia Everestu. Musi Ci wystarczyć widok z pięknej, tatrzańskiej doliny. 😉

Stoicka metoda małych kroków

Być może małe kroki kojarzą Ci się z zawieszeniem między dwoma wersjami siebie: taką, jaką jesteś i taką, jaką chcesz być. Metoda małych kroków bywa rozumiana jako przekonanie, że nie trzeba pokonywać (od razu) całej trasy aż do mety, a wystarczy jeden krok, by poczuć satysfakcję ze spełnionego obowiązku. W skutek tej pomyłki bywa usprawiedliwieniem dla prokrastynacji lub zastoju w pogłębianiu swojej wiedzy lub rozwoju osobistym czy zawodowym.

Stoikom jednak nie chodzi o to, żeby zrobić ten mały kroczek i już cieszyć się odpoczynkiem na hamaku. Oni po prostu znają siebie i wiedzą, że bardzo łatwo zboczyć z trasy, gdy cel wydaje nam się tak odległy, że z punktu startu nawet go nie widać. Co innego jednak, gdy zamiast o odległym celu będziemy myśleli o punkcie tuż przed nami, od którego dzieli nas tylko jeden krok. Jeden krok zawsze możesz zrobić, prawda? Nie potrzeba do tego żadnej samodyscypliny.

Korzyści

Dzięki podejściu stoików o niebo łatwiej będzie Ci rozpocząć pracę. Nie będziesz zastanawiać się, czy masz czas i siłę na podjęcie dużego wyzwania, bo dziś nie osiągasz Everestu, tylko dobijasz do bazy pierwszej, albo jeszcze mniej – dopiero odhaczasz konieczny przed podróżą research. Przecież nie powiesz, że nie masz siły usiąść do komputera, podobnie jak wybierając się na siłownię, nie powiesz że nie masz siły spakować torby. Ten pierwszy krok, mimo że mentalnie najtrudniejszy, w praktyce jest jednym z lżejszych, jeśli tylko uświadomimy sobie co tak naprawdę musimy zrobić.

Dzięki metodzie małych kroków trudnej będzie Ci też odejść od pracy w jej trakcie, jeśli będziesz trzymać się pytania: „czy mogę zrobić jeden, kolejny krok z listy?”. Trzymając się tematyki siłowni, każdy kolejny krok to jedno powtórzenie ćwiczenia z dużym obciążeniem. Jeśli trener powie, że masz zrobić jedno, nawet jeśli powie to dziesięciokrotnie, jest duża szansa, że uwierzysz w swoje siły. Jeśli od początku powiedziałby o dziesięciu, pewnie łatwo dałbyś za wygraną. Na każdy duży cel składa się tak wiele drobnych czynności, że czasem nie zauważamy, że jego osiągnięcie to skrupulatne wykonywanie każdej z nich z osobna, jednej po drugiej.

Dzielenie celu na drobne

Nawet nie myśl, że na początku obędzie się bez długopisu i kartki. Podstawą stoickiej metody małych kroków jest świadomość, na jak małe części możemy podzielić nasze zadania, a dokładne rozpisanie każdego celu na mniejsze jest bardzo pomocne. Realizacja każdego punktu z osobna nie powinna zajmować więcej niż 5-15 minut. Czasem to niemożliwe, ale wielu przypadkach się da – daj znać w komentarzu jak to jest z Twoimi zadaniami. 🙂

A jeśli zastanawiasz się, co dla Twojego dużego celu można zrobić w 5 minut, to znaczy że być może nie dzielisz go na wystarczająco małe części. Lepiej nie podchodzić do zadań dwudziesto-trzydziestominutowych jak do małych kroków, jeśli to tylko możliwe. To jest kawał czasu i jeśli samodyscyplina nie jest Twoją mocną stroną lub po prostu masz gorszy dzień, będzie Ci bardzo trudno wytrwać przy pracy (lub może nawet jej nie zaczniesz). Czym mniejszy przedział czasowy, jaki wyznaczasz dla jednego kroku, tym lepsze efekty.

(ROZWIŃ) Przykładowa lista małych kroków w pracy fotografa ślubnego

Naturalnie, kiedy już załapiesz metodę i nauczysz się wydobywać z jednego zadania wszystkie te mniejsze czynności, nie ma potrzeby, by za każdym razem przed rozpoczęciem pracy przygotowywać sobie długą listę zadań na kilka stron. 😉 Warto to zrobić za pierwszym razem i… wtedy kiedy wyjątkowo trudno zabrać Ci się do pracy.

Ja na przykład wracam do spisywania małych kroków do wykonania, jeśli wciąż odkładam przygotowanie dokumentów dla księgowej lub wizytę w urzędzie.

To kiedy przerwa?

Oczywiście nie można pracować w nieskończoność i nie to jest celem metody małych kroków. Chodzi raczej o to, by nie przerywać pracy, jeśli nie nadszedł jeszcze czas, w którym chcesz zrobić sobie przerwę, a przechodzić płynnie do kolejnego zadania, które zajmie nam 5-10 minut – małego kroku, który zawsze jesteś w stanie zrobić.

Idealny moment na przerwę zależy od wielu czynników. Ja np. staram się robić sobie dłuższą przerwę mniej więcej co 3 godziny (chyba, że bardzo dobrze mi się pracuje). Może w Twoim przypadku bardziej efektywne będą częstsze lub rzadsze okienka. Każdy z nas ma inne potrzeby. 🙂 Zanim jednak zdecydujesz się na kolejną przerwę, pamiętaj, że:

Zawsze możesz zrobić ten jeden, mały krok!

Właśnie o to chodzi w stoickiej metodzie małych kroków.


Inne wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Nie daj sobie wmówić, że freelancing nie jest dla Ciebie

Od kiedy zaczęłam interesować się tematami biznesu i

3 rzeczy, których nauczyło mnie prowadzenie biznesu

Kiedy kilka lat temu zakładałam działalność

O motywacji bez przymusu

Kiedy coś jest dla nas czystą radością, nie

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Bardzo miłe poranki z Twoim blogiem. Spotkałam się już z tą metodą i bardzo ją cenię, bo pozwala widzieć drogę;-) ryzyko patrzenia tylko na metę i wizyualizacja tylko celu niesie za sobą właśnie niebezpieczeństwo ignorancji pojedynczych kroków….
    Pozdrawiam serdecznie…

  • Joanna Penza

    Zdecydowanie to jest moja metoda nr 1! Jest jeszcze jedno jej zastosowanie, które polecam moim paniom do zmiany nawyków. Nie trzeba od razu myśleć, że musimy zmienić całe nasze życie. Wystarczy przez odpowiednią liczbę dni wprowadzić jedną krótką czynność, np. picie rano wody z cytryną. Zajmuje 5 minut, a powtórzone kilku-, czasem kilkunastokrotnie, wchodzi w nawyk (o tym pisał Brian Tracy). I dopiero wtedy kolejna czynność, choćby schody zamiast windy. Aż w końcu po pewnym czasie zostajemy z pakietem nawyków, które jak się okazuje, zmieniły całe nasze życie.

    • W takim wypadku trzeba pamiętać, że ten jeden krok to dopiero początek. Czasem bywa tak, że się rozleniwiamy i niezbyt wartko przechodzimy do kolejnych – tu już potrzebna jest samodyscyplina 🙂
      Ale co jak co, po Twoich zdjęciach patrząc, samodyscypliny masz dostatek! 🙂 :*

  • Ja znałem tę metodę jako kaizen. Nieistotna jest nazwa, ważne, że ta metoda działa i jest niezwykle skuteczna. Dla mnie szczególnie wtedy, gdy nie mogę zabrać się do pracy lub gdy mam gorszy dzień. Jedyny problem, że jest to metoda dla cierpliwych (efektów nie widać od razu) i dla systematycznych.

    • Mnie właśnie nauczyła cierpliwości i systematyczności. Kiedy wykreślam te drobne, zrobione punkty, aż chce mi się pracować dalej. 🙂 Co innego, jeśli przede mną jakiś wielki projekt, którego skreślić nie mogę przez tydzień. Ciekawe, że małe kroki są obecne i w kulturze rzymskiego stoicyzmu, i japońskiego kaizen i w filozofii wschodu 🙂